Witam was wszystkich kochani..
Zaczynając chciałbym powiedzieć, że popełniłem pewnie masę błędów.. Cóż, jestem człowiekiem, jest to mój pierwszy poważny (póltora roczny) związek.
Wstęp - Mam 18 lat, ona 21. Tak jak już pisałem, jestem z nią ponad półtorej roku.
Moja historia jest dosyć długa, ale postaram się ją streścić, pokazując jednocześnie najważniejsze rzeczy.
Start związku i jego 10 pięknych miesięcy - Było po prostu cudownie, dogadywaliśmy się wspaniale, urozmaicaliśmy związek, cieszyliśmy się sobą, okazywaliśmy uczucia najbardziej jak się da, ta kobieta "była" moim ideałem.
Po 10 miesiącach - zaczęło się coś, co mogę bez problemu nazwać koszmarem.. Zaczęła się moja bezsilność w stosunku do niej. [Pewnie zastanawiacie się dlaczego...]
Otóż przestała w dużej mierze okazywać uczucia, stała się chłodna oschła, obojętna na moje zdanie i emocje. Zaczęła się bierność, jednostronne emocje < z mojej strony > które przewyższały jej..
Co prawda tłumaczyła mi, że taka jest i były rozmowy, że nie potrafi się zmienić bo próbowała..
Dziwił mnie wtedy pewny fakt, który dziwi mnie do teraz.. W kim ja się do cholery w takim razie zakochałem ..?
Nie wiem, co może być przyczyną zainstniałej sytuacji.. Ludzie radzą ,,jeżeli ona nie docenia jaki jesteś, bądź taki sam" Wydaje mi się to w porządku, inni radzą, żebym się nie męczył i z nią skończył.
Jednak nie chcę z nią skończyć, bardzo kocham tą osobę choć cześć mnie, tej pozytywnej dawki uczuć, bezpowrotnie zniknęła. A to za sprawą tejże kobiety..
Nie wiem moi drodzy, co ja mam zrobić. Chcę akceptacji, miłości z jej strony, ale wiem że nie mogę nikogo do tego zmusić. Dlatego pytam się was, doświadczonych osób. Czy rzeczywiście to zakończyć, czy jednak jest jakiś sposób na to, aby te relacje, które miały miejsce przez pierwsze 10 miesięcy powróciły..
Bardzo proszę o pomoc i cenne rady..
jezeli zwiazek sie wypalił po 10 miesiacach ( a to bardzo szybko ) to wydaje mi się, ze wina nie lezy w Tobie a obydwoje gdzieś 'zboczyliscie' .. nawet sami nie wiecie gdzie i kiedy. Marnie widzę odbudowę tego, a jezeli Ci tak bardzo zalezy to sprobuj od nowa ją w sobie rozkochać. Pamiętaj ze kobieta caly czas musi byc adorowana, wychwalana, podrywana... ma się czuć piękna, atrakcyjna i tak dalej. Niektorzy jak są w zwiazku zapominają o tym bo myslą ze juz maja ją w 100% i pojawia si wtedy lekkie zaniedbanie, sądze ze tak tez bylo u Ciebie.
Jeżeli masz pytania - pisz PW
Zakładając że masz trochę oleju w głowie, wiesz co piszesz i starasz się być wobec siebie obiektywny to ten związek jest w celi śmierci i czeka na wykonanie wyroku. Możesz oszczędzić sobie czasu i cierpienia ucieczką, bo masz cały czas jeden z kluczy do zamku, a przy okazji, może otworzysz tym komuś oczy na kilka kwestii. Wybór należy do Ciebie.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein
Stary, momentami napierdalasz taką poezją, że za Tobą nie nadążam ;D
Ty możesz ją kochać, to prawda, ale Ciebie już nie. Możesz podjąć na pewno desperacką próbę odbudowy tego wszystkiego, ale szczerze Ci powiem że musisz mieć świadomość jak nikłe szanse masz. Już nawet nie wnikam ile cierpienia Cie to będzie kosztować, a chyba jeszcze więcej jak jednak mimo starań i tak nie wyjdzie. Lepiej zrób jak Ci radzą koledzy wyżej - kończ to. Ale nie chamsko, na spokojnie. Bez żadnej agresji słownej, płaczu. Zachowaj się jak facet.
Sekunda za sekundą, tracisz szansę na zostanie osobą, którą chcesz być. - Greg Plitt
Biorąc pod uwagę Twój poprzedni post, rzuć to, zacznij pracę nad sobą, NIE SZUKAJ AKCEPTACJI U INNYCH. Znajdź ją u siebie
Odpowiedź gena rok temu wyczerpała temat i była dla Ciebie przepowiednią
http://www.podrywaj.org/forum/je...
"facet, związek to jest związek, a nie nieustający spektakl/cyrk/biuro podróży - w tym tempie, to szybko wypstrykasz się z amunicji i tak w końcu usłyszysz - muszę się zastanowić, zróbmy sobie przerwę, bo jakoś nuda mnie ogarnia, a i motylki uciekły - i co wtedy zrobisz??? co nowego wymyślisz, aby hrabini w rutynę nie wpadła???"
Filozoficzne wyjaśnienie karmy różni się pomiędzy tradycjami, jednak główna idea głosi, że czyny tworzą przyszłe doświadczenia i przez to każdy jest odpowiedzialny za własne życie, cierpienie i szczęście jakie sprowadza na siebie i innych.
"Chcę akceptacji, miłości z jej strony,"
I właśnie to... ją odrzuca.
Napraw to, zapewnij sobie samoakceptacje i miłość do samego siebie kurwa mać bo Ci z żadną kobietą nie wyjdzie. To ONA jest słabsza i TO ONA powinna szukać bardziej u Ciebie akceptacji, ciepła i miłości a nie na odwrót...
Kobiety potrzebują silnego faceta by czuć się odpowiednio do swojej roli bycia SŁABĄ. Tak ją zakodował GATUNEK jakim jest człowiek.
Jeżeli nie jesteś LIDEREM w relacji, to kobieta przejmuje stery a wtedy... czuje, że ma dziecko obok siebie do matczenia zamiast SILNEGO psychicznie FACETA.
Rozumiem, że czasami może wziąć Ciebie za rękę i poprowadzić ale głównym prowadzącym masz być TY.
Napraw siebie - TYM się zajmij, a relacje z kobietami staną się dla Ciebie przyjemnością i dla nich również.
________________________________________________________________
Jeśli nie wiesz gdzie chcesz dojść, to dojdziesz gdzieś indziej.
No dobrze, ale przyjmijmy że facet jest chory, ma problemy, potrzebuje przysłowiowego pogłaskania po głowie. I co, wtedy ma też być skało-cyborgiem, który jest super silny i nawet jeśli będzie potrzebował wsparcia, to ma tego nie okazać? Bo tak nas "zakodował gatunek"?
To po chuj związki w takim razie?
W gruncie rzeczy, ludzie nie powinni uczyć się tego jak prowadzić biznes, podrywać dziewczyny czy zarządzać ludźmi, ale tego jak tworzyć, podkreślać i wykorzystywać autorytet, bo cała reszta to tylko jego przejawy.
Rozumiem, że czasami może wziąć Ciebie za rękę i poprowadzić ale głównym prowadzącym masz być TY.
Tutaj masz odpowiedź na swoje pytanie.
Są sytuacje w których kobieta prowadzi - to oczywiste. Lecz ta zmiana ról w związku dla kobiety powinna być dorywcza a nie na pełnym etacie.
O żadnym terminatorze nie ma mowy, również posiadamy (jako faceci) chwile słabości. Lecz naszą kurwa naturą jest raczej TO, aby zwyciężać i zdobywać. Zamiast płakać i się rozczulać.
________________________________________________________________
Jeśli nie wiesz gdzie chcesz dojść, to dojdziesz gdzieś indziej.
Źle przeczytałem, zwracam honor
Z tym się absolutnie zgadzam.
W gruncie rzeczy, ludzie nie powinni uczyć się tego jak prowadzić biznes, podrywać dziewczyny czy zarządzać ludźmi, ale tego jak tworzyć, podkreślać i wykorzystywać autorytet, bo cała reszta to tylko jego przejawy.
Macie racje...
Powiedzcie mi, gdybym stał się zimny, obojętny w stosunku do niej, to czy byłaby szansa na odbudowanie tego związku ??
Bolis!
mowisz ze mamy racje zebys zostawił to wszystko gdzieś, a nadal się pytasz czy bylaby szansa.
Ja jestem zdania ze jak laska ma Cie gdzieś to po co ją chlodzić i byc obojętnym? to nic nie zmieni, zacznij od adoracji... daj z siebie wszystko przez tydzien, badz idealny. jak zacznie narzekac i marudzić to znaczy ze jednak tego nie docenia
badz 7dniowym ideałem, gdy zobaczysz ze to nie pomaga .. odejdz 
Jeżeli masz pytania - pisz PW
Tyle że właśnie ją adorowałem i starałem się jak najbardziej urozmaicać nasz związek, dawałem z siebie wszystko co mogłem. Ale te trudy jak widać nie zostały docenione. Kwestia w tym, że byłem taki. Dlatego mój ostatni post miał takie zapytanie, czy gdyby stać się obojętny, doceniłaby to, co miała. A jak nadal tak będzie to z nią skończe.
aha, skoro tak bylo to ja na Twoim miejscu teraz wrzucilbym na luz, robil swoje, zajał sie czyms innym, jest weekend wyjdz z kolegami, pojdz na impreze - zachowuj sie dla laski tajemniczo, moze zbyt pieskowales
PS skoro dostala wszystko i nie doceniła, wyciagnałbym wnioski i poszedl dalej
Jeżeli masz pytania - pisz PW
I tego się będę trzymał. Dziękuje Tobie i wszystkim, którzy napisali. Co będzie ? To się okażę, niebawem.
Jeszcze raz dzięki !