Witajcie
Zakładam ten temat, bo po prostu nie mogę uwierzyć w to co się stało, chce to z siebie wyrzucić jak i również uzyskać poradę od Was - tych, którzy mieli w swoim życiu taką sytuacją i generalnie przechodzili przez proces rozstania.
Jesteśmy oboje w tym samym wieku (24 lata), byliśmy razem 2 lata z hakiem, była to moja pierwsza dziewczyna na poważnie, to z nią po raz pierwszy uprawiałem sex. Bywało raz lepiej, raz gorzej, mniej więcej od początku tego roku zauważyłem niepokojące sygnały - słabszy kontakt, rzadkie spotkania, brak zaangażowania z jej strony. Postawiłem sprawę jasno i powiedziałem jej, że jeżeli nasz związek ma tak wyglądać (bylejakość) to lepiej się rozstańmy i pójdźmy w swoją stronę. Ogólnie ten temat był chwilę wałkowany, ale skończyło się na tym, że się nie rozstaliśmy. Wydawało mi się, że odzyskałem kontrolę nad sytuacją - znowu częściej dzwoniła, zaczęła się starać i sprawiała ogólnie wrażenie dziewczyny, której zależy, choć to też nie do końca było spójne.
Przyszedł dzień kobiet. Spontanicznie umówiłem się z nią na spotkanie, dostała ode mnie niewielki upominek, na spotkaniu była miła, słodziła mi - po prostu można powiedzieć dziewczyna, której zależy. Wkrótce skończyłem spotkanie i pojechałem do siebie.
Punkt kulminacyjny.
Tego samego wieczora wyszła z koleżankami na imprezę do klubu (oczywiście nie powiedziała o tym). Nie mieliśmy kontaktu. Następnego dnia rano napisała do mnie jej siostra czy nie wiem co się z nią dzieje, bo nie może się z nią skontaktować. Zastanowiło mnie to, bo mieszkają obok siebie, ale zlałem temat na jakiś czas. Minęły 2h i myślę zadzwonię. Sygnał jest, nie odbiera. Czekam 1,5h i dzwonie drugi raz, to samo. Na facebooku nieaktywna od 17h. Myślę sobie - hmm, coś tu jest nie tak.. Napisałem do jej koleżanki czy nie ma jej gdzieś tam obok. I teraz hit - odpisała: "szukamy jej". Generalnie nie wróciła na noc, wszystkie koleżanki wróciły, a ona została, w dodatku zostawiła telefon w domu. Dowiedziałem się (po rozmowie z jej koleżankami), że bawiła się w tym klubie przez cały czas z jakimś facetem, flirtowała etc. no i została tam z nim. Nie wróciła całą noc. Pojechałem do niej i czekałem na nią z jej koleżanką, już wiedziałem jaką muszę podjąć decyzję. Jej telefon leżał na biurku, kliknąłem przycisk odblokowania i moim oczom ukazały się piękne powiadomienia - zainstalowany Tinder, wiadomość od jakiegoś gościa "minęły 4 dni", sms od koleżanki XYZ gdzie jest. Zostawiłem telefon i po prostu czekałem aż wróci. Wróciła o godzinie 16 jak gdyby nigdy nic i nie wiedziała czemu jest takie zamieszanie, a jak mnie zobaczyła to zbladła i już wiedziała co będzie. Twierdziła, że była z tą koleżanką XYZ (która również jej szukała = kłamstwo) i znajomymi na dworze i tak jej się przymelanżowało. Zostaliśmy sami i zaczęła pierdolić od rzeczy, byle by tylko nie rozmawiać na temat. Ja i tak nie chciałem niczego wiedzieć, po prostu oznajmiłem jej, że to koniec i odchodzę, złamała zasady. Chwilę posłuchałem co ma do powiedzenia (a był to totalny bełkot byle mówić, irracjonalne) i po prostu wyszedłem rzucając żegnaj.
Także generalnie na 99% zdradziła mnie z typem z imprezy, poszła do niego na mieszkanie. Nie wyglądała na niewyspaną... W dodatku dowiedziałem się, że często flirtowała z typami i z nimi siedziała solo.
Czuje się oszukany, zdradzony i wykorzystany. Wbito mi nóż w plecy. To co mnie najbardziej zaskakuje w tym momencie to jej całkowity brak reaktywności na rozstanie, spłynęło to po niej jak po kaczce, po tych 2 latach nawet nie siliła się na to żeby coś wyjaśniać. Nie znałem po prostu osoby, z którą byłem tyle czasu, okazała się fałszywa. Zrobiła ze mnie koło zapasowe i podlewała kwiatka w międzyczasie cały czas dobrze się bawiąc i szukając "lepszego" ode mnie. Chwile po tym jak wyszedłem próbowała do mnie wydzwaniać, ale zablokowałem jej numer. Wczoraj napisała mi tylko smsa "wszystkiego najlepszego" (miałem urodziny). Z mojej strony całkowity brak odzewu, nie chce jej znać i pragnę szczerze wymazać ze swej pamięci.
Po pierwsze zdradziła, po drugie okazała mi przy rozstaniu obojętność. Podwójny cios, no ale chuj - gówno się zdarza, a ludzie mają gorzej w życiu. Ale dalej nie wierze w to co się stało, jakbym śnił, albo oglądał film. Nie próbowała się nawet tłumaczyć, nie przyjechała, nie wyjaśniała, a jeszcze 2 tygodnie temu mówiła, że mnie kocha urabiając mnie przy tym - idealny przykład na pustość słów.
To tyle, dzięki za przeczytanie, jak macie jakieś rady to chętnie wezmę je do siebie, bo jest ciężko...
Jak dobrze prowadzisz związek to laska nie pomyśli nawet o innym. Kolega nam przedstawił tylko część informajci, stawiając siebie w dobrym świetle, ale nie oszukujmy się zdrady z czegoś wynikają, bo przecież jak przeryjesz laskę, że nie może na dupie usiąść to raczej nie myśli o innych typach
CzasWendetty - przyjacielu istotnie masz rację, po alkoholu często robimy różne dziwne, często głupie rzeczy, a kobiety tym bardziej szaleją - w klubie, emocje, muzyka, dotyk, nastrojowość, wszystko prowadzi do jednego. Tylko, że poznając dziewczyny w klubie też spotkałem takie, które chętnie flirtowały, dawały jako-tako się dotykać, ale pocałunek i coś więcej nie, bo mają chłopaka. Chętnie tańczyły, bawiły się, ale nie chciały go zdradzić - i takie coś szanuję. Zaraz ktoś powie "Ty pizda jesteś i wyrywać nie umiesz" - za profesjonalistę się nie uważam, więc może macie rację
W sumie nie mam specjalnie co z Tobą dyskutować, bo znam ludzi o różnym przekroju, od takich co po alko - jak ja - mają luz, zero agresji, a takich co są popierdusami nie z tej ziemi. Z laskami podobnie, jedne są chętne na wszystko, inne się potrafią pilnować. Natomiast wydaje mi się, że alkohol bardzo potęguje nasze pragnienia, więc jak laska ma ochotę na skok w bok, ale jeszcze nie wie, nie jest zdecydowana do końca, to alko+odpowiedni samiec jej w tym pomogą.
Pamiętam jeszcze jak miałem problemy ze sobą i z samotnością, to często wracając nawet z fajnych imprez do domu było mi strasznie smutno i źle, że już jestem sam. Tak samo mając dnie gdzie byłem napalony jak 150 po alko w klubie, też robiło się dużo ostrzej niż jakbym normalnie podchodził. Myślę, że z kobietami jest podobnie, tak jak pisałem chce skoczyć na bok, zobaczyć jak to jest z innym (szczególnie te związki od liceum-studiów, gdzie ciągnie się to 2-4lata i wieje już nudą, a tu studia i koleżanki się bawią co chwile nowi faceci, koledzy to samo) i spróbować chleba od innego piekarza
Mam nadzieję, że sprostałem Twoim wymaganiam co do uzasadnienia mojej wypowiedzi i chętnie podejmę dalszą polemikę w tej dyskusji.
Serdecznie pozdrawiam z pięknego Poznania
P.S. Nie, ani nie jestem pijany, ani na haju
a ja w sobotę o północy, zamiast ruchać laski, napiszę oto na tym forum, że również uważam, że szanowny autor wpisu nie mówi nam całej prawdy. ze swojego doświadczenia wiem, że jeśli ona uważa swojego faceta za prawdziwego samca (jak niby Adept), to nie zrobi mu czegoś takiego. jeśli puścisz ją wolno i nawet wypije, to ona ma sobie zdawać sprawę, że jeśli puści się to skończysz związek. a jeśli dajesz jej to co prawdziwy facet powinien dawać, to będzie się bała rozstania. tak to powinno wyglądać. takie powinno być prawidłowe myślenie. jeśli będzie inaczej związek nie ma sensu. jeśli dziewczyna po alkoholu ma się puszczać na prawo i lewo to oznacza, nie obraź się autorze, że miała pizdę nie faceta...
Mirek, masz rację, nie można wszystkiego pakować do jednego worka. Być może autor trafił na dziewczynę, która w życiu się jeszcze nie naszalała, skoro ewidentnie szukałą uciech na boku.
Nie mam doświadczenia w dłuższych relacjach, ale myślę, że jak masz dla niej wysoką wartość i wie, że nie można pogrywać z Tobą, to jak nawet jednego dnia obudzi się w Tobie pizdeczka to ona nie siądzie na innego kutasa od razu.
Aaaa czyli jak ona robi cos nie tak, to mam pozwolenie na zdrade? Pierdolisz farmazony Reksio dobrze wiemy z kim sie wiążemy nikt nie ma prawa obarczać kogoś odpowiedzialnością za czyny swoje!. Powodzenia
Doznałeś straty tego co sobie bardzo ceniłeś. Stąd przygnębienie i smutek. No właśnie... Ceniłeś. Ale czy nie ceniłeś za bardzo? Daj sobie czas na żałobę po stracie. W międzyczasie absolutnie nie wolno Ci mieć z nią kontaktu. TO może Ci utrudnić przejście przez żałobę.
Czasami tak jest, że jak człowiek nisko się ceni i dozna jakiejkolwiek straty, to myśli że nie będzie mógł bez tego żyć. I wpędza się w marazm.
Daj sobie czas i ugrywaj inne.
_____________________________________________________________
Osoba, która wiecznie mówi „tak”, nieustannie pomija osobiste potrzeby i powoli buduje w sobie ogromny gniew.
Powiem Ci, że postąpiłeś MEGADOBRZE. Nie jesteś pizdą, która prosiła się o drugą szansę (mimo, że ona zdradziła - znam takich), zablokowałeś numer, temat urwany, bardzo dobrze. Teraz tylko może być lepiej. Panna ewidentnie leciałą w kulki i robiła Cię w chuja, więc nie ma co nad nią płakac, zlewa na maksa i teraz musisz się odbudować.
Co do klubów - widzisz, mi się zdarzyło parę razy przelizać laskę, a za chwilę widziałem ją z jej chłopakiem. Niektóre chyba po prostu nie są na związek, albo mają okres, że trzeba się wyszaleć - tak jak my.
W każdym bądź razie, skoro teraz nie masz dziewczyny to możesz poznać MASĘ ICH, potestować, pobawić się relacjami, nikt Ci nie truje dupy o bzdury, a seks i tak się da skołować
Powodzenia na nowej, lepszej drodze życua
Jak się zaczęło jebać w związku to Ty zamiast rozpalić ją dobrze wyruchać,dać emocje że chodziła by za Tobą jak pies, to Ty postawiłeś warunek że albo się polepszy albo koniec i tu był Twój błąd.
A na koniec koleżanka z zazdrości ją do Ciebie podjęła.
Poprostu klasyk.
Narząd nie używany staje się nie użyteczny
nie wiem czemu minusy się posypały. GRUNWALD ma rację... no tak, ale stado "poruchiwaczy" przyszło na forum i neguje wszystkie dotąd podstawowe zasady
płytkie myślenie jest domeną samczych umysłów, uhhh brak mi tego poboru do zasadniczej służby wojskowej. w wojsku wszystko jest proste. żony siedzą w domu, a kurwy za płotem
A co jeśli jej nie chciało się ruchać bo ją głowa bolała?
Moja rada odpuść. Dziewczyna odstawia takie rzeczy i łamie zasady to cos jest nie tak. Wiem ,ze ciezko Ci odpuścić po takim czasie ale sam widzisz ze nie ma sensu dalej tego ciągnąć.
"Pierwsza minuta może być ostatnią dlatego ceń jak ostatnią."
bo wszystkie kobiety to kurwy. oprócz Twojej i mojej matki. tak mówił...
"Witaj w rodzinie", dobrze napisane. Dominikkow Ci dobrze napisał, aint Saint Limo... również. Kiedyś zrozumiesz, że za szlaufami się nie płacze. Skąd wiesz, że Ci wcześniej nie przyprawiła już rogów? Skoro tak jej to gładko poszło, bo z tego co wnioskuję, ma już chyba w tym wprawę.
Takie biczowanie tu autora tematu, że laska go puściła bokiem, bo był pizdą i jej dobrze nie bolcował jest nie fajne... Niech któryś z tych super doradców rzuci kamieniem i powie otwarcie, że jego też nigdy w mniejszy lub większy sposób laska nie zrobiła w jajo w taki sposób jak autora. Czasem jest tak, że obie strony są winne rozpadu a czasem jest tak, że to jedna ze stron przez swój szlaufizm prowadzi do rozpadu związku. Jak było w tym przypadku? Nie wiem... Ale czy to takie ważne?
Ważne jest to, że autor udanie odciął chwasta i tak trzymaj. Niech to nie będzie gra pozorów tylko realne działanie. Niech ona i przy okazji jej koleżanki zobaczą, żeś nie miękka faja która biegnie za nią. Do tego wszystkiego wyciągnij wnioski z sytuacji i naukę na przyszłość a uwierz mi, że ten ból, wkurwienie i wszystkie inne uczucia jakie obecnie przeżywasz doprowadzą Cię do właściwych przemyśleń a to zaprocentuje w przyszłości przy przyszłych relacjach z innymi, nowymi dziewczynami.
A na teraz, na tą chwilę i dzień dzisiejszy, wyobraź sobie, że z relacją za tą dziewczyną robisz to co Darth Vader w Imperium Kontratakuje z Admirałem Ozzelą, który łagodnie mówiąc, dał dupy w pogoni za Hanem Solo - wypowiadasz kwestię "Zawiodłeś mnie po raz ostatni, admirale", ucinasz temat bez dalszych wyjaśnień, odchodzisz... Po prostu...
Widzę niektórym ludziom jakieś "zasady" z forum przyćmiły racjonalne myślenie. Ludzie ile można powtarzać, że okej blogi są pomocne, ale to nie znaczy, że trzeba ślepo na nie patrzeć i bezgranicznie ufać w to co ktoś napisał.
Ciekawe ilu z tych którzy jeżdżą po autorze było te 2 lata w związku. Może byście wiedzieli, że związek to nie tylko seks. Jeszcze może każdy problem załatwiać seksem? Porażka..
Autorze, robisz wszystko jak trzeba, oby tak dalej. Jeśli będziesz miał myśli, że możeby wybaczyć to pamiętaj, że skoro ktoś zdradził raz to drugi raz jest o wiele łatwiej. Jak ktoś jest wierny to po prostu jest. Nieważne czy po alkoholu czy nie.
Coś się kończy, ale też coś zaczyna.
---------
Nigdy porażka. Zawsze lekcja.
Przykra sprawa, nie powiem. Domyślam się co czujesz. Dwa lata to w sumie kawałeczek czasu. Przynajmniej teraz wiesz, że to nie jest dobry materiał na żonę. Gorzej jak laska coś takiego odpierdziela po ślubie.
Teraz zrywasz kontakt, usuwasz jej nr tel, fb i wszystko inne.
Moim zdaniem gdzieś wcześniej były pewnie sygnały - które przeoczyłeś, bądź zlekceważyłeś - że taka sytuacja wisi w powietrzu.
Lekarstwem będzie jedynie zająć się własnymi pasjami, spotykać się ze znajomymi, poznawać nowych ludzi (zwłaszcza kobiety). Trzymam kciuki!
"To co mówi kobieta jest jak chmura wędrująca po niebie: dobrze uformowana i spójna, a po chwili nie do poznania"
Dziękuję za tak liczny odzew, nie spodziewałem się aż takiej reakcji. Nie sposób odnieść się do każdego komentarza z osobna, dlatego zwrócę się ogólnie. Szczerze doceniam wasze wsparcie i nie pomyślałbym, że gdzieś w czeluściach internetu ludzie mogą być tak życzliwi. Wasze słowa koją moje wnętrze, a przede wszystkim utwierdzają mnie w przekonaniu, że dobrze postąpiłem. Zastanawiałem się ostatnio czy nie lepiej by było gdyby stanęła ze mną w prawdzie i szczerze przyznała się do wszystkiego - tylko z drugiej strony co to zmieni? Podejrzewam, że ona już i tak usprawiedliwiła swoje postępowanie zrzucając winę na mnie. Taki miała charakter, nie potrafiła przyznać się do błędu.
Jeśli chodzi o zarzuty pod kątem prowadzenia związku i dawania emocji (w tym sexu). Jak zauważyłem symptomy sypiącego się związku to zdałem sobie sprawę z tego co się dzieję i próbowałem uratować sytuację organizując wyjścia w nowe miejsca, usiłując flirtować z nią i rozgrzewać ją będąc przy tym bardziej niedostępnym. Jednak to zadziałało tylko na chwilę. Wydawało mi się, że sytuacja się poprawiła, lecz było to złudne jak sami widzicie po tym temacie. Panowie i droga pani - ja nie miałem z kim współpracować. Ta osoba odeszła ode mnie emocjonalnie już dawno temu i była ze mną tylko i wyłącznie po to żeby mieć komfort psychiczny przy szukaniu następnika. Mogła wybrzydzać i bez obaw się bawić, bo zawsze miała bezpieczną przystań do której może wrócić. Zajebista sprawa, nie?
Byłem kurwa naiwny. Ufałem jej. Ona jest typem imprezowiczki, która nie potrafi usiedzieć na miejscu i musi być cały czas wśród ludzi. Nie zabraniałem jej niczego, bo jej po prostu ufałem, rozumiecie? W ostatnim okresie to nawet nie wiedziałem co robi, nie tłumaczyła się z niczego. Zobojętniała całkowicie w stosunku do mnie, co pokazała mi dobitnie przy rozstaniu.
Nie jestem żadnym PUA, ani samcem alfa. Był to mój pierwszy związek i nawet teraz mogę wam wypisać błędy, które popełniłem w trakcie jego trwania. To oczywiste, że mogłem zachować się lepiej jako facet w pewnych sytuacjach. Nikt nie oczekuje od studenta medycyny, że będzie przeprowadzał operacje po 2 latach nauki. Mając na uwadze to wszystko starałem się być szczery i uczciwy względem niej i samego siebie, dlatego nie chciałem ciągnąć tego związku na siłę, gdy widziałem, że to już się wypaliło z jej strony. Bo mi dalej zależało, taka prawda.
Nie przewiduje żadnej, ale to ABSOLUTNIE ŻADNEJ możliwości powrotu. Nie potrafiłbym jej ponownie zaufać, a nawet bym tego nie chciał. Skrzywdziła mnie i zraniła, ale teraz przynajmniej wiem do czego zdolne są kobiety. To była zajebista aktorka. Wywaliłem ją wszędzie gdzie się dało i pochowałem rzeczy.
Kraków
Korzystając z okazji - jeśli ktoś jest w podobnym wieku to jestem otwarty na wspólny DG/NG, co by się trochę rozruszać po tym 2 letnim zastaniu i doświadczyć czegoś nowego
Masz fajne, zdrowe, naturalne podejście do życia. Wydajesz się dojrzałą, mądrą osobą. Przerobiłem dokładnie to samo co Ty. "Ona jest typem imprezowiczki, która nie potrafi usiedzieć na miejscu i musi być cały czas wśród ludzi." - jak to znajomo brzmi dla mnie. Szkoda, żebyś po takich doświadczeniach zrobił się zgorzkniały, przestał ufać kobietom, bał się związać z kimś nowym, bo wg mnie zasługujesz na naprawdę fajną i wierną dziewczynę. Jak ktoś wyżej napisał musiałeś przeoczyć wyraźne sygnały, dałeś jej dużo swobody, a ona to wykorzystała. To nie znaczy, że to było złe, że jej ufałeś, jak dla mnie to znaczy, że masz porządek w głowie i mocny "rdzeń", tzn. stabilne poczucie własnej wartości. Zaufanie, szacunek to podstawa zdrowej relacji, tak więc nie zmieniaj kierunku, bo masz fajny i zdrowy. Ludzie są różni, jeden coś doceni, inny wykorzysta. Głowa do góry i wiedz, że nie Ty jeden przez to przechodzisz, wyjdziesz z tego mocniejszy, tylko nie ufaj już więcej "imprezowiczkom" xD. Pozdrawiam
Kolego - ja też nie dawno rozstałem się z kobietą po 4 latach, na 99% nie była to zdrada- ale zobojętnienie, po prostu wypalenie.
Wiesz co mnie najbardziej bolało? że moją ex-dupę, za moment będzie ktoś inny dotykał etc. to była masakra.
podejrzewam,że to Cię może męczyć, tak jak mnie...
ale powiem Ci coś, co ktoś inny mi mądrego powiedział..
za jakiś czas Ty też będziesz to miał tylko z inną, lepszą kobietą
nie wydajesz się typem gościa, który nadaje się do związku z imprezowiczką..
żebyś mnie źle nie zrozumiał, nie chodzi, żebyś się wiązał z jakaś nudziarą.
poszukaj kobiety, która będzie trochę podobna do Ciebie, pod względem mentalnym
gwarantuje Ci,że jej to "imprezowanie" kiedyś przejdzie, być może nawet zatęskni, ale nie myśl w tych kategoriach.
zobojętniej tak jak ona, niech Ci to zwisa, komu ona daje, albo co robi po klubach
tak jak koledzy wyżej - wyjeb wszystko co Ci ją przypomina, utnij całkowicie kontakt. NIE WOLNO CI SIĘ Z NIĄ KONTAKTOWAĆ!
ona za jakiś czas może próbować mieć z Tobą "zwykłe relacje" - NIE, PO PROSTU NIE.
nawet taka panna jak ta Twoja ma jakieś sumienie, będzie próbowała się usprawiedliwić etc.
daj sobie czas na samorozwój, daj sobie czas na nowe znajomości.
nie sądzę, że będziesz w stanie wejść od razu w nową zdrową relacje, baw się dobrze, poznawaj nowe kobiety, nic na siłę - pełen spontan
Zdaje się, że minął już ponad tydzień - co mogę powiedzieć? Jest lepiej. Dziękuję w tym miejscu wszystkim, którzy się wypowiedzieli, a w szczególności użytkownikowi Aleus, z którym wymieniłem ponad 20 wiadomości (co pomogło mi się ogarnąć). Czytałem ten temat z góry na dół 2 razy.
Panowie od hejtu też mieli swoją rację, uświadomiłem sobie swoje błędy i zacząłem pracować nad sobą, rozwijać się. Wiem, czego chcę i gdzie chcę być za jakiś czas. Myśli jeszcze nie dają spokoju, ale pojawiła się nadzieja.
Swoją drogą w środę poleciała paczucha z jej rzeczami - ciekawe, czy już doszła
Zero kontaktu z mojej strony - mam siłę i wytrzymam.
Na koniec ciekawostka - kontaktowała się ze mną bodajże we wtorek i napisała mi jakąś bzdurną wiadomość, że zasługuje na wyjaśnienie bla, bla. W skrócie stworzyła nową wersję dla tamtych wydarzeń (inną niż pierwotnie, gdy mnie zastała), co tylko mnie utwierdziło dobitnie z kim miałem do czynienia. Napisała, że jej nie zależy, a mi zależało tylko na jednym. No cóż. Usunąłem wiadomość, zablokowałem tą (ostatnią) drogę kontaktu i to na tyle.
Za jakiś czas na pewno się odezwę i dam znać jak się ma moje życie, może dam tym nadzieję komuś, kogo spotkało to samo.
Wbijam wyższy bieg i pizda do przodu.