Hej, jest tak, że dziewczę samo nawiązało ze mną kontakt na maila, pisząc z wyjazdu wakacyjnego, prosząc o pomoc w jakimś tam podaniu + co u mnie + że fajnie spędza wakacje. Zaproponowałem spotkanie, odpisała, że jasne, chce się spotkać, wróci najprawdopodobniej we wrześniu. Ja do niej, żeby dała znać, kiedy już wróci. W międzyczasie trochę tam popisaliśmy: na każdego mojego maila odpisywała zwykle po dwóch, trzech dniach. Raz nawet po tygodniu. Nie starałem się desperacko wypisywać do niej, kiedy była cisza. Ostatnio też odpisałem na jej maila i kontakt się urwał. W związku z tym powstają dwie interpretacje:
1. Laska ma normalne, szczere intencje, ale powinienem o nią zawalczyć, przerwać ciszę jako pierwszy, zapytać, czy już jest w Polsce i zaproponować spotkanie. Słowem: trochę się postarać, pójść raczej w zdobywanie.
2. Laska pisała do mnie, żeby się dowartościować, ale generalnie ma mnie w dupie, wobec czego powinienem dać sobie z tym spokój i olać całą sprawę.
Która z tych opcji wydaje się bardziej prawdopodobna?
P.S. Wcześniej z tą laską widziałem się na spotkaniu, jakoś w maju. Dostałem zlewę i po trzech miesiącach napisała powyższą wiadomość z wakacji.
Ja obstawiam 30/70
A tak serio, to co Ci da taka informacja? Jak chcesz spróbować to spróbuj, nic nie stracisz. Nie widzę tu żadnego problemu.
W sensie: 30% za 1 opcją, a 70% za 2 opcją? Wiesz, pytam o to, bo chcę spróbować tylko wtedy, gdy to ma sens. W innym przypadku nie chcę dobrowolnie robić za czyjś kibel emocjonalny.
Żartuje sobie tylko. Nigdy się nie dowiesz, o co tak serio jej chodzi. Może po prostu napisała, żebyś pomógł jej z podaniem. Skoro kiedyś Cię olała, to nie widzę powodu, żeby teraz miała chcieć czegoś więcej. Ja i tak bym spróbował. Wolę dostać kosza niż gdybać..
Nadal się nią pałujesz? Pamiętam twój post z końca sierpnia i moje zdanie się nie zmieniło.
Jak nic opcja 2 z naciskiem "ma mnie w dupie".
Moja rada? Pójść z kumplami w sobotę na piwo/wódkę i się rozerwać. Dobrze Ci zrobi a nuż może się uda kogoś ciekawego poznać?
To co ma i tak spaść, należy popchnąć.
a dałeś jej do zrozumienia, ze chodzi Ci o cos więcej niż napisanie? Nie? No to ona myśli, że będzie tylko pisanie.
a jak dasz jej znac, ze cos wiecej bedziesz chciał to jesli nie zrezygnuje bedziesz wiedział na czym stoisz
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Pewnie, że dałem.
a konkretnie to jak?
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Tak jak wyżej
Pytasz, czy dałem do zrozumienia, że chodzi o coś więcej niż NAPISANIE. Zaproponowałem spotkanie. Nie wątpisz chyba, że i to jest coś więcej, niż NAPISANIE 
ale konkretnie: jakie spotkanie? Spotkanie, zeby napisać? No to chyba oczywiste. Ale czy coś więcej? Np. jak napiszemy, to robisz kolację, albo w rewanżu stawiasz piwo na miescie... Coś, co byłoby dla niej oczywiste, żeby nie traktowała tego jako spotkanie techniczne.
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
A, bo Tobie chodzi o to, czy zaproponowałem coś więcej niż napisanie PODANIA
Myślałem, że biega o to, czy tylko pisałem na mailu bez propozycji czegokolwiek innego niż korespondencja. No ja napisałem, że na spotkaniu piwo i niech mi pokaże zdjęcia z wakacji, co tam jej się szczególnie spodobało.
Nie interesuje ją spotkanie z Tobą, bo nie odpisała na Twoją propozycję, więc nie widzę sensu pisać do niej. Nie chce to nie.
Nie interesuje ją spotkanie z Tobą, bo nie odpisała na Twoją propozycję, więc nie widzę sensu pisać do niej. Nie chce to nie.
Jak trzeba być kurewsko zdesperowanym żeby zastanawiać się nad takimi rozkminami zamiast już pisać z następną.
Panna pojechała na wakacje, zobaczyła kilka par szczęśliwych, chodzących za rękę, kilka ciasteczek bez koszulki na plaży a ona sama jak pies w tym świecie. Pomimo, że rzuciła kilka uśmiechów do facetów to ją zwyczajnie zlali. Pod wpływem dołka napisała to typa, który zawsze jest pod ręką i wiernie czeka na wyciągnięcie ręki. Zwyczajnie aby podbić sobie ego, połechtać swoją wewnętrzną boginie słowami "nic się nie zmieniło nadal mogę go mieć, jak się nic nie trafi lepszego to znowu do niego napisze".
To nie jest żaden test, żadna gierka czy zabawa w zdobywanie. Jeśli ktoś mówi "odezwę się jak wrócę i się umówimy na spotkanie" następnie się nie odzywa- uwierz mi na słowo leje na Ciebie. Nie ważne czy to dziewczyna, przyjaciel czy siostra, zwyczajnie ma Cię w dupie.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, łajdacki i triumfalny zarazem, na którego widok jej piersi napięły się jeszcze bardziej.
OK, załapałem. Ale dlaczego tak się dzieje? W sensie: jestem wkoorwiony konkretnie na to, że znów robię za kibel. A przecież stosowałem się do tego, żeby laski nie zasypywać wiadomościami, nie narzucać się, nie odpowiadać od razu, transparentnie pokazywać, że mam swoje życie itd. Pieprzyć tę laskę. Chodzi teraz o to, że gdzieś jest błąd, że w oczach dupy na starcie wypadłem na frajera.
P.S. W międzyczasie pisałem z dwiema innymi, nawet się spotkałem, ale ta w jakiś sposób mnie wkręciła.
nie masz na to wpływu, więc nie rozkminiaj dlaczego
dlatego, że nie byłeś w jej typie, nie spodobałeś się jej, może podkochuje się w kimś innym, może tęskni za ex... CHUJ WIE
nie zmienisz tego, więc olej tę dupkę i znajdź inną, której się spodobasz
na tym polega zabawa z kobietami:
popełniasz błędy albo po prostu coś nie wychodzi, a Ty masz wyjebane i idziesz do kolejnej, kolejnej, kolejnej aż do ślubu...
... a później rozwód i od nowa
to nie tak, że jak zrobisz wszystko ok to na pewno będzie Ci obciągała co rano do śmierci. to zależy od wielu czynników i możesz zrobić wszystko spoko, a nic z tego nie będzie
sam na pewno znasz fajne dziewczyny, z którymi nie chciałbyś być. nie bo nie. jest fajna, w miarę ładna, mądra, ale jakoś Cię nie kręci i nawet nie zastanawiasz się nad nią jako potencjalną partnerką
Konstruktywny komentarz. Dzięki! Największy problem jest nie z tym, że nakręciłem się na laskę i nie mogę przestać, ale z tym, że taka przygoda wjeżdża mi na męskie poczucie wartości. I później jest totalna zwiecha i niepewność w podejściu do następnej dziewczyny, nawet mimo tego, że jestem po zakończeniu pięcioletniego związku z super laską
Cios w męskie poczucie wartości - wiadomo, o co chodzi. Chyba większość przez to kiedyś przechodziła.
Napisałeś: "sam na pewno znasz fajne dziewczyny, z którymi nie chciałbyś być. nie bo nie. jest fajna, w miarę ładna, mądra, ale jakoś Cię nie kręci i nawet nie zastanawiasz się nad nią jako potencjalną partnerką".
No jasne! W międzyczasie, gdy ta laska do mnie pisała, ja spotkałem się z fajną brunetką, seksowna itd., kolesie się za nią gęsto oglądali, ale mnie coś nie pasowało. Nie wyobrażałem sobie, że możemy stanowić związek. Kumple mi mówili, że źle zrobiłem, że się wycofałem. Laska była śliczna, ale rzeczywiście - po prostu przy wszystkich argumentach "za", NIE MOGŁEM sobie wyobrazić tego, że stanowimy parę. Nie pasowała.
skoro było coś nie tak to super, że zdecydowałeś się ją olać. do tego potrzeba jaj, brawo
a co do poczucia męskości... serio aż tak Cię boli to, że jakaś dupka nie była Tobą zainteresowana? ona już zapomniała, że istniejesz, a Ty piszesz o tym na forum i rozkminiasz jakby zawalił Ci się świat
rozumiem coś takiego po rozstaniu, a skoro mówisz, że jesteś po 5-letnim związku (ja po 4-letnim, podobnie), to powinieneś mieć tym bardziej wyjebane. ani z nią nie spałeś, ani nie znałeś całej rodziny, ani nie spędziłeś z nią 100 zajebistych momentów...
nie ma o czym myśleć
dopóki laska nie mówi mi że mnie kocha, nie rucham się z nią regularnie itd staram się nie angażować. jestem miły itp, wiadomo. ale staram się pamiętać o tym, że może nie wyjść i wewnętrznie się nie spinam. najgorzej to ułożyć wizje w głowie, bo później coś nie pyka i na siłę chcesz naprawiać, żeby było tak jak w wyobrażeniach. to tak nie działa.
expect nothing
w każdej chwili musisz być w stanie zerwać z dziewczyną. to podstawy, które rozumie się po latach
każda nowa laska to nowa historia. jak mecze w piłce. przegrywasz w środę, a w sobotę wychodzisz i walczysz na nowo. takie historie powinny przelatywać przez Ciebie jak nieświeży kebab
może brzmi to zjebanie, kołczing itp, ale naprawdę to Ty decydujesz o czym myślisz. nie przyjmuj wszystkich myśli, które Ci się pojawiają w bani tylko kontroluj je, bo inaczej zwariujesz
Kurde, dzięki serdeczne raz jeszcze: widzę, że się rozumiemy i dużo wynoszę z Twoich powyższych komentarzy. Co do tamtej laski - no po prostu mimo fajnej urody i osobowości, nie pasowała do mojego obrazu związku, który mam zakodowany w głowie. W psychologii to się nazywa "imprint", czyli wdrukowany zestaw preferencji, które są wprawdzie labilne, ale za cholerę nie da się zmienić ich podstawy. Zostawiłem ją natomiast z jednego powodu. To był jeden z nielicznych przykładów NAPRAWDĘ POUKŁADANEJ dziewczyny. Czułem, że ona po prostu zasługuje na szczerość, tym bardziej, że wobec mnie była przez kilka tygodni naprawdę w porządku.
Co do poczucia męskości po takich sytuacjach. Chyba głównie rozgrywa się to na planie kompleksów, że jest mnóstwo kozaków, którzy radzą sobie z laskami o niebo lepiej, a ja pomimo starań biduję, więc pewnie jestem do dupy itd., laski mnie zlewają, bo jestem chooyowy itd. Wiadomo, tak to się nakręca. Myśli w stylu: przecież mam wiele do zaoferowania, wyglądam całkiem, mam na bank w sobie "coś", dlaczego więc tak chujowo wychodzi? Kiedyś nie miałem z tym problemu, po tym 5-letnim związku (całe studia razem) zaczęła się korba i niewiara w siebie. Ale to osobna historia i sprawa do przerobienia z samym sobą.
Ziomuś, mam to samo!
też uważam, że wyglądam spoko, jestem pracowity, blablabla...
i też średnio mi wychodzi. teraz co prawda spotykam się z dziewczyną, która baaardzo mi pasuje i chcę, żeby wyszło, ale nie wszystko zależy ode mnie. chyba jesteś za ambitny, tak jak ja. a trzeba wyluzować. ja myślę o tym, że gdybym chciał MIEĆ DZIEWCZYNĘ to bym miał. a miałem 3 chujowe związki, których żałuję i wolę być sam niż z kimś kogo nie kocham, kto mi nie pasuje.
wynalazca też nie wynalazł np. żarówki za pierwszym, drugim czy trzecim razem. staram się myśleć, że każda nieudana relacja daje mi naukę która pomoże mi z tą właściwą.
czaję ten moment, że myślisz, że laska jest kumata, nie pogrywa i opuszczasz gardę. a to błąd. miałem tak kilka razy i to zawsze kończyło się źle. pogrywanie jest jak przyprawy. nie za dużo, nie za mało. kiedy nie robisz tego w ogóle to jest początek końca.
dzięki za tekst z psychologii, chętnie doczytam o tym więcej
Dokładnie. Ja sobie myślę: jak byłem z laską, tą pięcioletnią miłością, wiele z jej koleżanek jej zazdrościły, słyszałem gdzieś ukradkiem, że mówią, że jestem przystojny, fajny, ciekawy itd. Koorwa, studia pokończone, na dobrej uczelni, praca w upragnionym zawodzie, mam swoje pasje, pieniędzy nie brakuje (nie sram kasą, ale też nie ma tak, żebym coś sobie odmawiał), w moim głębokim przekonaniu dobry styl, dobry ubiór. Co prawda, mało doświadczenia i trochę lęków, ale da się to zmienić. Natomiast jak laska robi ze mnie kibel, jak ta powyższa, to po prostu wpadam w jakąś depresyjną spiralę: myślę sobie - ja pier*olę, mam tyle do zaoferowania, a laska po prostu leje na to, ile jestem wart? Nawet nie da mi szansy? Jest tyle gości, którzy nie reprezentują sobą tyle, co ja, a mają lepiej. W czym rzecz? No i zaczynam spadać w dół. Tutaj ktoś napisał, że jestem kurewsko zdesperowany. Nie przeczę temu. Ale nie tyle na tę konkretną laskę, co na sytuację egzystencjalną, w jakiej jestem, albo inaczej - w jakiej się czuję teraz
Jasne, daję dupy pod względem "wyczucia" laski. Ale gdybym miał poczucie, że wartość, którą w sobie widzę realnie przekłada się na zainteresowanie kobietami, to z pewnością szybciej bym miał większą olewkę na laski.
https://www.youtube.com/watch?v=...
jest tylko jedna możliwość:
2. Laska pisała do mnie, żeby się dowartościować, ale generalnie ma mnie w dupie, wobec czego powinienem dać sobie z tym spokój i olać całą sprawę.
zrozum, gdybyś poznał fajną dziewczynę to czy nie robiłbyś czegoś, żeby podtrzymać kontakt, nie byłbyś nią zainteresowany? co robi, jak się czuje, co słychać?
byłbyś i byś do niej pisał.
skoro Ty pisałeś, a ona odpisywała w taki sposób to traktowała Cię jako osobę do popisania, ale ogólnie wyjebane w niego
możesz zaproponować spotkanie, ale wpadłeś do szufladki "nie do związku"
każdy z nas na pewno ma/miał takie koleżanki. napisze to jej odpiszę, ale ogólnie to zamiast spotkania z nią wolę zrobić pranie
Dzięki