sam proces zakochiwania sie u mezczyzn u kobiet wydaje mi sie jest nieco rozbiezny
Czesto sie slyszy o "milosci od pierwszego wejrzenia" choc moze powinno sie uzyc okreslenia zakochania
kiedys poznalam kogos, kogo w ogole nie zauwazalam, bylam kompletnie niezainteresowana, ani pod wzgledem charakteru, wygladu, whatever, i ogolnie kiepsko o nim myslalam, z czasem jednak moj stosunek sie do niego zmienil- tzn. zaczal mi sie podobac i wgle, myslec ze jest zajefajny i piekny
choc sama tego nie rozumiem lol --->jakies 2-4 miesiace i to diametralnie
zauwazylam, ze niektorzy mezczyzni, ktorych poznawalam (choc to zadkosc) tez potrzebowali czasu, zeby zaczac cos okazywac
i moje pytanie do Was:
Ile czasu potrzebujecie, aby sie zakochac?
jesli nie iskrzy od razu, czy przychodzi to do was tez z czasem?
moze ktos wam sie podoba, ale potrzebujecie czasu, aby sie przelamac?
kiedy zaczyna wam zalezec? bardziej na poczatku znajomosci,gdy sie lepiej poznacie czy dopiero w zwiazku?
Jak byłem młody, przeżywałem pierwsze miłości, to uczucie pojawiało się szybko, ale z czasem, z nabywaniem doświadczenia, z kolejnymi nieudanymi związkami człowiek trochę się znieczula i raczej zaczyna rozróżniać zwykłe zauroczenie, pociąg fizyczny od "zakochania". Z obecną partnerką jak już pisałem zaczęło się od fuck friends, i zakochanie przyszło po prawie roku.
Tyle tylko, że Twoje zakochanie się, pojawiło się za sprawą współżycia.
DO SEDNA ! Pozwolę sobie zacytować
'Miłość nie istnieje… To nie jest nawet uczucie, to po prostu opłakana konieczność, zajmująca pośrednie miejsce między potrzebami ciała i duszy.]'
Honoré de Balzac
W pełni się z tym zgadzam. Dwoje ludzi żyje ze sobą tylko ze względu na seks, oraz ze względu na to, że boją się zostać na starość sami.
Kiedyś w książce Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi, wyłapałem fajny fragment, mianowicie autor napisał, że ludzie wszystko co robią w życiu, na świecie, robią z dwóch powodów. Z chęci bycia wielkim/ważnym, oraz z pobudek seksualnych. Coś w tym jest. Książki nie przeczytałem do końca bo jest okropnie napisana.
Trochę odbiegłem od tematu.
Mianowicie im dłużej tym lepiej. Jak laska nie da szybko dupy, facet może zagiąć parol na nią, bo podoba mu się, nie zaliczył jej, fajny charakter itp to można się zakochać i wpaść jak śliwka w kompot. Gdy laska odda się szybko to raczej z miłości/zakochania się nici. Jakieś tam uczucie owszem, ale nic trwałego i nic mocnego z tego nie będzie. Z gówna zamku nie ulepi. Także nic nie dzieje się od tak o. Laski mają większe doświadczenie w związkach itp i nic dziwnego, że odstrasza ją od faceta to gdy za szybko odsłania karty i mówi o swoich uczuciach co do niej. Królika trzeba gonić cały czas bo jak się go złapie to co to za zabawa?
Nie wierzę w coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia. To chemia. Mam tak, co prawda rzadko,że jak kogoś poznaję to jakbym dostała obuchem w głowę. Ale z miłością nie ma zbyt wiele wspólnego.
a zaczynal wam sie ktos podobac mimo ze wczesniej byl wam obojetny? lub przynajmniej wam sie tak wydawalo? czy to juz raczej od poczatku wiedzieliscie?
Po pierwsze należy dowiedzieć się, czym jest miłość/zakochanie. Jest to emocja, która ma za zadanie związać ze sobą dwie osoby, tak aby miały największe szansę na spłodzenie i wychowanie potomstwa. Jest to emocja ukształtowana w procesie ewolucji. Aby powstała musimy mieć dwa czynniki; partnera o możliwie najwyższej wartości oraz możliwie najwyższe zobowiązanie partnera do współdzielenia własnej wartości. Tak więc pytanie 'kiedy ktoś się zakochuje', jest takim samym pytaniem jak 'kiedy ktoś odczuwa głód'. To tylko zależy od tych dwóch czynników, które występują u każdego w różnych przypadkach. Poza tym nie należy mylić zakochania z zauroczeniem. Bo zauroczenie nie ma związku z deklaracją współdzielenia własnej wartości z partnerem. Zauroczyć można bardzo szybko, natomiast budowanie miłości to proces wydłużony w czasie.
Porównanie zakochania do głodu to kiepski pomysł. Głód każdy z nas odczuwa regularnie, praktycznie codziennie. Z zakochaniem jest bardzo różnie. Jak tylko raz w życiu byłem zakochany (w wieku 16 lat) i nawet nie wiem czy to było na pewno zakochanie.
Serio nie zrozumiałeś?
"tzn. zaczal mi sie podobac i wogole"
co to niby znaczy 'i w ogóle'? Irytują mnie takie określenia u kobiet