Wszystko było ok do zaręczyn, spacerki, sex codziennie, pytania, kiedy się z nią ożenię.
Bałem się tego, że po zaręczynach się zmieni. Moje przeczucia okazały się prawdziwe.
Jesteśmy z trochę innych domów, u niej mała patologia, pijaństwo, u mnie dom z tradycjami, porządna rodzina...
I tak jak przeczuwałem, po zaręczynach, jak już poczuła, że jest moja, że ma wszystko, zaczęła pokazywać rogi. Nagle wszystko jej było źle, chociaż wszystko miała. Wiecznie zdenerwowana, rozgoryczona na wszystko, mniej sexu. Myślałem, że to jej stresująca praca, remont mieszkania, przygotowania do wesela... Hm, tak to chyba jest, jak jest komuś za dobrze, to trochę sodówka uderza do głowy. Myślałem, że przy mnie w końcu odetchnie, nie miała łatwego życia, ja miałem takie. Jesteśmy już po ślubie, a niestety wcale nie jest lepiej. Wiele osób mówiło mi, że jak weszła do lepszej rodziny, będzie pokazywać rogi. I żeby ją krótko trzymać. Staram się, ale jest tak sobie...myślałem, że będziemy dogadywać się bez słów, jednak tak nie jest. Są oczywiście chwile przyjemne, wieczory, wycieczki. Ale bardzo często coś jej nie pasuje, i to drobiazgi.
Panowie, moja żona teraz wygląda dokładnie jak z dowcipów: wałek w ręce, a na codzień twarz pełna nerwów, gotowa wyładować swoje frustracje...
Czy mieliście takie sytuacje? Czy możecie podzielić się swoimi doświadczeniami? Z góry dzięki
Jak długo z nią jesteś, po ile lat macie?
Czy ożeniłeś się z kobiecym elektromagnesem z opowieści http://www.podrywaj.org/forum/se...
Około rok temu poznałem świetną, szaloną dziewczynę. Spotykaliśmy się pół roku, miała na tyle wyrazisty charakter, że wiele jej cech mi się nie podobało, ale ciągnęło mnie do niej jak elektromagnes. Były chwile, gdy ją chyba kochałem, były, kiedy szczerze nienawidziłem. Po prostu się od niej uzależniłem. Miała trudny charakter, w końcu od niej odszedłem, nie wytrzymałem.
Nieważne, co robisz i mówisz. Ważne, co kobieta ma w głowie.
Nie, to nie elektromagnes, to ta druga z opowieści.
Try me
Kurde, czytając twoje poprzednie przeboje, sądziłem na 99%, że opisujesz pierwszą, szaloną z trudnym charakterem. Patologiczna rodzina, przeklina, zapuściła się, fochy. Chciałem ci walnąć kazanie, że trzeba było za głosem rozumu wybrać normalną, rozsądną dziewczyną, która jest fajna. A tak zrobiłeś.
Wszyscy ci mówią, że gdy po zaręczynach zaczęła pokazywać swoją prawdziwą twarz, trzeba ci było zerwać. I mają rację, ale ci to nie pomoże.
Rozwód, póki nie masz zbyt wiele do stracenia.
Albo trzymaj wysoko gardę i pilnuj kasy.
Nieważne, co robisz i mówisz. Ważne, co kobieta ma w głowie.
Jestem z nią 2 lata, ja mam 29, ona 27
Try me
Patologia + osoba z normalnej rodziny: z tego bardzo rzadko wychodzi coś pozytywnego. Wiem to na swoim przykładzie i jako obserwator takich związków. Czasem warto posłuchać starszych. Moja pierwsza prawdziwa miłość była z patologicznego domu, ja z tzw. ,,tego dobrego". Byłem w nią wpatrzony jak w obrazek, wydawała mi się chodzącym ideałem. Moja rodzina cały czas mówiła, że z nią będą duże problemy. Ja oczywiście obrażony na wszystkich dookoła, że jak to można taką super dziewczynę odtrącać ze względu, że pochodzi z bardzo patologicznej rodziny. Było z tego powodu wiele spin w relacjach: ja - rodzina. Po czasie, kiedy laska już mnie ,,miała" zaczęło wychodzić z niej wszystko co najgorsze - nie będę opisywać jej jazd, bo za dużo by tego było. W każdym razie szybko się obudziłem i wycofałem się z tej gehenny. Ja Ci jedynie radzę z dziewczyną poważnie porozmawiać. Uświadomić, że nie chcesz tak żyć. Ona musi coś ze sobą zrobić - iść do psychologa, na terapię, cokolwiek - inaczej polegniesz. Jej problemy są zakorzenione głęboko w podświadomości i, jeśli powie, że sama się zmieni to jej w to nie wierz. Owszem chwile może być lepiej, ale wszystko wróci, często nawet i ze zdwojoną siłą. Pisze Ci to gość z własnymi deficytami, który próbował uratować nie jedną laskę z trudnego domu. Nigdy mi się nie udało. Samemu, bez jej świadomości problemu jaki ma oraz pomocy z zewnątrz nie wróżę Ci bajki w tym związku. Powodzenia życzę.
Brawo! Powinieneś dostać nagrodę Nobla czy innego Darwina.
Nie mogę się dogadać ze swoją kobietą/narzeczoną, nie układa się między nami, to się z nią ożenię.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, łajdacki i triumfalny zarazem, na którego widok jej piersi napięły się jeszcze bardziej.
Po kiego chuja sie zeniles, skoro bylo kiepsko przed slubem??? Myslales, ze cudownie to sie zmieni?
No dobra, pociesze Cie... Mamy XXI wiek, jestes jeszcze mlody, mozesz miec jeszcze niejedna zone
Przyłączę się do pytania kolegów, bo zajebiście mnie to ciekawi. Czemu się z nią ożeniłeś skoro zrobiło się ch*jowo po oświadczynach?! Moja bania tego nie rozkminia, może sam byłbym tak naiwny w wieku 20 lat i odjebałbym to samo, ale ty masz chłopie 29 lat, swoje już chyba z kobietami w życiu przeszedłeś i co... nie zapaliła ci się czerwona lampka przed ślubem? Chociażby jakaś zmiana terminu żebyś mógł to sobie poukładać i dać jej szansę... Wdepnąłeś. No cóż można powiedzieć, to teraz twoja żona więc nie poradzę ci żebyś sobie odpuścił(jeszcze) tylko musisz jej uświadomić to, że się zmieniła na gorsze i nie dość, że ty się z tym stanem męczysz to dodatkowo ona sama też. No chyba, że takim babom sprawia radochę bycie jędzą i wieczorem miksują cipeczki jak DJ myśląc "ale mu dziś dojebałam, och jak dobrze, jutro mu zupy nie posolę, och". A i takie się zdarzają. Wtedy to już finito
Masz też taką opcję żeby przymknąć na to oko, nie powiedzieć nic, przyzwyczaić się do takiego stanu życia i resztę życia spędzić w spierdolonym małżeństwie, odpoczywając od czasu do czasu w ramionach jakiejś miłej pani sekretareczki. Bo uwierz, że samo się nie zmieni. Kobieta zmienia swoje zachowanie w związku sama z siebie zazwyczaj jedynie na gorsze. Dlatego twoja wola co z tym zrobisz.
Nie znasz jej za długo a do tego wiesz, że pochodzi z patologicznej rodziny. Po oświadczynach pokazała swoje prawdziwe JA a Ty i tak się z nią ożeniłeś. Nie rozumiem takich ludzi jak można być w gównie i wiedząc o tym, że się w nim jest dalej w nie brnąć.
Jak już są problemy to nie licz na to, że będzie lepiej. Też mam już prawie 30 lat i jestem kawalerem, trafiałem wcześniej na takie panny jak Ty ale spierniczałem w porę przy chorych akcjach i nie wiem jak można mieć ciśnienie na ślub, jeszcze pannę można zrozumieć ale faceta?! I do tego jak panna pokazuje, że jest pierdolnięta.
Jeśli Twoja panna będzie chciała dziecko a nic się nie zmieni to dobrze sobie to wszystko przemyśl
Z pewnymi rzeczami powinno się postępować jak z chwastem... jak nie wytniesz go za wczasu, zniszczy Ci cały ogródek
"Piękne kobiety nie są dla ludzi leniwych" Gracjan
Jestes z nia 2 lata i juz po zareczynach, slubie. Czyli slub planowales jak byles z nia rok, czy tam poltora? A moze po 5 miesiacach ?
Kolego sam sobie nawazyles piwa, Ja bym sie nie zenil wczesniej niz 3,4 lata znajomosci a z patologia to chyba musialbym mieszkac 5 lat aby miec jako taka pewnosc co to za osoba.
Poza tym, po zareczynach, powinienes zerwac te oswiadczyny jesli tak sie zmienila.
Teraz to rownia pochyla, bedzie raczej coraz gorzej.
Dziwi mnie tylko ze w wieku 29 lat tak wdepnales, rozumiem 18-19 letnią patologie ktora sie zeni bo teraz slub to nic nie warte cos ale w Twoim wieku...
Swiat sie jednak nie konczy, mozesz miec niejedna zone.
HINT: zanim zrobisz kolejna glupote, jak ona sie ogarnie ze Ci nie pasuje ta 'malzenstwo' i szykujesz EXIT to bedzie Cie chciala zlapac na dziecko (standardowa zagrywka samic) albo bedzie szykowac dowody dla sadu aby Cie ogolocic z majatku (jesli masz), bo jak rozumiem intercyzy tez nie podpisales ?
To nie ma znaczenia czy laska pochodzi z patoli czy innej polskiej rodzinnej doli. Jak laska Cię ''ma'' to zawsze to się dzieje.
Zwłaszcza po ślubie.
Oczywiście teraz to już po frytkach. Pamiętaj o jakże prawdziwych słowach ze standupu Louisa CK. Parafrazując: po ślubie pomyślałeś "niech to, już za późno, żebym mógł odejść", a po dziecku pomyślisz "cholera! przecież mogłem odejść!".
Jaka siła każe facetom pchać się w coś, czego nie życzyliby najgorszym wrogom? Co odradzaliby przyjaciołom, kolegom i nieznajomym poznanym w pociągu?
Dwie drogi: albo zajmujesz się sobą i przestajesz zwracać na nią uwagę (a więc siłownia, ciekawe i męskie hobby poza domem, znajomi i znajomości, podrywanie/flirt z kobietami - niech ona zobaczy, że może Cię stracić, że masz inne opcje poza nią, że żyjesz dla siebie a nie dla niej; bo teraz to ona wie, że Cię złapała, że nie odejdziesz, że nikogo innego nie umiesz znaleźć - nie ma do Ciebie szacunku), albo... odchodzisz. Jeszcze nie jest za późno.
Jedna sprawa - jeśli chcesz się jakoś z tego wykaraskać bez większych konsekwencji nie daj się złapać na dzieciaka - wtedy dopiero dopadną Cię dylematy moralne - to może poczekać
Każdy Cię zjeżdża, więc ja już nie będę. Może usiądź z nią i porozmawiajcie. Wyłóż kawę na ławę, powiedz co Ci nie pasuje i wtedy na chłodno podejmij decyzję. Ważne aby nie zalać za szybko formy, bo wtedy będzie już ciężka rozkminka, a tak to najwyżej rozwód.
Dla mnie to wygląda tak, że króliczek został złapany, nie trzeba już go gonić, więc mogę być jędzą
No tak, bo rozmowa z kobietą na takie tematy kiedykolwiek przyniosła dobre rezultaty... Albo stwierdzi, że z niego ***a, a nie facet bo musi rozmawiać zamiast działać, albo nie będzie wiedziała o co mu chodzi, albo zgodzi się na wszystko i dalej będzie po staremu.
Tylko jak poczuje, że grunt się jej osuwa pod stopami, to się ogarnie.
Masz rację, po co próbować. Lepiej pizgnąć w cholerę i znaleźć nową...
Oczywiście, że tak jest najwygodniej. A jeżeli bardzo chce "próbować", to na pewno nie rozmową, o czym zresztą pisałem w poprzedniej odpowiedzi.
Wiesz skoro tak sprawa wygląda to pamiętaj jak się z tobą kłuci to bądź pewny siebie spokojny i w żaden sposób nie daj wkurwić, twoja postawa ma być taka jestem spokojny i ty i tylko ty decydujesz co dalej a po kilku tygodniach takiej wojny na noże i żyletki padnie ona a nie ty.
Pamiętaj że za dobre jej zachowanie nagroda pochwała, przytulenie
A za złe obojętność.
Nie matw się wcześniej czy później każdy to przerabia.
Narząd nie używany staje się nie użyteczny
a na jakich zasadach się ohajtałeś ?
Dam Ci do myślenia
Z ciekawości, po co na swojej stronie dajesz rel=nofollow do swoich linków, a do obcych nie? Tosz to antyreklama.
Nie kumam o co ci chodzi, napisz mi na priv jak ciekawy jesteś
Dam Ci do myślenia
Nie znam się to się wypowiem. Z tego co opisujesz, to odwróciły się role w związku. Przestałeś nosi spodnie, czyli się szanować. Kiedyś gdzieś usłyszałem, że w związku wygrywa ten któremu mniej zależy. Generalnie się z tym nie zgadzam, ale coś w tym zdaniu jest, może kwestia tego że niestety związki za często polegają na tym że się z drugą stroną przepychamy, przeciągamy linę czy jak zwał tak zwał. Sam byłem w związku z laską, gdzie ojciec trochę popijał i sytuacja była trochę zbliżona do Twojej. Jak laska po 4 latach poczuła, że mnie ma w przysłowiowej garści to momentalnie wszystko się rozdupczyło. Smutne jest to, że przy takiej kobiecie musisz być cały czas silny, nie możesz sobie pozwolić na słabość ani na chwilę, bo jak tylko poczuje, że ma jakąś władzę nad Tobą to to wykorzysta do cna. Wsadzi w tą "dziurę" swoją brudną łapę i zacznie w niej jątrzyć. Jak dla mnie to wynika z niskiego poczucia wartości, co jest standardem w pato, w związku z czym jak tylko nadarza się okazja, to taka kobieta dowartościowuje się na swoim partnerze. To jest taki słodko - gorzki miks, bo z jednej strony takie osoby bardzo starają się być akceptowane i zabiegają w różne możliwe sposoby o Twoją uwagę, natomiast jeżeli wyczują w Tobie słabość to patrz wyżej.
Wiem, że w takiej sytuacji ciężko, ale pomaganie, wybaczanie, "rozumienie" to najgorsze co można zrobić w takiej sytuacji. Kobiety tak samo jak mężczyźni są rozumującymi istotami i też potrafią kontrolować emocje, myśleć racjonalnie, w związku z czym nie można się obchodzić z taką kobietą jak z jajkiem, bo to Ty zostaniesz z jajecznicą w głowie w efekcie końcowym.
Trochę szkoda, że mając takie przeczucie zdecydowałeś się na ołtarz, bo teraz to jest w końcu Twoje żona i rozstać się w 100% to nie będzie tylko kwestia spakowania walizek i wyprowadzki. Pogadaj ze Snoofem, bo mądry chłop i na pewno Ci jakoś poradzi, bo sytuacja iście chujowa i ciężko tutaj o jakieś proste rozwiązanie. Pytanie czego Ty chcesz, na co chcesz się zgodzić i do jakiego stanu chcesz ten związek doprowadzić, ale obawiam się że koszty tego mogą być bardzo wysokie.
Długo mnie tu nie było i wszedłem z ciekawości. Przeczytałem temat i nie ma potrzeby dokładania Ci, bo i tak swoje przeżywasz. Sam miałem podobną historię, skończyło się to rozwodem. Najgorsze co mógłbyś teraz zrobić to w przypływie jakiej chujowatej emocji spłodzić dziecko, wtedy miałbyś naprawdę przejebane, bo w razie czego ona wycisnęłaby cię jak cytrynę, nie miałbyś dostępu do dziecka i wtedy byłby płacz. Nie wiem na ile jesteś odważny, ale spierdalaj z tego małżeństwa jak najszybciej. Z każdym dniem będzie problem narastał i będzie coraz gorzej. Wiem że to trudna decyzja, ale jedyna.To nie jest warte, no chyba że chcesz się codziennie tresować jak jakiegoś psa. Dla Ciebie najważniejszy jesteś ty sam, nie kawałek pierdolonego papierka. Teraz w sądzie jest łatwo o rozwód, tym bardziej że nie macie dzieci. . Zrobisz jak zechcesz, bo pewnie każdy musi coś przeżyć żeby być mądrzejszym, ale czasem pewne emocje są zbędne.
Dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Jak do tej pory nie jest lepiej. Staram się trzymać ją w ryzach, ale tak jest jak to opisał Igorsky, istne przeciąganie liny. Oboje mamy dość mocne charaktery, dlatego nie będzie mi łatwo.
Ostatnio mam wrażenie, że ją po prostu denerwuję, albo że jestem jej wrogiem. Do mnie się nie uśmiechnie, do znajomej tak, do mnie mówi warcząc, do innych łagodnie i przyjemnie. Trochę przykre to jest, bo stała się prawdziwą przysłowiową zołzą.
Ale.
W gruncie rzeczy to dobra dziewczyna, kocham ją i wiem, że ona mnie również. Od początku marzyliśmy o dziecku, planowaliśmy je zaraz po ślubie, teraz jednak, gdy dowaliła jej moja rodzina: "na pewno złapała go na dziecko, takiego fajnego chłopaka", no cóż, odechciało jej się tego dziecka...oraz sexu...
Nie jest łatwo, ale wiem, że muszę odbyć z nią poważną rozmowę, bo bez tego raczej nic się nie zmieni. A ja chcę zmian i chcę dalej tego związku. Zbyt wiele nas łączy i zbyt wiele planów na przyszłość, chociaż ostatnio brak rozmów i czuję się po prostu wyżęty z energii.
Dobrze, że jest to forum i że mogę poczytać wasze doświadczenia, które są podobne do moich.
Co to się porobiło z tymi laskami, czy dawniej było tak samo??
Try me
O dziecku to Ty z nia nie myśl, bo to będzie w obecnej sytuacji gwóźdź do trumny. Pisałeś , że laska jest z patologii ,wiec ma ogrom deficytów z dzieciństwa, których jak na moje zwykła rozmowa nie naprostujesz. Może coś się zmieni, ale tylko na chwilę. Zastanów se dobrze nad tą relacja- dobrze Ci radzę. A co do lasek to od zawsze były różne. Lepsze i gorsze. Ty akurat trafiłeś na tą gorsza i nie możesz przez ten pryzmat patrzec na cala żeńska populację
@screamer
"Ostatnio mam wrażenie, że ją po prostu denerwuję, albo że jestem jej wrogiem. Do mnie się nie uśmiechnie, do znajomej tak, do mnie mówi warcząc, do innych łagodnie i przyjemnie. Trochę przykre to jest, bo stała się prawdziwą przysłowiową zołzą."
I z taką kobietą chcesz być resztę swojego życia?
"muszę odbyć z nią poważną rozmowę, bo bez tego raczej nic się nie zmieni."
Myślisz, że będziesz pierwszym facetem, któremu rozmowa z kobietą przyniosła jakieś pozytywne rezultaty? Zapomnij. Zmienić to możesz jedynie swoje nastawienie i swoje działania. I liczyć na to, że ona się dostosuje (patrz mój post wyżej - zdrowy egoizm; ew. książka No More Mr Nice Guy - Robert Glover).
Zapamiętaj, że na rozwód czeka się dłużej niż na dostępną datę ślubu!!!! Już to przerabiałem, gorąco NIE POLECAM!
To ja jestem SPRITE
Jeśli jedyne rozwiązanie, jakie proponujesz, to rozwód po kilku tygodniach małżeństwa, to dziękuję.
Planuję dzisiaj z nią poważnie porozmawiać. O nas. Jakieś rady? Może warto ustalić jakieś nowe zasady?
Try me