Nie wiem od czego zacząć, ale myślę, że zacznę od momentu w którym moim zdaniem zaczęły się moje problemy i potrzeby dodam, że nie jest to dla mnie łatwe nawet przez internet i na forum.
W wieku 13lat praktycznie na moich oczach zmarł mój ojciec w 1 noc nasze(mojego rodzeństwa i Matki) obróciło się w nieustanną walkę o lepszy byt. Wtedy nie rozumiałem jak działa ten świat byłem za młody, matka przytłoczona problemami nie była wstanie wytłumaczyć tego bo sama sobie ledwo radziła. Znalazłem lepszy świat który ograniczył moje życie towarzyskie do minimum, a kiedy chciałem skorzystać z tego minimum ograniczał mnie albo brak hajsu albo nadopiekuńcza matka. Jak się domyślacie tym światem była gierka MMO. Jednak w szkole średniej po 3 latach marnowania czasu coś mnie tknęło i postanowiłem coś zmienić. Bardzo spodobała mi się śliczna dziewczyna rok młodsza ode mnie. Jednak ja mega wypryszczony bachor który zamiast rozwinąć się w jakimś sporcie rozwinął swoje umiejętności klepania w klawiaturę i myszkę, nie mógł nic zrobić żeby coś zmienić tak od razu. Więc znalazłem swoją dyscyplinę w której się rozwijam pomału ale do dziś. Później na 2 roku studiów spotkałem dziewczynę Paulinę, bardzo żałuję, że doprowadziłem do interakcji z nią jest bo poprostu była to zła kobieta, ale jak to mój przyjaciel ujął 'oczy pizdą zarosły' moje życie potoczyło się dalej bez świadomości, że jeżeli nie wezmę odpowiedzialności za nie sam nikt inny tego nie zrobi. W tym roku w wakacje poznałem dziewczynę jesteśmy w związku praktycznie od tego czasu. Jest ode mnie 4 lata starsza ma pomysł na siebie i go konsekwentnie realizuje nie chce jej w tym przeszkadzać jeżeli mogę to pomagam jak tylko mogę. Generalnie jest wszystko dobrze jednak kolejny brak kasy doprowadził do tego, że musiałem rzucić studia i wziąć się do roboty, przez pół roku miałem świetna prace z ludźmi i do tego dobrze płatną jednak to się szybko skończyło i narazie pracuje w innym miejscu z mniejsze pieniądze. Cały związek jest dla mnie mega ważny lecz biorę zbyt mocno wszystko do siebie co jest z nim związane nawet ona mi mówi, żebym wyluzował trochę staram się ale z dnia na dzień się nie da. Jak nabrać do wszystkiego dystansu kiedy z całych sił walczyłem o taki związek jaki teraz mam?
Dobrze ze pracujesz, pieniadze i zaradnosc się przyda a juz masz ten wiek ze pasowałoby. Duzy plus. Pytasz jak nabrać dystansu do zwiazku? Wydaje mi się ze to nie jest wcale takie łatwe, jak się wydaje.. Prócz pracy, zwiazku, gierek komputerowych brakuje jakiegoś sportu - moze zacznij biegać, pływać, chodzić na siłkę?
Buduj siebie, swoje ego, siłe wewnętrzną, nie idealizuj kobiety, musisz się czyms zajać - ZROBIC COS DLA SIEBIE! nie tylko skupiać sie na niej ...
Jeżeli masz pytania - pisz PW
Jest sport w który wkładam wiele pracy trenuje kick boxing
'Nie patrz na nikogo, znajomych, a nawet rodzinę. To Twoje życie. Żyj tak aby Tobie było dobrze'
widocznie to za mało, tak jak pisalem wyzej - ZROB COS DLA SIEBIE.
Problem też moze tkwić w tym ze nie poznajesz nowych kobiet, tylko ta jedna zaslepila Cie w 100% ..
Poznawaj inne dziewczyny, rozmawiawj z nimi, spotykaj się z kolezankami - poki co pewnie jestes na kazde zawołanie swojej laski, zobaczysz ze jeszcze zatęskni za takim Toba jak dasz jej taki ' lekki ' wycisk .. a przy okazji sam poczujesz sie o niebo lepiej !
Zajmij się czyms czego dotąd nie robiles, na co nie miales czasu .. za pare miesiecy bedziesz jak nowy
!
Jeżeli masz pytania - pisz PW
Musisz znaleźć pewien aspekt życia, w którym całkowicie na chwilę odizolujesz się od dziewczyny. Powiedzmy, takim przykładowym stereotypem szczególnie dla już dojrzalszych mężczyzn są ryby. Weekend z kolegami, piwem i hobby. Do tego oczywiście przydałoby się grono znajomych, ale takich typowo Twoich znajomych, z którymi raz na jakiś czas możesz się spotkać bez swojej partnerki. Nawet raz czy dwa razy miesięcznie jakieś wypady pozwolą Ci trochę odetchnąć. Ja tak tu kładę nacisk na znajomych, bo sam kiedyś w związku pozwoliłem dziewczynie zdominować moje wszystkie aspekty życiowe. Zerwałem kontakt z moimi ludźmi, kumplowałem się tylko z jej ekipą. Oczywiście po kopie w dupsko okazało się, wszyscy nasi "wspólni" znajomi mają mnie w d., i zostałem sam jak palec
Uświadomiłem sobie tylko, że nie wspomniałem o jednej ważnej rzeczy o tym, że jak się do czegoś zabieram to staram się to robić w 100% Na treningu i po treningu praktycznie jako ostatni wychodzę z sali. W pracy staram się wykonywać moje obowiązki tak dobrze jak tylko się da, przyjaciół traktuje tak jak sam chce być przez nich traktowany. Nie ma dla mnie, czegoś takiego jak chcieć za mało, za bardzo. Tak albo nie. Chce albo nie chcę. Dzisiaj przyznała się, że ona nie wie czego chce od życia, że widzi, że ja na maxa angażuję ale ona tak nie potrafi i nie chce mnie skrzywdzić tak jak ją kiedyś skrzywdził facet. Jak się poznaliśmy to rozmawialiśmy na ten temat. Problem polega na tym, że ona wyprowadzą się. Jestem w pełni świadom, że może nam nie wyjść ale jak walczyć to do końca. Ktoś mi powiedział kiedyś, żebym się nie poddawał wziąłem sobie te słowa głęboko do serca i staram się żyć tak, że kiedy spojrzę wstecz niczego nie będę, żałować. Zależy mi na tej kobiecie do tego stopnia, że jestem nawet gotów od niej odejść(wiem, że jest to sprzeczne ale nie chciałbym kiedyś usłyszeć, że ją ograniczałem lub przeze mnie coś jej nie wyszło), jeżeli ona nie potrafi szczerze się określić, a myślę, że pół roku powinno jej chociaż powiedzieć czy chce dalej taką interakcję jaką jej daję.
'Nie patrz na nikogo, znajomych, a nawet rodzinę. To Twoje życie. Żyj tak aby Tobie było dobrze'
"Zależy mi na tej kobiecie do tego stopnia, że jestem nawet gotów od niej odejść"
Chłopie, to Ty powinieneś dawać tu rady większości, bo mało kto tu z forum jest tak dojrzały.
Wiesz mimo to, ja dalej w głębi duszy wieżę w moje marzenia. Jest to pierwsza kobieta z którą miałem tak głębokie relacje, może to głupie ale nigdy nie chciałem więcej. Nie interesuje mnie zaliczanie lasek, zgarnianie tysiąca numerów, day game's, night game's. Jestem świadom, że mam małe szanse je spełnić, ale jak to mówi moja siostra - walcz o swoją przyszłość i swoje marzenia.
edit: A najgorsze jest to, że jestem bardzo emocjonalną osobą jeżeli chodzi mi o bliskie osoby, np. raz jak się pokłóciłem z moim przyjacielem to się popłakałem nie wstydze się tego bo dobrze mi będąc tym kim jestem.
Same paradoksy kurwa :/
'Nie patrz na nikogo, znajomych, a nawet rodzinę. To Twoje życie. Żyj tak aby Tobie było dobrze'
marzenia marzeniami, a życie weryfikuje
Uświadom sobie jedną rzecz, ta miłość filmowa istnieje może w 0,01 procenta przypadków.
Czułe słówka, zakochanie, ona mówi że nie chce cię skrzywdzić, że nie chce się pchać w związek a za dwa tyg. idzie z innym pod łapę. Wyłączę te gówniane romantyczne myślenie, tak gówniane, bo romantyczny można być w momencie chwili ale nie cały czas. Dostaniesz po dupie od życia i co będziesz płakać nad brutalnością tego świata, ty masz działać, walczyć aby drugi raz ci ktoś w te dupsko nie kopnął. Nikt ci nie każe ruchać co tydzień innej laski, bo jeśli to nie twój styl to okey. Tylko nie patrz na nowo poznaną dziewczynę, której de facto nie znasz jak na matkę twoich dzieci. A jeśli jesteś tak emocjonalny że jak pokłóciłeś się z przyjacielem i popłakałeś się z tego powodu, to jesteś trochę pipka.
Bo jak się pokłócisz z kumplem to kurwy, chuje i skurwysyny lecą w powietrzu, potem dajesz sobie po ryju, a potem po secie na łeb i zgoda
Kobiety dojrzewają do 10 roku życia, potem rosną już im tylko cycki
Jeżeli chodzi o tego kumpla to po prostu prawda boli czasami bardziej niż wszystko inne, poprostu jestem zły bo o tym że za bardzo się angażuję to powinienem od niej usłyszeć po miesiącu a nie po pół roku:/
'Nie patrz na nikogo, znajomych, a nawet rodzinę. To Twoje życie. Żyj tak aby Tobie było dobrze'