Cześć !
Będzie treściwie. Jestem już 10-miesięcy z dziewczyną. Nasze uczucia były wystawiane na próbę wielokrotnie, raz po jej akcjach, raz po moich. Ostatnio, w połowie września prawie ze sobą zerwaliśmy, ale ogarnąłem sytuacje i dalej w tym trwamy. Tyle że, no właśnie... Odnoszę od dłuższego czasu wrażenie, że K. (tak ją nazwijmy), nie wkłada w ten związek tyle co ja. Najgorsze jest to, że nie wyciągnałem wniosków z poprzednich relacji (w sumie to trochę smutne, że mając prawie 25 lat, obecny związek jest moim najdłuższym - nigdy nie miałem parcia na laski). Nie wyciągnałem wniosków i popełniłem obecnie tyle błędów, że ja się w sumie jej dziwię, że jeszcze się nie rozstalismy. Co tez nie zmienia faktu, że nie zachowuje się fair wobec mnie. Naprawdę, nie chcę już pisać jakie błędy popełniłem, ale to były z tych najgorszych - latanie za nią, jakieś słodkie słówka, przytakiwanie na wszystko, pieskowanie itd. Wkurwia mnie to u niej, że cokolwiek się złego miedzy nami dzieje, to zamiast sobie spokojnie wyjasnic i porozmawiac (uwazam, ze dialog jest bardzo wazny aby rozwiazywac problemy, ja nie chowam głowy w piasek i potrafie przyznac sie do bledow), to M. za kazdym razem wyjasnia takie sprawy przez fejsa albo sms'owo - boi się pogadac w cztery oczy. Udaje pewną siebie dziewczyne, a tak naprawdę widze ze ma kompleksy i czasami swoim chamstwem stara sie bronic. Nie odpowiada mi to, chce dame, kobiete obok a nie rozkapryszona ksiezniczke.
Tak myslalem tez, ze bledem bylo wytykanie pewnych jej wad ktore mnie osobiscie denerwowaly i wyjasnianie sytuacji, na ktore powinienem machnac reka.
Nakresle wam dla przykladu prosta sytuacje - niedawno miala obrone mgr (ona 24 lata, ja 25 l.) i na te okazje chcialem jej sprezentowac nasze wspolne zdjecie w ramce, po prostu mialem ten pomysl przygotowany juz wczesniej, a ona do mnie dzien przed obrona ze ma nadzieje, ze cos jej dam z okazji mgr. No to zdziwilem sie w chui, ale ok. Parę dni pozniej. Ostatnio byl dzien chlopaka, to nawet zyczen mi nie zlozyla (nie mowie, ze czegokolwiek oczekiwalem, po prostu uwazam, ze jako jej chlopak powinna chociaz te zyczenia zlozyc). A ona nic - tlumaczac sie nastepnego dnia ze zapomniala, co jest dla mnie zenujace. Po prostu czuje ze ma mnie w dupie.
Obiektywnie rzecz biorąc, to ja na to wszystko pozwoliłem.
Inna sytuacja. Akurat mialem w pracy dyzur do poznych godzin, ona pojechala do znajomych, ja potem dojechalem. Jednak musialem byc caly czas przy telefonie. I mowie kumplowi, ze pije tylko piwerko bo mam dyzur, a proponowali mi wodke, na co ona skwitowala - Pijesz tylko piwerko? Co za lamusek z Ciebie, smiejac sie przy tym. Nie wiem Panowie, czy ja jestem przewrazliwiony, ale upominalem ja, ze nie toleruje tego slownictwa, wiem kiedy mozemy pozartowac, ale uwazam tez ze nie powinna tak sie zwracac do mnie przy jej znajomych. Ja pileczke odbilem, cos jej odburknalem, ale niesmak pozostal.
Psychicznie mecze sie w chui, bo sa dni ze jest ok, a sa tak jak ostatnio, ze stala sie bierna. Od pewnego czasu to ja wychodze z inicjatywa spotkan, wyjsc, zaskakuje ja, a nie doczekalem sie nic ponadto. Mieszkamy od siebie 100m. Ostatnio, przyznaje kolejny blad, widywalismy sie codziennie ale chce to ukrócic. To ja ciagle do niej chodze, jej sie do mnie nie chce. Nie zaskakuje mnie niczym, wszystko musze ogarniac ja. Albo nawet jesli to zaproponuje to i tak ja to ogarniam bo ona wiecznie zmeczona. No po prostu zrobila sie paniusia.
Sytuacja wydaje sie patowa, sa nastepujace wyjscia:
1) zrywam z nia i ogarniam dupe w koncu, wyciagam wnioski.
2) ogarniam dupe i zobacze co bedzie dalej.
3) to ona zrywa za jakis czas ze mna, mimo mojego ogarniecia.
4) znalazla sobie kogos na boku i dazy przez swoje zachowanie abym to ja z nia zerwal.
5) przekreslila mnie i czeka na kogos innego albo jak ja zerwe.
6) ze mna jest cos nie tak, jestem nadwrazliwy i powinienem pojsc do psychiatry.
No kurwa, innych opcji nie widze. Jesli potrzebujecie wiecej informacji, piszcie smialo w komentarzach.
Jak mam sie teraz zachowywac? Walnąc chłodnik, zdystansowac sie ? Nie wiem czy to pomoze, bo K. ma olewczy charakter. Nie to co ja. Ja zawsze musialem miec czarno na bialym a widze ze tak sie nie zawsze da.
Nie wiem czy da sie tutaj jeszcze cokolwiek zdzialac. Albo ten typ tak ma, albo jest ksiezniczka, albo ja mam mentalnosc czterolatka.
Btw. Prosze podrzuccie mi wartosciowe ksiazki nt. meskosci, relacji damsko-meskich. Tylko nie piszcie ze podstawy, bo zaczalem to czytac, przerobilem i w tej relacji popelnilem te same bledy co poprzednio. Obecnie uswiadomilem sobie, jak bardzo mentalnie jestem w dupie i chce sie naprawde ogarnac, bez pierdolenia po tysiąckroć.
“Nie odpowiada mi to, chce dame, kobiete obok a nie rozkapryszona ksiezniczke.”
Siedzisz po uszy w wodzie zmieszanej z gownem, brud w chuj jak w cygańskim kiblu, a chciałbyś w czyściutkiej wodzie, może w basenie albo oceanie na bali. Możesz próbować oczyścić wodę, ale to proces długi, kosztowny i skomplikowany. W sumie chuj wie czy się uda, a nawet jeśli to ta woda nie będzie tak czysta jak byś chciał. Rozważasz również zmianę siebie, to jest ogarnięcie mindsetu tak, żeby akceptować to gowno i udawać, ze fajnie jest.
Jest jeszcze oczywiste rozwiązanie o którym wspomniałeś ale jakoś nie bierzesz go na poważnie. Wyjść z tego gowna, wziąć prysznic, coby Ci smród nie przypominał o tym gownie i znaleźć zatokę z czysta woda, taka jaka byś chciał, prawdziwa kobietę
Kończ jak najszybciej, brak szacunku.
za x miesięcy bedziesz pluł sobie w brodę, ze przez nią zmarnowales sobie kolejne miesiace
|Życie jest krótkie i jeśli masz na coś ochotę to to zrób, ale licz się z konsekwencjami| & |Kobieta jest jak motylek w Twojej dłoni, jeśli zaciśniesz ręce, motylek udusi się, jeśli otworzysz je za mocno, motylek odleci|
Wszystkie metody na odzyskanie szacunku prawdopodobnie spowodują, że ona Cię zostawi. Być może "ten typ tak ma", a być może pozwoliłeś jej wejść sobie na głowę.
"Ostatnio, przyznaje kolejny blad, widywalismy sie codziennie ale chce to ukrócic. To ja ciagle do niej chodze, jej sie do mnie nie chce."
A po takich tekstach to już naprawdę nie wiem co Ci doradzić. "Hej, chłopaki, robię źle, nikt mnie do tego nie zmusza, wiem, że robię źle, ale dalej tak będę robił."
No do ciężkiej cholery, po co codziennie? Przecież to musiałeś wyjść z domu, przejść te 100 metrów i wejść do niej - to jest jakaś czynność, którą musiałeś wykonać. To się nie dzieje "samo", a Ty jesteś tylko biernym uczestnikiem.
Skoro tak wiele rzeczy Ci się nie podoba w niej to chyba nie ma sensu tego ratować.. Po Twojej wypowiedzi wnioskuję że nie łączą Was jakieś mega relacje.
Ogarnij dupę, zerwij z nią, następnie wyciąg wnioski co było z Twojej strony nie tak i działaj z innymi.
"To co mówi kobieta jest jak chmura wędrująca po niebie: dobrze uformowana i spójna, a po chwili nie do poznania"
O skurwesyn chce racjonalnie rozmawiać z kobietą. Na kobiety nie działają żadne racjonalne wyjaśnienia na kobietę można jedynie wpłynąć poprzez emocje.
Pierwsza kobieta, długi związek, brak doświadczenia= Twoja sytuacja. Odjebałeś masę błędów, jeszcze więcej popełnisz. Wyciągnij wnioski i lecisz dalej. Wiesz, że zachowujesz się jak pizda to się tak nie zachowuj. Pieskujesz? To nie lataj za nią.
"Pijesz tylko piwerko? Co za lamusek z Ciebie, smiejac sie przy tym." Też bym się łajdacko uśmiechnął, robił dalej swoje. Po imprezie solidnie wyruchał kwitując to słowami. "Taki lamusek a jednak Cię wyruchał".
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, łajdacki i triumfalny zarazem, na którego widok jej piersi napięły się jeszcze bardziej.