Hej chciałbym nadmienić ,iż to mój pierwszy wpis. Jestem nowym gościem portalu aczkolwiek wiedza tu zdobyta dość fajnie uzupełnia moją wiedzę praktyczną 
Powiem tak wje*ałem się w niezłe Gówno.
Może zacznę od początku.
Jestem dobrze ogarniającym życie singlem. Jeżeli chodzi o wygląd zewnętrzny jestem gościem z nadwagą (ale nie zaniedbany, bardziej misiek), mam bardzo narzucający się styl bycia dla otoczenia. Lubię się dobrze ubrać itp. itd.
Mój problem zaczął się w maju., Był to okres kiedy prowadziłem z kumplem imprezowe maratony... Poznałem Asie (wymyślony pseudonim), wypady wspólne na imprezy kumpel urabiał jej przyjaciółeczkę ja zabierałem się za "Asie" od początku podchodziłem do tego troszeczkę na zbytniej spinie (to ja bylem ten który zabiega, aczkolwiek bylem skuteczny) ale ogółem w lipcu coś tam zaczęło się dziać (zaczęliśmy sypiać)... I tak z tego sypiania wyszły częstsze spotkania, jakieś wypady do kina wspólne filmy w domu itp. itd.
Od początku sobie mówiliśmy ,że to takie niezobowiązujące, bo ona niegotowa itp bla bla bla, ja to traktowałem jako okres przejściowy. Jakby nie było jestem typem ,który zawsze ma to co chce
A od początku chciałem z nią być.
W sierpniu zabrałem ją na wesele kuzyna gdzie się super bawiliśmy (jestem bardzo troskliwy). Miała tam okazję poznać moją rodzinę (ale nie przedstawiałem jej jako mej kobiety, po prostu "Asia"), na poprawinach na sam koniec kiedy już większości gości nie było zdażył się incydent z chłopakiem mojej siostry. Gość był wulgarny w stosunku do mojej siostry i kobiety z którą byłem (uchlał się i zgrywaj chojraka) nie chciał się dać zapakować do samochodu. Poirytowało mnie to dość okrutnie więc chciałem to załatwić po męsku... "Asia" powiedziała ,że jak wysiądę z samochodu (bylem lekko podpity a ona byłą kierowcą i miała nas zabrać z wesela) to mogę sobie jej numer wykasować. Nie posłuchałem się jej wtedy i chłopaka wypunktowałem sam obrywając w nos i utraciłem trochę krwi z nosa bo odciągnęli mnie od niego. Ogółem strasznie się naładowałem adrenaliną... Załadowali mnie do jej samochodu i ona szybko mnie z tamtą powiozła... W samochodzie oczywiście moje pytanie czy kończymy tą znajomość bla bla bla itp itd.
Parę dni mnie pognębiła ,że jestem agresywny podręczyła moje sumienie ale ogółem znajomość poszła dalej...
Potem przyszedł Wrzesień w sumie końcówka... Jednej nocy tak ja zer*** z 5 razy pod rząd że była w niebo wzięta... Na drugi dzień przyleciała dla mnie z jakimś prezencikiem itp (był dzień chłopaka można powiedzieć ,że zorganizowała mi święto) i nagle sytuacja się odwróciła ja wyjechałem na weekend do Anglii do znajomych (ona nie chciała ze mną pojechać czuła ,że to chyba za wiążące).
Od tamtego czasu zaczęły się relacje psuć ona się zdystansowała. Oczywiście nie pozwoliłem ,żeby było tak że jej zbytnio pieskuje, mówiłem to co myślę na ten temat. Stawiałem na swoim (fakt faktem sam za mało się zdystansowałem, zacząłem się w tym gubić).
Potem relacje się poprawiły na krótki okres. Ale ostatnio zaczęły się problemy opisze trzy sytuacje które odrobinę rzutują obraz relacji i jak z nich wybrnąłem:
I: Rozmowa telefoniczna w ciągu dnia, i moja propozycja spędzenia wieczoru u mnie skończyła się pretensjami o to ,że nasze ostatnie spotkania u mnie kończyły się tym że usnąłem, (miałem wtedy wyczerpujący okres w pracy)... Uciąłem gadkę i wieczorem kiedy do mnie dzwoniła po raz kolejny, powiedziałem ,że mnie atakuje tym... (to z jej winy ten czas spędzaliśmy w domu). Ona się oburzyła sytuacja się zaogniła, krótka gadka ,że niby ona kończy rozmowę i tyle... Moją odpowiedzią było "to cześć" 
Po chwili SMS z wiązanką ,że mam się nie obrażać z prawdę bla bla bla "taki mały email"... 
Moją odpowiedzią było ,że nie obrażony tylko chciałem porozmawiać i powiedziałem jej ,że po prostu nie spędzimy więcej czasu w ten sposób...
Po 30 minutach telefon czy ochłonąłem. Moją odpowiedzią było ,że nie byłem wkurwiony tylko mnie poirytowała i że nie będę z nią teraz rozmawiał bo jestem z kumple,
Sytuacja na kilka dni ucichła.
II. Dzwonie do niej rano czy idziemy na mecz Polska-Urugwaj... Zadzwoniłem powiedziała ,że to świetny pomysł po chwili okazało się ,że nie ma już biletów... Ale tego samego dnia jakimś cudem udało się zdobyć bilety dla mnie dla siostry i dla mojego taty no i oczywiście dla niej. Naglę się okazało ,że ona nie może bo ma lekarza tego dnia (wymówką moim zdaniem ,mój ojciec chyba dla niej zbyt wiążące to się okazało). Ostatecznie z biletu skorzystała żona mojego taty 
III. Zaczęło mi doskwierać to, że tak naprawę nie jestem z nią w związku ,że nie mogę od niej wymagać wielu rzeczy chociażby poświecenia czasu. Ogółem zaczęło się psuć. Więc wymyśliłem ,że zrobię jej niespodziankę i zaplanuje nam wypad na gokarty co oczywiście będzie niespodzianką.
Więc napisałem jej sms w stylu ubierz się na sportowo jutro mam dla Ciebie niespodziankę, zarezerwowałem coś fajnego 
Najpierw afera o to ,że a co to za niespodzianka itp.
Uparłem się ,że nie odpowiem jej na to pytanie i bylem w tym bardzo konsekwentny więc wyszedł konflikt ale jakoś nie wymiękłem.
Rano jej napisałem ,że rezerwacje odwołałem i że nie będę jej zawracać głowy głupimi pomysłami.
W odpowiedzi dostałem soczystą wiązankę w stylu ,że ona nie mówiła ,że to głupi pomysł tylko że chce wiedzieć... Że mam sobie nie myśleć że ją sobie ustawie pod siebie i jeżeli tak myślę to niech wrócę do swoich małolatek bo może na nie to działa 
Moją odpowiedzią było "Układanie życia a zrobienie Ci niespodzianki... Nieważne"
Po chwili sms "Przepraszam ,że Cię uraziłam nie chciałam"
Z mojej strony cisza więc ona po 3 godzinach sms "Zjesz ze mną ciasto bo zrobiłam ?..." odpisałem na tego smsa zdawkowo "zjem"
Wieczór skończył się miło... ale bez sexu (ostanio z tym słabo) 
Jednak po tym wszystkim dalej z jej strony było olewanie mojej osoby ( za mało poświęcała mi czasu). Po 2 tygodniach stwierdziłem ,że mam tego dość i postawię sprawę na ostrzu noża... Zwłaszcza ,że właśnie rozpoczął się jej urlop ,a ja oczekiwałem ,że znajdzie wtedy więcej czasu dla mnie. Niestety przez to ,że nigdy nie było decyzji ,że jesteśmy parą. Nie miałem możliwości zaplanowania z Nią tego urlopu 
Napisałem jej wiadomość ,że musimy porozmawiać i czy spotkamy się tam gdzie pali (ma swoje miejsce gdzie jeździ samochodem zawsze zajarać). Ona odpisała mi ,że jest umówiona tam z psiapsiółą i czy coś się stało ?
Oczywiście nic nie odpisałem, po chwili kolejny sms czy coś się stało bo ona już odwozi koleżankę do domu...
Dalej z mojej strony cisza...
Telefon: "Ja już odwożę koleżankę i czemu mi nie odpisałeś na smsy ?"
"Widziałem smsy ale jeszcze nie odpisywałem"
"Aha, zaraz leci serial mój, obejrzymy go ?"
"obejrzymy"
Przyjechała do mnie, obejrzeliśmy ten serial, po serialu zacząłem rozmowę.
Poinformowałem ją ,że chcę porozmawiać o naszych relacjach. Jak mam ją traktować? Czy jak moją kobietę?
Ona odpowiedziała ,że przecież już to kiedyś uzgodniliśmy ,jak wygląda ta znajomość, że ona jest nie gotowa na związek że znam jej sytuacje bla bla bla
i ,że przecież ja zaakceptowałem taką formę znajomości.
Moją odpowiedzią było ,iż zmieniłem zdanie.
Ona poinformowała mnie ,że nie jest w stanie mi na chwilę obecną nic zaoferować....
Więc poinformowałem ją ,że w takim przypadku jeżeli nie mogę jej traktować poważnie nie mogę się z nią spotykać.
Pojawiły się jej łzy...informacja ,że jej szkoda ale że mnie rozumie bla bla bla Nie złamałem się, tylko na pewniaka prowadziłem tę rozmowę. Porozmawialiśmy z 40 minut.
Ona się zebrała i powiedziała ,że musi już iść i skradła mi na przegnanie buziaka w policzek (pocałowała mnie w mój policzek) pozwoliłem się pocałować ale z dużą niechęcią
Na drugi dzień okryłem ,że zostawiła u mnie rękawiczki. Zawiozłem rękawiczki do mojej siostry i poprosiłem siostrę żeby jej oddała (nie chcę żeby to był pretekst do spotkania) moja siostra ma z nią sprawę do załatwienia więc jej odda rękawiczki jutro.
I teraz mamy 5 dzień Ciszy. Ja czuje się panem sytuacji bo:
-Jeżeli ona się odezwie i będzie chciała spotkać ja to wszystko ustawiam na moich warunkach.
-Jeżeli ona się nie odezwie wiem ,że spotykanie się dalej z nią było stratą czasu.
Czy mój tok rozumowania jest prawidłowy ?
Powiem szczeże ,że zależy mi na niej ale nie pozwolę ,żeby ta znajomość funkcjonowała w takiej formie
Jak widzicie teraz możliwości wyjścia z tego pata. Bo ja widzę tak:
A) Czekam
B) Inicjuje spotkanie na ,którym jestem chłodny
C) Czekam, ale wprowadzam dezinformacje poprzez spotkanie się i zwierzanie się jej przyjaciółce. (mam z nią dobry kontakt więc mogę to wykorzystać, zwłaszcza ,że wychowałem ją sobie na mojego powiernika w kwestii moich problemów z "Asia".
D) Poczekam ,aż moja siostra odda jej rękawiczki. A następnie po dwóch dniach napiszę sms w stylu "Podjąłem decyzję ,że nie utnę z Tobą całkowicie kontaktu bo było by to niedojrzale z mojej strony wywalać Cię tak drastycznie z mojego życia, bądź jutro tam gdzie palisz o 20 to podjadę porozmawiać z Tobą"
Porozmawiamy sobie miło ale z dystansem i utnę kontakt znów na 2-3 dni 
Chcesz być dalej tym panem sytuacji to tylko opcja A się nadaje. Tylko myślę, że nie będziesz w tym czasie na dupie siedział tylko się weźmiesz za siebię i za inne panny. Bo o innych kobietach nic nie wspominałeś. Jak ich nie było to pewnie dlatego nie chciała się wiązać. Nie czuła presji konkurencji.
sorki za offtopa ale nie moge tego nie napisać - i to sie kurde nazywa wzorowo napisane pytanie z prośbą na forum!!!
"Jeśli wiesz ile jesteś wart, zdobądź to i walcz o to!!!, ale musisz być gotowy na porażki, a nie zwalać winę i mówić, że nie jesteś tu, gdzie chcesz przez niego, mnie czy kogoś tam-tchórze tak robią a Ty nie jesteś tchórzem!!! Jesteś chyba lepszy, CO??!!
Dokładnie opuściłem sobie wtedy inne. Jutro mam w planach coś nabic
A opcja D z propozycja sexu pod koniec spotkania?? sądzę ze by mogła na to pójść, a wtedy bym ja tak wyj....
A potem kilka dni chlodu ??
Z kolei rozmawiałem z Tatą na ten temat to powiedział ze zagrałem zbyt ryzykownie.
On proponował opcje: "zaakceptuj jej warunki ale zacznij sie spotykać też z inna, zazdrość zrobi swoje" ... co do jego doświadczenia powiem tak tato ma 4 dzieci z 3 kobietami więc trochę kobiety poznał w swoim życiu
Nie czekaj tylko działaj, ale dla siebie
O niej na razie zapomnij - pewnie w końcu się wykończy sama z siebie i zadzwoni
Aczkolwiek to nie jest pewniak
Żyj chwilą, ale myśl perspektywistycznie
Przebrnąłem przez całość, chociaż już po połowie chciałem Ci coś napisać...
Na moje, to z tych wszystkich opcji, które wymieniłeś na końcu, to jedynie opcja A jest do przyjęcia. I nie, że "czekasz", tylko po prostu zlewasz temat na jakiś czas i zajmujesz się sobą...
Bije z Twojego wpisu, że zależy Ci na tej lasce, a jej z kolei chyba nie tak bardzo. Poczekaj trochę i zobacz jak będzie. Żeby nie okazało się, że inwestujesz czas, energię i hajs w nieodpowiednią osobę.
Albo przestaw się na opcję fuck friend - bo ona chyba tak widzi Waszą relację - i korzystaj
Aaaaa - i co do tego bycia "Panem sytuacji" - miej się na baczności chłopie, bo nawet nie zauważysz, kiedy będziesz popierdalał pod jej dyktando myśląc, że jest po Twojemu. A na razie tak jest, niestety. Laska gada, że nie jest gotowa, że nie wie czego chce, blablabla, a Ty masz rozkmine cały czas i zaczynasz z nią gadki o związku, co chyba nigdy nie kończy się dobrze.
Zluzuj z nią i zajmij się sobą i swoim życiem.
Pimpin' ain't easy, but somebody gotta do it.
Dla mnie określenie "Pan sytuacji" jest złudne i potrafi nas nieźle wpieprzyć w bagno, bo właśnie kiedy się tak czujemy, jesteśmy o tym święcie przekonani, to tym bardziej nie zauważymy jak szybko sytuacja obróci się o 180 stopni.
Naprawdę widzę tutaj cienką linię, umiejętnie trzeba ją napinać i poluźniać.
Co do tego ,że mi zależy masz racje. Między innymi dlatego przeciąłem tą relacje... nie chciałem ,żeby to się dewaluowało i pikowało w dół (wolałem drastyczne cięcie).
Widziałem ,że tracę nad tym kontrolę...
Co do czekania... Ja nawet wczoraj rozmawiałem telefonicznie z jej "przyjaciółeczką" ona poruszyła temat tego "rozstania" i powiedziała ona mi coś w stylu "dobrze wam zrobi taka przerwa" a ja na to ,że "ja tego nie traktuje jak przerwę tylko podjąłem decyzje i nie zamierzam jej zmieniać, i po podjęciu tej decyzji czuje się zdecydowanie lepiej..."
Więc druga strona traktuje to jak przerwę ,więc muszę dobić jakąś szpilę która uzmysłowi ,że to nie żadna przerwa tylko KONIEC 
Fuck friend to to było w wakacje potem zaczęło się to stabilizować a potem klapa. Wiem ,że napsułem dużo rzeczy swoim zachowaniem bo po prostu mnie utemperowała... Mogę to obrócić na fuckfriend na powrót ale nie dość ,że to będzie dla mnie niezły mindfuck (ale myślę ,że dałbym radę się opanować)... To teraz muszę wyjść z inicjatywą rozmowy... A jakoś nie chcę być niekonsekwentny. Zwłaszcza ,że "podejmując decyzje" poczułem od razu napływ siły znów jestem pewny siebie gość (chwilowo z lekkim bałaganem w głowie
)
Nie jesteś panem sytuacji i nigdy nie byłeś, chyba, że brałeś ją od tyłu.
Przez cały czas relacji zabiegasz o prowadzenie, po co ?
Podkreślasz cały czas jak robisz coś spokojnie, odpisujesz zdawkowo, punktujesz momenty w których jesteś pewny siebie - z czego to wynika?
Powiedziałeś jej, że skoro ona nie może dać Ci poważnej relacji to nie możesz się z nią spotykać - z drugiej strony dalej chcesz o nią zabiegać i kombinujesz jak koń pod górę. Jedno myślisz, drugie robisz? Z jednej strony nie chcesz być niekonsekwentny, z drugiej myślisz o rozmowie. To jesteś konsekwentny czy nie ?!
Seks na koniec spotkania i znajomości i kilka dni chłodu? A ona jest królikiem doświadczalnym? Nie ma to jak wykorzystać dziewczynę, kiedy górę biorą nad nią potężne emocje.
Nie kolego, punktuje, żeby się łatwiej czytało bo piszę długie teksty nie lubię jak się tekst zlewa więc punktuje niektóre myśli... Nigdy jakoś nie walczę o władze bo pod tym względem znam swoją wartość i wiem ,że ją przeważnie mam
O seksie na koniec spotkania a następnie kilka dni chłodu myślałem... ale trzeba się spotkać a żeby się spotkać ja muszę się do niej odezwać więc nie wiem...
To czy jestem konsekwentny rozpatrujmy lepiej po czynach a nie po moich rozważaniach (czy wątpliwościach). Zawsze daje sobie kilka wariantów wyboru choćby dlatego ,żeby mieć świadomość wybrania z pośród kilku możliwości
No ale vanos tak konkretnie, czego od niej jednoznacznie oczekujesz?
Jednoznacznie to oczekuje naprawy tej sytuacji a rzeczy ,które mnie wkurwiają to:
A. Brak Sexu (ostatnio)
B. Zaznaczanie swojej niezależności (ok, tylko z takim podejściem to daleko nikt nie zajedzie zwłaszcza ,że zacząłem myśleć o sylwestrze. A takie rzeczy sie planuje na dłużej niż 3h+)
Urwałem tę znajomość bo jak ona nie jest w stanie normalnie funkcjonować to znajdę coś lepszego. Na chwilę obecną duszę trochę emocji w sobie z powodu mojej decyzji i tyle
Wiesz, ja to jestem zdania, że jak chcę by pralka działała, a się psuje, to naprawiam ile się da, wtedy decyduję o kupnie nowej. Taka analogia trochę może wydawać się dziwna, ale... jeżeli wiesz, że próbowałeś dostatecznie dużo, to wiesz zarazem co powinieneś zrobić, a jak nie...
niektóre rzeczy same się prostują
Wiesz Prohmeteus wychodzę z dokładnie z tego samego założenia i wiem ,że wkładałem w tą znajomość zdecydowanie więcej niż z niej wyciągałem(ostatnio)...
Ona o tym wie bo jej to powiedziałem na koniec naszej rozmowy . Usłyszała ode mnie ,że ewidentnie daje mi znać ,że jej nie zależy na tej znajomości (zaczęła się tłumaczyć ,że ma ciężki okres itp... ,że tak nie jest ,że nie zależy bla bla bla).
I teraz po prostu z tej bitwy wykonałem odwrót taktyczny. Mogę przejść do ofensywy ale nie tak szybko
Niech "wróg" prowadzi sobie działania wywiadowcze i wysyła zwiad. Ja się przegrupuje umocnię swoją pozycję... ze dwie nowe partnerki sexualne mi się przydadzą ,żebym ochłonął 
No nie wiem, ja mam prosty system to ciężko mi się w Twoim miejscu znaleźć. Mam kobietę albo nie mam. Zero jedynkowy system. No ale powodzenia, grunt, żeby nikt nikogo nie skrzywdził
Panem jestes tylko samego siebie. Jesli wydaje Ci sie, ze jest inaczej to... wydaje Ci sie:)