Najpierw tło całej historii:
Od roku znam pewną dziewczynę (mamy wspólnych znajomych i tak się poznaliśmy), dziewczyna od kilku lat jest w stałym związku (w którym nie wszystko wygląda tak, jak powinno, ale to temat na oddzielne opowiadanie, facet poza tym pracuje za granicą, przyjeżdża tu mniej więcej raz w miesiącu i siedzi jakiś tydzień), ja obecnie wolny. Od pewnego czasu (powiedzmy od późnej wiosny) coś tam zaczęło między nami iskrzyć. Były jakieś dwuznaczności, dotyk, flirt, parę razy spotkaliśmy się sam na sam, czasem wręcz to ona inicjowała te spotkania. Do niczego nie doszło (w sensie seks, pocałunki itp.), bo nie pozwalała na większą eskalację dotyku z mojej strony, był jakiś subtelniejszy dotyk typu głaskanie po włosach, szyi, ocieranie się nogami itp. Częściej pozwalała, rzadziej odchylała się lub zabierała ręce, tak jakby nie wiedziała sama, czego chce. Potrafiła też jakby wycofywać się z tej znajomości i mnie ignorować, ale gdy odpowiadałem tym samym, to znów sama odzywała się do mnie i podtrzymywała znajomość.
Ostatnio dziewczę ma remont w mieszkaniu, gnieździ się z facetem po jakichś znajomych, jutro jej facet wyjeżdża (pracuje za granicą) i dziewczyna zadzwoniła w ostatni piątek, czy może u mnie przenocować na dwie noce, jak jej facet wyjedzie. Już kiedyś były w naszych rozmowach różne dwuznaczności odnośnie jej ewentualnego nocowania u mnie (pod pretekstem, że niby ma bliżej do pracy ode mnie) i tego, co moglibyśmy u mnie w mieszkaniu robić
(nie wprost, ale różne aluzje często się przewijały). A tu dziś kolejny telefon - dziewczynie nagle "przypomniało się", że może nocować u matki, najpierw dziękowała mi za "możliwość noclegu", a potem gadka słabo się kleiła (nie reagowałem emocjonalnie, ale siłą rzeczy byłem mało zaangażowany w rozmowę), a potem pytała chyba 5 razy, czy jestem na nią obrażony. No jednym słowem czmychnęła w ostatniej chwili
Powiedziała, że moglibyśmy pójść na jakąś kawę, ja się wykręciłem pod byle pretekstem i powiedziałem, że "może dam znać, jak będę chciał pójść na kawę", ale takim tonem, że łatwo było odczytać, że raczej nie dam znać. Emocjonalnie nie reagowałem, nie robiłem żadnych wyrzutów, nawet trochę żartowałem w tej rozmowie, ale łatwo było wyczuć, że do końca zadowolony to ja nie jestem. Cóż, człowiek nie cyborg...
I teraz prośba o radę - jak to dalej rozgrywać, żeby sprowadzić ją jednak za jakiś czas do siebie w celu wiadomym? Nie chce mi się już chodzić na jakieś "kawki", ale też nie chcę udawać nie wiadomo jak obrażonego, chcę być po prostu skuteczny. Kiedy się odezwać i co proponować? Jak reagować, gdy dziewczyna odezwie się sama (znając ją, to pewnie w ciągu tygodnia się odezwie)? Z góry dziękuję za wszelkie rady.
PS. Moralizatorom z góry dziękuję, z ich rad nie skorzystam 
Kawki, wiadome cele, moralizatorzy - Chlopacy pamiętajcie: milczenie jest złotem!!!
Z tego co opisujesz to panna ewidentnie jest tobą zainteresowana. Wg mnie waha się, bo jednak ma faceta, z drugiej strony doskwiera jej samotność z powodu jego wyjazdów. Przez te jej rozkminy "czy tak powinnam, mam przecież faceta" to trwa tak długo, ale dziewczyna na pewno ma w głowie ciebie jako opcję. Wg mnie to kwestia czasu aż ją przelecisz jeśli będziesz działał jak dotychczas tzn. umiarkowane okazywanie zainteresowania, flirt słowny, lekkie kino które z uśmiechem przerywasz jeśli ona zacznie UDAWAĆ, że jej się to nie podoba.
Panna wykazuje zainteresowanie, ale widocznie nie jest latawicą. Zmięknie z czasem z powodu samotności, nie ma jej faceta na miejscu. Zachowaj cierpliwość i działaj tak jak do tej pory, a w końcu sama ci wejdzie do łóżka. Lub zadziałaj odważnie, a wtedy możliwe, ze i tak wejdzie z tobą do łóżka, a możliwe, że totalnie ją do siebie zniechęcisz.
No bo jak to? Zawsze chciał iść na kafkie, a teraz nagle nie chce?
----
Nie, nie zawsze. Były też sytuacje, że to ja wychładzałem tę znajomość i ona musiała ją "odzyskiwać". Wystarczy Ci to jedno zdanie, czy mam wchodzić w szczegóły?
Co do tego, czy zarucham czy nie, to być może masz rację, kto wie - gdybym wszystko wiedział dokładnie, to przecież nie zakładałbym tego wątku
Była próba KC, odchyliła się, a później zaczęła się fochać, ale szybko jej przeszło. Ogólnie przez te kilka miesięcy nasze kontakty były mało intensywne, widzieliśmy się kilka razy, było to poprzedzielane okresami wychładzania znajomości przez którąś ze stron. No popierdolona akcja ogólnie, wiem.
No nie mogę.... jakby jej samotność doskwierała to by się rozstała z facetem i sobie szukała nowego. Faceta mi szkoda, siedzi chłop, pracuje za granicą, takiej potem dostarcza gotówki, a ta tylko bada teren jak się puścisz, żeby facet się nie dowiedział. upierd*** łapy wam obojgu. Allleeeee jeśli chcesz rozwiązać sprawę to powiedz gościowi na czym stoi, niech zerwie z babką albo sobie to wyjaśnią i będziesz wiedział na czym stoisz. Czasami moralne wyjście to najlepsze wyjście
~ Uczucia tych, których przestaliśmy kochać, są zawsze śmieszne.
Czytałem już dawno (śledzę stronę od jakiegoś czasu), rada niewątpliwie bardzo cenna, ale chyba niewiele wnosi.
Nie chce moralizować ale ona jak i autor są siebie warci.
Mógłbyś ją zaprosić do siebie kiedy nie będzie tego jej faceta, nie na kawki tylko powiedz że wypożyczyłeś dobry film do tego drinasy, jedzonko małe, jak sie rozkręci to wiesz co robić
Po prostu zapewnij jej fun u siebie w domu nie wspominając o spaniu.
Tylko wiadomo że to niemoralne ale cóż.
Jak dla mnie jesteś u niej już spalony.
Znacie się ponad rok, Ty coś tam do niej podbijałeś przez kilka miesięcy, co ona widziała na kilometr, może jej to schlebiało, że ktoś się nią interesuje. Jak ja bym był w związku i jakaś dupeczka by za mną biegała, to też by mi się to podobało, co w cale nie oznacza, że było by z tego coś więcej. Może moja kobieta by miała mi dużo więcej do zaoferowania więc gra nie była by warta świeczki.
I tu jest Twój problem. Moim zdaniem jesteś dla niej zbyt mało atrakcyjny pod jakimś względem, co nie wzbudziło w niej zainteresowania Tobą w roli kochanka.
Jeżeli jesteś słaby w podrywaniu wolnych kobiet, to sto razy ciężej będzie Ci poderwać zajętą kobietę.
Z tym bieganiem za nią to duża przesada. Jak mówiłem, to wszystko działo się na małej intensywności, były okresy dłuższej przerwy w kontakcie (nawet ponad miesiąc), część spotkań inicjowała ona. Generalnie ona raczej nie szukała kochanka, paru gości podbijających do niej (wiedzących, że ma faceta) spławiła, całkiem ogarniętych gości dodam. Ja doszedłem do pewnego punktu tylko dlatego, że nie uderzałem frontalnie, tylko się w pewnym sensie "prześlizgiwałem". No ale teraz jest ten moment, że trzeba poprosić o radę, to żaden wstyd.
Czy jestem spalony? Może nie, może tak, ale co szkodzi jeszcze trochę spróbować?
Z bieganiem chodziło mi tylko o metaforę.
W każdym bądź razie, nie ugrasz nic konkretnego, bo nie robisz nic konkretnego w tym kierunku.
I właśnie dlatego założyłem ten wątek, zeby się poradzić, co zrobić konkretnego. I jeśli masz jakiś pomysł, to go podaj, a jeśli nie masz żadnego pomysłu, to po prostu powiedz, że go nie masz i tyle.
Być może gdzieś tam działałem za mało konkretnie, z drugiej strony bywały momenty, że trafiałem na duży opór i widziałem też kolesi, którzy próbowali być konkretni, by odbić się od ściany z głośnym pluskiem. Cóż, podrywanie zajętej to nie jest jednak totalnie to samo, co podrywanie wolnej i trochę zainteresowanej. Ale spieprzyć coś oczywiście mogłem, nikt nie jest nieomylny.
Na razie po przestudiowaniu odpowiedzi plan mam taki, że pomilczę jakiś czas (tak do 2 tygodni), po czym się odezwę i zaproszę po prostu dziewczynę do siebie pod byle pretekstem. A jeśli się wcześniej sama odezwie (co jest prawdopodobne) i będzie proponować jakieś kawki czy knajpy na mieście, to zaproszę ją do domu na kawę lub wspólne gotowanie i albo w to wejdzie albo nie, ja już nie mam zamiaru tracić czasu na latanie po mieście.
Wszelka _konstruktywna_ krytyka lub pomysły alternatywne oczywiście mile widziane.
Chłopie, facet panny zapierdala za granicą na jej utrzymanie, a ty wywęszyłeś okazję, że może się z Tobą puścić, więc to chcesz wykorzystać. Jeżeli zdradzi z tobą tamtego faceta to jest 90% prawdopodobieństwa, że zrobi to również i tobie. Ogarnięte, zajebiste laski nie robią takich rzeczy. Chyba, że chcesz taką panienkę

I teraz powiedz, że jestem moralizatorem
Nie, nie zapierdala na jej utrzymanie. Wyjechał, chociaż ona nie chciała, żeby wyjeżdżał. Umyślił sobie, że dziewczyna po skończeniu studiów przyjedzie do niego na stałe. Ona początkowo twierdziła, że tak właśnie zrobi, ale z czasem była coraz mniej chętna. W efekcie studia skończyła, ale stwierdziła, że się do niego za granicę nie przeprowadzi i zostaje w Polsce. I została. Tak to wygląda.