Część
Chcę się podzielić z wami tą historią i wysłuchać waszych opinii bo sam już nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć.
Sprawa wygląda tak. Znam się z pewną dziewczyną od ładnych kilku lat. Zawsze mieliśmy bardzo fajny kontakt. Ona miała chłopaka, a ja nie myślałem o niej inaczej jak o świetnej koleżance. Jej chłopak był zazdrosny o naszą znajomość ale mogę powiedzieć z ręką na sercu, że lubiłem ich związek i nie planowałem go w żaden sposób zakończyć. Ale stało się. Zerwali ze sobą tak pół roku temu. Podobno nie była z nim szczęśliwa. Zaczęła coraz częściej z własnej inicjatywy nawiązywać ze mną kontakt. Mojemu przyjacielowi powiedziała, że coś do mnie czuje. Jednak w tamtej chwili była dla mnie przyjaciółką. I tak mieliśmy codziennie ze sobą kontakt. Potrafiliśmy pisać ze sobą całymi dniami. Wspólne wyjścia, często bardzo intymne i gorące rozmowy. Stała się dla mnie kimś więcej jak przyjaciółką. Coś poczułem i zaczęło mi zależeć. Jej z resztą też. Nie ukrywała tego. Wściekała się gdy jakaś inna koleżanka do mnie pisała i zaprosiła mnie na piwo. Każdego dnia szukaliśmy ze sobą kontaktu. Mówiliśmy sobie nawet o tych trudniejszych sprawach. Byliśmy ze sobą na prawdę blisko. Ona się do mnie przytulała, chwaliła się mną swoim koleżanką, otwarcie przyznała, że chciałaby uprawiać ze mną seks, wspominała o wspólnej przyszłości.Wyglądało to jak związek tyle, że nikt tak tego nie chciał jeszcze nazywać. Ja też już pokazywałem, że mi na niej zależy. Pewnego razu sam z siebie ją przytuliłem próbując zdziałać coś więcej. Zawsze ona to pierwsza robiła. Od tamtej chwili ochłodziła kontakt. Czasem nie odpisze na wiadomość. Nie wysyła już całusów i serduszek. Mam wrażenie, że stara się ograniczyć ze mną kontakt. Nie zamierzam na siłę do niej wypisać bo to pewnie będzie dla niej męczące i stanę się takim pieskiem. Nie mam pojęcia o co jej chodzi i kim dla niej byłem. Pokazywała, że zależy jej na mnie, a kiedy ja to samo pokazałem to ochłodziła naszą relację. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć
Dziękuję tym którzy przeczytali tak długie wypociny i liczę na waszą pomoc
Odpowiadam: pozwiązkowy plaster, który miał jej pomóc w zniesieniu zawodu miłosnego. A Ty jej nawet nie zaruchałeś.
Jednym słowem- pizdeczka.
Być może masz rację. Może właśnie tak powinienem zrobić. Tylko, że akurat jej nie potrafiłem tak od razu przelecieć. Chciałem, żeby nadszedł odpowiedni moment. Pewnie dlatego, że bałem się popsuć tą reakcję. Widocznie właśnie w tym miejscu popełniłem decydujący błąd.
Żeby zdobyć kobietę nie możesz się jej bać stracić... Chyba tak to leciało.
To co ma i tak spaść, należy popchnąć.
Już mnie coś trafia jak to widze.. "swoim koleżanką" pisze się koleżankom!!! Chociaż jeden bedzie świadomy
“Życie to to, co się wydarza, gdy jesteś zajęty robieniem innych planów.”
Przylizałeś ją przynajmniej?