Na co dzień jestem bardzo pewny siebie. Potrafię bez najmniejszych problemów nawiązywać kontakty z innymi ludźmi. Luźna gadka z nieznajomymi nie sprawia mi problemów. Robię i mówię to, co chce. Nie przejmuję się opinią innych. Odnosi się to też do kontaktów z naprawdę ślicznymi dziewczynami.
Czasami zdarza się, że spotykam nieznajomą dziewczynę, której wyraźnie się podobam. Moja pewność siebie działa wtedy cuda - głębokie spojrzenie w oczy, szeroki uśmiech, pewna postawa ciała, luźna rozmowa. Dopóki nie traktuje tej dziewczyny, ani rozmowy z nią poważnie jest nawet całkiem zabawnie - jej maślane oczka i rumieniec na buzi czasami wręcz mnie bawią. Role się odwróciły, dziewczyno - myślę sobie - dzisiaj to nie ty jesteś nagrodą dla faceta, to ja jestem nagrodą dla ciebie, na którą musisz zasłużyć.
Wszystko jest w porządku, dopóki nie zacznę oczekiwać od takiej dziewczyny czegoś więcej. Gdy już uświadomię sobie, że warto taką pacjentkę zaprosić na jakieś wspólne wyjście, zaczyna mi zwyczajnie odpierdalać. Moja pewność siebie zwyczajnie gaśnie. Nie potrafię już robić wszystkiego na takim luzie. Na sam widok takiej dziewczyny serce zaczyna mi bić, jakbym dopiero co przebiegł maraton, robi mi się gorąco. Podczas rozmowy myślę niemal nad każdym zdaniem, które wypowiem. Kontakt wzrokowy sprawia mi problemy, zostaje tylko uśmiech, który też jest sztuczny. Zaczynam taką dziewczynę idealizować i wmawiać sobie, że z tego na pewno wyjdzie coś więcej. Czasami wyobrażam sobie spotkania z nią, na które jeszcze nie miałem odwagi jej zaprosić. Nieustannie o niej myślę. Zaczyna mi zdecydowanie za bardzo zależeć, mimo że tak na prawdę jej nie znam.
Podejrzewam, że przyczyną może być fakt, że jak dotąd nigdy nie miałem dziewczyny, ani nawet nie byłem na żadnej randce. Jedynymi dziewczynami, z którymi miałem jakiś bliższy kontakt były koleżanki, na które patrzyłem bardziej jak na kumpli bez fiuta, niż jak na dziewczyny.
Podstawy przeczytałem setki razy, znam dokładnie teorię i wiem, że moje myślenie i nastawienie jest złe. Wiem, że powinienem podejść do tego na większym luzie. Wiem, że ta upatrzona przeze mnie dziewczyna nie różni się niczym od innych dziewczyn. Wiem że powinienem przestać ją idealizować i ciągle o niej myśleć.
Tylko jak to zrobić? Powiecie pewnie: poznawaj więcej dziewczyn, spotykaj się z kilkoma na raz, nie myśl ciągle o tej jednej.
Ciężko jest to jednak zrobić, gdy te myśli wracają do mnie jak bumerang. Gdy tylko jakaś dziewczyna mi się spodoba zaczynam świrować i nie pomaga powtarzanie sobie setki razy żebym się otrząsnął. Zwyczajnie nie potrafię zapanować nad tymi myślami. Dodam, że samo umówienie się na spotkanie też nie należy do najłatwiejszych. Przez ten zanik pewności siebie, zabieram się za to jak pies do jeża. Zazwyczaj kończy się na tym, że przez zmienienie się w zwyczajnego frajera cały mój czar pryska i wstępnie zainteresowane dziewczyny mają mnie w dupie i zwyczajnie mnie zlewają.
Poradźcie coś Panowie, jak nie stracić jaj przy kontaktach z tymi dziewczynami? Jak utrzymać tę pewność siebie i pozbyć się tego głupiego myślenia? Co muszę zrobić, żebym przestał się tak spinać?
To może zacznij od kobiet które nie są Twoim docelowym targetem? Tzn jeżeli np liczy się dla Ciebie wygląd, zacznij od takich które jakoś mocno Cię nie pociągają? (nie mówię że jakieś brzydkie, ale powiedzmy ciut poniżej oczekiwań). Tak for fun, dla sportu? Albo spróbuj z koleżankami które są nawet ok, ale Cię nie kręcą specjalnie? Po prostu żeby poćwiczyć, zobaczyć czy możesz coś więcej, podbudować swoją pewność siebie? Chodzi mi o to żebyś wszedł kontakt najpierw z kobietami dla których to Ty będziesz wyzwaniem i na co dzień taki facet do nich nie zagaduje? Bo to co się u Ciebie dzieje to jest rzeczywiście problem, bo z taką postawą będziesz wiecznie lądował w koszyku friendzone, a to tylko jeszcze bardziej zmniejszy Twoją pewność siebie.
Ja to zawsze traktowałem podrywanie jak grę, schlebiało mi, że potrafię przełamać niechęć, albo wzbudzić zainteresowanie kobiety, starałem się też zawsze próbować z kilkoma na raz, i to Ci też radzę. I im więcej kobiet będzie się wokoło Ciebie kręciło tym lepiej i pewniej się będziesz czuł.
Tomek mam podobnie jak Ty, po tym jak okaze zainteresowanie zaczynaja grac w gierki itd.
Dam tylko jedną radę i to starą jak świat: "praktyka czyni mistrza" - im częściej będziesz chodził na randki tym łatwiej pokonasz Swój problem.
Ja tak miałem jak zaczynałem skakać ze spadochronem, pierwsze 10-15 skoków - gacie pełne i niemal każdy skok to było przełamywanie się a później przywykłem i teraz już "cieszę się" lotem
"you must burn before you can shine"