Siemaneczko! A wiec,mam 23 lata i jestem ze swoją dziewczynom od półtorej roku. (Po prawie dwuletniej przerwie). Przed rozstaniem byliśmy ze sobą 2 lata. Pierwszy rok naszego związku przebiegał na prawdę super, byliśmy ze sobą szczęśliwi. Następnie po spędzonym wspólnie roku, moja dziewczyna wybierała się na studia, ja uczyłem się zaocznie w weekendy i pracowałem, nie miałem jakiejś super pracy wiec nie było szkoda mi jej porzucić i wyjechać razem z nią do miasta w,którym zamierzała studiować. Wyjechaliśmy wiec razem, zamieszkaliśmy..moja dziewczyna zaczęła studiować, ja zacząłem pracować.. pierwsze miesiące były super, wspólne mieszkanie, wspólne życie, zasypianie i budzenie się obok siebie itd.. Do czasu.. wybrała sobie kierunek studiów taki a nie inny, w jej grupie było 40 osób, z czego tylko 4 to dziewczyny,reszta chłopaki. Wiadomo, zazdrość była ale nie pokazywałem tego jakoś bardzo, do czasu gdy przypadkiem dowiedziałem się od znajomego,który uczęszczał do tej samej uczelni co moja dziewczyna,ze jest tam kolega,który bardzo się za nią "ugania". Zdenerwowałem się, brak doświadczenia w takich sytuacjach, przeprowadziłem z nią rozmowę.. a raczej zrobiłem "awanturę" , tłumaczyła,ze to tylko jej kolega,że ma wylane na to,że on za nią lata, nie odwzajemnia jego zaczepek, kocha mnie. Kiedyś nawet ten gość przyszedł do nas do mieszkania zrobić sobie jakies tam zadanie przy pomocy konpa i wysłać to gdzies tam na uczelnie , bo w w akademiku nie miał takiej możliwości i dostępu do kompa, czy coś takiego. Oczywiście byłem wtedy w domu, zobaczyłem gościa, przywitałem się normalnie, proponował piwo ale podziękowałem ze względu na to,że gościa nie polubiłem już zanim go poznałem. Potem już było tylko gorzej , popadłem w jakaś obsesje, podejrzewałem moja kobietę o jakieś flirty na każdym kroku, ona ciagle mnie uspakajała,ze nic się nie dzieje,ze mam przestać itd.. ja już miałem dosyć myślenia o tym i zacząłem lecieć w melanż ze swoimi znajomymi,którzy również mieszkali w tym samym mieście. Nocne imprezy, zdjęcia udostępniene na Facebooku z różnych imprez w towarzystwie znajomych(w tym kobiet), zdjęcia nie były dodawane przeze mnie, byłem na nich oznaczany. Spędzałem noce poza domem u kolegów, mój kobieta nawet raz prosiła,żebym został w domu z nią, pamietam weszła na mnie, przytulała się do mnie w momencie gdy się pakowałem na kolejna noc u kumpla, pamietam jak dziś,ze kazałem jej wtedy odejść i mówiłem,ze nie mam ochoty z nią rozmawiać. Później zacząłem wysyłać jakieś dziwne smsy podszywając się pod kogoś.. - tak, sprawdzałem jak reaguje. Wiem to było strasznie chujowe zachowanie z mojej strony, i frajerskie, to tez wiem. BUUUUM! Nie wytrzymała , zakończyła związek, powiedziała,ze mnie kocha ale nie potrafi tak żyć,chce zostać sama i,ze jak mamy ze sobą być to może jeszcze kiedyś na siebie "trafimy". Oczywiście wtedy się zaczęła moja rozpacz, żal, analizowanie,ze mogłem zrobić inaczej, telefony do niej,ze przemyślałem,ze się zmienię, ze zaakceptuje jej kolegów itd, jednak wszystko na nic, było za późno. Minął miesiąc od naszego rozstania, dowiaduje się,ze moja wtedy już ex jest w związku.. zgadnijcie z kim? Właśnie z tym gościem,który tak bardzo się wtedy za nią uganiał. Dla mnie to był wtedy cios jak nie wiem.. ciagle ja kochałem a mnie zastępować teraz ten,gość,którego tak bardzo nienawidziłem. Minął długi czas zanim doszedłem do siebie. Bardzo dużo imprezowaniem, bardzo dużo kobiet "zaliczałem", na prawdę mnóstwo. (Wcale się tym nie chwale ale skoro już się tak wylewam, to pisze o wszystkim). Tak mijał jakiś rok mojego życia, jednak kiedy widziałem gdzieś moje ex sama na imprezie w naszym rodzinnym mieście w którym się poznaliśmy to zawsze czułem w sonie coś dziwnego, jak bym ciagle za ni tęsknił. Jednak twardo nawet nie kierowałem wzroku w jej kierunku. Gdy natomiast widziałem ja u nas w mieście z jej aktualnym wtedy chłopakiem popadałem w złość, jednak trwało to chwile i zapominałem o tym i dalej żyłem szczęśliwie jak gdyby nigdy nic, w przekonaniu,ze nawet gdyby teraz alowala i przyszła na kolanach do mnie to ja się nie ugnę, i nie wrócę do niej skoro wybrała jego. Minęło jakieś kolejne pół roku - impreza w klubie, w którym stałem na bramce - lubiala tam przychodzić z koleżankami(praktycznie co tydzień-dwa). Było wiele dyskotek gdzie nawet na siebie nie patrzelismy, jedno w końcu stało się to co nieraz sobie wyobrażałem: podeszła do mnie (była troszkę pijana)
i chciała zostawić torebkę, powiedziałem jej,ze za takie rzeczy nie odpowiadamy i nie przyjmujemy torebek. Prosiła dalej,żebym zrobił to dla niej.. mówię ok, daj, powieszę ja do siebie. Podziękowała i poszła. Po jakiejś chwili przyszła znowu z kurtka koleżanki,żeby ja zostawić.. spojrzałem się na nią,wziąłem kurtkę i odwiesilem. Ona dalej stała i się na mnie pytała jak wryta.. zaczęła płakać, tak.. dałem jej husteczke, coś we mnie pękło. Wziąłem ja na bok, zapytałem o co chodzi, powiedziała mi wtedy,ze za mną tęskni, ze nie jest szcelsiwa, ze brakuje jej mnie, ze pomimo tego jak się kiedyś wobec niej zachowywałem to ona ciagle mnie kocha.. nie widziałem co powiedzieć, zapytałem co z jej chłopakiem aktualnym.. powiedziała,ze chciala coś zmienić, odnaleźć się w tym wszystkim, ułożyć sonie życie na nowo ale nic z tego, nie czuje nic do niego i ich rozstanie jest blisko, później były jakieś buziaki, poszliśmy do mnie, całowaliśmy się, doszło do sytuacji łóżkowej jednak powiedziałem jej,ze wcale nie na tym mi zależy i nie zrobiliśmy wtedy tego. Poszliśmy się przejść, spacerowaliśmy bardzo długo, do 7 rano. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, czułem się tak jak gdyby między nami nigdy nic niedobrego się nie działo. Mijały kolejne tygodnie, ciągły mieliśmy ze sobą kontakt, jej wtedy jeszcze aktualny chłopak gdzieś w jej zachowaniu zauważył ,ze coś ukrywa, okazało się,że miał jej hasło do Facebooka i sprawdził jej rozmowy, były tam wszystkie nasze rozmowy. Zrobił aferę, wyprowadził się od niej i oczywiście ja zostawił. Napisał na ich szkolnej grupie jaka to ona nie jest i,ze go ciagle ze mną zdradzała (nic takiego oczywiście miejsca nie miało). No ale rozumiem,ze ja zostawił. Ciagle byli w jednej grupie na studiach. "My" postanowiliśmy do siebie wrócić, na początku jeszcze jednak byłem trochę o niego zazdrosny ale poukładałem sobie wszystko w głowie i jakoś nie mam już do niego zależy o to wszystko. Nasz związek nabierał tępa, moja kobieta bardzo się starała, na prawdę momentami aż mialem dosyć jej zaangażowania. Trwało to dobry rok, później trafiła mi się dobra praca za granica(aktualnie ciagle tutaj pracuje). Na początku ciagle pisała, dzwoniła ,ze kocha,ze tęskno,ze jej mnie brakuje itd. Pewnego dnia zapytała czy może iść na imprezę z grupa, jasne,zgodziłem się bo dlaczego miałbym jej zabraniać i dlaczego miała by nie iść. Na imprezie co jakiś czas puszczała mi smsa,ze wszystko jest w porządku itd, wysłała filmiki na messengerze jak tak siebwyglupiaja z grupa. Napisała jak była w domu i wysłała zdjęcie jak sobie leżą już z koleżanek w łóżku( spała i niej ). No i wszystko było dalej spoko, jak gdyby nigdy nic. Pewnego dnia wyszedłem na imprezę razem z nią, troszkę się napilem, No albo dobra.. nie troszkę, bardzo się napilem i zacząłem jej coś gadać odnośnie tego co kiedyś między nami się wydarzyło, wkurzyła się i poszła do domu. Spałem wtedy u niej, wiec prosto z tej libacji poszedłem do niej, wyłapałem sie, położyłem obok (ciagle pijany), pustaka nawet czy mnie zaspokoić "jakoś" a ja nie wiem jak to wyszło coś się do niej spisałem tak o, bez powodu, nic nie przypuszczałem: "powiedz mi lepiej z kim ostatnio się tak dobrze bawiłaś na imprezie w klubie jak byłaś z grupa" powiedziałem jej ,ze ja i tak wiem bo kolega mi mówił (nie widziałem), powiedziała,ze bawiła się z godzinę z kolega z grupy, zapytałem w jaki sposób, powiedziała,ze normalnie, tak jak ze mną tańczy.. wiadomo co sobie wyobraziłem.. jakieś jeżdżenie tyłkiem pomkutasie itd, mimo ,ze zapewniała mnie,ze inne zajęte osoby z jej grupy tez się tak bawiły z koleżankami, kolegami z grupy.. wtedy zaczął się nasz kryzys, godziliśmy się i znowu kłóciliśmy, zapominaliśmy o tym i jakoś znowu do tego wracalismy. Zapewniała mnie ,ze tylko tańczyła, "jak zawsze" i nie było w tym żadnego uczucia i ,ze nawet na myśl by jej nie przyszło mnie zdradzić, nie wiem dlaczego tak mnie to ruszyło. Później jakoś się dogadaliśmy, zapomnieliśmy o tym, było ok, chociaż odnosiłem wrażenie,ze odtwa się jakby mnie i rzadziej do mnie gdy jestem za granica, gdy jestem w domu zachowuje się normalnie, kochana jak zawsze, i całej rodzinie gada,ze jest mnie pewna jak nikogo innego, ze to ja jestem mężczyzna jej życia. Jakieś dwa miesiące po tej sytuacji znowu zapytała czy może iść na imprezę z koleżankami, pewnie,ze pozwoliłem bo czemu nie, tamta sytuacja była już za nami. Również w trakcie imprezy napisałam czasu do czasu SMSa, ja cała noc nie spałem,nie wiem czemu,czekałem aż coś napisze, zasnąłem dopiero jak napisała,ze jest już w domu. Na drugi dzień rozmawialiśmy, mówiła,ze było fajnie, wybawiła się i ,ze tańczyła z koleżankami i tam kolegami,wymieniła mi kto był itd no i spoko, wróciłem na weekend do polski, pojechaliśmy nad morze, spędziliśmy super czas, wspaniały seks i ogólnie było super. Nadszedł dzień wyjazdu do Niemiec, przeglądam Facebooka, patrzę "o zdjęcia z imprezy klubu na ,której była moja kobieta" ciekawość, mówię zobaczę sobie. Co się okazało? Wymieniła wszystkich,którzy byli na imprezie prócz? Procz tego gościa z ,którym wtedy tańczyła i o którego zrobiłem awanturę.. tłumaczyła się,ze wie ,ze go bardzo nie lubię i nie chciała mnie denerowac i dlatego to przede mną
ukryła.. powiedziała,ze to się nigdy więcej nie powtórzy i będzie zawsze mówiła prawdę ,nawet najgorsza. Ok. Powiedziałem,ze wybaczam, ze nie mam ani do niej ani do niego żalu o tamten taniec skoro nie było w tym nic złego. Mówił ,ze to na prawdę dobrzy koledzy. Studiują razem już 4 rok. No ale, od tamtej pory mamy ze sobą jakiś słabszy kontakt gdy jestem w Niemczech, może tez dlatego,ze moja kobieta zaczęła pracować w ramach praktyk, ale nawet jeśli rozmawiamy to rozmowy już się tak jakoś nie kleją, ciagle mówi od czasu do czasy ,ze bardzo mnie locha,ze nie wyobraża sobie mnie stracić, ze wszystko jest w porządku itd ale ja odnoszę wrażenie,ze z dnia na dzień się od siebie oddalamy.. z wylewnych samych i ciągłych rozmów ograniczyła się od ledwo dwóch na dzień i dzwoni tez nie codziennie, a jak już dzwoni to zależy, nieraz gadka Sienkiewicz a nieraz jest taka "oschła" co o tym wszystkim myśleć? Dodam tylko,ze analizowałem tez zwoje zachowanie i zrozumiałem tez,ze mam jakiś problem ze sobą w tej kwestii i już od jakiegoś czasu pracuje nad sobą, stad ten post. Tylko czy nie jest może za późno? O co może chodzić? Co myśleć o tych kolegach, ograniczeniu kontaktu itd?
Po pierwsze - tytuł tematu nie ma nic wspólnego z jego treścią.
"Czy dziewczyny w kilkuletnim związku,również próbują stosować gierki? Jak akceptować kolegów swojej dziewczyny?"
Oczywiście, że tak. Nie ma w tym nic złego, bo dzięki testom i gierkom kobieta sprawdza, czy nadal jesteś tym alphą za którym poleciała.
Przykro się czytało to co napisałeś, bo nie wyciągasz żadnych wniosków. Jesteś idealnym dowodem na to, że nie ma sensu wracać do byłej. I nie - nie przez byłą - ale przez to, że w tobie nie nic się nie zmieniło. Spierdoliłeś swój związek przez chorą zazdrość i robienie wyrzutów, nie będę tego nawet cytował, ale mógłbyś napisać poradnik " Jak szybko być rzuconym przez dziewczynę".
Teraz robisz dokładnie tak samo. Albo i gorzej - szkoda mi tej dziewczyny, bo czuje coś do ciebie, ale ta historia skończy się tak jak poprzednim razem. Mam nadzieje, że nie wejdzie z tobą do tej rzeki po raz trzeci...
Problemem nie jest twoja "akceptacja kolegów" tylko to co masz w głowie. A masz wielkie braki z dziedziny damsko męskiej. Na początek - lekcje z tej strony i polecane blogi. I za każdym razem gdy zwowu włączy ci się tryb zazdrosnego, biednego, niepewnego siebie mężczyzny, pieprznij głową w ścianę i daj spokój dziewczynie. Po kilku razach, załączy ci się taka kotwica , że może ci przejdzie...
Dziękuje za odpowiedź. Właśnie chodziło mi o to,żeby ktoś kto czyta o tej sytuacji i nie mnie nie zna ,wyraził swoją opinie na temat mojej osoby. Twoja opinia jest zgoda z tym co sam u siebie stwierdziłem, zacząłem nad tym pracować, i nie będę ukrywał faktu,że z moją głową jest coraz lepiej.
Sikalafą.
Ja kiedyś na jednej ze stron poświęconej tematy uwodzenia, przeczytałem taki cytat:
Przemyśl to sobie na spokojnie i pomyśl także, jak Twoja dziewczyna może się z Tobą czuć 
"Zazdrość oznacza, że ktoś czuje się od kogoś gorszy". Nie wiem, czy brzmiał on tak dokładnie słowo w słowo, ale sens zachowany
Rozwijając tą myśl, jeżeli widzisz zagrożenie w każdym jej koledze, to jest coś nie tak. Popracuj nad pewnością siebie i zobacz swoja wartość. Ja nigdy, ale to nigdy nie byłem zazdrosny, owszem może mój ostatni temat może być mylący, ale odczuwanie negatywnych emocji, po tym jak zostałem zrobiony w chuja to jedno, a bycie zazdrosnym to drugie. Nigdy nie przeglądałem fejsa innym typom z myślami "co on ma, czego ja nie mam". Zwyczajnie się tego pozbyłem. We wcześniejszej relacji powiedziałem dziewczynie właśnie ten cytat i moje stanowisko, powiedziała, że "zazdrość, to oznaka, że komuś zależy". Moim zdaniem trochę tak, ale w większości nie. Moim zdaniem zazdrość, to kompleksy i pokazywanie słabości. A jeżeli jesteś zazdrosny mając świadomość swoich słabości i nic z tym nie robiąc, to jest zwyczajnie zwykła maniera i wygodnictwo. Wtedy cierpisz i Ty i dziewczyna z którą jesteś w związku, a nikt nie lubi się czuć więźniem w relacji i to więźniem czyiś kompleksów.
Byłem w związku z zazdrosną dziewczyną, byłem też w związku z chorobliwie zazdrosną dziewczyną i jak widzę takie symptomy u kolejnych potencjalnych dziewczyn, to ewakuuje się w trybie now
I właśnie o taka opinie mi chodziło, nie o krytykę a o rade!
jednak,ze za każda krytykę również bardzo dziękuje bo motywuje mnie do działania jeszcze bardziej gdy czuje powagę sytuacji i jej możliwe konsekwencje! A Tobie kolego bardzo dziękuje, utwierdziłeś mnie w moim przekonaniu i jednoznacznie udowodniłeś na własnym przykładzie,ze na prawdę warto i jest po co nad sobą pracować! Nauka na pewno nie pójdzie w las!
Sikalafą.
Jeszcze znam kolejny cytat "pochwała jest miła, a krytyka pożyteczna"
Oczywiście, jeżeli chodzi o krytykę, która jest uzasadniona 

Najważniejsze, żebyś wyciągnął z tego wnioski, bo każdy popełnia błędy, ale najważniejsze to się na nich uczyć i sobie z nimi poradzić
Trzymaj się i powodzenia
Przebrnąłem przez cały tekst mimo różnych błędów i niezrozumiałych niektórych zdań z Twojej wypowiedzi widać że się od Siebie oddalacie głównie przez może przez odległość i Swoje błędy i zazdrość.
Z Twojej wypowiedzi widać że dziewczyna Ci wspomina o imprezach nie dla tego że chce a dlatego że czuje się zmuszona Ci wszystko udowadniać byś nie był zły itp. Zaczyna się czuć jak w klatce zapewne. Ale ja może się nie znam czekaj na odpowiedź osób bardziej kompetentnych :]
Ja bym wypuścił "ptaszynę" z klatki i dał jej wolność niech Sama zdecyduje bez logicznych tłumaczeń i awantur.
Pozdro i powodzenia
dwa posty