Akcja jest taka - nie wiedziałem, ze kiedyś nadejdzie taki moment, ze napisze tutaj własny temat. Obserwuje tą stronkę od gówniarza - odkąd mnie pierwsza dupa rzuciła.
Jestem już w swoim 3 "bardziej poważnym" związku. Do tej pory nie korzystałem wiele z tutejszych porad, bo chciałem doświadczyć lekcji od zycia, póki jeszcze jestem młody, bo to tez jest potrzebne. Stoi jednak przede mna cięższa rozkmina, wiec chciałbym się dowiedzieć od starszych wyjadaczy, o opinie.
Generalnie to oboje mamy po 20 lat, mieszkaliśmy w tej samej miejscowości do momentu zaczęcia nauki na uniwersytecie. Przez to nasz związek stał się związkiem na odległość niestety. Odległość jest dosc spora, bo ponad 250 kilometrów. Jest to uciążliwe, bo nie ma u mnie możliwości nocowania (akademik), wiec siłą rzeczy to ja, ja odwiedzam. Osobiście ja rozumiem sytuacje i akceptuje ją, ale zauważyłem ze moja partnerkę to zaczyna męczyć - cała organizacja i umawianie sie.
Nie zawsze udaje się nam regularnie spotykać, nawet raz w miesiącu, a co dopiero na weekend jest ciężko, jedynie w dłuższe wolne jest świetna okazja do spędzania razem czasu.
Dlaczego stworzyłem ten temat? Ostatnio pokłóciliśmy się o to, ze możemy się spotkać dopiero na swieta. Dla mnie to spoko opcja, bo swoje wszystkie prywatne i rodzinne sprawy dopne na miejscu i bede miał czas tylko dla niej. Ona uważa, ze jeżeli dalej się będziemy tak rzadko spotykać, to nie widzi między nami przyszłości. Z jednej strony ją rozumiem, ale w emocjach kazałem jej wypierdalac, bo ja naprawde staje na głowie, by to zorganizować z sensem, tylko możliwości mam jakie mam i ewentualnie mógłbym przyjechac tylko na kilka godzin ( a jaki w tym sens? Skoro można poczekać i spędzić kilka dni pod rzad)
Uważacie, ze powinienem zainicjować jakieś spontaniczne spotkanie i porozmawiać o związku, ustalić jakis plan spotkań czy cokolwiek w tym stylu i ja przeprosić, czy lepiej dać sobie spokoj?
Rozum mi mówi, ze lepiej po prostu zerwać i nie męczyć się wzajemnie, z drugiej strony to wyjątkowa osoba (jak kazda kobieta w jakiej jesteśmy zakochani hehe).
Dlatego mysle, ze to błahostka i wspólnymi siłami można wypracować jakiś pomysł, zamiast od razu kończyć związek.
Cóż, związki na odległość częściej czeka rozstanie niż szczęśliwa przyszłość. Na to się również zanosi w tym przypadku.
"Może mój świat marzeń być jak głupia historia
Po to mam wyobraźnie by bujać w obłokach"
~ Vixen - Myśl co chcesz
"ale w emocjach kazałem jej wpierdalac"
A jakbyś korzystał z treści tej strony to bys wiedział, że trzeba się kontrolować na ile to możliwe.
Uczyć się należy na błędach własnych jak i na błędach innych, to tak po mojemu.
Ja się jej nie dziwię, że dziewczyna ma dosyć. Sam bym się męczył w takim związku.
Jak się widywalem raz na weekend to juz była chujnia. A czasem jest tak, że na ten weekend się spotkać nie można i już jest pizda. Są związki, gdzie facet jest w delegacji i jakoś te związki funkcjonalna. Tylko, że najczęściej dwoje ludzi ze sobą mieszka.
Zawsze możesz poznać kogoś na miejscu
Nowa uczelnia,nowi ludzie,spora odleglosc. Oj panie panie, to nie przetrwa I laska juz o tym wie tylko oddaje tobie pole do popisu zebys oficjalnie to zakonczyl.
Związki na odległość to trudna do zrealizowania sprawa, składa się na to zbyt wiele zmiennych.
Pierwsza sprawa to emocje - którko mówiąc na być ich jak najwięcej, o tych dobrych mówie.
Druga to kontakt, sory ale ja esami nie mogę się porozumieć oddalonej o 10km i czasami wychodzi kwas. Gadać i spotykać się jak najwięcej.
I trzecia, która moim zdaniem jest najistotniejsza to wspólny plan na siebie. To że jak Ty, czy partnerka skończy swój okres studiowania to macie jakiś wspólny cel. Czy to mieszkanie, wspólny wyjazd etc.
Istota celu w takim związku jest kluczowa, zresztą jak i w każdym.
Trwanie w bezruchu, bez perspektyw, bez planów zwykle się źle skończy.
To moje założenia, pomijając fakt, że wszystkie płaszczyzny związku są w miarę dobrym poziomie, gdzie na odległość ciężko zapewnić pewne doznania.
Związek na odległość ma więcej wad niż zalet. Związki są po to, by być razem. Jesteście w takim wieku, że przypuszczam że sami jeszcze do końca nie wiecie co będziecie robić w życiu. I gdzie. Brak bliskości potrafi rozbić każdą relację. Nie tylko związkową, ale i koleżeńską.
Rozumiem, że się starasz. Ona za to chyba mniej. Bo być może już zrozumiała, że to nie ma sensu. I tu nie ma nic personalnego, ma pewnie o Tobie dobre zdanie, ale jak widzi koleżanki, które codziennie się bzykają ze swoimi chłopakami, albo idą do knajpy razem, to chuj ją strzela.
Pewnie i Ty dojrzejesz do decyzji, że to nie ma sensu. Ona już wie. I gdybyś chciał sprawdzić czy jej naprawdę zależy, mógłbyś jej przyznać rację. Wtedy byś się przekonał.