Cześć.
Najlepiej zacznę od początku. Kiedy jest się dzieckiem, najważniejszymi osobami w życiu są rodzice, to oni okazując dziecku uczucia, uczą go odczuwać i okazywać emocje, jak z nauką mówienia, chodzenia, tak samo jest z uczuciami. Problem jest w tym, że ja urodziłem się jako ostatni, byłem wypadkiem, nie planowanym dzieckiem. I moja matka, praktycznie wychowywała mnie sama, ojciec pracował, a rodzeństwo miało mnie w dupie (ponad 11 lat różnicy). Wszystko mogło by być spoko, gdyby nie to, że matka traktowała mnie jak bym był jej karą. Nie pamiętam żebym kiedyś rozmawiał z moją matką, ojcem lub kim kolwiek z rodzeństwa. Dzieciństwo to praktycznie jedna wielka cisza. Z okresu młodzieńczego pamiętam tylko jak rodzice się kłócili, albo jak od któregoś z nich zebrałem w twarz, głównie od matki XD Nigdy nikt mnie nie pochwalił, nie powiedział brawo, postarałeś się, nic. Tylko za złe rzeczy byłem karany i moje błędy były mi wypominane. Teraz kiedy popełnię jakiś błąd, zrobię coś źle, nie uda mi się coś to sam się tym katuję, ostatnio już co raz mniej, bo nikt nie liczy moich porażek, ale czasem jeszcze mi się zdarzy.
W pamięci utkwiła mi sytuacja, kiedy jako dziecko powiedziałem mamie, że ją kocham (widziałem w filmach i tak zrobiłem, liczyłem chyba na to samo z jej strony hahaha) a ona tylko spojrzała na mnie chłodno i sobie poszła bez słowa. I problem jest w tym, że przez to wszystko nie potrafię okazać uczuć, właściwie to tak jak bym ich nie miał. Kiedy poznaję dziewczynę, to jest fajnie, dużo śmiechu, szybko potrafię zbudować super relacje, ale kiedy dzieje się coś nie tak, nawet mała kłótnia to nie potrafię sobie poradzić, od razu myślę, że to moja wina i wszystko zepsułem, i wtedy na prawdę zaczynam wszystko psuć. Wczoraj rozmawiałem z dziewczyną i ona mi powiedziała że znalazła trupa a ja jej powiedziałem, że trup jak trup, i zacząłem jej mówić dlaczego podczas ostatniej kłótni się źle zachowałem. Chciałem tamto naprawić, a zepsułem to. Wiem, że moje problemy są związane z moim życiem, bo praktycznie przez 20 lat nie wiele się zmieniło. Nie umiem sobie z tym poradzić, potrafię to ukryć do pewnego momentu, niestety to zawsze wypłynie, nie chcę każdej dziewczynie opowiadać, o tym jak wyglądało moje życie, chociaż muszę przyznać, że czasem chciałbym dostać trochę zrozumienia. Już mnie męczy to, że z żadną dziewczyną mi nie wychodzi, i to głównie z mojej winy, może ktoś z was doradzi mi coś sensownego?
Przeczytaj sobie Przebudzenie Anthonego De Mello
Jak się nie wie, czego się chce, to się ma, czego się nie chce.
Egoizmem jest wymaganie od innych, by żyli życiem, które akurat tobie wydaje się najwłaściwsze. To jest egoizm. Żyć swoim życiem nie jest egoizmem.
Tej odpowiedzi się bałem
Bo problem masz troche wykraczający poza kompetencje forum. Owszem wielu z nas tutaj ma pojecie o psychologii, treningu personalnym, rozwoju itp ale Twoj problem musi ruszyć ktoś co sie na tym zna od innej strony.
Chodzisz do liceum technikum czy na studia? W kazdym z tych miejsc jest psycholog gdzie poradzisz sie co i jak. Potem przemyśl i zrób wnioski i do działania
Ja nieraz poradziłem sie nieznanej osoby na ulicy i mozna trafic na kogoś kumatego. Nieraz pomogą
Takie mamy społeczeństwo bym rzekł. Nie jesteś jedyny. Niekoniecznie winą musi być to, że matka Cię lała, choć mogło to mieć wpływ. Jest sporo osób, które czuły się porzucone, przez robiących kariery mamusie i tatusiów. Ich tak samo nie nauczono, jak to jest być blisko z drugim człowiekiem. Mogę powiedzieć, że przez to że miałeś takich starych masz łatwiej, o tyle - że Twoi odrzucali Cię wprost. Niektórzy kręcą się w kółeczku, jak zaszufladkować swoich starych. Czy mieć żal, czy im współczuć, czy ich nienawidzić. Ty kładziesz lachę na matkę i ojca - masz o tyle z głowy. Przeczytaj "porozumienie bez przemocy" Rosenberga. Nauczysz się nazywać uczucia, odróżniać je od myśli. Spostrzegać swoje potrzeby i je wyrażać.
_____________________________________________________________
Osoba, która wiecznie mówi „tak”, nieustannie pomija osobiste potrzeby i powoli buduje w sobie ogromny gniew.
Kurcze, Marso, może nie potrzebuje zrozumienia, może też nie potrzebuję motywacyjnego kopa, motywuję się sam
Był taki czas, że co weekend byłem pijany, bardziej, ostro najebany, może chciałem zwrócić uwagę rodziców, nie wiem, ale doszedłem do wniosku, że ludzie mogą na mnie patrzeć z politowaniem albo z szacunkiem i podziwem, więc wziąłem się za siebie, zacząłem podrywać, nabrałem pewności siebie, wiem, że podobam się dziewczynom, ale zawsze natrafiam na mur którego nie potrafię pokonać, tu jest problem 
Żaden ze mnie ekspert, ale moim zdaniem jak na takie warunki radzisz sobie naprawdę rewelacyjnie: masz bardzo wysoką świadomość tego, co było nie tak, pracujesz nad sobą (kiedy popełniasz błąd, starasz się go naprawić).
Wiem, że nie to chcesz usłyszeć, ale naprawdę sobie radzisz. Bo życie i rozwój właśnie na tym polega, że niestety nie wszyscy rodzimy się piękni, zamożni, w kochających rodzinach, z wieloma perspektywami na przyszłość. Przeważnie jednak coś trzeba w sobie poprawić i pozmieniać, żeby było lepiej.
Jak to mówią: droga rozwoju nigdy się nie kończy, w dodatku jest kręta i dość wyboista. Ale Ty już na niej jesteś i za to masz mój naprawdę duży podziw.
Tak od siebie, to radzę Ci tylko jedno:
niezależnie od tego, czy pójdziesz do psychiatry, psychologa czy psychoterapeuty (bo naprawdę warto, jeśli czujesz, że problem Cię przerasta), to nawiązuj przyjaźnie. Przelotne znajomości. Koleżeństwa. Ogólnie, chu... tam z dziewczynami, bo to sobie prędzej czy później wypracujesz metodą prób i błędów, jak każdy. Ale naprawdę ważne, żebyś ogólnie poznawał ludzi, lubił ich, otaczał się nimi. Nie musisz od razu zdobywać przyjaźni na całe życie, ale warto, naprawdę warto być wśród ludzi i czerpać z tego frajdę.
Moim zdaniem to Ci da tryliard razy więcej niż cokolwiek innego: pewność siebie, otworzenie się na innych, zobaczenie, że naprawdę jesteś lubiany i akceptowany, doświadczenie wspólnych radości, smutków, najrozmaitszych emocji i odczuć.
Moim zdaniem to jest absolutnie najważniejsze dla Ciebie, dla każdego. Związki to kwestia wtórna, że tak powiem.
Dzięki, nie ma rzeczy które chciał bym usłyszeć, wszystko jest ważne
Sytuacja jest taka, że kiedy jestem między ludźmi to nie mam problemu z nowymi znajomościami, podrywem, że tak powiem mam flow XD To, że głównie jestem zamknięty w sobie, wykorzystałem na swoją korzyść, laski zaraz myślą, że jestem tajemniczy, gram tym co mam, podobno przypominam Edwarda ze zmierzchu, więc mam kolejny plus XD Tylko nie potrafię przebić się później i ranię dziewczyny swoim chłodem ;/ Chyba, że nie będę się bawił w związek, tylko wykorzystam to co mam i będę podrywał, dla seksu, przygody, nowych doświadczeń XD
Tym sposobem chyba znalazłem wyjście z sytuacji hahaha XD
Sam to ogarnąłeś z kobietkami
super
Terapia dobra rzecz. Ja chodze i bardzo mi to pomaga, wiec polecam
Z kolei sam mam problem z utrzymaniem tajemniczości z początku
Ale jakbyś tak dał sobie pomóc specjaliście to na pewno z czasem pojawi się w Tobie duzo miłości, którą bedziesz mógł spokojnie dać innym..
Naprawdę doceniam, że dużo spraw Tobie jednak wychodzi!
Trzymaj się stary.
--U got no reez to complain--
Dzięki, unikanie problemu to nie rozwiązanie, pewnie będę musiał pojechać, chociaż muszę przyznać, że nie chcę
Przynajmniej spróbujesz. Na siłę tam też nie ma sensu być. To ma Tobie pomóc i tyle
--U got no reez to complain--
Psychologowie twierdzą, że dobrzy rodzice to źli rodzice.
Dlaczego?
Bo do prawidłowego rozwoju osobowości człowieka potrzebne są nie tylko dobre, ale i złe doświadczenia: smutek, cierpienie, żal.
Od razu wyłowiłem, że masz wysoką zdolność percepcji otaczającego cię świata i relacji z kobietami.
Paradoksalnie, swoją wrażliwość zawdzięczasz "złym rodzicom".
Jeśli chodzi o problemy z okazywaniem uczuć to wynika to z lęku przed odtrąceniem, ale myślę, że tak inteligentna emocjonalnie osoba jak Ty, powinna z tym sobie poradzić.