Witajcie. Na wstępie napiszę, że wiem o tym, że tematów o podobnym nagłówku było tu naprawdę wiele. Nie sądzę też, że moja sytuacja jest niepowtarzalna i nikt nigdy w takiej się nie znalazł, bo temat bardzo popularny wśród facetów, którzy nie potrafią kontrolować swojego życia. Mianowicie... Jestem w toksycznej relacji z dziewczyną, którą ma ledwie lat 19 (ja 22) i nie chcę przytaczać całej historii użalając się przy tym nad sobą, bo nie w tym rzecz.
Chcę się z nią rozstać, w głowię decyzję mam już podjętą. Będąc z nią nie mogę się rozwijać, realizować, muszę się widywać z nią codziennie, bo w innej sytuacji mam zasrane fochy i docinki.
Nie pozwala mi to robić tego co lubię, ogranicza kontakty z kumplami, rodziną. Przez pewien czas, a właściwie ostatnie pół roku kiedy zaczęło się sypać całkowicie zdążyłem uprzedzić się do niej do tego stopnia, że choćby stał się cud, w głowie już zawsze będę miał to co było. Spytacie co Ci takiego dziewczyna robi i dlaczego nie możesz jej tak po prostu zostawić? Cóż, ona nie akceptuje nikogo z moich znajomych przez co jakiekolwiek wspólnie wyjście kończy się kłótnią, kiedy jej coś nie pasuje potrafi wybuchać agresją, przy czym dostałem od niej kilka razy w twarz, np. za rozmowę z koleżanką na pewnej imprezie, kolejny raz dostałem w twarz kiedy to próbowałem się z nią rozstać, a za chwilę klękała na kolana przepraszając mnie. Kiedy nie chciałem jej słuchać zostałem zawalony wiadomościami, telefonami od jej siostry, rodziny, w których to wkręcali mi jakim jestem egoistą, jak to myślę tylko o sobie i że ona mnie kocha nad życie. Sam zdaję sobie sprawę, że też popełniłem wiele błędów, czasem też nie wytrzymywałem i wybuchałem mówiąc co mi się nie podoba, nie mniej jednak wydaje mi się, że dałem jej naprawdę wiele od siebie i w kwestii uczuciowej, jak i jakieś materialnej. Tak jest niestety w koło, możecie stwierdzić że jestem cipką i pewnie coś w tym jest. 190 cm wzrostu, 100 kg wagi, siłownia 5x w tygodniu, a serce i dupa miękka. Nie potrafię jej zostawić, choć prawdopodobnie po tych 25 msc zostało tylko przyzwyczajenie z mojej strony, ale każda próba skończenia tego kończy się płaczem histerią, agresją, klękaniem, błaganiem, przepraszaniem, nawałem telefonów od jej rodziny albo wszystkim na raz. Nie wiem Panowie co robić, jak to rozegrać, młodszy już nie będę, a jak najlepsze lata życia spędzę w takim związku, to co mi później pozostanie? Jedyną wątpliwością jest fakt, ze ona mnie naprawdę kocha i nie wiem jak sobie poradzi, skoro nie potrafi przyjąć tej wiadomości i dać mi po prostu odcierpieć swoje i żyć swoim życiem. Ta relacja jest tak chora momentami, że nie dociera do mnie fakt, że to moje życie, a nie historia rodem z samosi. Czasami myślę sobie, że może po prostu takie coś jest mi już pisane i muszę z tym żyć, ale za chwilę przychodzi myśl "co Ty chłopie robisz" i chciałbym odejść. (Dodam, że byłem jej pierwszym chłopakiem w "tych" sprawach - tym gorzej to znosi). Sam już nie wiem, może prościej byłoby przelać to co czuje na kartkę i rozstać się z nią za pomocą listu? Jak próbuje w cztery oczy (bo zwolennikiem telefonów/portali społecznościowych nie jestem) to za każdym razem po jakichś 2h godzinach płaczu mięknę.
Prosiłbym o jakieś szczere rady, hejty też docenie, bo zdaje sobie sprawę, że pewne zachowania z mojej strony są mało męskie, ale uwierzcie sam fakt, że mogłem napisać ten tekst na tym forum sprawił, że poczułem się trochę lepiej.
Pozdrawiam.
Jeśli decyzja w tej sprawie jest już przez Ciebie podjęta to jej nie zmieniaj. Jedyną słuszną i najlepsza dla Ciebie decyzją w tej sytuacji jest zerwanie z nią, bo ileż można dawać soba manipulować poprzez "fochy" i inne nieczyste zagrania z jej strony. Jeśli ona blokuje w jakikolwiek sposób Twój własny rozwój to brnąć nadal w takim układzie robisz krzywdę tylko i wylącznie sobie.
Jej zdanie na ten temat nie jest ważne, bo to TY jesteś blokowany, TY przez nią nie możesz się rozwijać, TY wkurwiasz się przez jej fochy. Teraz to TY postaw sprawę jasno i to TY zakończ ten związek bo w ostatecznym rozrachunku robisz to dla SIEBIE!
Powodzenia!
No faktycznie pipa z ciebie. Kurde, chłopie żeby iść do przodu nie możesz ciągnąć za sobą tak ogromnego balastu jakim są toksyczni ludzie. Takich ludzi trzeba nauczyć się wykopywać ze swojego życia, choćby to był twój przyjaciel z piaskownicy jeśli ciągnie cię w dół to ogranicz kontakt z nim do jednego wypadu na piwko raz na jakiś czas, albo w ogóle. A co tu w ogóle gadać o swojej kobiecie. Ona ci k*rwa powinna coś dawać, a nie zabierać. Twoja kobieta to zawsze potencjalnie twoja przyszła życiowa partnerka, matka twoich dzieci. Chcesz całe życie spędzić z osobą która nie daje ci nic(lub niewiele), a odbiera humor, perspektywy, znajomych, możliwość rozwoju?
Druga sprawa, że rzadko udaje się stworzyć coś fajnego z 19-letnią gówniarą. Tak młode panny są emocjonalnie rozjebane, nie wiedzą czego chcą od życia i od swojego faceta stąd miliony fochów, gierek i porąbanych akcji. Kobieta tak jak i facet musi przejść przez ileś tam nieudanych relacji żeby dowiedzieć się czego tak faktycznie oczekuje od partnera. Niektóre nigdy tego nie ogarną, ale część tak
Także tego... Bądź facetem, a nie pizdeczką. Tupnij nogą i powiedz koniec. Oczywiście, że będzie płakać. Oczywiście, że jej rodzina będzie do ciebie znów wydzwaniać. Ale ty nie możesz stchórzyć, to nie może być powód dla którego mógłbyś rozjebać sobie część życia.
Cóż, dzięki Panowie. Upewniliście mnie tylko w mojej decyzji.
Wciąż mam jedynie problem jak to rozegrać, żeby było w miarę łagodnie i żebym wyszedł z tego z twarzą. Wiem, że rozstanie nigdy nie przynosi pozytywnych emocji, ale jednak chciałoby się tego drugiego człowieka nie ranić... Swoją drogą ciekawe czy ona miała by takie rozterki na moim miejscu. 2 lata to już jednak trochę czasu.
Jak to rozegrać? W moim odczuciu powinieneś spotkać się z nią i prosto z mostu powiedzieć (szczerze) co Cię boli, jakie są powody Twojej decyzji. Nie możesz dać się po wypowiedzeniu tych slów zmianipulować jej gierkami typu: płacz, błaganie przekonywanie, że to błąd z Twojej strony). Kobieta, której zależy zdolna jest do wielu rzeczy, ale ta zdolność przydaje się tylko w momencie, gdy mamy z nią szczęśliwy związek. Toksyczne kobiety, blokujące nasz rozwój trzeba usunąć z życia i powie Ci to każdy, kto jużto przerabiał choć raz. Bądź pewnien, że będzie boleć, będziesz wspominał, bo tak się dzieje po kazdym zakończonym związku, ale gwarantuję Ci, że z czasem nie będziesz do tego wracał - odżyjesz, bo Twoim celem jest samorozwój.
Jak mozna tolerowac laske, ktora Cie bije??? Dla mnie taka zawodniczka jest do odstrzalu w try miga. Trzyma Cie poczucie winy. Nie bierz odpowiedzialnosci za jej emocje. A jak Cie rodzinka nadzwania do pogroz policja, ze zglosisz nekanie.
_____________________________________________________________
Osoba, która wiecznie mówi „tak”, nieustannie pomija osobiste potrzeby i powoli buduje w sobie ogromny gniew.
Moim zdaniem panna ewidentnie z Borderline, przerabiałem to i faktycznie ciężko to zakończyc a jak to zrobisz wygada całemu światu 1000 niestworzonych historii na twój temat, najlepiej takie osoby odrazu rozpoznawac i eliminowac zagrożenie toksykologią.
Borderline - skąd ja to znam? Przeżyłem to, też musiałem sam zerwać kontakt, bo czasami nie dało się żyć. Był płacz, prośby, zapewnienia o miłości, a co więcej GROŹBY NOŻEM ----> autentycznie.
Były tak jak w Twoim przypadku ograniczenia kontaktów ze znajomymi, jeśli miałem gdzies wyjść to tylko z nią itp. itd znasz to prawda?
Widocznie każdy facet musi przez taki zwiazek przejść, aby wśród idealizowania swojej wybranki z fazą Borderline (albo dzięki niej) dostrzec SIEBIE i WŁASNE potrzeby ciągłego rozwoju.
Jesteś silny, dasz radę!
Dziękuje Wam serdecznie za wszystkie rady i opisy swoich przeżyć. Dodało mi to trochę odwagi i pewności siebie. Jak już będzie po wszystkim, to się odezwę. Jedno jest pewne, będzie ciężko, ale to jedyne słuszne rozwiązanie. Minęło multum czasu i nie zmieniło się nic, szkoda życia...
Dokładnie... Chłopaki wyżej wyczerpali temat... Napisz tu jak będzie po wszystkim. Na początku na pewno będzie syf ale z czasem zobaczysz, że było warto...
Mineło multum czasu i nic się nie zmieniło i... NIC się nie zmieni! Panna jest mloda, niedojrzała, ale ewidentnie ma jakieś zaburzenie osobowości. Tak normalna dziewczyna, czy to nastka czy nie nastka tak się NIE zachowuje !! Nie wpajaj sobie przypadkiem iluzji , że ona się zmieni , będzie normalna. Nie bedzie. Jej pomoże tylko psycholog, a Ty cierpliwoscia usralbys się po pachy, gdyby nagle coś Ci odwalio i chciałbyś się zabawić w wybawiciela. Uciekaj i nie daj się nabrac na jej przejawy normalności , bo ona normalna nigdy nie będzie. Przykro mi.
Witajcie. Ciężko powiedzieć, że jestem po wszystkim, ale tak, zrobiłem to.
Nie rozegrałem tego tak jak powinienem, niepotrzebnie zabrałem ją do siebie, zdążyliśmy obejrzeć jakiś film i wiem, to był błąd, ale nie potrafiłem zebrać się do rozmowy. Byłem oschły przez co pewnie w jakiś sposób ją zraniłem, no ale przeszedłem wreszcie do setnej pogawędki o tym co mi nie pasuje, tylko powiedziałem jasno, że nie jestem w stanie już tak żyć, że się męczę. Był płacz, histeria, agresja, po czym zaczęła mówić mi, że ją bardzo zraniłem, że jestem skur*****em, egoistą, że nikt inny jej tak nie zranił w życiu, a ona mnie cholernie kocha. Starałem się nie ugiąć, choć serce bolało, więc wybiegła z samochodu do domu. Napisałem wtedy sms'a żebyśmy zrobili to jak dorośli ludzie i że chcę jej oddać rzeczy, które miałem w aucie. Kazała zostawić na wycieraczce kwitując, że nie chce mnie więcej widzieć. Odjechałem i zostałem zalany sms'ami, że nie dałem jej się zmienić, że to co dziś zrobiłem było najgorsze w życiu, że nie dałem jej szansy, a mogłoby jeszcze być dobrze po tym cudownym czasie razem. Wtedy zacząłem się zastanawiać czy naprawdę to nie ja zawiniłem, ale napisałem jej tylko żeby usunęła moje zdjęcia, wszystko co jej mnie przypomina i podziękowałem za razem spędzony czas. Odpisała tylko, że również dziękuje za cudowne chwile... Wróciłem do domu, usunąłem zdjęcia i próbowałem zasnąć, ale nie byłem w stanie, czułem się źle fizycznie i psychicznie, a wiem że to dopiero początek, że dziś/jutro, w niedługim czasie znów będą do mnie pisać... Próbuje się pozbierać, zjeść wreszcie normalny posiłek, iść na trening...
Z niczym nie zawiniłeś. Nie dawaj jej żadnej szansy i trzymaj się swojego postanowienia. Nie reaguj na żadne zaczepki,nie odpisuj na smsy. Będzie bardzo ciężko, ale to koniec. Chyba ,ze chcesz mieć zjebane życie to daj jej szansę na ,,zmianę" charakteru
Takie sytuacje bolą i to jest już wpisane w rozstanie (nieważne z kogo inicjatywy). Będą zaczepki, będzie próba złapania kontaktu z Tobą, będą próby wzbudzenia w Tobie zazdrości na wszelki możliwy sposób, (statusy na face, zdjęcia, imprezy) ale Ty jesteś przecież silny, potrafisz odciąć się od tego wszystkiego i żyć swoim życiem realizując się, bo przecież taki jest Twój cel i taki cel był w momencie, gdy kończyłeś ten związek.
To co opisałeś to próba zrzucenia winy na Ciebie, próba wzbudzenia w Tobie tego poczucia, że to Ty jesteś winny i w takich sytuacjach to też jest normalne.
Numeru nie zmieniaj jeśli nie widzisz w tym głębszego celu, a tylko nie reaguj na sms'y, telefony, lub w razie konieczności zablokuj sobie numer, który nie daje Ci spokoju. Każdy koniec jest początkiem czegoś nowego, czas płynie a Ty jesteś już o jeden związek mądrzejszy i wiesz dokładnie jak się zachować na drugi raz. Zacznij żyć tak jak bys tego chciał, realizuj się i poznawaj nowe kobiety.
Wina nie leży po Twojej stronie, Ty ta decyzją uwolniłeś się tylko z tej chorej relacji dając sobie na nowo złapać powietrza. Po jakimś czasie spojrzysz na całą relacje na chłodno i uznasz, że było warto (prędzej niż myślisz). Powodzenia!
PS: Swoją drogą jak już będziesz na tyle wolny, aby spojrzeć na to wszystko na chłodno to odezwij sie do mnie na Priva, opisz spostrzeżenia.
Witajcie. Właśnie jest piąty dzień od kiedy nie jesteśmy razem. Jest ciężko, czasami nawet bardzo. Pojawiają się łzy, jak i obwinianie samego siebie, ale staram się być silny. Zaraz wychodzę poszukać ofert na nowy numer z telefonem, bo znów zacząłem dostawać wiadomości i na tel. i na FB, albo puste, albo np. z emotikoną ":(". Próbuje się czymś zajmować, wychodzić z domu, robić cokolwiek co zabija czas, ale takie wiadomości sprawiają, że znowu rozmyślam. Zobaczymy jak będzie dalej, dzięki Waszym wskazówką jakoś funkcjonuję.
Czym prędzej biegnij wymienić numer bo ona nie przestanie do Ciebie pisać. Im szybciej zmienisz numer i przestaniesz się stawiać w roli zbawiciela świata tym lepiej.
E tam zmieniać numer. Mam ten sam od kilkunastu lat. Wystarczy kogoś zablokować.