Witam, jestem z dziewczyną lat 20 HB8 od marca. Wszystko było w porządku, może z 1,5 miesiąca temu coś zaczeło sie psuć. W tygodniu pracuję i studiuję, a w weekendy mam wolne, więc czasem wychodziliśmy ze znajomymi do miasta, a czasem wpadali do mnie wypić piwo, spalić skręta, ogólnie pogadać i się wyluzować. Moja dziewczyna nie była nigdy przewodnikiem w towarzystwie, ale odnajdywała się, gadała ze wszystkimi, czasem zapaliła, było normalnie. Ale od pewnego czasu jej nastawienie się zmieniło, raz przyjechała posiedziała 30 min nic się nie odzywając, a potem obrażona powiedziała mi że jedzie do domu. Przyjechała, zrobiłą scene i pojechała. Próbowałem z nią porozmawiać, ale to jest jak rozmowa ze ścianą która odpowiada pojedynczymi zdaniami, mówiła "No bo palicie cały czas" co jest bzdurą bo robimy to tylko w weekendy i nie ma wśród nas zjaranych zombie, nie potrafiła powiedzieć co jej nagle zaczęło przeszkadzać, a na pytanie dlaczego w takim razie się nawet nie odzywa odpowiedziała "Bo to wy ze mną nie gadacie" jakby było jej potrzebne specjalne zaproszenie. Generalnie wszelkie poważniejsze rozmowy są bardzo trudne bo są prowadzone na takiej samej zasadzie jak w powyższym przykładzie, a skutek jest w zasadzie żaden i cały czas czuje jakbym się odbijał od ściany która mówi zdaniami pojedynczymi. W czasie poważniejszych rozmów pytam czemu nic nie mówi na co dostaje odpowiedź "Bo ty krzyczysz na mnie" i nadal martwa cisza. Dziewczyna nie potrafi normalnie porozmawiać tylko kryję się za swoim fochem i zdaje się liczy na to że wszystko załatwi się samo.
Teraz kilka słów o niej samej, jest jedynaczką, ma bardzo dziewczęcą i niewinną naturę, robi wrażenie nieco głupiutkiej, używa dużo zdrobnień. Bardzo ciężko porozmawiac z nią o czymś poważnym, rozmowy o urozmaiceniach w łózku też są niemalże niemożliwe bo jest na nie zamknięta. Dodatkowo tkwi w jakiejś patologicznej relacji ze swoją najlepszą przyjaciółką (Grubą i wkurwiającą laską, wtykającą nos w nie swoje sprawy) którą zna w zasadzie całe życie. Problemem koleżanki jest to że nudzi się w swoim życiu, więc wpierdala się w jej życie i próbuje dowiadywać się wszystkiego na każdym kroku, co rusz jest jakiś telefon, wiadomości (taki stan rzeczy utrzymuje się w zasadzie od zawsze). Dodatkowo koleżanka reprezentuje sobą naprawdę ubóstwo intelektualne i brak ambicji (ulubiona rozrywka to najebanie na miescie), jest typowym rozpieszczonym dzieciakiem z dzianego domu. Nie ma zielonego pojęcia o rzeczywistości i tym co się dzieje na świecie, jest typowym lemingiem i głupią dupą typu "Nie wiem, ale się wypowiem". Niestety jest przewodniczką tego stada, dominuje i swoją nijakością zaraża kontrolowane przez siebie koleżanki. Efektem jest to że charakter mojej dziewczyny jest bardzo słaby, nie widzę w niej życiowej ambicji, ma bardzo mało wiary w siebie, w towarzystwie ma problem żeby się odezwać, bo zawsze odzywa się za nią jej przyjaciółka. Próbowałem z nią o tym porozmawiać i przyznała mi rację że rzeczywiście jest pod jej kontrolą, ale tak było od zawsze i jej to nie przeszkadza. Sytuacji tej nie zmienił nawet fakt że podczas poprzedniego związku mojej laski, jej przyjaciółka jebała się z jej facetem za jej plecami. Dowiedziała się o tym półtora roku po fakcie, już po zerwaniu ze swoim byłym. Kiedy z nią o tym rozmawiałem, pytałem jak zareagowała, powiedziała że po takim czasie to już nie było się o co wkurwiać i było jej tylko przykro i nic z tym nie zrobiła. Dodatkowo jestem przekonany że ta suka maczała palce w ostatniej zmianie zachowań mojej dziewczyny, bo od dawna wiem że jej stosunek do palenia jest negatywny więc pewnie zamiksowała jej w głowie, oczywiście jest to tylko jej widzimisie bo nie ma żadnego pojęcia w tym temacie (tak samo jak w żadnym innym).
W ostatniej rozmowie ze swoją dziewczyną powiedziałem o kilku rzeczach które chciałbym zmienić, żeby była przede mna bardziej otwarta, odważna, nie uciekała przed trudnymi rozmowami i nie próbowała załatwiać problemów fochem bo nie tędy droga. Wszedłem też na temat koleżanki i jej destrukcyjnego wpływu, ale unikała tej rozmowy. Chciałbym żeby nabrała trochę więcej charakteru, wyrobiła sobie swoje zdanie na różne tematy i była bardziej asertywna, chciałbym czuć że ona też jest na swój sposób silna, bo narazie tego nie widzę, a na nijakość i głupotę dyktowaną przez jej przyjaciółkę się po prostu nie zgadzam. Jestem w kropce bo obecny stan rzeczy mi nie odpowiada, ona ma wszelkie predyspozycje do tego żeby zmienić się na lepsze i wyrwać spod tego klosza, nie wiem tylko jak tą przemianę zapoczątkować. Wiem także że jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie to dłużej nie dam rady w tym trwać i będę zmuszony to zakończyć, chociaż narazie mam nadzieje ze nie będzie to konieczne. Jeśli ktoś zetknął się z takim typem dziewczyny, albo ma dla mnie jakieś porady, to chętnie ich wysłucham.
"Efektem jest to że charakter mojej dziewczyny jest bardzo słaby, nie widzę w niej życiowej ambicji, ma bardzo mało wiary w siebie, w towarzystwie ma problem żeby się odezwać"
Ona taka po prostu jest.
Taki ma charakter (swój własny, bo akurat charakteru nie da się komuś narzucić).
Jest chyba mało rozgarnięta, skoro nie zauważa kreciej roboty, którą robi jej ta "przyjaciółka" (zazdrosna zapewne o urodę etc...).
Zresztą sam to podkreślasz (że gejzer intelektualny to to nie jest) pisząc: "jestem z dziewczyną lat 20 HB8 od marca". - czyli skupiając się na początku wyłącznie na walorach wizualnych. Albo tu: "robi wrażenie nieco głupiutkiej, używa dużo zdrobnień. Bardzo ciężko porozmawiac z nią o czymś poważnym"
Konkluzja: z gówna bicza nie ukręcisz. I ani Twoja panna nie zacznie nagle błyskać intelektem, tak samo jak jej "przyjaciółka" nie stanie się nagle i samoistnie HB8 czy 9. Choć co do tego drugiego przypadku, i tak wydaje się możliwszy do realizacji (dieta, chirurg, wizażysta).
IMHO - poszukałabym HB8 z trzycyfrowym parametrem IQ. Są takie. I wcale nie należą do rzadkości.
ps. zioło... jestem na nie (ale to Twój wybór).
zgadzam się na milion sposobów
perfekcyjna analiza
oczywiście ... tak, tak
daje plusika !
they hate us cause they ain't us
Podlizujemy się, podlizujemy!
"Jeden odważny zawsze stanowi większość" ~najodważniejszy człowiek na świecie
Mój ostatni związek wyglądał podobnie i dopiero jak zakończyliśmy ten związek dostałem linka do tego forum to zrozumiałem co mnie przez te 2,5 roku ominęło;p "Tego kwiatu jest pół światu" Wiec nie patrz na nią, nie ta to lepsza:).
Nie ma co zmieniać ludzi na siłę bo to nigdy nie wprowadza dobrych emocji.
Moja rada: nie ma co tego ciągnąć! Będziesz się tylko męczył przy niej, a zapewne ona przy tobie.
Powodzenia:)
Byłem w podobnej sytuacji w ostatnim związku - choć dziewczyna raczej była inteligentna i "z jajami" nawet w porównaniu do tych wszystkich lalek. Miała grubą, wredną koleżankę, która po prostu mnie nienawidziła, i choć moja była to laska raczej wiedząca co i jak i nie dająca sobie wleźć na głowę, tak grubej się to udało - do czasu, kiedy poszliśmy pić na miasteczku studenckim większą grupą. Była akurat zajmowała się rozmową z kim innym niż gruba, ta nie mogła ścierpieć chwilowego braku adoracji i przypaliła moją papierosem.
Chociaż w sumie z tym "do czasu" to też nie jestem zbyt pewien, nie zerwały kontaktu, była się nie postawiła zbyt stanowczo, i z tego co mi wiadomo, a nie wiadomo mi zbyt dużo, to dalej się kumplują.
Widzisz, problem w tej sytuacji jest taki, że twoja zna swoją psiapsi od dawna i zdążyła się uzależnić od niej i od tego, że jej koleżanka zawsze pokaże jej drogę i co jest słuszne a co nie. Przyjęła jej poglądy i wykonuje jej rozkazy bez szemrania, bo tamta ma silniejszą osobowość, znają się całe życie - znacznie dłużej, niż ona z tobą - i daje jej jakąś tam uwagę (żyje życiem innych, bo nie ma swojego, więc musi coś tam czasem posłuchać). To jest swego rodzaju symbioza, wzajemne obdarzanie się uwagą, choć stawiam, że to gruba więcej tej uwagi dostaje, w zamian za odpowiedź na ważne pytanie - "jak żyć, panie premierze".
Inaczej mówiąc - też masz na pewno jakiegoś kolegę, czy miałeś w swoim życiu, z którego zdaniem się liczyłeś. Całe forum jest na tej zasadzie oparte w sumie.
Solucja - albo przyjmujesz to na klatę z całym dobrodziejstwem inwentarza (nie polecam), albo zrywasz (idiotyzm, nie chodzisz z jej koleżanką - no chyba, że jest to coś, z czym bardzo bardzo nie możesz żyć i generalnie na lasce ci nie zależy), albo kombinujesz jak tu swojej lubej pokazać, jak bardzo jej koleżanka jej robi wodę z mózgu jednocześnie podbudowując jej samoocenę i asertywność (polecam - zostaniesz z kobietą wolną od fałszywych bożków, wartościową, i w ogóle cud, miód i orzeszki). Jesteś na w miarę dobrej drodze, dostrzega już, że ta znajomość jest toksyczna, musi po prostu przegiąć się pała goryczy.