Spotykam się z dziewczyną, która jest po 4 letnim związku, sama odeszła, 3 miesiac sama. Na poczatku zapewniała, że ex to historia, że nic do niego nie czuje, że tam próbował prosić o szanse ale go olała.. no i pojawiłem się ja. Do rzeczy: poczatki fajne : sex, fajnie spedzalismy czas i było słodko, z czasem coraz częściej zaczeła śpiewke " nie chce zwiazku, chce korzystać z życia, za szybko to sie dzieje, jestem przytłoczona" ja nie wspominałem , że chce z nia zwiazku, bo mi odpowiadało jak jest i tez to jej mówiłem, że czas pokaże co bedzie. Jednak czasem ma jakieś wybuchy..gdzie z tym wyskakuje, potem jest drętwo.. dopiero na spotkaniach ok. ALe teraz nagle ma dużo pracy, dawno się nie widział z tą i tamta i zmieniła ton wobec mnie (oschła , chłodna).
Wprowadziła mnie w swoje środowisko i teraz czuje się przytłoczona? Bo każdy myśli , że jesteśmy razem.. Inni się pytają o jej ex, a ona mówi ze juz nie sa razem .. pare razy byłem świadkiem takiej rozmowy, przez tel zazwyczaj.
Na początku nie zwracałem na to uwagi i robiłem swoje, sex i się nie nudzilismy, ale już mnie to wkur..ia co jakis czas ta gadka.
Pozatym nie jestem jakiś "zły" żeby odrazu zakładać ze nie chce zwiazku.Myślę, żeby dać sobie spokój z nią i nie tracić czasu.
Dać sobie spokój czy w tym siezieć?