Witam!
Nie chciałbym by ten wpis był potraktowany tylko jako wpis pomocy jak mam postąpić?, ale może zna ktoś sytuację z własnych doświadczeń i przeżyć i ktoś mi podpowie jak zachować się w sytuacji w której nigdy przedtem nie byłem.
Nawiązując do tematu chodzi głównie o to ile czasu spędzam ze swoją partnerką.
- Poznaliśmy się w pracy i pracujemy razem w tym samym zakładzie pracy na tej samej zmianie.
Panna jest młodsza ode mnie rocznik 1990, ale jak na swój wiek mądra i poukładana. Zanim zdecydowaliśmy się na ten związek spotykaliśmy się po pracy by się lepiej poznać niż tylko w pracy gdzie widywaliśmy się 8 godzin 5 dni w tygodniu.
Oboje mamy za sobą nie udane związki z różnych przyczyn.
Ale od razu powiedzieliśmy sobie na początku kto jaki jest i ustaliliśmy zasady dotyczące związku między innymi odpowiedzialność i podeszliśmy do niego naprawdę poważnie.
Pracujemy już kilka miesięcy razem.
Problemem może być to , że też mieszkamy razem, czyli widzimy się i w pracy i w domu.Pracujemy, jemy i śpimy, wychodzi na to,że większość czasu jesteśmy razem.
Nigdy nie miałem takiej sytuacji ale kiedyś wyczytałem ,że co za dużo to nie zdrowo i może pojawić się w końcu negatywny skutek czyli nuda , monotonia , rutyna i wszystko może się pójść rypać.
Czy ktoś miał z Was kiedyś taką sytuację lub wie jak to może się skończyć?
Mam w planach aby przenieść się na inną zmianę,w pracy będziemy się tylko mijać a widzieć się będziemy w domu.
Czy to jest konieczne rozwiązanie?

"kiedyś wyczytałem"
A od kiedy czytanie oznacza "przestałem myśleć".
Szukasz dziury w całym.
Co, chcesz teraz wszystko przewrócić do góry nogami, bo coś "wyczytałeś"? Luzuj wora i się ciesz z udanej relacji. Przyjdzie czas, będzie rada.
Najlepsze są te kobiety, które są cnotliwe wobec obcych, a rozpustne wobec męża.
Znałem kobietę z takim zezem, że jak płakała, to łzy ściekały jej zza uszu.
Słowa mojej koleżanki "mieszkałam z nim na studiach, pierwsze trzy miesiące no super, ale później zaczął mnie najzwyczajniej w świecie wkurwiac"
Druga koleżanka była lepsza-mówiła, że zaczął ja denerwować po tygodniu
Hm...
Zależy od Was.
Ja mam taki układ od dobrych paru lat (no może nie dokładnie taki sam, bo mam firmę z partnerem), i nie narzekam generalnie.
Jedyne niebezpieczeństwo: wracacie do domu i dalej "pracujecie" czyli omawiacie to co się działo w pracy.
Heh no to też.Po pracy zawsze jest o czym rozmawiać.
Cały czas do przodu
Też kiedyś pracowałem ze swoją dziewczyną - zaczynałem ją przez to nienawidzieć. Natomiast gdy widujemy się raz w tygodniu to sprawia wrażenie zakochanej małolaty
Dlatego uważam że czym mniej tym lepiej. Przeczytaj sobie blog "To już czas zamieszkać razem" autora nie pamiętam niestety.
W dzisiejszych czasach bycie prawdziwym mężczyzną to sztuka, którą pragnę zgłębiać.
No to pytanie za 100pkt:
Po co inwestować w relację, w której lubi się drugą osobę tylko w przypadku, gdy rzadko się ją widuje?
Najlepsze są te kobiety, które są cnotliwe wobec obcych, a rozpustne wobec męża.
Znałem kobietę z takim zezem, że jak płakała, to łzy ściekały jej zza uszu.
franzllang trafił w samo sedno.
Nie wyobrażam sobie tkwienia w związku z kimś, kto mnie nie irytuje tylko w dawkach homeopatycznych.
Przecież każdy związek ewoluuje i w momencie, kiedy partnerzy razem zamieszkają ma się rozpaść? Szkoda czasu na bycie z kimś, kogo po prostu nie lubię.
Jak z kimś będziesz mieszkał to i tak nie będziesz się widywał 24/7 bo wiadomo że pracować trzeba. A W tym przypadku oni razem pracują.
W dzisiejszych czasach bycie prawdziwym mężczyzną to sztuka, którą pragnę zgłębiać.
Ale tego, że on nawet nie wspomniał chociaż o 1 problemie między nimi, który wynikałby z częstego widywania się, to już nie dostrzegasz?
Nadal podtrzymuje, że jak się z kimś chce być, to po to, by być 24/7 lub na tyle, na ile czas pozwala.
Najlepsze są te kobiety, które są cnotliwe wobec obcych, a rozpustne wobec męża.
Znałem kobietę z takim zezem, że jak płakała, to łzy ściekały jej zza uszu.
Życzę Ci żebyś kiedyś był z kimś 24 godziny na dobę. W sensie będziesz z tą osobą spał, jechał do pracy, pracował, wspólne przerwy, powrót do domu, wspólny obiad, być może zakupy i czasem oglądanie TV, a potem wspólne pójście spać.
Ogółem mówię to z autopsji dlatego zgrywam takiego mądralę w razie czego. Powiem szczerze, że ta wspólna praca wszystko niszczy.
Reszta jest zależna od dojrzałości i chęci obu osób do bycia razem i podejmowania wspólnych decyzji życiowych. Jeśli ktoś się nie czuję, żeby z kimś mieszkać to po co to zmieniać jeśli jest dobrze?
Stary, wszystko zależy, zależy od tego w jakiej jesteś relacji z laską, jak się dogadujecie itd.
Byłem kiedyś z dziewczyną, z która bardzo dużo czasu spędzałem, zresztą z obecną tak samo. Ja zawsze stawiam sprawę jasno, że jestem osobą, która jak jest w związku to spędza praktycznie cały wolny czas wspólnie. Wiadomo, że są chwile, kiedy człowiek chce mieć święty spokój i trochę czasu dla siebie, ale chyba o to chodzi w poważnym związku, aby dzielić ze sobą życie. Jak drugiej stronie to nie pasuje, to prędzej czy później się coś takiego rozleci.
Ile jest firm rodzinnych, gdzie pracuje mąż z żoną. 24/7 na dobę ze sobą. Można? Można. Z drugiej strony pytanie, czy chcesz być z kimś, kto Cię irytuje jak za dużo czasu spędzacie razem, dla mnie jest to słaba sprawa.
nie myśl o tym że może wkraść się do waszej relacji rutyna, myśl o tym jak do tego nie doprowadzić.

"Przegrany jest ten, który nie spróbował"
moja matka z ojcem są 30 lat.
Skoro ty się boisz, że za długo z nią spędzasz czas, to jak wyobrażasz sobie wspólne życie ?