Witam. Być może ktoś miał problem, który mam już od paru lat, ale muszę go opisać, ponieważ wiele elementów fobii już zwalczyłem, a z tym jakoś sobie nie radzę. Otóż jeżeli chodzi o moją fobię to odczuwam lęk przykładowo, gdy stoję na światłach i wiele ludzi jest przede mną i obok mnie. Na tych obok mnie nie zwracam uwagi, lecz gdy widzę tych ludzi przede mną to i tak jak na nich nie zwracam uwagi to czuję jak głowa zaczyna mi sztywnieć, moja twarz i mimika twarzy zachowuje się nerwowo (lecz zawsze w tej sytuacji nic nie robie z twarzą by nikt nie zauważył). Druga rzecz to przebywanie samemu wśród wielu nieznajomych ludzi np. na uczelni, patrzyłem się tylko na wykładowce i na ludzi na auli czy ktoś mnie obserwuje. Kolejną rzeczą jest, gdy mijam ludzi nieznajomych na ulicy. Jak patrzę w oczy to czasem wygrywam spojrzeniami, ale czuję, że mój wzrok wygląda na groźny. Po prostu patrzę na tych ludzi z pogardą. Także nie umiem się w tej sytuacji uśmiechnąć, mam suche usta i ogólnie czekam aż minę przechodnia. Taki lęk także jest w galerii, zazwyczaj teraz nie patrzę już na ludzi, a i tak czuję jakiś tam lęk. Ostatnią rzeczą jest lęk i jakaś nie wiara w siebie, gdy rozmawiam przykładowo ze znajomym i jego nieznajomym, w pewnym momencie mój mózg przesyła mi myśli "nic nie mówisz sensownego, nie mów nic". Na tym się kończy, większość czasu milczę i zaczynają się objawy fobii typu drętwie głowa, robią się suche usta itp. Próbowałem także w tych sytuacjach myślenia typu jestem wartościowy, spokojny jestem, spokój mnie wypełnia oraz próbowałem się skupiać na teraźniejszości. W panikę nie popadam, ale jestem sztywny. SZTYWNY jak kołek zawsze. Widać po mnie to, że jestem zestresowany, bo nawet kiedyś gdy stałem w kolejce do sklepiku szkolnego, nie z rękoma w kieszeni, praktycznie jak powinien facet stać to kumpel mnie wyśmiał, że wyglądam jak robot i stoje jak kołek. Może ktoś zwalczył podobne doświadczenia i się wypowie. Wiem, że doświadczenie zwalcza lęk, ponieważ wiele lęków już zwalczyłem, jednak przecież jak wychodzę codziennie na ulice to ten lęk się utrzymuje niestety.
Dodam jeszcze, że rada typu patrz kobietom w oczy jak mijasz to raczej bezsens w mojej sytuacji, ponieważ żadna się na mnie nie patrzy mimo wszystko, a wierze, że nie jestem brzydki.
polecam Xanax.
A gdybyś tak poszedł do przedszkola i byl otoczony przez 5-latków, czy odczuwałbyś ten lęk? Pytam zupełnie serio. Podejrzewam ze to kwestia tego co siedzi Ci w głowie, a mianowicie strachu przed tym co inni o Tobie mysla. Ja właśnie w ten sposób na początku przezwyciężałem swoje lęki chociażby przed zagadaniem- wyobrazalem sobie ze druga osoba to właśnie pięciolatek
banalne, ale pomagało.
Powiedz mi jak wyglądają Twoje kontakty z kobietami. Miałem podobne objawy 7 lat temu. Pomogło mi budowanie swojej wartości, nie w oczach kobiety tylko takiego uczucia, że czuje się mega dobrze sam z sobą. Pomogło mi także poznawanie kobiet w bardzo zatłoczonych miejscach w dzień. Na początku myślałem o tym co pomyślą sobie inni, a z czasem nawet kobiety mi mówiły, że czują się ze mną jak zamknięte w takiej bańce, jakby nikogo poza nami nie było. Na to groźne spojrzenie o którym piszesz, pomogło mi rozmawianie spontanicznie z jakąś kobietą rano. Od razu potem miałem energię i sam do siebie się śmiałem. Pytałem o przeróżne głupoty, jak np. "wiesz czy tu można parkować?" albo mówiłem na ulicy, że kobieta ma fajny tatuaż, ona pytała czy mam jakieś tatuaże, odpowiadałem "a jaki jest sens obklejać Ferrari"? Znacznie wzrosła moja pewność siebie.
Wg mnie to wszystko zależy od otoczenia z jakiego pochodzimy, z domu rodzinnego, dzieciństwa, przeszłych wydarzeń i tych bzdur, które od małego wpiera nam społeczeństwo. Wiele osób przez to ma problemy w życiu i zajmuje im sporo czasu aż przeprogramują swój umysł i zaczną żyć.
Natomiast kobiety nie odwzajemniają kontaktu wzrokowego, ponieważ Twoja mowa ciała jest nieodpowiednia. Poza tym kontakt wzrokowy jest bardzo ważny ale to długi temat do omówienia. Jeżeli chcesz się zmienić, napisz do mnie PW, może unikniesz tych nerwów i stresu, przez które ja przechodziłem.
Problemów natury psychicznej nie da się "pozbyć", to nie jest układ, z którego możesz wyjąć element, im bardziej z tym walczysz, tym większy opór dany problem stawia, nie mówię, że takim sposobem nie da się go pokonać, ale jaką dokładnie musisz przyłożyć siłę, żeby pokonać opór, tego nikt nie wie, nie ma na to wzoru. Wydaje mi się, że jest łatwiejsza droga, żebyś sobie pomógł, zapoznaj się z tematem medytacji, a dokładnie terminem mindfulness. Polecam krótkie kreskówkowe filmiki na youtube, ponieważ, jak już wspomniałem są krótkie, a po drugie i najważniejsze są treściwe, nie bierz się za jakieś książki, bo się szybko zniechęcisz, mechanizm medytacji jest bardzo prosty, żeby zacząć nie potrzeba żadnego przygotowania, jedyne czego potrzebujesz to cierpliwości i otwartego umysłu, pozdrawiam.