Witam,
jestem w niedługim związku. Powodem, dla którego zakładam ten temat są wątpliwości względem tego, czy warto informować kobietę o własnych przemyśleniach, obawach (tak radzą terapeuci).
Przedstawię przykład z niedawna. Ktoś powiedział mojej dziewczynie, że ją zdradzam. Zanim się o tym dowiedziałem, odwołała spotkanie z powodu braku humoru. Dopiero musiałem wyciągnąć z niej co się stało. Po dowiedzeniu się od niej przyczyny, zapewniałem ją, że to nieprawda, że tylko ona mnie interesuje, ma wiadomości do wglądu jak chce.
Jak ochłonąłem, to widzę, że za bardzo emocjonalnie sie zachowałem. Powinienem odpowiedzieć krótko: Wierz komu chcesz, ja nie mam sobie nic do zarzucenia.
Drugim przykładem z tego samego dnia, jest to, że była jakby inna wobec mnie przy znajomych. Ignorowała mnie, ale tak naprawdę po chamsku. Czaję, że nie musimy się cały czas trzymać za rączki, ale chwila uwagi podczas wspólnego wyjścia mi się należy.
Widziała, że byłem zły i następnego dnia, powiedziałem jej szczerze, co mnie boli: Dziwnie się zachowywałaś wczoraj, przyszliśmy na koncert razem, ty troche tu, trochę tam. Miałem wrażenie, że mnie olewasz.
Przemyślała sprawę i powiedziała, że mam rację, nie będzie tego więcej robić. "Zachowywałam się beznadziejnie, przepraszam".
Mój problem polega na tym, że przejmuję się bardzo moimi błędami i obawiam się mocno, że mogą mieć one wpływ na przyszłość związku. Te obawy się mnie trzymają i wkręcam sobie, że widzę zmniejszoną uwagę z jej strony, rzadziej się odzywa itd. Dużo się tutaj naczytałem, jak przeinwestowanie, pieskowanie, pojedyncze wpadki itd. mogą mieć duży wpływ na ciągłość i jakość relacji.
Zastanawiam się, czy mówienie kobiecie, że czułem się np tak i tak w danej sytuacji, to mi sie podobało, to mi się nie podobało jest dobre. Czy może lepiej przemilczeć i nic nie mówić?
I jeszcze pytanie z innej beczki. Jeżeli to z mojej inicjatywy ciągle są organizowane randki, to dobrze by było nieco przystopować i dać szansę się jej wykazać ? Czy nie kombinować i zostawić to tak jak jest. Nie powiem, byłoby miło być raz na jakiś czas zaproszonym chociaż na spacer.
Dzięki za odpowiedzi i pozdrawiam.
Nie wierz słowom kobiety. Dla mnie niepojęte jest, że wychodzisz z laską do jej znajomych czy gdzieś do ludzi a ona traktuje Cię już z dystansem, no jak mówiłeś, olewa Cię i zeszmaca jak starą ścierę. Zastanów się nad tym związkiem. Dobrze zauważyłeś, że zbyt emocjonalnie do tego podchodzisz, tym bardziej do takich tłumaczeń jak co do zdrady. Ona widzi, że strasznie Ci zależy i nie chcesz jej stracić. Twoja logika musi brać górę nad emocjami... a mówią że to kobiety są takie emocjonalne a faceci często bardziej od nich. Musisz chłodnie odpowiadać na takie zarzuty. Wyraz swoje zdanie i tyle. Jeszcze typiara pomyśli, że winny się tłumaczy i coś jest na rzeczy.
Lecz rób to z głową i trzymaj związek w garści, prowadz rządy twardą ręką. Jeśli powiesz A to musisz potem postawić B. Jeśli wyrazisz swoje zdanie, słuchaj X (ANIA) to mi się nie podobało, zmień swoje zachowanie. Jeśli ona dalej to robi a Ty będziesz tylko gadać to ona będzie uważać Cię za pizdę a nie faceta i prędzej czy pózniej to się rozpadnie w pizdu. Zobaczysz. Jeśli Twoje słowa na nią nie działają to musisz grać czynami i pogrozić palcem, potupać nóżką i powiedzieć wprost, że jeśli dalej tak będzie to będziecie musieli się rozstać. Nawiń jej makaron na uszy, że wymagasz szacunku, normalnego zachowania względem Ciebie i tak dalej. Pewnie masz jakieś swoje cechy, które podobają Ci się w kobietach. Na pewno nie milcz bo będziesz jeszcze na gorszej pozycji niż jesteś.
Będziesz musiał prędzej czy pózniej poszukać sobie nowej dziewczyny, normalniejszej.. także.. powoli z tymi myślami się zakumpluj. pozdro
Jeśli masz takie myśli - grzyby - to coś może być na rzeczy. Nic nie bierze się od tak, z niczego. Skoro widzisz takie rzeczy i czujesz, że coś zle się jednak toczy w tej relacji to coś jest na rzeczy. Tyle. Ogólnie uważam, że dziewczyna jest toksyczna i psujesz sobie przez nią tylko głowę.
Jasne, możesz mówić kobiecie co Ci się podoba a co nie, czemu nie?
Hm trochę lipa, że laska się nie stara bo powinno jej zależeć. Ile czasu jesteście ze sobą, i ile macie lat? Nie chcę psuć Ci nastroju ale ta relacja nie rokuje dobrze na przyszłość
Nie brzmi to zbyt optymistycznie, ale taka widocznie jest prawda...
Jesteśmy ze sobą tylko 4 miesiące. Ja mam 23 lata, ona 25.
No cóż, jeżeli dane sytuacje będą się powtarzać, będę musiał wprowadzić poważne rozmowy i pogrozić paluszkiem.
Dzięki za obszerną odpowiedź
Warto dać sobie teraz troche spokój z propozycjami randek i dać się jej wykazać ?
Na kobiety nawet lepiej działają negatywne emocje, w związku i one muszą być obecne dlatego nie przejmuj się "wpadkami". Wyjdą wam one na zdrowie pod warunkiem, że dużo więcej dostarczysz tych dobrych emocji.
Takie jej zagrywki odbierał bym jako próbę wrzucenia Cię pod pantofel. Przyśniło mi się, że mnie zdradzasz, masz mnie przeprosić i nadskakiwać aż Ci wybaczę.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, łajdacki i triumfalny zarazem, na którego widok jej piersi napięły się jeszcze bardziej.
A tu dla odmiany optymistyczna odpowiedź
. Tak, staram sie brać pod uwagę moje błędy, analizuje je i staram sie ich nie popełniać. Kiedyś bałem sie mówić, że coś mnie boli, teraz chce być zgodny ze sobą.
Na spotkaniach, zwłaszcza we dwoje, jest mega dużo pozytywnych emocji (dobry seks, miłe słowa, i inne rzyganie tęczą).
W długim, poważnym związku może nie byłem, ale wydaje mi się, że 'schemat' działania w takich przypadkach jest podobny. Do rzeczy - jeśli dziewczyna robi jakiś problem, a Ty nie masz sobie nic do zarzucenia, moim zdaniem głupotą jest tłumaczenie się. Lepiej po prostu wtedy popatrzeć na dziewczynę z pogardą, jak na małe dziecko, na które szkoda nawet słów w danym momencie. Przypadków, gdzie wyszedłem gdzieś z dziewczyną i ona mnie olewała nie miałem, zazwyczaj było to w drugą stronę, że to ona chciała, bym więcej czasu spędzał z nią.
Podsumowując, jeśli uważasz, że Ty nie masz sobie nic do zarzucenia, to jaki sens ma tłumaczenie się? Co innego, jeśli faktycznie czujesz, że zawiniłeś. Wtedy czasem należy przeprosić czy przyznać się do błędu. Nie można jednak robić tego tylko dlatego, że Twoja partnerka próbuje na Tobie wymusić taką reakcje.
Kolego, jeśli stale i nieustająco wchodzisz dziewczynie w tyłek/dupę, to w końcu się tam znajdziesz, a wyjście z tyłka wiedzie przez muszlę. i zazwyczaj tak się to kończy - lądujesz w kiblu a na osłodę słyszysz sakramentalne - zostańmy przyjaciółmi
Macie pomysł, jak sprawić, żeby to ona wykazała troche inicjatywy ? Czy szczera rozmowa np: Miło by było, żebyś ty też czasem coś zorganizowała, do ej pory prawie zawsze ja to robiłem. Byłaby dobra ? Czy może dalej inicjować wszystko jak do tej pory robiłem ( 95 % zawsze była chętna i zgadzała się na moje propozycje).
Jeśli sam nie będziesz nic proponować, a jej zależy na tym, żebyście się widzieli, w końcu sama się odezwie. Nie potrzeba do tego chyba żadnej filozofii.. Czy szczera rozmowa pomoże? W tym wypadku wątpie, bo możliwe, że doszukujesz się problemu tam, gdzie go nie ma.