Mam taki problem, że mój facet jest nauczony, że kuchnia to miejsce kobiety i on nie potrafi gotować, ba rzadko zmywa nawet. Zaczyna mi to przeszkadzać, bo zdaję sobie sprawę, że w przyszłości gdy dojdzie dziecko, zostanę ze wszystkim SAMA, co mi nie odpowiada. Plus jest taki, że coś do picia lub kanapki zrobi, ale o wszystko mi się pyta... gdzie co jest itd, (jak ja czegoś nie wiem to po prostu szukam, patrzę), więc bez mojej pomocy prawie nic nie zrobi.
Najbardziej wkurzają mnie obiady, bo to najwięcej roboty. Nie chce do końca życia stać przy garach, chce by odrobinę się wykazał i zrobił obiad chociaż raz na parę tygodni. Jak go do tego skłonić? twierdzi, że by sobie poradził, ale jakoś się do tego nie pali...i zawsze mówi, że zrobi "kiedyś, kiedyś". Wiadomo, że jedzenie na mieście kosztuje, a ja chcę, żeby wyręczył mnie czasem w domu, kiedy np. wróci wcześniej, a ja później.
Co robić?
Tak obiektywnie rzecz biorąc to gotuje się codziennie a broni pannę raz na ruski rok więc umiejętności gotowania są o wiele bardziej w cenie
W marca rzeczywistości pewnie nie istniejesz :)za dużo danych naraz
Umrzeć, może nie umrze, ale jemy RAZEM, więc ja też będę głodna.
Hahahhahaha uśmiałem się Snoofie
gotowanie ważna rzecz, tego trzeba się nauczyć 
Uśmiechaj sie.
No toż to jest oczywistość, że facet musi umieć gotować i z tym się nie dyskutuj
Uśmiechaj sie.
pogadaj z nim, jak pójdzie na kompromis - plus dla niego , jak nie pójdzie zastanów się czy akceptujesz taką sytuację czy nie.. jak nie to szukaj nowego gotującego chłopaka..
swoją drogą brzmi dość dziwnie:
"zerwałam z nim , bo nie gotował "
Gadanie gadaniem, najlepiej weź sprawy w swoje ręce i sama zorganizuj kosmiczną randkę... zabierając go na warsztaty kulinarne. Połączysz przyjemne z pożytecznym, szczególnie gdy na takim evencie zobaczy innych gotujących facetów.
A sprząta? Może podzielcie się zadaniami że Ty gotujesz a on robi zakupy i pomaga w sprzątaniu (chyba nie powie że nie umie
), będziesz stała przy garach wiecznie ale zostaniesz odciążona w inny sposób. Ja przez chwilę byłem w takim układzie i mi odpowiadało z tym że to ja byłem tym który gotuję bo sprzątać nienawidzę.
Mój facet nie umie gotować
widziały gały co brały
they hate us cause they ain't us
Mój też nie gotuje.
To znaczy coś tam potrafi. Niby.
Kurczaka w sosie słodko-kwaśnym i schabowe, ale...
Zanim to zrobi, zada mi tysiąc pytań, włącznie z tym, którym nożem ma pokroić mięso.
Najczęściej jak mnie szarpnie z kanapy, czy gdzie tam wtedy siedzę, jak wpadnę do kuchni to w kwadrans sama dokończę, bo mnie szlag trafia, gdy mam tłumaczyć co jak i dlaczego
Ale...
Bardzo często zaprasza mnie do knajpy, albo coś zamawia, albo jedzie do knajpy i przywozi obiad do domu i nie jęczy gdy obiadu nie ma. NIGDY.
Co do atrakcyjności.

Może nie 100+ ale dziesięć owszem.
Chociaż dla mnie najbardziej atrakcyjne jest to, gdy mąż zatrudnia dla żony pomoc domową. I to jest prawdziwy tysiak na plusie.
Krótko powiedzonko - " Kochanie, to twoje "kiedyś zrobię obiad" - jest dzisiaj
"
Tak poinformuj go jakiś czas wcześniej, co by miał czas na przygotowanie.
Nawet mój brachol potrafi zrobić JEDNO - no może dwa dania. A to totalny lewus.
Nie pali mu się, bo nie wymagasz stanowczo, jasne, że się opiera, bo po co mu tracić taką wygodę, skoro jeszcze nie musi.
________________________________________________________________
Jeśli nie wiesz gdzie chcesz dojść, to dojdziesz gdzieś indziej.
Prawda jest taka, że wielu facetów dopiero jak ma dzieci to zaczyna ogarniać gotowanie. Okazuje się potem, że to ich ukryty talent;)
Ja potrafię ugotować jedynie wodę w czajniku. Tak z przymrużeniem oka, wygląda mój całokształt gotowania.
Nie gotuje bo nie sprawia mi to przyjemności. Jednak uwielbiam robić zakupy na obiad lub śniadanie. Potrafię zajebiście docenić kobietę, która coś dla mnie przyrządzi. Wycałować wypieścić i przyznać, że dawno czegoś tak dobrego nie jadłem, jeśli oczywiście jest dobre.
Jakoś nigdy nie słyszałem z ich strony, że będę musiał się nauczyć;) nadrabiam gdzie indziej;)
I nigdy nie wymagałem by dla mnie gotowano. Zawsze albo knajpa, albo skromny posiłek przyrządzony przez siebie ( taki nie wymagający umiejętności)
Znam paru mega ogarniętych facetów którzy również nie potrafią nić ugotować.
Nie no, co wchodzę na to forum, to coraz bardziej debilne tematy.
W dobie internetu i przepisów z knurra gotowanie nie jest jakimś wielkim wysiłkiem. Wystarczy w necie wklepać przepis na danie na jakie ma się ochotę i postępować wg instrukcji. To, że on "nie umie" gotować to tylko wymówka, on po prostu nie chce, a to inna sprawa. Na twoim miejscu zacząłbym robić jedzonko dla siebie, a facet niech robi dla siebie. To taaakie proste, każdy żre co chce.
"Za to jak pięknie chłopców tyłek zapiekł na oczywkę, że laski preferują gotujących facetów - minusy się posypały jak złoto"
Jak to dobrze, że nigdy specjalnie nie preferowałem gotującej laski
Niepewna - a teraz zrób dokładnie to co Ci napisali..
- powiedź mu, że gotowanie jest sexi
- pogadaj z koleżanką przy Nim o tym jaka to zajawka, że jej nowy facet gotuje
- zachęć go do wspólnego gotowania, jak już posprzątacie blaty.. a owoc Waszej twórczości będzie dzielnie grzał się w piekarniku.. skorzystajcie z blatu, weźcie prysznic i akurat piekarnik będzie wzywał..
- gdy będziecie gotować, doceniaj jego starania, przywitaj go w swoim dotychczas "jednoosobowym kuchennym teamie" - TAK, W TYM MOMENCIE WYMIENIACIE SIĘ KOSZULKAMI (NIE! On niech Twojej nie zakłada!) TAK! Upewnij się, że masz na sobie tylko koszulkę!
________
Wpisałem tutaj strasznie długi opis, historię całego życia..
system przyciął go kawałek przed morałem więc zostanę przy:
Jestem na TAK!