Witam serdecznie wszystkich,
piszę do was z perspektywy 38-latka… warto dodać 38-latka, który całkowicie pogubił się w swoim życiu.
Od początku może zacznę: do 33 / 34 roku moje życie przebiegało dość dobrze. Praca, żona i prześliczna córeczka, która wypełniała mój świat całkowicie.
Dziś z perspektywy czasu wiem, że po urodzeniu córki moja żona przechodziła depresję. Na początku nic tego nie zapowiadało ale dziś zastanawiając się nad tym wszystkim wiem, że sygnały były dość oczywiste. Na domiar złego nie mieliśmy znikąd żadnej pomocy przy naszym niemowlaku. Byliśmy nieporadni, totalnie nieprzygotowani na „kolkowe” dziecko. To potrafi dać w kość każdemu. I tym oto sposobem przez jeden rok żyliśmy w stresie, nerwach i wzajemnych pretensji. Postanowiłem to zmienić i w ukryciu wykupiłem weekend w spa. Wszystko zaplanowałem (udało mi się namówić teściową nawet na opiekę nad córką) ale dzień przed wyjazdem gdy jej zrobiłem niespodziankę dostałem awanturę i płacz, że nigdzie nie jedzie… no i klapa… dopiero po namowie jej matki wyjechaliśmy… niby było ok ale po kolejnym pół roku zaczęło się czepianie wszystkiego o dosłownie wszystko. Ja już wykończony tym wszystkim zamiast wziąć się w garść postanowiłem walczyć z nią !
Tak – w pewnym momencie już masz dość i zamiast namawiać do wspólnej rozmowy człowiek stawia na konfrontację… no i zapewne wiecie jak to się skończyło. W wieku 35 lat byłem już w separacji i mieszkałem u znajomego. Całkowicie się poskładałem, ale córeczkę widywałem bardzo często. Z perspektywy czasu wiem że to była moja najlepsza decyzja w życiu, gdyż dzięki temu dzisiaj moja córka za mną wprost szaleje. Ale wracając, nie planowaliśmy ile ma trwać separacja ale spotykaliśmy się, nawet sypialiśmy ze sobą.
Warto zaznaczyć, że nasza historia jest dziwna bo gdy poznałem moją żonę byłem jej tak naprawdę plastrem… była 6 miesięcy po rozstaniu z pewnym typem… nawet mi powiedziała że czuje do niego coś jeszcze, ale ja oczywiście, że poczekam… (tak możecie mnie zbesztać ale wówczas wydawało mi się że dam radę). No i tak super się kochaliśmy, nawet zamieszkaliśmy, że po pół roku od bycia razem ona właziła na jego konto na NK i na okrągło oglądała jego zdjęcia… Gdy to odkryłem okazało się że była tam codziennie.. a ja jak głupek nic nie mówiłem bo przecież powiedziała 3 miesiące temu że „mnie kocha”… a tak naprawdę czułem się emocjonalnie zdradzany i wyprało mi to mózg niemiłosiernie do tego stopnia, że jak go spotkałem w sklepie koło nas to zrobiłem jej z tego powodu awanturę… totalna porażka… po prostu wstyd.
Co do intymności – sex był ale tylko chyba „był”… mechaniczny, bez uczucia… (tzw. Kończ już bo boli) tak wiem – porażka…
Pewnego dnia gdy jechałem z córką samochodem usłyszałem od niej, że „Babcia mówiła że będę mieć nowego tatusia” kurwa ! awantura przez telefon… Warto dodać, że gdy decydowaliśmy się na separację byłem święcie przekonany, że to jest czas dla nas a nie szukanie sobie kogoś… Wprawdzie powtarzała, że chcę bym wrócił ale ja uparłem się na przepracowanie naszego „związku” bo wiedziałem że będzie tak samo a co później miałbym powiedzieć mojej córce ? Że tatko znów odchodzi ? Tym razem zaproponowała terapie – zakończyła się po 2 miesiącach kłótnią u Pani psycholog.
I tak trwaliśmy 1,5 roku – ja święcie przekonany o jej wierności, że pewnego dnia dostaje na twarz tekst (nie pamiętam dokładnie jak brzmiał) ale pamiętam moje zapytanie – czy to oznacza że każdy może być z kimś innym ? ona – tak !
No ! to bomba ! po prostu extra… załamka, i totalne dno z mojej strony (łącznie z płakaniem przed nią wydłużyła okres o 4 miesiące) kurwa patola na maxa. Kiedyś gdy przyjechałem po córkę podszedłem do niej i zapytałem się czy był w naszym mieszkaniu inny mężczyzna ? spojrzała na mnie a jej twarz zalała się na czerwono… powiedziała że nie…
Gdy w ciągu tygodnia straciłem 5 kg pobiegłem szybko na psychoterapię. To był lipiec – minęły dwa miesiące od jej wspaniałej deklaracji i dostaje na twarz kolejną bombę ! Znajomy mówi, że widział moją …… jak całowała się z kolegą z pracy w klubie (zajebiście bo miała z koleżankami być na plaży). Robię konfrontację ale nie mówię wszystkiego… przyznaje się i rozpacz z jej strony ale o pocałunku z kolegą ani słowa. Kilka dni później wyjeżdża z córką i swoją matką nad morze na tydzień… po powrocie nagłe parcie na drugie dziecko ! dochodziło do tego, że próbowała mi wyrwać gumki… na szczęście terapia zaczęła przynosić pierwsze efekty i już nie byłem idiotą… po 4 kolejnych miesiącach nagle na spotkaniu – to koniec ! ja tym razem wkurwiam się i szaleje… ale odchodzę… po 2 tygodniach telefon i płacz że ona mnie kocha… makabra… Znów spotkania, więc proponuję wyjazd do innego miasta, odcięcie się… nie zgadza się bo tu ma koleżanki. Może najwyżej 30 km…
Ale… pojawia się światło w tunelu… postanawiam iść na studia podyplomowe w stolicy, rzucam pracę i zakładam działalność gospodarczą… terapia + nowe perspektywy pozwalają mi odciągnąć myśli. Zaczynam ćwiczyć, zapuszczam brodę i naprawdę czuję że żyję. Dotychczas nie zwracałem uwagi na inne kobiety bo przecież jest ona ! ale ostatnio poznałem kobietę… po przejściach ale kompletnie innym podejściu do świata… moglibyśmy coś wspólnie zdziałać ale ja ze strachu trzymam ją na dystans… kurwa nie wiem czemu ?!?
W tym też okresie po namyśle składam pozew rozwodowy i ją o tym informuję. Już z nią nie sypiam (zresztą jak ja nie inicjowałem sexu to go nie było) Ona udaje zaskoczoną ale spokojnie to znosi… 3 tygodnie temu gdy mam odbierać książki ostatnie z domu ona wyznaje mi że mnie kocha i chce walczyć, że udowodni swoją miłość itd. Ja konfrontuje ją z tym wszystkim co mi zafundowała, nawet mi mówi że całowała się z kolegą z pracy a ja kurwa znowu przechodzę przez to wszystko od nowa… Nagle dopada ją syndrom psa ogrodnika, dostaje na twarz, że ona się boi że kogoś poznam… że ona mnie zna i wie że ja się zakocham!!! Nawet zgadza się na wyjazd do innego miasta ! twierdzi że mnie nigdy nie zdradziła i tylko był pocałunek z kolegą… i że była mnie „za pewna”.
I teraz moja prośba… nie wiem co się ze mną dzieje ale jak ją widzę czuję przeogromną złość i tracę kontrolę emocjonalną nad sobą. Pragnę jej dowalać w każdym zdaniu… często myślę o tym czy to oznacza że ją kocham ? całkowicie się pogubiłem. Pozwu nie cofnę bo na to zasłużyliśmy razem…
Nawet nie potrafię sobie wyobrazić jak by to było gdybyśmy byli znów rodziną.
Jeżeli są na tym forum kobiety to czy mogą mi to wytłumaczyć ? teraz gdy jak zacząłem ćwiczyć, zacząłem zarabiać super pieniądz, nagle inne kobiety mnie zauważają – to teraz nagle big love ? Tak to kurwa naprawdę działa ?
Wiem, że sam na to sobie zapracowałem ale proszę nie oceniajcie mnie tak pochopnie – gdy ktoś ma dziecko naprawdę zmienia się jego pogląd na życie…
Powiem Ci tak... uciekaj od tej relacji jak najdalej. Łączy was córka i jej poświęcaj czas i miłość, a żonę olej i tak jak planujesz, rozwiedź się z nią.
Czemu ona tak robi?
Zdała sobie sprawę z tego, że otrząsnąłeś się z tej toksycznej relacji/małżeństwa i widzi, że dajesz sobie doskonale radę bez niej.
Zwykle nie radzę ludziom aby się rozwodzili, a szczególnie gdy jest w to zamieszane dziecko, ale to co jest między wami to toksyczna relacja. Według mnie lepiej, żebyście się rozwiedli ponieważ jeżeli nadal będziesz brnął w to małżeństwo to te patologiczne zagrywki twojej żony odbiją się na córce.
Swoją drogą - szanuje. Nie każdy poradziłby sobie w tej sytuacji, a ty jakoś to ogarnąłeś.
jeżeli jeszcze masz silę i ochotę to moze terapia dla par? ale to drenaż czasu, emocji i kieszeni. wymaga to chęci i wielkiej cierpliwosci, a i gwarancji nie ma na powodzenie, bo muszą chciec tego na 110% dwie strony. to jest cieżka praca, budowanie od podstaw.
fundamenty mieliscie za slabe na małzenstwo. i tak to pewnie byla depresja po porodowa, mozliwe ze flirt/romans to etap odreagowania tej depresji i rozłamu w małżenstwie.
Najpierw doprowadź relacje z Twoją ex do końca. Tak, żebyś już zaczął poznawać nowe na czysto. Nie graj w żadne gierki na zazdrość z nią. Po co Ci to? Zakończ to. Wyroluj się z fejsa, albo ją zablokuj, tak żeby nie wiedziała co robisz.
_____________________________________________________________
Osoba, która wiecznie mówi „tak”, nieustannie pomija osobiste potrzeby i powoli buduje w sobie ogromny gniew.
Ludzie, czemu "MIŁOŚĆ" was tak zaślepia, że robicie sobie dzieci z byle łachmytą a potem wasze dzieci na tym cierpią.
35 lat, a rozpidziel w życiu większy niż w moim pokoju, gdy wrócę najebany do chaty...
|Życie jest krótkie i jeśli masz na coś ochotę to to zrób, ale licz się z konsekwencjami| & |Kobieta jest jak motylek w Twojej dłoni, jeśli zaciśniesz ręce, motylek udusi się, jeśli otworzysz je za mocno, motylek odleci|
Jeśli ktoś tu się pogubił to Twoja żona. W mojej ocenie ona nigdy Cię nie kochała. Była z Tobą, bo byłeś dla niej dobry. Czasem się jest z kimś, bo się kocha, a czasem z wygody, bo druga osoba była na tyle zdeterminowana i wywalczyła (czasem wbrew) swoje miejsce obok. Ty jesteś w tej drugiej sytuacji. To że było ok przez jakiś czas to wcale nic nie znaczy. Nie przestała kochać innego, więc nie miałeś szans choćbyś dał gwiazdkę z nieba. Udany związek po związku zdarza się bardzo rzadko. I nie warto na nikogo czekać. Albo wchodzi się tu i teraz albo wcale. Rzeka płynie.
Bądź stanowczy i zakończ to. Pamiętaj że dla kobiety mąż to mąż. Nie żaden kochanek, kolega, miłość romantyczna. To coś innego. Męża można zdradzać i do niego wracać. Od kochanka się po prostu odchodzi. Ona sobie z tego zdała sprawę. To Ty masz karty w ręku. Ona wie, że z dzieckiem może mieć kłopoty, by założyć drugą rodzinę. Gra va banque. Jeśli teraz, po raz kolejny okażesz słabość i pozwolisz wrócić, to sytuacje z kolegami się powtórzą. Ona Cię nie kocha tylko jej się tak wydaje, bo pojawiła się szansa, że Cię straci.
Wiesz dlaczego na początku Cię tak wciągnęło? Bo była wyzwaniem. Trzeba było na nią czekać. Była po rozstaniu, a Ty ją chciałeś pocieszyć. A to już samo w sobie było toksyczne. A toksyczni ludzie wciągają na swoją połowę i grają w swoją grę.
Po mojemu nie ma co tu w tej relacji ratować. Zadbać jedynie o dobry kontakt z córką, a matkę, która jest de facto szlaufem olać na każdej linii.
Ogarnij sprawy rozwodowe, potem układaj życie na nowo.
Widać, że powoli podnosisz się z kolan... uważaj żebyś z powrotem nie upadł... drugi raz podnieść się będzie x2 trudniej.
Krótka piłka... albo kończysz tę toksyczną relację z kobietą która nie ma za grosz szacunku do Ciebie i która Cię nie kocha i rozpoczynasz lepsze życie na nowo... albo ratujesz małżeństwo i taplasz się w tym samym gównie dalej.
"To co mówi kobieta jest jak chmura wędrująca po niebie: dobrze uformowana i spójna, a po chwili nie do poznania"
"twierdzi że mnie nigdy nie zdradziła i tylko był pocałunek z kolegą…"
Pocałunek to też zdrada no nie?
Bardzo dobrze, że na drugie dziecko się nie zdecydowałeś.. Uciekaj od niej i powodzenia.
Nie powiem Ci co masz zrobić.
Ale sam widzisz, czego pragną kobiety. Silnego, twardo stąpającego, atrakcyjnego faceta z perspektywami, a Ty w małżeństwie uciąłeś sobie jajka.Teraz je odzyskujesz to i żona to zauważyła.
Witaj Autorze
Sam sobie odpowiedziales na pytanie
"teraz gdy jak zacząłem ćwiczyć, zacząłem zarabiać super pieniądz, nagle inne kobiety mnie zauważają – to teraz nagle big love ? Tak to kurwa naprawdę działa ?"
Z Twojego opisu wynika, ze przypadek jest dosyć książkowy żeby nie powiedzieć schematyczny. Żona dopiero jak widzi, ze Ciebie traci, zaczyna walczyć. Masz racje we wszystkich swoich uwagach, tyle, że boisz sie dokonać ostatniego kroku. Rozumiem Ciebie doskonale, Ja tez jestem po 30 i zmiany w zyciu w tym wieku przebiegaja inaczej niz u nastolatkow czy 20 latkow. Myslę, że boimy sie, że nie znajdziemy drugiej lepszej polowicy- ze wzgledu na wiek i mniejsze "pole" manewru.
Z mojej strony radze Ci pomimo bólu, rozterek moralnych itd, robic swoje i dokonac ostatniego kroku. Patrzac na Twoj opis tylko to Ciebie uwolni. Uwolni nie za tydzien, nie za miesiac ale za pół roku powinienes byc zdrowy i moze juz w nowym zwiazku z fajna kobieta.
Pozdrawiam
Stormbringer
Za pół roku będzie autora jeszcze to wszystko trzymać.
Zwłaszcza, że czy tego chce czy nie będzie miał kontakt z matką swojego dziecka.
Ja przerabiałem rozwód 2 lata temu i do tej pory jest mi ciężko pozbierać się, mimo że dzieci nie mieliśmy i nie spotykamy się, zero kontaktu.
Zacząłem zmieniać siebie na lepsze. Schudłem ponad 10kg, zacząłem się inaczej ubierać, zacząłem korzystać z życia. Tamtego mnie praktycznie już nie ma.
Ale nie udało mi się nawiązać żadnej relacji z jakąkolwiek kobietą. A minęło ponad 2 lata od rozwodu.
Każde rozstanie czy to po długim związku czy rozwodzie jest trudne. Zżywasz się z drugą osobą, łączą wspomnienia i tak dalej. Ale zwykle rozstanie nie bierze się znikąd. Z czasem zapomina się te złe rzeczy i człowiek się zastanawia, szczególnie jeśli pojawia się samotność i nuda. Tylko że powrót do tego idealnego obrazu już nie istnieje, bo to tylko nasza wyobraźnia nam podpowiada. Trzeba tylko pamiętać, spróbować sobie wyobrazić scenariusz, że to trwa nadal z detalami tak, żeby poczuć jak byłoby źle i że jednak to rozwiązanie było dobre.
Autora pewnie będzie trzymać, bo ma do niej uczucia, co widać po wpisie. Ale warto odejść jeśli to nie ma sensu, tak jak w jego przypadku. Po prostu, przemęczyć się.
Sam kiedyś byłem w wieloletnim związku i choć wiem, że dobrze się stało, że się rozstaliśmy, to pierwsze kilka miesięcy było trudne. Jednak nie ugiąłem się ani razu, bo wiedziałem jaki jest cel nadrzędny: przeczekać, bo powrót nie ma sensu. Później poznałem kobietę z którą było mi dobrze, choć nie wyszło. Ale warto było, bo z tego marazmu wieloletniego związku przeskok w prawdziwe uczucie był jak wielokrotny orgazm.
Po tych doświadczeniach uznałem, że życie uczy nas tego żeby przyjmować każdy stan - ten przyjemny i ten nieprzyjemny. Żeby chłonąć jeden i drugi, bo oba nas uczą, nic nie dzieje się bez powodu. Potem można docenić ten lepszy, a że fortuna kołem się toczy, to i Ty znajdziesz kogoś prędzej czy później. Najpewniej dokładnie wtedy, gdy zupełnie zrezygnujesz z poszukiwań
Powodzenia! 
Dziękuję chłopaki za wasze komentarze.
Wczoraj wieczorem znów telefon i płacz, "że mnie za wszystko przeprasza", "że może kiedyś zadzwonię do niej i powiem Jej, że już jest ok".
Najlepsze jest to, że tak naprawdę podświadomie czułem to wszystko co mi napisaliście już wcześniej, ale "dobro dziecka" trzymało mnie cały czas w miejscu. Jesteśmy w separacji 3 lata a moja żona nawet ani razu spontanicznie mnie nie odwiedziła w moim miejscu zamieszkania... Dziś wiem, że to nie miało szansy przetrwać.
@Skol - dziękuję
bardzo konkretny wpis. Daje do myślenia.
Oczywiście rozwód jest już w trakcie - niestety przez strajk administracji sądowej rozprawa dopiero pod koniec maja. Ale nie czekam - już się zabieram za siebie. Od 1 stycznia - kalistenika oraz boks ! trzeba szlifować charakter.
Zobaczymy co się będzie działo jak poznam kobietę i zapragnę by moje dziecko również ją poznało... ale to już historia na inne wpisy.
P.S. tworzycie naprawdę super społeczność
aż chce się czytać to wszystko.
pozdrawiam i życzę udanego nowego roku. Oby był lepszy niż poprzedni.
Dużo w tym racji, co piszesz Skol.
Ja wiem, że wina za rozpad małżeństwa zawsze leży gdzieś po środku. Nie ma tak, że jedna strona jest idealna, a druga ta zła i winna wszystkim nieszczęściom w związku.
Jestem ten sam rocznik, co autor tego tematu. W naszym wieku ciężej znaleźć partnerkę, niż przykładowo będąc na studiach i mając dajmy na to te dwadzieścia kilka lat i wielu znajomych.
Mnie np. nie pociągają kobiety w zbliżonym wieku do mnie hahaha. Sam wyglądam młodo i nikt by mi tyle nie dał co mam
A taka kobieta w wieku dajmy na to 36 lat hmmmm staro wygląd bynajmniej dla mnie. Wole takie przed 30tką, ale taka znów mnie uważa za starego, jak już się dowie ile faktycznie mam.
Mi każdy mówi, że dobrze się stało jak się stało i nic by z tego nie było choćbym zgadzał się na wszystko co ona chciała. Bo jej nie zależało na mnie.
Sam nie wiem co gorsze, czy samotność, a czy męczenie się z kimś komu na mnie nie zależy.
Nigdy nawet przez myśl mi nie przeszła opcja powrotów. Dla mnie nie ma takich opcji. A byliśmy razem 6 lat.
Nie zawsze byłe wracają i nie zawsze szukają ponownego kontaktu z nami. Czego przykładem jestem ja.
Autorowi odradzałbym powrotów. Uniknie alimentów, więcej czasu spędzi z dzieckiem. Ale dalej będzie miał robione jazdy w domu, więcej nerwów, stresu. Kobieta, która nie kocha szczerze, będzie tylko ranić. Zawsze pojawi się ktoś na jej drodze, kto zawróci jej w głowie, a wtedy będzie szukać pretekstów do kłótni w domu, żeby zagłuszyć sumienie i usprawiedliwić swoje krzywe zachowanie wobec męża.
Natomiast po rozwodzie, będzie miał czystą sytuację. Przyznane kontakty z dzieckiem i formalnie nic go już nie będzie łączyć z żoną. Niech się wtedy buja z kim chce. Przynajmniej nie będziesz musiał na to wszystko patrzeć i psychicznie lepiej na tym wyjdziesz.
Tak jak kolega Skol napisał - lepiej przeczekać i nie wracać. Zająć się sobą bo jak raz poszła w bok, to pójdzie kolejny raz, bo wie że jakby co to mąż wróci i weźmie winę na siebie.
One potrafią obwinić za wszystko męża i wmówić mu, że to jego wina. Sam tego doświadczyłem i nawet uwierzyłem w to.