Cześć wszystkim od razu zaznaczam, że mogę pisać trochę chaotycznie ale taka moja natura.
Od momentu napisania ostatniego tematu spędziłem trochę czasu na tej stronie i przestudiowałem część poradników i blogów co mnie jeszcze bardziej zmotywowało do działania.
Dzięki temu znalazłem główną przyczynę (tak sądzę) moich problemów, mianowicie mój brak zaufania do innych. Ciężko mi się otworzyć przed kimkolwiek i potrzebuję bardzo dużo czasu aby się „otworzyć”. W stosunku do nowo poznanej osoby jestem mrukiem, jeśli tak to można nazwać. Na początku mam wyimaginowany mur i ciężko mi przez niego przebić, a co dopiero nowo poznanej osobie (pod warunkiem, że nie straci zainteresowania lub po prostu powie, że ma dość).
Czy są jakieś sprawdzone sposoby na to aby przełamać się i otworzyć na ludzi ?
Czy jest to w jakimś stopniu połączone ze strefą komfortu?
Co do strefy komfortu zauważyłem, że sama zmiana nastawienia z neg- na pozytywne daje bardzo dużo i 90% barier znika. Co prawda dopiero raczkuje jeśli o to chodzi ale sam na sobie to zauważyłem i dostałem pozytywnego kopniaka.
Czyli wciąż jest to o co siebie podejrzewam

Z jednej strony mam bardzo duży dystans do siebie ale jeszcze nie do końca sobie poukładałem wsio w głowie (cały czas się staram!), co do obawy przed oceną mojej osoby miałem problem z akceptacją swego wyglądu ale się poprawiłem. Po prostu zadziałałem w dobrym kierunku i zacząłem się przeobrażać w coś a'la homo sapiens
Co do gier to ograniczyłem je do minimum, czasami zagram jak kumple baaardzo męczą bułę

Ale tak, to jest jedna mapa (taki urok tej gry).
Chociaż pamiętam jak byłem małym grzdylem i ojciec X lat temu grał w Diablo I, a ja siedziałem koło niego i zapatrzony w monitor czekałem co będzie dalej, nowa lokacja i generalnie coś nowego. Ot moje wspomnienia
Oczywiście, że skumałem. Chodzi o ten dreszczyk i fascynację drugą osobą podczas poznawania ale bez żadnego udawania tylko o rzeczywiste odczucia