Witam Cię kolego,
nie wiem czy umieszczam temat w dobrym dziale. Wszystkie rozterki, które tutaj opiszę oddziałują na związek - przynajmniej tak mi się wydaję po długich przemyśleniach.
Nad umieszczeniem tego posta zastanawiałem się już od kilku miesięcy. Ze względu na to, że jest (tak mi się wydaje) coraz gorzej proszę o Waszą pomoc.
Nazbierało się tego tyle, że nie wiem od czego zacząć.
Jesteśmy ze sobą 4 lata. Początek (1 rok) moje prowadzenie, związek o jakim zawsze marzyłem - bez durnych gierek, z szacunkiem, ze szczerością, z zaufanie i przede wszystkim bez strachu do tego związku.
Kolejne lata wyglądały trochę inaczej, lekkie prowadzenie związku moje, z już coraz częstszym jej. Wydawało mi się, że jak raz odpuszczę, nie powiem co mi się nie podoba to nic się nie stanie. Raz przerodził się w codzienność. Niestety.
Ostatnie pół roku postanowiliśmy zamieszkać razem. Widywaliśmy się codziennie. Seks raz w tygodniu. Potem raz na dwa tygodnie. Mieszkanie razem doprowadziło mnie z (jak mi się wydawało) poukładanego faceta wiedzącego jaki chce związek do wraku faceta. Tak to osobiście odczuwam. Szczerze to jakbym się głębiej temu przyjrzał to od niej wszystko zależy. To jaki film oglądamy, i czy w ogóle oglądamy, to czy idziemy na spacer, czy nie idziemy itp. (przykłady z życia codziennego).
Łapię się na tym, że budzę się rano i myślę, czy będzie dzisiaj zadowolona z tego co dzisiaj będziemy robić, czy będzie miała dobry humor, czy jak to bywa już prawie codziennie coś jej nie pasuje ( niby mówi, że jest ok ale ja widzę przecież, że ma codziennie focha ).
Resztki godności mam i nie pozwalam sobie na zakazy w moim kierunku. Pod każdym względem. Wyjścia ze znajomymi, wyjścia z kumplami na imprezy itp. Nie stanowi to dla mnie problemu, nawet jeżeli to jej się nie podoba.
Co zauważyłem, jak się nie widzimy dłuższy czas tzn. 2 lub 3 dni to jest o wiele lepiej. Jest taka jaką bym sobie życzył codziennie. No ale wiadomo, tylko na chwile.
Od 4 miesięcy jesteśmy w Holandii. Mieszkamy oddzielnie. Jest trochę lepiej - bo nie mieszkamy razem.
Z jej strony coraz częstsze pytania kiedy zaręczyny - jak tak ma to wyglądać przez resztę życia jak wygląda teraz to nie wchodzi w grę. Odpowiadam, że jeszcze nie teraz. Najpierw stabilna praca i mieszkanie - takie są moje priorytety. Odwlekam to.
Teraz trochę innych spraw, które też wpływają na związek :
Holandia :
Praca zarobkowa, ona na studia a ja na nowy start w moim życiu. Skończyłem studia i potrzebuję trochę pieniędzy na start.
Zostajemy jeszcze 2-3 miesiące i wracamy.
Mój nowy start po powrocie :
Właściwie nie mam gdzie mieszkać jak wrócę (bo mieszkanie w rodzinnym domu nie wchodzi już w grę bo nie mam tam swojego kąta tzn. spać mogę zawsze, bo to mój dom ale nie mam tam nawet swojego pokoju). Więc planuje wynajem mieszkania, lub mieszkanie z kumplem, jeżeli będzie taka możliwość - lecz chciałbym już powoli w końcu mieć coś swojego, bez lokatorów.
Szukanie pracy:
Uzyskany tytuł mgr inż.(budownictwo) chce znaleźć pracę, ale mam jakieś głupie i dziwne przekonanie, że po tych studiach niewiele umiem - sama sztywna teoria, którą przekazują wykładowcy. Nie wierzę w siebie i w swoje umiejętności. Chociaż na uczelni byłem jednym z lepszych na roku. Boję się nowej pracy, głupich stwierdzeń, że nic nie umiem. Wiem chore - ale jestem z tym sam.
Teraz w Holandii pracuje na hali, mgr inż. który pracuje za kilka euro - chociaż wiem, że pozwoli mi to na stabilny początek w Polsce.
Dzieciństwo :
Od 5 roku życia wychowywałem się z dwoma braćmi i matka. Ojciec zmarł (wylew w młodym wieku). Różnica między braćmi 4 i 5 lat. Więc chcąc nie chcąc synek mamy. Oni mieli innego drogi ja zostawałem w ciepłym i dobrym miejscu - pod opieką matki (oczywiście jestem mojej mamie niesamowicie wdzięczny i dumny z niej, że poradziła sobie z trójką małych dzieci sama tracąc męża w swoich najlepszych latach).
Lecz teraz w wieku 24 lat wszystko wychodzi. Nawet uważam, że przez to mam niską samoocenę, problem z poszukiwaniem pracy, czy majsterkowaniem przy samochodzie przy prostych sprawach - pytanie o pomoc - jednak się uczę.
Przemyślenia :
Niby wiem jak powinienem postąpić - wrócić do zachowania z początku związku. Być pewnym tego czego chce. Ale jestem już w takim gównie, że nie wiem jak zacząć.
Ze wszystkim zostaje sam. .
Czego bym oczekiwał ?
Zmiana myślenia, co do swojej samooceny, i głupich przekonań na temat pracy.
Chcę nadal być z tą kobietą bo ją kocham, lecz na takich warunkach jak na początku - po prostu bez zmartwień o głupie sprawy.
Nie wiem od czego zacząć.
Dzięki Ci z góry, że przebrnąłeś.
Musisz poukładać swoje życie, bo z tego co tutaj opisałeś, to masz niezły bałagan, musisz też zrozumieć, że to ty jesteś odpowiedzialny za to co masz w życiu, tylko i wyłącznie ty i twoje dotychczasowe wybory. Ty się związałeś z tą panną, ty poszedłeś na takie studia itd.
Rodzice rodzicami, wzorce wzorcami, stało się nie miałeś fathera, musiałeś sobie radzić sam, wiem z autopsji, ale to powinno cię dodatkowo motywować, że mimo to dałeś radę.
Zacznij się zachowywać jak facet, bo obecnie na pewno się tak nie zachowujesz. Oddałeś pannie ster, jak sam dobrze napisałeś: "Wydawało mi się, że jak raz odpuszczę, nie powiem co mi się nie podoba to nic się nie stanie. Raz przerodził się w codzienność. Niestety." - wnioski wyciągać potrafisz.
Panna prowadzi związek i niestety zmierza to powoli na góry lodowe, a ty jesteś w toksycznej relacji. Związek ma dodawać dodatkowych sił, ma być partnerstwem, a nie kulą u nogi, która ciągnie cię w przepaść. Poważnie się zastanów, czy to nie tutaj leży przyczyna twoich problemów, zastanów się czy to panna z którą chcesz spędzić resztę życia (strzelam, że nie chcesz, a zakładając jej pierścionek na palec skażesz się na wieczne nieszczęście, problem leży w przywiązaniu, kilka lat robi swoje).
"Łapię się na tym, że budzę się rano i myślę, czy będzie dzisiaj zadowolona z tego co dzisiaj będziemy robić, czy będzie miała dobry humor, czy jak to bywa już prawie codziennie coś jej nie pasuje "
To nie jest zdrowa relacja, wyobraź sobie co się zacznie dziać po ślubie jak już teraz panna ma takie humorki.
Na początku była sielanka, tak jest zawsze, potem nadchodzi prawdziwa próba, być może teraz panna pokazuje swoje prawdziwe oblicze, być może twoje błędy miały na to wpływ, kij w to.
"Chcę nadal być z tą kobietą bo ją kocham, lecz na takich warunkach jak na początku - po prostu bez zmartwień o głupie sprawy."
Coż fajnie, ale to może być już niemożliwe. W życiu nie jest tak, jakbyśmy chcieli żeby było. Czasami zmiany są potrzebne, żeby odżyć i złapać wiatr w żagle
PS. Twój temat z października 2015 - http://www.podrywaj.org/forum/ja...
Mamy połowę lipca 2016. Poważnie, poważnie się zastanów, zobacz ile czasu minęło i jak niewiele się zmieniło. Ty próbujesz, chcesz ale panna jakby miała to gdzieś nie sądzisz? Jeśli chcesz mojej rady, ja bym to zakończył, szkoda życia, a jest krótkie.
-----------------------------------------------------------
Wiem o tym, bo Tyler o tym wie.
Dzięki Ci za dobre słowa.
Racja post z października 2015 roku.
"Mamy połowę lipca 2016. Poważnie, poważnie się zastanów, zobacz ile czasu minęło i jak niewiele się zmieniło. Ty próbujesz, chcesz ale panna jakby miała to gdzieś nie sądzisz? Jeśli chcesz mojej rady, ja bym to zakończył, szkoda życia, a jest krótkie."
Prawda, niby próbuję. Niby coś robię ale tylko na niby. Nie mam już pomysłów. Nawet moja kobieta mi ostatnio powiedziała, że stanąłem w miejscu i relacja też stanęła i powinniśmy ją trochę rozruszać. Mówi mi, że mało robię, chociaż Ty napisałeś że ja próbuje. Kogo słuchać ? Wiadomo w większości moja wina, lecz jej też.
Pozdrawiam
Ty znasz sytuację najlepiej, my mamy jedynie zarys. Jeżeli to ma działać w dwie strony, że oboje chcecie coś zmienić, naprawić to ma to sens, jeżeli tylko ty to nie.
Być może wkradła się rutyna, robicie coś razem w ogóle? Przypomnij sobie jak to wyglądało na początku, co robiliście, czy był większy rozmach w tej relacji. Być może ty widzisz problem, opisujesz to na forum ale sam niewiele robisz żeby coś się zmieniło.
Wina w większości sytuacji leży po środku. Pamiętaj kto ma jaja bo tego tu ewidentnie brakuje.
-----------------------------------------------------------
Wiem o tym, bo Tyler o tym wie.
Nie robimy nic razem. Kiedyś chodziliśmy razem na siłownie. Trwało to kilka miesięcy. Na początku była bardzo podekscytowana. Pomagałem jej w diecie, w ćwiczeniach i widziała efekty. Jednak później zeszło z niej powietrze i zostałem sam. Z resztą było więcej fochów na tej siłowni ze względu na jej charakter, więc dobrze że się tak stało.
Stary !!! Mgr inż budownictwa i pojechałeś do Holandii!?
Im dłużej będziesz zwlekał z podjęciem pracy tym gorzej dla Ciebie...trzeba odpracować z rok zanim zaczniesz zarabiać lepiej niż pani na kasie, a zwlekasz z podjęciem pracy na jesień/zimę gdzie jest zastój.
Po studiach wszyscy zaczynają pracę i co lepsi wyłapują najlepsze firmy, a Ty będziesz się bujał w Holandii.
Jestem po podobnym kierunku, pracuję w budownictwie i każdy po studiach ma jakiś zarys wiedzy, ale dopiero jak zaczniesz pracować to zobaczysz że długa droga przed Tobą. Nie pękaj , wszyscy startują z tego samego pułapu i każdy musi trochę popracować aby nabrać ogłady. Twoi przełożeni też tak zaczynali i na pewno zrozumieją i nawet pomogą, nauczą czegoś.
Masz dobre przekonanie aby nie zajmować się zaręczynami dopóki nie wiesz co Cię czeka. Laska tym bardziej powinna się ogarnąć że to Ty decydujesz z kim chcesz spędzić resztę życia i jej chujowe zachowanie w niczym nie pomoże. Zdobądź pracę i w tedy rozmyślaj co dalej.
Potrzeba gotówki zmusiła mnie niestety do wyjazdu na kilka miesięcy za granicę. Nie miałem innego wyjścia.
Ona Cię zmusiła? Trochę dziwne,że ktoś decyduje za Ciebie o Twoim życiu. Weź je za pysk i do przodu . Dasz radę!
Powodzenia i pozdrawiam
24 wiosenek, 4 lata związku, czyli pierwszy "poważny" - wiesz synek co Ci powiem - na samym początku założyłeś że to jest "to", takie na całe życie i jeden dzień dłużej... i to był ten grzech pierworodny jaki popełniłeś, panienka raczej twardo po ziemi stąpa i traktuje to realistycznie a nie idealistycznie - reszta jest pochodną... głupio pisać, ale nie dałbym głowy, że ktoś inny na widnokręgu się nie pląta/plątał, panienka nie jest zbytnio "przekonana" do Ciebie - Kolego, chuja z tego będzie i ani się obejrzysz jak czołem jebniesz w mur, odwieczny mur - wybacz misiu, ale nie pasujemy do siebie, zostańmy przyjaciółmi, zawsze będę Cię miło wspominać... i takie tam bajki z mchu i paproci...
Kolego wciaz powtarzasz, ze jestes z tym sam. I uswiadom sobie, ze tak musi byc. Masz byc sam bo jestes facetem. Nie chodzi mi o to, ze masz unikac zwiazkow jak ognia. Chcesz to sie wiaz nawet na wieki. To naprawde niewazne. Najwazniejsze jest to zebys zamiast szukac odpowiedzi przestal zadawac pytania. Kazde pytanie ma za soba odpowiedz, ktora rodzi tylko kolejne pytania a to bledne kolo. Po sobie wiem, ze szukanie rozwiazania problemu powoduje tylko zbedne emocje. A klopoty, rozterki czy doly psychiczne musisz rozwiazywac sam. I przedewszystkim wbij sobie do glowy, ze MUSISZ DAC RADE SAM CHOCBY SIE WALILO I PALILO. mowiac wciaz, ze jestes z tym sam moim zdaniem usilnie oczekujesz, az ktos za ciebie zycie przezyje, a to tylko cie zdoluje. Jestes sam i masz byc sam, a dziewczyna, przyjaciele, rodzina czy wrogowie maja stac sie dodatkiem do ciebie. Jak bedziesz wiedzial, ze musisz ze wszystkim radzic sobie sam i to zaakceptujesz to zobaczysz jak duzo sie zmieni.
gdy to ona się zastanawia-wygrales
gdy ty...zaopatrz się w apap bo pewnie będzie ja glowa bolec
Nie brzmisz jak szczęśliwy facet i zapewne tak nie jest. Ten związek Cię dobija, chcesz go ratować - w imię czego? "Bo już jesteśmy razem 4 lata" to nie jest argument. Chcesz, żeby znowu tak było jak na początku? A no nie da się, jak już raz oddasz ster, to każda próba jego przejęcia z powrotem będzie odbierana jako atak.
Poczytaj co nieco: Rational Male, Rational Male - Preventive Medicine (Rollo Tomassi) może nawet No More Mr Nice Guy (Robert Glover). Dałeś sobie wejść na głowę, oddałeś jej jaja na tacy i nie ma nic dziwnego, że ona teraz z tego korzysta. A jednocześnie straciła szacunek. I słusznie - przecież Ty się jej boisz!
"Chcę nadal być z tą kobietą bo ją kocham". Bo? Tyle szczęścia Ci obecnie daje? Czy masz ochotę na kolejne kilka(naście) lat takiej walki i pomiatania Tobą? Czy po prostu nie wyobrażasz sobie, że z nową dziewczyną możesz mieć o wiele lepiej? Bo możesz. Kobiet na świecie są setki milionów, na pewno jest mnóstwo lepszych od tej którą już znasz.
Przestań patrzeć w przeszłość, zacznij wyobrażać sobie przyszłość. Za rok, za dwa, za pięć. Gdzie jesteś? Co robisz? Czy ona jest obok i dalej Ci działa na nerwy? Jeśli nie - zacznij realizować te wizje z przyszłości już dziś.
"przecież Ty się jej boisz!" Nie jej ale jej reakcji. Ale tak? Przyznaje Ci pełna racje.
"przecież Ty się jej boisz!" Nie jej ale jej reakcji. Ale tak? Przyznaje Ci pełna racje.
1 rok w porządku, 3 to chujnia. Panna się zmieni... jak się ją zmieni.
Podpisuje się pod słowami kolegi GENa. Zakończenie typu "żyli długo i szczęśliwie" to raczej nie w tej bajce
Z pewnymi rzeczami powinno się postępować jak z chwastem... jak nie wytniesz go za wczasu, zniszczy Ci cały ogródek
"Piękne kobiety nie są dla ludzi leniwych" Gracjan
Autorze.
Mi się wydaje że zaczyna się u Ciebie bardzo fajny okres w twoim życiu, czy na pewno warto ciągnąc za sobą laskę przez którą nie jesteś szczęśliwy. Pierwsza poważna praca, samodzielnie mieszkanie, masa różnych przeżyć doświadczeń, na pewno chcesz sobie tego zabraniać, Ja np. bardzo dobrze wspominam takie wejście w dorosłość, masa fajnych historii, świetni ludzie jakich poznałem.Oceń realne szanse przetrwania tej waszej relacji, bez oszukiwania siebie i podejmij jakąś decyzje.
CO by nie było, ja bym proponował spróbować bez niej, wiem że to może nie ładnie i tak dalej, ale problemy i tak już jakieś macie, inaczej byś tu nie siedział, pomyśl, zastanów się czy jest CI fajnie jak jest, jak tak to ok, jak nie to chyba wiadomo.
Ps. nie wiem o co ci chodzi z pracą, chyba faktycznie jesteś trochę nie pewny swojej wartości. Odnajdziesz się w pracy, nie martw nic, przywykniesz wejdziesz w rytm. Serio martw się tym co może Cię ominąć a nie wymyślaniem problemów na zaś.
Jeżeli chcesz wzmocnić swoje poczucie wartości, powinieneś zacząć od wyeliminowania ludzi którzy Ci ja zaniżają, nawet jeżeli jedna z takich osób to twoja obecna dziewczyna.
Pozdrawiam
Dzieki Panowie za tyle odpowiedzi, za tyle rożnych spojrzeń. Nie spodziewałem sie. Chce usiąść z nią, ostatni raz, powiedzieć wszystko co mi nie pasuje, co musi zmienić zeby ta relacja miała szanse bytu, jeśli zareaguje zle, zdarzy sie cos czego ja nie zaakceptuje, to zakończę to. Panowie nie potrafię tego inaczej zrobic (czyt. Zakończyć od razu ). Chce dać szanse. Chce postawić ultimatum (jeżeli powróci do swojego zachowania to koniec ).
Ciężkie jest to, ze pracujemy razem, ze w razie niepowodzeń ciagle sie mijamy i widzimy.
Jeszcze się taki nie narodził, co by rozmową z kobietą coś załatwił. A przynajmniej o takim nie słyszałem. Idę o zakład, że nawet jeśli coś Ci obieca, to i tak zapomni o tym po góra dwóch miesiącach (a pewnie po dwóch tygodniach, jak nie dwóch dniach).
Nie jesteś w pozycji do stawiania ultimatum, bo nie masz żadnego argumentu. Ona wie, że nie odejdziesz (a nawet jeśli, to płakać nie będzie); wie, że się jej boisz (więc zawsze może odstawić szopkę i ze strachu skończysz rozmowę); wie, że nie masz innych opcji poza nią (więc może będzie seks na zgodę i znów będziesz złapany na haczyk).
Bo tak serio - co masz jej teraz do zaoferowania? Powiesz jej "albo będzie po mojemu, albo..." - no właśnie? Albo co?
"Bo tak serio - co masz jej teraz do zaoferowania? Powiesz jej "albo będzie po mojemu, albo..." - no właśnie? Albo co?"
Albo odejdę. Mówi, ze mnie kocha, ze czeka na zaręczyny. Wiec to powinien byc argument, jesli nie to sprawa chyba sama sie rozwiąże. Dostane prosta odpowiedz. Czyż nie ?
Jeśli nawet po dwóch miesiącach, tygodniach, dniach wróci do swojego zachowania rownież odejdę. Zrobię tak jak ustalilem.
Czy jednak sie mylę ? tddaygame, szukam po prostu rozwiązania, po którym nie bede miał tego związku i tych kilku lat na sumieniu, ze jednak sie przekonałem, ze to nie mogło przetrwać.
mrsnoofie, o zareczynach nie ma mowy dopóki nie wyjdę na prosta w sensie finansowym, mieszkaniowym i karierowym. Po drugie zaręczyny odwlekam rownież ze względu na stan relacji, w której ja czuje ze nie idzie w dobrym kierunku.
Ona zbiera na studia dzienne , ostatni rok na licencjacie.
Owszem ja nie mam z kim mieszkać, ale nie potrzebuje rownież nikogo do mieszkania ze mną. Myślałem o wyjeździe do większego miasta, zakwaterowaniu i znalezieniu pracy.
Nasza przyszłość:
Ja inne miasto- praca. Ona inne miasto-studia. Spotkania ewentualnie w weekendy.
Zdaje sobie z tego sprawę. Bo tak to właśnie wyglada, ze jak niewiele sie widzimy ton jest w porządku.
Wspólne mieszkanie nie było wymarzone, jednak ona sadziła cos innego, tak jakbyśmy żyli w dwóch rożnych światach, moze ona uważa ze tak powinno byc ? Ehhh..
Nie pocieszyles mnie haha.. Ale dzieki za Twoje zdanie.
"Bo tak serio - co masz jej teraz do zaoferowania? Powiesz jej "albo będzie po mojemu, albo..." - no właśnie? Albo co?"
Albo będzie po mojemu, albo... odchodzę i ta szóstka którą trafiłem w lotto, odchodzi razem ze mną. > machasz jej kuponem przed nosem <
-----------------------------------------------------------
Wiem o tym, bo Tyler o tym wie.
E tam że mówi, z takim gachem u boku może mówić co chce. Takie pitolenie bez pokrycia, założę się że im bliżej byś był zrealizowania jej "marzeń", tym większa agresja z jej strony, sabotowanie związku, aż oznajmi że nie jest pewna bo ty... coś tam z dupy wzięte. Wydaje mi się że zmiany dzięki tej rozmowie będą czysto teoretyczne i tylko w trakcie rozmowy. Uważam że od skończenia waszej rozmowy, skończy się również jej dobra wola.
I to tylko przy założeniu że w ogóle wykaże się dobra wolą. Jeżeli tak to na pewno da Ci ostro popalić tak szybko jak wyjdzie z szoku :]. Jako karę za podskakiwanie, jeżeli nie jesteś gotów zwiać od niej w nieznane, to szykujesz na siebie bata. Nie mniej myślę ze czeka Cię ostra awantura, dla tego śmieszy mnie trochę zamysł poważnej dorosłej rozmowy, wyjaśnienia i inne pierdoły, to tylko twoje wizja. Pewnie się zdziwisz, a może i uśmiejesz z twoich zamysłów z konfrontowanych z rzeczywistością.
Nie lepiej jej oznajmić, porobi jazdy i zaraz znajdzie innego, na pewno się dowiesz.
Nie mniej, jestem ciekaw jak Ci pójdzie.
Ps. odnośnie tych zaręczyn, skoro autor postu widzi jakiś problem w ich relacji to ona na pewno również, wątpię by spodziewała się zaręczyn w obecnej sytuacji, po prostu jest to coś o co może do bólu się przypierdalać i też to robi. Możliwe jednak że chce takiej deklaracji, tylko po to by nie być pewna, zrodzą się nowe wymagania wobec twórcy tego tematu że powinien zmienić swoje zachowanie itp generalnie gwóźdź do trumny tego zywiązku. Chociaż różnie może być pewności nie ma, tak tylko wyrażam swoją opinię.
Powodzenia
Pozdrawiam