Witam Panowie,
Szukam jakiejs porady w pewnej sprawie damsko-meskiej. Jestesmy razem z K. od praktycznie dwoch lat od ponad roku mieszkamy razem. Przeprowadzilismy sie z malych miast do Wroclawia i tam wynajelismy mieszkanie. Ja pracowalem od piatku do niedzieli i w tych dniach sie nie widzielismy, ona dorywczo w tygodniu aby dolozyc do rachunkow. Oboje jestesmy studentami ( ja ost. rok, ona III rok), przez swoje dorywcze prace niestety dosc mocno opuscila sie na uczelni- jednakde wracajac do sedna sprawy. Na przelomie luty-marzec podjelismy decyzje o wspolnej pracy w jednej firmie ( jak sie okazalo to byl jeden z najwiekszych moich zyciowych bledow). Zaczely sie WIECZNE klotnie, z racji tego ze firma w jakiej pracowalismy to byly glownie kobiety ( marketing ) to ona okazywala zazdrosc i ironizowala ciagle w stylu " No idz do niej, wiem ze tego chcesz". Takie slowa byly dosc irytujace, ale co zrobic. Pewnego pieknego razu taka byla klotnia, ze szok. Padaly same kurwy, chuje, cwele o to ze przez pomylke kiwnalem glowa ( w formie "czesc") do laski ktorej ona nie lubi, faktycznie to byla wredna suka i zrobilem to nieswiadomie, gdyz powiedziala to zza moich plecow. Stwierdzila, ze sie zmieni, ze bedzie lepiej. Udalo mi sie znalezc inna prace w innym miescie i z usmiechem na twarzy odszedlem. Zaczely nachodzic mnie pozniej mysli czy razem damy rade utrzymac mieszkanie, skoro ona juz nie chce szkoly zawalic a ja musze sie skupic na obronie. Tak wiec po bolu doszedlem do wniosku, ze wrocimy do swoich mieszkan, bedziemy sie widywac i w ten sposob jakos przetrwamy okres do skonzcenia mojej szkoly i normalnego mieszkania.
Zaczelo sie pielko, ciagly placz, krzyk, nawet potrafila podniesc reke na mnie. Ciagle oskarzenia o zdrade, ze ja kogos mam ( wie o tym, ze przed nia spotykalem sie z wieloma innymi kobietami i cieszylem sie dosc duzym zainteresoaniem). Nie wyobrazacie sobie, ze ostatni okres to ciagly krzyk, placz, lament, irytacja. Mimo moich tlumaczen zapewnien nic nie podzialalo, ale jestesmy razem. Wciaz ironizuje i snuje jakies chore wizje zdrady. Decyzja zapadla, w polowie pazdziernika wracamy do siebie. Ona jest pewna, ze to koniec, wypomina mi wyjscie do klubu z kolegami, ktore bylo jedno przez okres 2 lat, ze nie wiadomo co ja tam z kim robilem. Sam nie wiem co o tym myslec.
Moze troszke chaotyczna ta tresc, ale mam nadzieje, ze zrozumiecie o co chodzi... jak Wy to widzicie?
a gdzie Ty tu widzisz problem? Sytuacja nie jest dla Ciebie jasna i klarowna?
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Staram sie rowniez ja zrozumiec, wiadomo ze pamieta sie tylko te zle rzezcy a nie dobre. Jednakze ciagle dopierdalanie mi, ze jaram sie na inne ( nawet w przypadku ogladnia TV ) jest dosc irytuacje. Podczas wakacji na mazurach w hotelu byla corka z matka, one chodzily za mna, tak gdzie ja tam one i sie patrzyly. Moja K. znalazla powod do wojny, ze to moja wina i tak z 6 dni 2-3 to klotnia... mimo to byly tez te naprawde cudowne chcwile kiedy byla taka jak trzeba...
Ty jej nie udowadniaj że nie jesteś wielbłądem tylko że jej zazdrość psuje relacje.Na początku takiej zazdrości to dobrze jest się z tego cieszyć że jest zazdrosna kochająca i głupiutka ale teraz to ją uświadomić że ma chorą wyobraźnie i z tym nie da się żyć.
Narząd nie używany staje się nie użyteczny
Brrrr aż mnie zmierziło jak sobie wyobraziłem życie z taką panną pod jednym dachem. Jeśli ty chcesz to kontynuować to ja ci k*rwa z całego serca współczuję. Laska ma problem z zaufaniem i zazdrością i to gruuuby problem, a to już było tu wałkowane, że związek bez zaufania to można w kiblu spuścić. Partnerowi trzeba ufać i dać wolność wyboru, nie wolno trzymać go na smyczy, bo się udusi. Udusi się emocjonalnie, zdechnie jak pies i całe uczucie w nim też zdechnie.
Ja to bym dał jej ostatnią szansę, pogadałbym z nią. Ale nie tak, że "ej no weeeź się może zmień" tylko tupnąłbym nogą, zjebał od góry do dołu i powiedział, że ona takim zachowaniem rozpierdala wszystko między nami, że czuję się jak w więzieniu i jeśli sama sobie nie poradzi z tą chorą zazdrością to won do psychiatry albo pakuj swoje rzeczy i cześć, bo nie czuję się wolnym człowiekiem przy niej. Szczerze to wg mnie nawet po takiej zjebce na 99,5% nic by się nie zmieniło na stałe. Jedynie na chwilę. Także tego... Pojebaną pannę sobie wziąłeś i wątpliwa sprawa czy ją naprawisz
Przerabiałem to...next.
To co odpowiedziec na slowa typu " zjebales mi dwa lata zycia" / " po co zaczynales" / " zamieszkalismy razem na jakis okres a teraz co? " / " nie ufam Ci" . Ja to rozumiem jako zrzucanie winy na mnie, wiaodmo nie zawsze bylem idealny, ale jej ufam. Chodzi jej glowni o fakt wyprowadzki do rodzicow etc itp itd
Co odpowiedzieć??? K*rwa, to co myślisz! To twoja kobieta, a nie nieznajoma z klubu żebyś musiał się zastanawiać co powiedzieć.
Przestań się jej bać, to absurdalne jest przecież. Skoro już z nią zrywasz to papa. Jeśli posłuchasz się Skarpety to też gadaj bez owijania w bawełnę. Tylko bez wyzwisk i tej całej patologicznej dzieciniady, bo to do niczego nie prowadzi. Wiadomo, że będą gorzkie żale i w tym przypadku pewnie manipulacje emocjonalne, ale musisz przez to przebrnąć i zacząć oddychać świeżym powietrzem w razie wu
Żyj chwilą, ale myśl perspektywistycznie
Zadaj sobie jedno zajebiście ale to zajebiście ważne pytanie. Czy jesteś szczęśliwy w tym związku? Czy tak wyobrażasz sobie kobietę, która ma być przy Twoim boku do końca życia?
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, łajdacki i triumfalny zarazem, na którego widok jej piersi napięły się jeszcze bardziej.
Patola jak ch** bracie... Zmywaj się, pókiś jeszcze zdrowy na umyśle.
Jak za długo będziesz się z nią kisił, to na łeb Ci siądzie i jeszcze nabierzesz niechęci do kobiet. Niestety z toksycznych relacji trzeba się później leczyć, czasem długo.
Im szybciej się ewakuujesz, tym lepiej dla Ciebie.
Pimpin' ain't easy, but somebody gotta do it.
Temat przez kolegów wyżej został chyba wyczerpany, ale dodam od siebie tylko tyle, że jak dochodzi do podnoszenia na Ciebie rąk, to dla mnie jest równoznaczne z końcem związku. Nie wspominając już o tych wyzwiskach.
Miałem podobną sytuacje, ale w Twoim przypadku, to chyba skrajność absurdu i przykład chorobliwej zazdrości, którym należałoby się martwić i dobrze byłoby jakby dziewczyna sama zauważała ten problem.
Generalnie jestem typem człowieka, który uważa, że większość problemów da się rozwiązać przez spokojną rozmowę, że jak jedna strona powie drugiej co jej leży na wątrobie to może to w jakimś stopniu pomóc relacji, ale nie w tym przypadku. Spróbować możesz, owszem. Może faktycznie zrozumie i uzna, że związek jest ważniejszy niż jakieś jej wymysły, ale nie radziłbym Ci oczekiwać cudów.