Witam wszystkich! Ho, ho, ho, kiedyś przeglądało się to forum, ostatnio brakuje niestety czasu... No cóż, teraz ja potrzebuję wskazówki. Będzie długo, bo historię trzeba potraktować jak należy, każdy kij ma dwa końce, czasem warto zgłębiać zamiast zapominać. A może ktoś się czegoś nauczy przy okazji? 
Ogólnie przez ostatnie lata byłem facetem, który nie szukał jakiś stałych relacji, nic ponad przyjacielski seks. Kilka miesięcy temu poznałem kobietę w pubie w moim rodzinnym mieście (mieszkam daleko od tego miasta, wpadam na weekendy), ciut starsza, wpadliśmy sobie w oko. Zacząłem powoli działać żeby taką seks-relację stworzyć. Pierwszy miesiąc, parę spotkań i znaleźliśmy się w łóżku. Już od początku manewrowałem tym tak, że sama podeszła do tego jak do przyjacielskiej relacji z "pewnymi" korzyściami, a i okazało się ona też tego poszukiwała.
Po pewnym czasie zaczęły się od niej jednak niejednoznaczne wiadomości, serduszka, pisała praktycznie codziennie sama z siebie. Bez wchodzenia w szczegóły, ewidentnie zaczęła się zakochiwać. Długo zastanawiałem się co z tym począć, kobieta wydawała się naprawdę w porządku, zarówno pod kątem charakteru, jak i pod względem "empirycznym". ^^
W końcu mimochodem zacząłem rozwijać swoje zainteresowanie, pomyślałem czemu nie, ćwierćwiecze, można pomyśleć i w tym względzie o stabilizacji. Oczywiście średnio raz w tygodniu spędzaliśmy wspólnie noc, sama mnie do swojego łóżka zaciągała. Gdy odmawiałem, bo coś musiałem załatwić rano, dostawałem wiadomości typu Wróć <3. Nie ukrywam, że zacząłem czuć do niej coś więcej, bo przez dobre 2 miesiące zalewały mnie od niej te wiadomości.
Pewnego dnia byliśmy jednak na imprezie w gronie znajomych, bez wchodzenia w szczegóły po pijaku, bez powodu, zachowywała się tam z innym gościem jak szm***. Nie zwracała na mnie większej uwagi, więc i ja odpuściłem sobie na te parę godzin kontakt z nią, bo wkurwiony byłem strasznie. Po imprezie poprosiłem ją na stronę, objąłem ją pewnie i zadałem tylko jedno pytanie: "Czemu się tak zachowujesz?" ale nie dostałem ani słowa odpowiedzi, za to odepchnęła mnie.
Uznałem, że nie potrzebuje tego kontaktu więc zaśmiałem się jej w twarz, po prostu sobie poszedłem i zerwałem znajomość ale już na następny dzień jej przyjaciółka poprosiła mnie o spotkanie, żeby dowiedzieć się co się stało. Nie lubię roztrząsać takich rzeczy ale bardzo ją szanuję, więc zgodziłem się jej opowiedzieć wszystko.
Użyłem zbyt mocnych słów, które później trafiły do mojej byłej nałożnicy. Po przemyśleniu sprawy uznałem, że nie chcę rozbijać fajnej ekipy jaką tworzyliśmy ze znajomymi, nie chce żeby myślała, że kompletnie nie szanuje ludzi którzy odwalają po pijaku. Przede wszystkim dbam o swoją opinię. Nie fair byłoby odcięcie jej od wszystkich znajomych tutaj (wychodzi jedynie z moimi znajomymi, którzy by się od niej odwrócili). Moja wielka wada - wierzę w ludzi i daję im drugą szansę. W tym akurat przypadku okazała się zbawienna dla niej.
Po prostu poszedłem do niej do domu po męsku pogadać. Przeprosiłem za to, że nazwałem ją tak jak nazwałem, że wcale tak nie myślę, wyjaśniłem wszystko i kupiłem prezent. Jej przyjaciółka nie wie o niej nic, taka zamknięta w sobie jest. A mi zaczęła się zwierzać, że zrobiła krok w stronę związku ale zrozumiała, że tego nie chce, że jeszcze nie jest gotowa. Że zrobiła to wszystko specjalnie, że łatwiej jej było, żebym ją znienawidził, niż powiedzieć mi jedno zdanie, żebyśmy zostali przy zwykłej znajomości.
Wyczułem w niej wstyd, wyczułem że nie tyle nie chce związku, co boi się go po prostu. Od razu wykreowałem sobie obraz tego co się dzieje - wszystko co robi to pozory, wewnątrz czuje coś innego. Nie drążyłem, wypiliśmy herbatę i pogadaliśmy sobie na luzie o tym co ciekawego słychać tu i tam i dobranoc.
Lubię tą jej przyjaciółkę więc zaczęliśmy sobie na kawę czasem wychodzić. Obiekt mówił jej, że niby nie żałuje tego co zrobiła, że sama tego chciała. Ja usłyszałem od niej gdy była podpita, że popełniła błąd. Raz tak, a raz tak mówisz?
Olałem to, po pijaku na takie tematy nie dyskutuje.
Wspólnie wśród znajomych spotkaliśmy się może po ponad tygodniu, przez ten czas była cisza z obu stron. Zauważyłem, że na trzeźwo boi się mi spojrzeć w oczy, natomiast gdy już wypiła kilka piw i odprowadzałem je do domu (wspólnie nocowały) dawała różne znaki typu gdy umówiłem się z jej przyjaciółką pogadać przy piwku i powiedziałem im dobranoc, złapała mnie za rękę, dała buziaka w policzek ze słodkim "paaaa".
Po może kolejnych dwóch tygodniach znów się spotkaliśmy we wspólnym gronie. Akurat trafiliśmy na dzień, gdy jej były był spity i desperacko do niej pisał i wydzwaniał. Kuźwa, w ciągu dwóch godzin przyleciało od niego z 200 sms'ów xD xD xD xD xD
Zacząłem powoli rozumieć co się dzieje, postanowiłem pogadać z nią o tym, kobieta dusi się byłym facetem-zerem, takich typów nienawidzę najbardziej... Nie sądziłem, że cokolwiek mi powie, a jednak...
W skrócie wyznała mi, że facet przez dłuuuuugi czas trzymał ją w klatce, nie mogła się z nikim spotykać, awantury o byle głupoty, ciążył na chacie bez płacenia. IKS DE KURWA.
Starałem się być bratnią duszą, poradzić jej jak powinna się go pozbyć na amen, opowiedziałem o kilku podobnych sytuacjach na bazie własnych doświadczeń żeby zbudować jakieś podwaliny zaufania.
Powiem tak, przespaliśmy wspólnie spokojnie noc, kobieta czasem potrzebuje po prostu ciepła, po tym czego się dowiedziałem nie wciskałem jej się w majtki, po prostu chciałem żeby poczuła się choć raz bezpiecznie, żeby miała rękę do której się przytuli.
Na następny dzień już spaliśmy ze sobą w pełnym tego słowa znaczeniu, padł jeden ciekawy tekst z jej ust, coś w stylu: "dlaczego się pojawiłeś w moim życiu..." Wystarczyło pocałować ją w szyję, by się na mnie rzuciła. Rozumiem to, jako dalszą obronę przed związkiem, już resztką sił.
Nasza relacja opiera się jednak jedynie na tych spotkaniach ze znajomymi które kończą się jak kończą, sama z siebie się do mnie stara nie odzywać, wydaje mi się że to forma samoobrony przed uczuciami do mnie. Ja też na co dzień nie utrzymuję z nią kontaktu czy telefonicznego czy internetowego, raczej weekendowo przed wyjściami parę smsów. 
Powiem wprost - z chęcią bym rozwinął to w coś więcej ale przypadek jest trudny. Jednocześnie nie chcę jej zranić, według mnie po kilku latach z takim pseudo-facetem zasługuje na szacunek, że całkowicie osamotniona odważyła się go pozbyć (raz ją niby uderzył...).
Jaka byłaby według Was najlepsza ścieżka do celu? Jak to popchnąć do przodu? Będę się przeprowadzał na powrót do miasta rodzinnego za niedługi czas więc będę miał pole manewru większe. Mam też kilka swoich pomysłów ale wolałbym skonfrontować je na sam koniec z Waszą opinią. 
Nie bierz jej słów "boję się związku" na serio, jeśli by się wystarczająco wkręciła, to zapomniała by szybko o przeszłości. Zachowanie na tej imprezie powinno ją już skreślić, gra sobie dla przyjemności a Ty jeszcze latasz i przepraszasz, przekonując ją tym, że ma rację nie wchodząc z Tobą w coś więcej.
Na początku się wkręcała, ale musiałeś coś zepsuć, opuścić gardę, a to zapewne trudny typ dziewczyny. Nie wmawiaj sobie że trzeba ją tulić a nie piłować, to tylko Cię od niej oddali, nie była zgwałcona przecież a to uderzenie też może być ściemą. Zauważ jak dużo się zmieniło od początku do teraz, jej podejście do Ciebie, wasze relacje, ona jest teraz na wygranej pozycji - korzysta, a Ty się martwisz.
I super, chłodny punkt widzenia zawsze propsuję
Nie myśl, że polecałem przeprosić i tłumaczyć się, co to to nie. Po prostu krótko, osobiście przepraszam za swoje nieprzemyślane słowa JEŚLI uważam że przesadziłem, nie boję się przyznawać do błędów, wydaje mi się że to poprawne społecznie. Chodzi o to, żebym ja się dobrze czuł ze sobą, a nie poprawiać humor innych. Ponad to ewidentnie dałem jej wtedy do zrozumienia swoimi słowami, że uważam ją ogólnie rzecz biorąc za "słabą" osobę.
Kompletnie nie przeszkadza mi również, jeśli zostanie taka sytuacja jaka jest teraz więc na luzie Panowie. Nie mam nic bardzo ważnego do stracenia, uznajmy to za chęć podróży w głąb siebie i kobiet. Do tej pory zazwyczaj wszystko było płytkie, czas na nowe doświadczenia, a takie wyzwanie jest aż zachęcające, nawet jeśli nie ma przyszłości. Przecież nic nie stoi na przeszkodzie żeby się rozstawać, kiedy sytuacje opisane wyżej się powtórzą. Kobiet są miliardy.
Krótko mówiąc, jakieś pomysły żeby taka sytuacja ulegała odwróceniu? Piłowanie to dość ogólne pojęcie, jakiś konkretny stosunek wobec takich kobiet powinienem mieć? Jaki konkretny krok mógłbym zrobić? Jakiś konkretny blog przeczytać?
Nie dopowiedziałem jeszcze, moje podejście sugerowało coś takiego: po całej tej maskaradzie dać jej prowizorkę ciepła, bezpieczeństwa i porządny seks na krótki czas i niedługo to całkowicie odebrać. Odcięcie się przy wygaszeniu uczuć z jej strony po chorych jazdach nie wyzwoliłoby w niej żadnych reakcji zwrotnej zapewne. Teraz wyczuwam pewne uczucia już, skoro są podrygi obronne. Do tego jest sporo innych kobiet, z którymi mam możliwość "uzewnętrznić" swoje kontakty przed jej oczami, a to zawsze działa.
Czy w ten sposób można zbudować swoją atrakcyjność w oczach kobiety jeśli mowa o dłuższych relacjach?
Miłego popołudnia!
Ugrasz ją, opornie ale ugrasz.
To że będzie widzieć, że masz branie to Twoja korzyść, nuta zazdrości robi swoje.
Z tym daniem i odebraniem też dobrze kminisz, push/pull i w końcu odda się emocją.
Byłego bym zlewał, tematy ucinał i budował atrakcyjność - swoja oczywiście
Dobrze kombinujesz, widać też że masz spory dystans i nie wkręcasz się za mocno, a to daje bardzo dużą przewagę.
My tu tylko wiemy to, co wyczytamy. Jeśli serio czujesz, że trzeba jej bliskości czy ciepła, to możesz jej to dać, oczywiście na sztywnych swoich zasadach bez tracenia swojej ramy. Seks musi zostać, może być bez bdsm, ale napisałeś że dzień po przytulankach było wszystko jak należy.
Atrakcyjność na pewno zbudujesz, za dużo jej raczej nawet nie straciłeś, co do podejścia do byłego to miej w głowie ten wieczór i jego 200 smsów, wtedy na pewno nie będzie Ci przeszkadzał
Działaj wokół siebie, próbuj nie dopuszczać do sytuacji w której będziesz musiał przepraszać czy w jakiś sposób obniżać swoją pozycję. Dawaj jej o sobie same pozytywne emocje. Jeśli dajesz negatywne, nie mogą dotyczyć Ciebie (nie kłócisz się albo nie mówisz o niej źle, tylko możesz mówić np o jakimś złym wydarzeniu albo włączyć mocny film - dostaje całe spektrum emocji, ale nie psujesz swojego pozytywnego odbioru)
Po tym tak jak napisałeś, odsun ją nieco, przerzedź spotkania, mniej sie kontaktuj, nie inicjuj. Jeśli będzie pytała o to czemu tak jest, nie odpowiadaj wprost, niech o tym myśli, niech czuje, że coś się zmienia, że traci przewagę.