Siemka, to mój powrót na forum po kilku latach 
Byłem z dziewczyną przez 3 lata, sporo młodszą, ale bardzo dojrzałą, myślącą o życiu, wierną, itd. Planowaliśmy zamieszkanie razem, dziecko, wspólne życie. Ogólnie to zaczęło się sypać tak po półtora roku, zaczęły się pierwsze drobne kłótnie, potem było coraz gorzej, na koniec dochodziło nawet do szarpania się, wyzwisk. Te kłótne zaczynały się przeważnie od jakichś pierdół. Prawda jest taka, że osiadłem na laurach po jakimś czasie trwania tego związku, stałem się leniwy, nie dbałem aż tak bardzo o siebie, itd. Mimo to ona ciągle była zapatrzona we mnie jak w obrazek. Nawet po kłótniach to ona zawsze biegała za mną i chciała rozmawiać. No ale to wszystko do czasu... po ostatniej kłótni i kilku mocnych słowach, odwróciła się na pięcie i wyszła. Potem dostałem smsa że to już koniec i że nie chce mnie widzieć. Przestała odpisywać, odbierać telefony, a ja spojrzałem w lustro i zapytałem siebie co ja odjebałem? Byłem wcześniej z jakimiś szmatami, które się waliły za moimi plecami, a ja jeszcze o nie zabiegałem, a teraz miałem kobietę, która mnie kochała i była zawsze szczera i co odpierdoliłem? Była u mnie wczoraj żeby oddać mi jakieś ciuchy, pogadaliśmy trochę. Stwierdziła, że coś w niej pękło i że już nigdy nie będziemy razem i nigdy na mnie nie spojrzy jak na faceta, którego kochała tylko na gościa który sprawił jej mnóstwo przykrości. Przeprosiłem ją, za te wszystkie złe chwile i powiedziałem że czasami trzeba dostać kopa w twarz, żeby się otrząsnąć z letargu i ja właśnie takiego kopa dostałem. Widziałem już że te moje gadki są na nic, bo jest cała znerwicowana i nie chciała za bardzo nawet dyskutować, więc przytuliłem ją tylko na koniec i pożyczyłem szczęścia. Łza jej poleciała i mi też i tak się rozstaliśmy. Potem wysłała jeszcze smsa, że życzy mi jak najlepiej, żebym sobie życie ułożył i szanował swoją kobietę.
Nie, nie zadam pytania jak ją odzyskać. Oczywiście spróbuje, ale szczerze mówiać to już chyba naprawdę jest za późno...
Pozdro
Dobra, dobra. Wszystko fajnie, ale z tego wpisu praktycznie nie wynika co naprawdę zrobiłeś. Poza "stałem się leniwy, przestałem dbać o siebie" to nie za wiele, a z przytoczonego zdania też dużo nie wynika
Na pierwszy rzut oka mógłbym powiedzieć, że jej reakcja nie jest adekwatna do sytuacji, ale w kościach czuję, że chyba nie do końca chcesz opisać co w Twoim zachowaniu mogło być nie tak
?
Głównie chodziło o kłótnie między nami. Nie będę jej idealizował bo nikt nie jest idealny, tak samo moja była. Miała czasami różne odpały, typu pretensje o to że byłem na piwie z kolegą, albo że z koleżanką pisałem. Na początku obracałem to w żart i wszystko tłumaczyłem, że nie ma być o co zazdrosna, itp. (wiadomo, młoda dziewczyna ma swoje w głowie, pewnie jeszcze zmądrzeje w tej kwestii). Z czasem zacząłem tracić nad tym kontrolę, nie miałem siły ani ochoty się tłumaczyć z jakichś pierdół więc po prostu odchodziłem wkurwiony i wolałem się nie odzywać. Potem kiedy ona już odpuściła z tymi akcjami, to ja potrafiłem się wkurwić o byle co, a potem to wiadomo, od słowa do słowa i wojna gotowa. Np. ostatnia kłótnia, siedzieliśmy ze znajomymi w plenerze na piwku. Ja już trochę podchmielony, a 200m bawili się moi inni znajomi. Powiedziałem, że chodźmy do nich na 15 minut, a potem spadamy do domu, bo rano o 7 musiałem wstać. Ona że "nie". Mówiłem kilka razy a ona dalej, że nie bo jak pójdę to się opije i rano nie pojadę. No i w sumie pewnie miała rację, bo ogólnie jak już załapię bakcyla do picia to ciężko mi odmówić. No i to jej "nie" to zadziałało na mnie jak płachta na byka, wkurwiłem się i poszedłem a ona za mną, potem dalej kłótnia i wiadomo... Ogólnie stałem się od jakiegoś czasu bardziej nerwowy, a poza tym miałem wyjebane już na to o co ona ma pretensje. Potrafiłem kazać jej spierdalać przez takie coś
Widzisz czasem trzeba sobie przypominac wiedze nawet jak się jest w związku co robic, jak się zachowywać. Dla mnie najwazniejszą zasadą jest danie wolności drugiej osobie. Niczego nie zabraniać niech robi co chcę, chce iśc na piwo z kolegom,bardzo proszę, to jest bardzo atrakcyjne jak nie zabraniasz nic kobiecie!. a druga ważna zasada to przytakiwać jak kobieta mówi pojebane rzeczy, nie ma sensu się kłócić. Musisz wziąć się w garść myslę że masz ogromne szanse żebyście się zeszli, ale najwazniejsze to sie nie użalaj i nie płacz ani nie tłumacz z niczego. Po prostu próbuj to naprawić. Odczekaj kilka dni i zaproponuj spacer.
Pewnego dnia obudzisz się i okaże się, że nie ma już wystarczająco dużo czasu na zrobienie wszystkich rzeczy, które zawsze chciałeś zrobić. Zrób je teraz.
Po Twojej odpowiedzi też myślę, że macie duże szanse, aby się zejść. Twoja panienka lubi bardzo dramatyzować, ale wydaje się być porządną dziewczyną. Związek to sztuka kompromisu. Znajdźcie go i będzie cacy. I nie pij tyle.
Lubi, ale patrząc na to obiektywnie to mi też się w głowie pojebało od jakiegoś czasu i potrafiłem odjebać akcję a jakieś gówno. Już pod nasz koniec było kilka takich sytuacji że się pokłóciliśmy i ona za mną biegała, żeby porozmawiać a ja to miałem w dupie. Po prostu chyba przyzwyczaiłem się że ktoś za mną lata. Potrafiliśmy siedzieć po dwie godziny w aucie i ona mnie wręcz błagała, żeby jeszcze spróbować coś naprawić, żebyśmy się oboje spróbowali zmienić, więc teraz nie wiem czy po prostu miarka się nie przebrała
Polecam Ci serdecznie
http://www.podrywaj.org/blog/w_k...
Mądre rady, tylko szkoda że dopiero teraz to przeczytałem
Niestety, ale chyba przespałem połowę tego związku, przestałem czytać choćby tą stronę, która de facto pomogła mi się otworzyć na ludzi. A czy wrócimy do siebie to nie wiem, moja eks nie rzuca słów na wiatr i jest uparta, zresztą tak samo jak ja. Mam wrażenie, że cały czas coś czuje do mnie, tylko po prostu zerwała kontakt, ucinała wszelkie próby rozmowy, żeby sobie nie mieszać w głowie i zapomnieć jak najszybciej o mnie. Nie będę jej nagabywać bo tylko wyjdę na idiotę.
Daj jej trochę czasu na ochłonięcie. Jak zejdą emocje i Cię kocha to sie odezwie, albo da ci jakiś znak np. głupia zaczepka na portalu społecznościowym. Wtedy o nią powalcz. Ale pytanie na ile zrozumiałeś błędy.
Z drugiej strony jak już ktoś sie koło niej kręci to masz trochę przejebane, bo wtedy pozostaje czekać.
Tylko nie dramatyzuj. Głowa do góry. I weź się za siebie.
Poprosiła mnie dziś o spotkanie. Trochę znerwicowana była, ale pogadaliśmy na spokojnie. Wyjaśniłem jej, że wiem że zawaliłem sprawę i że zmieniam coś w swoim zachowaniu i życiu, niezależnie od tego czy chce być dalej ze mną czy nie. W sumie to powiedziałem jej z grubsza to co jest w moim pierwszym wpisie. Wszystko na spokojnie, bez okazywania większych emocji. Mówiła, że nie wie czy ma do mnie wrócić, itd. Zostawiłem jej pole manewru. Potem rozmowa zeszła na luźniejsze tematy. Powiedziała mi, że pisała z jakimś kolesiem i wczoraj była umówiona na randkę, ale nie pojechała na nią, choć cały czas się wahała. Gość okazał się raczej mało ogarnięty, choć przystojny i wysportowany (pokazywała zdjęcie
) na całe szczęście dla mnie, bo jak by nie pisał rzeczy typu ile to pakuje na siłce, jak się kłuje i nie wysyłał zdjęć sześciopaka to różnie by mogło być. Pokazałem tylko mój bębenek i powiedziałem, że to mój sześciopak
Ogólnie troszkę go obśmiałem, ale nie za dużo, żeby nie było że jestem zazdrosny. Potem coś opowiadała jak ją jacyś kolesie zaczepiali na siłowni i basenie więc stwierdziłem z lekkim żartem, że ma branie dobre. Ogólnie dystans trzymałem i rozmawiałem bardziej jak z dobrą kumpelą, plus lekki bajer poszedł. Powiedziała, że potrzebuje trochę czasu żeby ochłonąć i że się odezwie. Odpowiedziałem, że rozumiem. Na koniec przytulas, buziak i pa. Ogólnie to myślę, że będzie dobrze, poczekamy co dalej będzie się działo
.
Chłopie przecież ona z Tobą gra jak z dzieckiem. Opowiada o randkach, wzbudza zazdrość. Ewidentnie robi z ciebie małą cipkę. Jesteś mięciutki i ona to widzi. Przyznałeś się do winy, położyłeś na talerzu i dałeś czas do wyboru.
Dla mnie prosta sprawa. Ma cie w garści i jest po temacie. Wrócicie do siebie i masz pozamiatane, będziesz jamnikiem na każde zawołanie a jak nie to będzie krzyczeć, że to koniec. Źle to rozegrałeś. Jak już przyszła i wyciągnęła rękę to wybacz ale to Ty powinieneś sie zastanowić a nie ona. A tak...Dziewczynie zależy i miałeś szansę to podciągnąć na swoje. Ale to wszystko wygląda tak, że jak trafi na kolesia co sie wkręci, to dostajesz kopa w dupe bez sentymentów.
Ahoj!
A według Ciebie to miałem iść w zaparte, że to co się stało to nie moja wina?
Właśnie przez takie granie twardziela min. to wszystko się rozleciało. To, że dałem jej czas to też źle? A co miałem ją prosić i pytać czy i kiedy do siebie wrócimy? Poza tym ona sama zaczęła temat, ja nie wypytywałem o bycie razem. Raczej dałem jej do zrozumienia, że dam sobie radę z nią czy bez niej. Nie wiem, może po prostu źle odebrałeś to co napisałem w poście, bo mi się wydaje, że ta rozmowa raczej na plus dla mnie. Tym bardziej że wpadła wczoraj niespodziewanie po 23, kiedy już spałem i miałem chyba najlepsze bzykanie w swoim życiu
To, że próbuje we mnie wzbudzić zazdrość, to raczej nie jest moja wina. Poza tym nigdzie nie napisałem, że jej się udało.