Witam Was wszystkich ponownie. Nie było mnie tu już parę lat (od 2009 roku) i trochę się u mnie pozmieniało. Nie tylko w sferze podrywania, ale też w życiu. Zaraz na karku będę miał 32 lata.
Proszę Was o pomoc...
W połowie 2011 roku poznałem kolejną kobietę, niby przez internet, bo zawsze mi się wydawało, że taki sposób poznania kogokolwiek nie może się zakończyć "happy endem". Kobieta ta była wspaniała, dogadywaliśmy się bez słów, to była taka prawdziwa druga połówka. No, ale cóż na drugiej randce był seks i ona na drugi dzień wyjechała do swojej rodziny na kilkanaście dni na drugi koniec Polski. Gdy wróciła zaczęliśmy się ze sobą spotykać, a z czasem zrodziło się uczucie. W między czasie ona zamieszkała ze swoją przyjaciółką i po jakiś 3 miesiącach wspólnego spotykania się zadzwoniła do mnie i powiedziała, że przez to że się ze mną codziennie widuje to nie ma czasu dla swoich znajomych i że ich zaniedbuje. Oczywiście powiedziała mi, że chce trochę przystopować z naszym związkiem, ale nie chce ze mną tracić kontaktu. Trochę nawkładałem jej do głowy i było git. Zrozumiała, że nie można się na trochę rozstać i po jakimś czasie znów być ze sobą jak gdyby nigdy nic. Nasze wspólne życie toczyło się dobrze, więc w połowie 2012 roku zamieszkaliśmy ze sobą. W między czasie poznałem jej rodziców super parka, w tej chwili razem ze sobą już 46 lat. Po jakimś czasie wspólnego mieszkania przyłapała mnie na gorąco na portalu randkowym (na tym, na którym się poznaliśmy), na którym bajerowałem z dupami, a na moim gadu-gadu znalazła rozmowę z jedną dziewczynom. W tej rozmowie ja pisałem z tamtą dziewczyną jakbym był z nią w związku. Moja dziewczyna wtedy się wkurzyła i był trochę kwas, ale kupiłem kwiaty napisałem jej kartkę i się pogodziliśmy po 3 dniach. W grudniu 2012 roku ona kupiła sobie mieszkanie, ja wziąłem spory kredyt i je wspólnie wykończyliśmy. W międzyczasie ona nie mogła znaleźć pracy, a jak znalazła to na pół etatu, więc ja musiałem przejąć na siebie opłaty i wszystko inne. Wszytko między nami było już dobrze więc 14 lutego 2013 roku oświadczyłem się jej. Żyliśmy sobie beztrosko i bez zbędnych spin. W czerwcu 2014 roku wzięliśmy ślub i wyjechaliśmy w podróż poślubną. W między czasie miałem trochę problemów zdrowotnych (ze sprawami męskimi), które mam po dziś dzień. w łóżku nam się nie układał przez moje problemy zdrowotne, a ona cały czas płakała i twierdziła, że jest to jej wina. W sierpniu 2014 roku będąc szczęśliwym małżonkiem, nie wiem curwa czemu wszedłem znów na ten sam portal ponieważ potrzebowałem akceptacji ze strony innych kobiet (narastający problem samoakceptacji swojej osoby przez problemy zdrowotne). No i pech chciał, że ona mnie znów na gorąco na tym przyłapała. Jakoś się znów pogodziliśmy, ale tym razem nie kupiłem kwiatów, a ją przeprosiłem. Po kilku dniach było wszystko ok, a przynajmniej tak się wydawało. Od czasu do czasu były jakieś rozmowy na temat, że nie jestem zbyt wylewny w uczuciach oraz, że jej nie pomagam w życiu codziennym i nigdzie z nią nie wychodzę. Dodatkowo doszły jej problemy zdrowotne (leczy się hormonalnie). W październiku 2014 roku ja rozpocząłem studia. My razem podjęliśmy taka decyzję i pomimo wysokiego czesnego ona stwierdziła, że damy radę. W sobotę w październiku 2014 roku moja żona chciała iść na balety z koleżankami. Ja się na to zgodziłem, a sam zostałem w domu. Tak balowała, że wróciła dopiero w niedzielę o 7 rano. W poniedziałek, gdy wróciła z pracy i weszła do domu zadzwonił do niej jakiś facet i zaczął z nią rozmawiać, ona popatrzyła na mnie i zaczęła go ściemniać, że właśnie wróciła do domu i teraz jest zajęta oraz, że oddzwoni do niego, po czym poszła do toalety z telefonem. Ja jej nic na ten temat nie powiedziałem, ale we mnie to trochę siedziało. Na następny weekend w Andrzejki powiedziałem jej, że skoro ona była na baletach tydzień temu z koleżankami, to ja idę teraz do kumpla się napić whiskey. Ona nie miała nic przeciwko temu i poinformowała mnie, że nie będzie sama siedzieć w Andrzejki w domu oraz, że w takim wypadku ona idzie z tymi samymi koleżankami na balety. Gdy ja wróciłem od kumpla o 5 rano to jej jeszcze w domu nie było. Ona wróciła do domu o 6 rano i jak się tylko położyła zadzwonił ten sam facet i zaczęli sobie rozmawiać jak gdyby nigdy nic. Ja dalej nic na ten temat nie powiedziałem bo chciałem wybadać, co to za gość. W grudniu 2014 roku zaczęły się egzaminy na studiach, więc miałem dużo nauki i pisania różnego rodzaju prac. Moja żona po raz kolejny przeprowadziła ze mną rozmowę i powiedziała, że nadal nie jestem zbyt wylewny w uczuciach oraz, że jej nadal nie pomagam w życiu codziennym i nigdzie z nią nie wychodzę. Nadal niewiele się nie zmieniło z mojej strony. W styczniu tego roku zmieniłem wydział w firmie, której pracuje, ale musiałem wziąć ze sobą robotę z innego wydziału więc miałem zapierdziel po całości w robocie (często nie miałem nawet kiedy zjeść śniadania), w dodatku na studiach zaczęły się na grubo egzaminy, więc oprócz zapierdzielu miałem jeszcze dużo nauki na studiach. Nie poświęcałem mojej żonie w ogóle czasu, bo jak miałem chwilę wolnego to robiłem sobie drzemkę ponieważ byłem fest styrany. W połowie stycznia tego roku moja małżonka zachorowała na grypę, czuła się naprawdę źle, ale z uwagi na pracę i studia nic jej nie pomogłem i chora musiała też zapierdzielać w domu. Wtedy się zaczęło, rozmawiała ze mną jak z niechcianym lokatorem, nie chciała mnie nawet pocałować, a jak już to robiła to z wielką łaską. Pod koniec stycznia tego roku wraz ze zdjęciami z naszego ślubu pojechała ona do swoich rodziców. Jak tam była to przez telefon ona jak i jej ojciec rozmawiali ze mną chyba dlatego, że musieli. Już wtedy wiedziałem, że jest coś na rzeczy. Gdy wróciła od rodziców, ja ją odebrałem z dworca. Jak wracaliśmy samochodem to zapytałem jej czy się stęskniła za mną choć trochę, ale dopiero gdy zapytałem głośniej drugi raz to wtedy z łaską i bardzo cicho odpowiedziała "tak". Coś wisiało w powietrzu, czułem to, ale zarobiony w pracy i nauką na studia nie chciałem się dekoncentrować. Na drugi dzień czyli przedwczoraj, gdy wróciliśmy z pracy moja żona powiedziała, że musimy poważnie porozmawiać i poinformowała mnie, że chce się ze mną rozwieść, bo ona już nic do mnie nie czuje oraz, że nic się nie staram, nadal nie jestem zbyt wylewny w uczuciach oraz, że jej nadal nie pomagam w życiu codziennym i nigdzie z nią nie wychodzę. Rozmowa na ten temat była długa, ale ona nadal się upiera, że już mnie nie kocha, i że chce się ze mną rozwieść. Ona nie chce iść na żadną terapię i upiera się, że to nie ma sensu. Kazała mi się też wyprowadzić i dała mi czas do przyszłego tygodnia. Jeszcze wczoraj czułem, że jest jakaś szansa ponieważ założyła pierścionek zaręczynowy i obrączkę, ale już dziś jej nie założyła, i wychodząc rano do pracy powiedziała mi, żebym nie myślał że ona zmieni zdania oraz, że nadal chce żebym się wyprowadził bo ona nie widzi naszego wspólnego życia razem. Najgorsze jest to, że ona ze wszystkimi rozmawiała na ten temat, a mnie tylko o tym poinformowała. Ja ją nadal kocham, a gdy pytam czy kompletnie nic do mnie nie czuje to nic nie odpowiada. Teraz ja zostaje bez dachu nad głową (w perspektywie powrót do mamy i spanie na podłodze), spłata wysokiego kredytu do końca 2017 roku i przez to zostaje mi tyle pieniędzy co kot napłakał i nie ma za co wynająć mieszkania, już nie mówię o kupnie mieszkania, ponieważ mając kredyt i w dodatku będąc w związku małżeńskim nikt mi go nie przyzna. Kocham tą kobietę i nie wiem jak poradzić sobie z tą sytuacją. Macie jakieś pomysły?
Klasyka. Dużo jest w tym Twojej winy. Po pierwsze prawie dwa razy przyłapała Cię na bajerowaniu w tajemnicy innych kobiet, więc na pewno jej zaufanie co do Ciebie spadło.
I tutaj jest początek końca.
W takich sytuacjach jej wymagania co do Twojej osoby wzrastają, gdyż każdy oczekuje, że osoba winna będzie starała się naprawić swój błąd.
Ty natomiast, pochłonięty pracą i nauką, zaniedbałeś ją kompletnie. Wiem doskonale, że nam facetom wydaje się, że skoro my pracujemy na dom i utrzymanie, a kobieta siedzi w domu to nie powinna mieć co do nas żadnych pretensji. Rzeczywistość jest zupełnie inna. Ona siedząc całymi dniami w domu, na pewno zanudzała się na śmierć, być może nie mogła się doczekać, aż wrócisz z pracy i zrobicie razem coś fajnego. Spędzicie miło wieczór, zabierzesz ją gdzieś, wyrwiesz ze szponów szarości i codzienności. I tak masz prawo po ciężkim dniu czuć się zmęczonym, gdzie myślisz tylko o drzemce, ale zabija to związek. To jest jak trucizna. Ona widząc zero starań z Twojej strony, do wzbudzenia emocji i pożądania, dodatkowo problemy na tle seksualnym, to wszystko zadziałało destrukcyjnie na was.
Nie było między wami tej więzi i tego uczucia, które pozwoliło by wam przetrwać i przejść przez to wszystko razem.
Myślisz, że jesteś pokrzywdzony, bo ona rozmawiała o tym z każdym tylko nie z Tobą?
Niestety, tak działa kobieca logika. One oczekują, że my domyślimy się, że coś jest nie tak. I tutaj miałeś jasne sygnały. Może ta sytuacja, gdzie ona rozmawiała z innym facetem przez telefon to był test? Chciała sprawdzić czy jesteś o nią zazdrosny, czy wykonasz jakieś działania, aby o nią powalczyć?
Myślę, że przez cały ten czas dawała Ci jasne sygnały do tego, aby się ogarnąć.
A historia z braniem kredytu na wykończenie jej mieszkania, no cóż, to zostawię już bez zbędnego komentarza, ale powiem tylko tyle, że nie powinieneś teraz płakać nad tym, że nie masz gdzie mieszkać. Sam jesteś sobie winny.
Koniec końców moim zdaniem dobrze, że się rozstaliście. Wyciągnij z tego wnioski na przyszłość. Uporządkuj swoje życie zawodowe, skończ studia, wylecz problemy na tle seksualnym, i w między czasie może znajdziesz kogoś z kim dopiero będziesz w stanie stworzyć zdrowy związek.
Lepiej odpalić fajerwerki zawiązać oczy szalikiem żeby nic nie widziała i biec przed siebie jak w teledysku Prodigy.
Potem skoczyć na bungee wspiąć się na giewont, zanurkować z rekinami, a wszystko najlepiej w jedną noc.
Nie napisałem, że ma odpuścić, tylko, że MOIM zdaniem lepiej, że się rozstali.
Twój sposób na ratowanie to dopiero desperacja.
Mylisz się. Nie powiedziałem ani słowa na temat "bycia needy" czy też bycia "samcem alfa".
Powiedziałem, że Twój sposób na odzyskanie żony to dla mnie akt desperacji, a desperacja nie prowadzi do niczego.
Twój werbalny agresywny atak na moją osobę, też jest aktem desperackiej samoobrony, próby zaniżenia mojej samooceny i przykładem niskiej kultury
"Nie wdawaj się z głupią osobą w dyskusję, bo najpierw Cię zniży do swojego poziomu, a potem przebije doświadczeniem"
Kończę ten offtop.
Tak, to jest Żona, nie dziewczyna i to zobowiązuje ją teoretycznie również do nie odpuszczania, a jeżeli Ona już decyzję podjęła to??
Autor tematu ma teraz robić z siebie błazna i żebraka?
Filozoficzne wyjaśnienie karmy różni się pomiędzy tradycjami, jednak główna idea głosi, że czyny tworzą przyszłe doświadczenia i przez to każdy jest odpowiedzialny za własne życie, cierpienie i szczęście jakie sprowadza na siebie i innych.
Ja już to kiedyś pisałem, ale się powtórzę - czas ożenku się skończył. Wiek XXI i atmosfera na zachodzie wybitnie nie sprzyjają mężczyźnie, gdy ten da się wmanewrować w małżeństwo. Żyć sobie z babą na kocią łapię, ale niech was ręka Pana broni przed ożenkiem. Źródłem twoich problemów jest ten weksel in blanco, który podpisałeś, a nie jakieś pierdololo o tym, że do kina jej nie zabierałeś czy czerwonego wina przy świecach nie piłeś. Gdyby nie papier to odszedłbyś sobie i wyjebane, a tak to się męcz ...
Nigdy, ale to nigdy nie pokazuj całej dupy i nie dawaj babie pieniędzy. Ja na twoim miejscu zamiast zadawać pytanie czy jest szansa dla tego związku zacząłbym się troszczyć o samego siebie i zbierał dowody własnej niewinności, a jej winy tak żebyś czasem się nie zdziwił jak to niegdyś kochająca Cię niunia w sądzie będzie chciała Cię ojebać z pieniędzy. Kto ma miękkie serce musi mieć twardą dupę. Troszcz się o siebie i zbieraj dowody na swoją niewinność bo Ci dojebią w sądzie. Im szybciej wytrzeźwiejesz z tej "nieszczęsnej miłości" tym mniej stracisz i tym lepiej dla Ciebie.
Albo jest też inna opcja, którą wielu mężczyzn wybrało - skoro byłeś głupi i ożeniłeś się to bądź niewolnikiem i kochaj miłością bezgraniczną przymykając oko na jej zołzowatość. Wybieraj, albo wolność albo nieustanne szmacenie się przy wiecznie niezadowolonej niuni.
A może ten męski problem, który masz to przez nią bo dałeś się wykastrować ? Takie zjawisko jest znane w seksuologii, a z twojego stylu pisania wynika opis człowieka, który posługuje się językiem ofiary, a nie kata. Starałeś się ratować, a ona ma na to wyjebane. Zacznij myśleć o sobie, a nie o niej. Nie wydaje mi się by ona się tobą jakoś zbytnio przejmowała.
Co tu ukrywać, wielkie gówno
Lof story jak widać tylko w filmach,
jeśli na początku już chciała odpoczywać to po cholerę był Ci ślub??
Oczywiście powiedziała mi, że chce trochę przystopować z naszym związkiem, ale nie chce ze mną tracić kontaktu. To powinno być dla Ciebie ostrzeżenie, że w szambo się pakujesz
A jak to przeczytałem:
W grudniu 2012 roku ona kupiła sobie mieszkanie, ja wziąłem spory kredyt i je wspólnie wykończyliśmy. W międzyczasie ona nie mogła znaleźć pracy, a jak znalazła to na pół etatu, więc ja musiałem przejąć na siebie opłaty i wszystko inne. To wiedziałem, że w następnych zdaniach będzie opis tragedii.
Odnoszę wrażenie, że mimo wszystko historię wybieliłeś na swoją korzyść jak się dało.\
Czy jest ratunek dla TWOJEGO związku? Małżeństwo to chyba WASZ związek, nie tylko Twój.
Nie ma ratunku. Tak się kończą historie gdy dwoje niedojrzałych ludzi bawi się w dorosłość.
Jakim dzbanem trzeba być, żeby mając małżonkę, lawirować po portalach randkowych? Zero jakiejkolwiek moralności.
Twoja kobieta pewnie długo dojrzewała do tej decyzji, może trafił się dobry bolec, może poszła po rozum do głowy?
Jedno jest pewne, po takim wspaniałym wstępie do wspólnego życia jaki jej zafundowałeś, jest to normalny odruch.
Kobieta chora, grypa, a Ty wyjebane masz? Facetem jesteś?
Nie chciałeś takiej relacji, stąd takie Twoje zachowania.
Koniec roztrząsania przeszłości.
Co Ci teraz pozostaje? Udokumentowanie Twojego wkładu w to mieszkanie, faktury, rachunki itp. Zażądaj zwrotu chociaż części poniesionych kosztów.
Naprawić już się chyba nie da. Za bardzo rozjebałeś to auto.
Na następny weekend w Andrzejki powiedziałem jej, że skoro ona była na baletach tydzień temu z koleżankami, to ja idę teraz do kumpla się napić whiskey. Ona nie miała nic przeciwko temu i poinformowała mnie, że nie będzie sama siedzieć w Andrzejki w domu oraz, że w takim wypadku ona idzie z tymi samymi koleżankami na balety.
A tym frajerskim pokazaniem jaki to Ty fifarafa nie jesteś i na whisky lecisz, to upewniłeś ją tylko z jakim gburem i pajacem ma do czynienia. Zamiast się nią wtedy dobrze zająć.... zresztą co ja Ci podlotek, będę tłumaczył...
W tym momencie, weź telefon i umów się, do jakiegoś dobrego psychologa/psychoterapeuty. Przyda Ci się.
Filozoficzne wyjaśnienie karmy różni się pomiędzy tradycjami, jednak główna idea głosi, że czyny tworzą przyszłe doświadczenia i przez to każdy jest odpowiedzialny za własne życie, cierpienie i szczęście jakie sprowadza na siebie i innych.
niestety ale od 2009r (!) nie widzę u ciebie zbytniego progresu, a te dzisiejsze problemy to lawinowy efekt poprzednich

a wystarczyło wejść raz do roku na stronkę i przypomnieć sobie jak ma wyglądać relacja, związek i to wdrażać na ile potrzeba
teraz to pozamiatane, przy takiej niechęci i odsunięciu nie widzę raczej ratunku, no może gdyby jeszcze ten kredyt was związał ...
zdajesz sobie sprawę że jak ona kupiła mieszkanie przed waszym ślubem to ono nie jest zaliczane do wspólnego majątku i nie masz do niego żadnych praw pomimo kredytu ?
wiedziała niunia co robi
they hate us cause they ain't us
nie no miałem na myśli aby gościu od 2009 zerkał na stronę i "siebie budował" w miarę możliwości, szansa była spora bo to wszakże 6 lat było

jak pisałem
cały czas wierze w ludzi
they hate us cause they ain't us
Bokser, od początku miałeś dublera, panienka jest chuja a nie święta... Te jej wahania nastrojów i zachowań były wypadkową tamtej znajomości... nie obwiniaj siebie, to od samego początku było bez szans... przypuszczalnie początkowo miałeś być plasterkiem, ale panienka się trochę zagalopowała - potem zaczęła to odkręcać i naraz zostałeś najgorszym chujem... standard... pakuj manele, jakoś te parę miechów przebidujesz, ale Bóg mnie świadkiem - lepszy kawałek własnej podłogi niż pałac ze żmiją - a taka ona teraz będzie...
mój błąd - miało być - ma dublera od dawna... resztę podtrzymuję...
Oj gen, gen Ty to z wszystkim na nie...
"przypuszczalnie początkowo miałeś być plasterkiem"
Ej, ale oni się ożenili...
Spokojnie.
Śpieszą się tylko głupcy, myśląc, że gdzieś i po coś można zdążyć...
ONA
"Kobieta ta była wspaniała, dogadywaliśmy się bez słów, to była taka prawdziwa druga połówka (...) na drugiej randce był seks (...) zaczęliśmy się ze sobą spotykać, a z czasem zrodziło się uczucie. (...) Nasze wspólne życie toczyło się dobrze, więc w połowie 2012 roku zamieszkaliśmy ze sobą. (...) jej rodziców super parka, w tej chwili razem ze sobą już 46 lat.(...) Żyliśmy sobie beztrosko i bez zbędnych spin.(...) wzięliśmy ślub i wyjechaliśmy w podróż poślubną (...) w łóżku nam się nie układał przez moje problemy zdrowotne, a ona cały czas płakała i twierdziła, że jest to jej wina (...) doszły jej problemy zdrowotne. W październiku rozpocząłem studia. My razem podjęliśmy taka decyzję i pomimo wysokiego czesnego ona stwierdziła, że damy radę (...)kolejny przeprowadziła ze mną rozmowę i powiedziała, że nadal nie jestem zbyt wylewny w uczuciach oraz, że jej nadal nie pomagam w życiu codziennym i nigdzie z nią nie wychodzę (...) powiedziała, że musimy poważnie porozmawiać i poinformowała mnie, że chce się ze mną rozwieść, bo ona już nic do mnie nie czuje"
TY
"przyłapała mnie na gorąco na portalu randkowym, na którym bajerowałem z dupami, a na moim gadu-gadu znalazła rozmowę z jedną dziewczynom.(...) miałem trochę problemów zdrowotnych (ze sprawami męskimi), które mam po dziś dzień. (...) będąc szczęśliwym małżonkiem, wszedłem znów na ten sam portal ponieważ potrzebowałem akceptacji ze strony innych kobiet (narastający problem samoakceptacji swojej osoby przez problemy zdrowotne)(...) rozmowy na temat, że nie jestem zbyt wylewny w uczuciach oraz, że jej nie pomagam w życiu codziennym i nigdzie z nią nie wychodzę (...) Nadal niewiele się nie zmieniło z mojej strony (...) Nie poświęcałem mojej żonie w ogóle czasu, bo jak miałem chwilę wolnego to robiłem sobie drzemkę ponieważ byłem fest styrany. W połowie stycznia tego roku moja małżonka zachorowała na grypę, czuła się naprawdę źle, ale z uwagi na pracę i studia nic jej nie pomogłem i chora musiała też zapierdzielać w domu (...) że nic się nie staram, nadal nie jestem zbyt wylewny w uczuciach oraz, że jej nadal nie pomagam w życiu codziennym i nigdzie z nią nie wychodzę.
TWÓJ PROBLEM GŁÓWNY
"Teraz ja zostaje bez dachu nad głową (w perspektywie powrót do mamy i spanie na podłodze), spłata wysokiego kredytu do końca 2017 roku i przez to zostaje mi tyle pieniędzy co kot napłakał i nie ma za co wynająć mieszkania, już nie mówię o kupnie mieszkania, ponieważ mając kredyt i w dodatku będąc w związku małżeńskim nikt mi go nie przyzna. "
MORAŁ
Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.
Twoja żona próbowała z Tobą rozmawiać, poprawić Wasze relacje wielokrotnie, wybaczyła Ci dwa numery z portalami randkowymi, w końcu pewnie w ostatnim odruchu rozpaczy spróbowała wzbudzić w Tobie zazdrość telefonami z kolegą (wszak robiła to ostentacyjnie, żebyś widział), abyś w końcu się otrząsnął, obudził i zaczął ją zauważać. Nie poskutkowało, i wreszcie WSZYSTKO się w niej wypaliło. Ileż można się jednostronnie starać?
Na problemy ze wzwodem itp. jest seksuolog a nie roksa.pl.
Olewałeś ją miesiącami, powiedzmy sobie szczerze - jedyne co Ci teraz spędza sen z powiek, to gdzie się podziejesz i dam sobie rękę uciąć, że gdyby mieszkanie było Twoje nie miałbyś takich dylematów jak naprawić związek.
Oczekujesz pieniędzy?
A wyceń sobie wartość mieszkania w czyimś lokalu, sprzątanie, gotowanie i robienie zakupów (bo pewnie to wszystko ona robiła), pranie i prasowanie etc... dużo z Twojego wkładu na wykończenie nie zostanie. A nawet gdyby zostało, przy rozwodzie możesz to wycenić - jest coś takiego jak podział majątku, możesz się wtedy domagać rekompensaty.
Nie łudź się, że wróci.
Jeśli masz choć odrobinę honoru, wyprowadź się.
Na chuj Ty się z nią żeniłeś, skoro Ci inne dupy w głowie? Jak chciałem se ego podbić tymi portalami, to odrazu Ci mówię. Jakieś 3/4 panienek tam siedzących ma srogie problemy z baniakiem. W sumie się dziwię, że już przy pierwszym przyłapaniu nie spakowała Ci maneli.
Ze związkiem jest tak, że trzeba go pielęgnować , podsycać emocję i uczucia. A Ty zamiast tego byłeś dla niej typowym pierdzielem, wiecznie nieobecny, jak już byłeś obecny to miałeś laskę w dupie a jak się trafia jakaś okazja możliwości spędzenia fajnie czasu (Andrzejki, kurwa co za problem zapłacić parę stówek i iść na bal albo fajną domówkę, żeby się rozerwać).
Seks też pewnie kulał i to mocno a pewnie marzyła o ostrzejszym jebanku, to możliwe , że sobie już kogoś wyhaczyła, który ją dobrze podrapie tu i ówdzie.
Jej rodzina zapewne też zna sytuację i powiedzieli dziewczynie, żeby od Ciebie spierdalała.
Tak jak wyżej, tutaj nie ma już co ratować. Musisz się pogodzić, że panna już do Ciebie nic nie czuję i nie chce Cie już widzieć w swoim życiu. Obyś wyciągnął wnioski i w kolejnej relacji nie popełniał tych samych błędów.
" Jak chciałem se ego podbić tymi portalami, to odrazu Ci mówię. Jakieś 3/4 panienek tam siedzących ma srogie problemy z baniakiem. "
o ile dobrze doczytałem, to oni również poznali się przez portal - i tu mam pytanie - dlaczego uważasz że ona nie jest w tych 3/4 z zjebanym baniakiem???, bo dla mnie to klasyczna egoistka której parytety pojebały się z priorytetami... dużo żądać, gówno dawać - chyba takie ma motto... i to miało być 50/50% w związku??? - to było zesłanie faceta na roboty przymusowe... taka współczesna forma chłopa pańszczyźnianego... w skrócie - dąsy, fochy, ąsy i z nieznajomymi pląsy - jebać takie małżeństwo...
Nie czytałem odpowiedzi, ale do cholery, tu już wszystko napisali.
Związki, zasada numer 1 - by podrywaj.org " związki nie są dla ludzi leniwych ".
Byłeś leniwy w stosunku do niej - nie masz związku. Dziękuję, papa.
Lepiej jest mieć szczęście. Ale ja wolę być dokładny. Bo wtedy, jak szczęście przychodzi, jesteś gotów.
Spokojnie.
Sprawa jest poważna ale spokojnie.
1. Wysłuchaj jej i jeśli chce wyprowadź sie od niej. Ale powiedz jej, że Ci zależy.
2. W spokoju przemyśl pewne sprawy, nie na zasadzie obwiniania kogoś tylko tego jak Ty chcesz, by ta relacja wyglądała. Możliwe, że wziąłeś za dużo na siebie. Może z pewnymi kwestiami musisz odpuścić. Usiądź z kartką papieru i się zastanów.
3. Zacznij wcielać w życie sprawy, które przemyślałeś. Jeśli potrzebujesz rady skorzystaj z porad psychologa albo przeczytaj pare ksiazek na ten temat. Słuchaj siebie, a nie kogoś " z internetów" , kto nawet Cię nie zna
4. Wcielaj to w życie, rób coś z tym, rozwijaj się.
5. Porozmawiaj z żoną , powiedz jej do jakich doszedłeś wniosków i poproś ja o wsparcie i pomoc.Zapytaj jej co jej się w związku podobało.
Śpieszą się tylko głupcy, myśląc, że gdzieś i po coś można zdążyć...
I jak wygląda sprawa autorze? Napisz coś w końcu jak się sytuacja dalej potoczyła, tyle rad dostałeś, tyle zjebek ,że coś już powinno Ci w głowie zatrybić. Swoją drogą, dawno nie czytałem na tym portalu o kimś kto ma tak BARDZO wyjebane na swoją kobietę. Żonę to trzeba raz na jakiś czas przytulić, klepnąć w tyłek, no kurwa cokolwiek bo kobiety KOCHAJĄ być adorowane , a Ty wolałeś bajerować obce laski przez neta,mając w dupie własną żone no kurwa załamka. Miałeś ją w dupie to teraz ona ma Cię w dupie, najlepiej to zejdź jej z oczu na zawsze , nie ma co ratować.