Ja 25 lat, ona rok starsza. Poznana na domówce u jej brata, ja wtedy "samiec alfa" ją wyrwałem. Kilka pocałunków, następnie spotykanie się gdy dowiedziałem się, że ma faceta. Tak - faceta, będący w Norwegii na wakacje, podobno bardzo im się nie układało, on cholery zazdrośnik, szarpał ją i podobno bił. W ogóle nią niezainteresowany. Ona tylko czekała, aż on wróci i z nim zerwie.
Ja wtedy młody, miałem to totalnie gdzieś, miałem gdzieś faceta, który nie szanuje kobiet. Nie obchodziły mnie jego emocje, jego wkurwienie, jego smutek, że dziewczyna go porobiła.
Cieszyłem się swoim szczęściem, cieszyłem się, że w końcu dziewczyna tak poniżana dostała coś od życia. Sama mówiła, że jest super, że cieszy się, że mnie poznała.
Po kilku miesiącach zamieszkaliśmy razem, sielanka, wycieczki, sielanka i wyjazdy, zwiedzanie świata, próbowanie życia na każde sposoby. Seks nieziemski, czynności poza seksem również.
Ona rok później ląduje w szpitalu prosto od ginekologa, zaczęło się od dziwnego krwawienia oraz nieregularnego okresu. On mega zaniepokojony bo w organizmie dziewczyny coś dzieje się nie tak z gospodarką hormonalną.
Tydzień w szpitalu, milion badań. Diagnoza, że na 95 procent nie będzie mogła mieć dzieci, jednak być może da się to odratować faszerując ją tabletkami.
Tabletki ją niszczą, jej hormony buzują. Codziennie inny nastrój. Raz potrafi być bardzo kochana, na dzień drugi dzień każe mi wypierdalać z domu i robi gównoburzę o koleżankę, która wysłała mi notatki. I tak karuzela się kręci od dobrego roku. Raz kocha, raz nienawidzi. Moja psychika siada, mam coraz bardziej tego wszystkiego dosyć. Ona również. Jednak, gdy przychodzi co do czego nie potrafimy się rozejść. Z jednej strony wiem, że ją kocham, z drugiej nie potrafię już z nią żyć nie czuje szczęścia, tak nie jestem szczęśliwy. Od tego wszystkiego jej samoocena mega niska, nie uważa się za atrakcyjną mimo, że jest. Wkręca sobie, że mam dosyć i na pewno latam do innych lasek szukając adoracji. Jak mówię, że oczywiście, że tak jest - to jest jeszcze gorzej, już nawet na to nie reaguję.
Z nieziemskiego seksu kilka razy w tygodniu został seks z trzy razy na miesiąc maks, do którego ona musi się zmuszać. Libido zerowe w wieku 26 lat. Ginekolog twierdzi, że to normalne w tej fazie leczenia i sama nie wie ile jeszcze to potrwa. Dla mnie trwa to za długo.
Nie ma seksu, ona nie czuje do mnie pociągu, to równa się z tym, że w mojej psychice zaczynają się głupie myśli. Myśli typu, że ją nie kręcę, że pewnie ona leci na innych kolegów z pracy/szkoły/biedronki za rogiem/tesco/aldi/lidl. Do tego jeszcze sam widziałem, jak wcześniej oszukiwała swojego byłego będąc u mnie na chacie.
Jestem osobą z ogromną fantazją przez co teraz chyba przestaje jej ufać.
Podczas kłótni wpada w jakaś agresję, sam się dziwię jaką bo nigdy jej takiej nie widziałem. Cholernie raniące słowa, cholernie raniące czyny, za które ona potem bardzo przeprasza płacząc i mówiąc, że ma już dosyć, dosyć kłótni, związku, życia, hormonów, choroby.
Tracę samoocenę, tracę chęci do życia, tracę cokolwiek co dałoby mi szczęście przez pierdolone hormony i jej zachowanie. Jest kilka dni w miesiącu gdzie mam z powrotem po części moją dziewczynę w której się zakochałem, ale to za mało. Czuję, że ją kocham, ale również to, że mi się oddala, staje mi się powoli obojętna.
(Jesteśmy razem ponad 4 lata)
Skomplikowana sytuacja. Wydaje mi się jednak, że lepiej dla Was obojga będzie jeśli się rozstaniecie. Musisz tą decyzję podjąć Ty bo z jej wahaniami nastroju nie można liczyć na jakiekolwiek decyzje. W tym momencie związek z nią więcej Ci zabiera niż daje. Więc jeśli chcesz być szczęśliwy to załatw to jak najszybciej. Wiem, 4 lata to kupa czasu i może być bardzo trudno się rozstać ale pomyśl, czy chcesz żeby to ciągnęło się dalej?
Z drugiej strony sobie myślę, że zostawiać kobietę w trudnym momencie życia też nie będzie dobrym rozwiązaniem ale czy coś innego może otworzyć jej oczy jak tylko aż tak drastyczne kroki? Wątpie.
Byłaś wyjątkowa, jak wszystkie poprzednie.
Sytuacja jest mega nieciekawa bo rozumiem ciebie ale tez trzeba zrozumieć laske . Jest faszerowana hormanami co robi jej niezla sieczke w glowie i widac ze sobie z tym nie radzi , ta sytuacja ją też dobija i jest jej ciężko. Pomyśl gdybyś ty był chory i musiał przyjmować jakieś leki po ktorych masz jazdy w głowie.
Ciężko tu cokolwiek doradzić bo są dwa wyjscia ,porzucić laske ktora kochasz , albo być silnym i poswięcaç sie dla niej (wytrzymywać jej jazdy uswiadamiac sobie ze nie jest ,,trzezwa'')
Sytuacja odbija sie tez na tobie brak seksu na pewno wszystko pogarsza i cie nakreca negatywnie dodatkowo nagle jazdy o nic.
Mozecie sprobowac dopytac sie lekarza czy mozna zmienic sposob leczenia bo aktualny niszczy zycie i laska kiepsko znosi przebieg leczenia. I mozesz tez probowac rozmowy z laska ze masz swoje potrzeby itd. Ale to moze byc ciezkie bo ma bagno w glowie.
Sam musisz podjac decyzje znasz ją wiesz jaka jest , czy warto i czy jesteś wystarczająco silny żeby wytrwać i wspierać ją w tym . Czy zostawić ją samą w tym gnoju
Sytuacja jest mega nieciekawa bo rozumiem ciebie ale tez trzeba zrozumieć laske . Jest faszerowana hormanami co robi jej niezla sieczke w glowie i widac ze sobie z tym nie radzi , ta sytuacja ją też dobija i jest jej ciężko. Pomyśl gdybyś ty był chory i musiał przyjmować jakieś leki po ktorych masz jazdy w głowie.
Ciężko tu cokolwiek doradzić bo są dwa wyjscia ,porzucić laske ktora kochasz , albo być silnym i poswięcaç sie dla niej (wytrzymywać jej jazdy uswiadamiac sobie ze nie jest ,,trzezwa'')
Sytuacja odbija sie tez na tobie brak seksu na pewno wszystko pogarsza i cie nakreca negatywnie dodatkowo nagle jazdy o nic.
Mozecie sprobowac dopytac sie lekarza czy mozna zmienic sposob leczenia bo aktualny niszczy zycie i laska kiepsko znosi przebieg leczenia. I mozesz tez probowac rozmowy z laska ze masz swoje potrzeby itd. Ale to moze byc ciezkie bo ma bagno w glowie.
Sam musisz podjac decyzje znasz ją wiesz jaka jest , czy warto i czy jesteś wystarczająco silny żeby wytrwać i wspierać ją w tym . Czy zostawić ją samą w tym gnoju
Wychodź z założenia, że jak zostaniesz to nic się nie zmieni. Nie ma sensu rozpierdalać sobie psychiki. Humory kobieta może mieć, ale trzeba też mieć do nich dystans. Jeśli go nie ma, to jej problem. Jeśli kobieta jest aseksualna i nie odczuwa przyjemności z seksu, to i tak będzie dążyć do tego żeby było Ci z nią dobrze, jeśli jej zależy. Jeśli jej się chce raz na dwa tygodnie, to może się postarać i będziecie to robić chociaż 3-4 razy na tydzień. To jest kompromis, bo gość w Twoim wieku tyle seksu to powinien mieć w ciągu doby. Jeśli ona nie chce zadbać o Twoje potrzeby, to dlaczego Ty masz dbać o jej? Nawet leki nie tłumaczą takiego egoizmu. Wcale się nie dziwię, że masz dosyć.
Na dodatek nie widzę żeby po takich przejściach wszystko było jak dawniej. Skoro już dałeś sobie wejść na głowę, to rzadko się zdarza by kobieta sama chciała to zmienić. Możesz odejść na 2-3 tygodnie i dać jej do zrozumienia, że nie będziesz tolerował jej zachowań, a jednocześnie zostaw jej furtkę. Jeśli poczuje że nie żartujesz, będzie chciała to ratować i wtedy możesz powiedzieć czego oczekujesz. Jeśli zobaczysz że się stara, możesz dać jej szansę. Jeśli nie- odejdź.
A ona musi brać te leki? Szanse na to, że będzie mogła mieć dzieci po tym leczeniu, są znikome. A te hormony niszczą jej życie - to, że ty obrywasz to jedno, ale ona sama ze sobą musi czuć się fatalnie. Ja bym wolała być bezpłodna, niż się tak męczyć. Chyba że to leczenie jest potrzebne też z innych względów.
"Co ma płynąć, nie utonie"
Snujesz plany i chcesz być z kobietą która nie może mieć dzieci? Chcesz tak?
Ludwik tak obseruje te Twoje posty od jakiegoś czasu i jestem trochę zaniepokojony, życie w związku to nie tylko ciągłe jebanie się masz jakiś dziwny system wartosci i wszystko sprowadzasz do jednego.
“Życie to to, co się wydarza, gdy jesteś zajęty robieniem innych planów.”
Autorze, spieprzaj z tego zwiazku. Bylem 4 lata w zwiazku wydaje sie z idealna kobieta: dziewica(kiedy ja poznałem), zaradna, pracowita, wsyportowana i inteligentna. Mozna by rzecz, ze miala wszystko aby stac sie moja zona. Potrafila nawet podczas choroby przyjsc do mnie i lazic 24 h przy mnie robiac zupki, pierdoly itp. Niestety brała hormony, rozregulowany okres, jedna wielka niewiadoma z dziecmi. Pozniej odstawiala i znowu brala, tak ja geniusze leczyli.
To co dzialo sie z jej psychika w pozniejszej fazie zwiazku to byl horror. Miala niesamowite jazdy az w koncu stwierdzila, ze ona jedzie pracowac w miejscowosci pod francuska granica. Tak nagle z dnia na dzien podjela decyzje- to byl okres kiedy mocno ja rabalo w dekiel. Pojechala zdradzila mnie po 2 tygodniach- czego w zyciu bym sie po niej nie spodziewal. Pozniej pisala do kolezanki, ze Ja napastuje, bombarduje smsami- Ja natomiast nie napisalem ani jednego.
Z psychika osoby na pigulach nie wygrasz. Im szybciej to zakonczysz tym lepiej. Jak ty tego nie zrobisz, to ona zrobi Ci kiedys takie poroze, ze sie porzygasz z obrzydzenia.
Stormbringer
Wyślij ją do psychiatry po diagnozę różnicową, czy to od hormonów, czy może uaktywniła się jakaś choroba afektywna
To nic złego, a diagnoza różnicowa się przydaje. Niech stwierdzą, czy to faktycznie hormony, czy jednak coś po stronie psychiki. Jedno na drugie może mieć wpływ, ale nie musi.
Miałem podobną sytuację i definitywnie polecam spieprzać , szkoda zdrowia i psychiki. Z uwagi na 4 letni związek (podobnie jak u Ciebie) próbowałem zrozumieć te wahania, zmiany, jednak brak seksu na faceta działa destrukcyjnie. Prędzej czy później, to Ty się rozjebiesz i zostaniesz obarczony winą.
Nie chcę przewidywać najgorszego, ale jak Ty już teraz się zaczynasz martwić to obyś z "wackiem" nie miał problemów. Bo ja byłem tak wyniszczony tym wymuszanym seksem, że pod koniec to nie byłem w stanie stanąć na wysokości zadania. Dla niej to będzie pretekst żeby ograniczyć to do jednego stosunku na miesiąc - tego nie ogarniesz i siłą rzeczy uciekniesz, pytanie czy chcesz się tak długo z tym męczyć? Inne też mają
Zakoncz to albo ona wykonczy Ciebie. Wiem ze 4 lata to kawalek czasu i ciezko od tego odejsc.Zadaj sobie pytanie czy wyobrazasz sobie przyszlosc z Twoja obecna kobieta skoro piszesz " z drugiej strony nie potrafię już z nią żyć" Po za tym piszesz " nie czuje szczęścia, tak nie jestem szczęśliwy" a przecierz glownie o to w zwiazku chodzizeby byc ze swoja kobieta szczesliwym. Pamietaj ze w zyciu trzeba byc troche egoistycznym i myslec tez o sobie. Tez to przechodzilem , 4 lata zwiazku i dlugo zakancalem swoja relacje ale w koncu postanowilem i to byla dobra decyzja . Z tego co piszesz widac ze jestes spoko gosciem a taka relacja spowoduje ze zmienisz sie w przygnebionego , zdolowanego bez zycia goscia , nie pozwol na to !. Inna panienke ogarniesz szybko. I wiedz ze zycie nadzieja ze bedzie lepiej mozna wlozyc sobie w buty . Prawda jest brutalna ale jak bedzie to tylko gorzej. Trzymaj sie ,powodzenia