Zacznę od tego, że ponad rok temu wpakowałem się de facto na własne życzenie w coś co miało imitować prawdziwy związek. Mieszkam od ponad 2 lat sam z dala od rodzinnego miasta gdzie mam i znajomych i rodzinę, tu gdzie jestem teraz nie mam żadnej zaufanej osoby by móc chociaż czasem odreagować.
Rok temu po dwóch miesiącach związku, głównie ze względów ekonomicznych i pod wpływem zauroczenia zamieszkałem razem z panną. Teraz wiem że to był błąd, który zahamował dalszy rozwój relacji.
I ja i ona byliśmy wtedy bardzo samotni, można powiedzieć że pomogliśmy sobie nawzajem i po osiągnięciu "celu" którym było posiadanie kogoś bliskiego, kogoś kto zapełni pustkę w życiu, wszystko siadło.
Moim głównym grzechem była presja by zmieniła pewne rzeczy - rzuciła palenie, wspierała mnie w diecie, prowadzeniu zdrowego trybu życia. I przez pewien czas było w porządku, aż nie okazało się, że wiele razy co innego mówiła, co innego robiła. Te kłamstwa nie dotyczyły tylko palenie lub diety, one dotyczyły wszystkiego - z kim się spotyka, kiedy wraca, czy zrobiła coś, czy czegoś nie zrobiła.
Sfrustrowany tym, że osoba która była jedyna po prostu mnie oszukuje, zacząłem bawić się w detektywa. Analizowałem. Nie polecam, mimo iż dowiadywałem się o kolejnych kłamstwach i kolejny raz byłem zapewniany że to było ostatnie to poziom mojego zdrowia psychicznego i poczucia własnej wartości osiadł na mieliźnie.
PO wielu ostatnich szansach, kłótniach i kilku (wtedy mi się wydawało) szczerych rozmowach postanowiłem odpuścić i zmienić swoje podejście. Starałem się nie oceniać tego co robi i wielokrotnie swoją postawą udowadniałem że może mówić mi o wszystkim.
Potem było kolejne kłamstwa, typu ja wychodze na noc do pracy, ona pyta się czy może wyjść do pubu z koleżanką, ja się zgadzam, rano wracam do domu i po butelkach i ich ilości widzę że spotkanie przeniosło się do domu i raczej nie tylko z koleżanką. BYło również 2 kolegów w tym jeden z którym dawniej kręciła, podobnych sytuacji bylo więcej. Niby pyta się czy coś może, kiedy się zgadzam to robi coś + coś czego robić po prostu nie wypada. A jak się nie zgadzam to "ciągle mnie ograniczasz" 
POznałem tylko 2 jej znajomych, jakoś nigdy nie przejawiała chęci bym poznał resztę, nie proponowała wyjść do klubu z nimi, nawet nie pytała czy mam ochotę iść.
Nie mogę powiedzieć że źle było cały czas, bo były też wspaniałe chwile, ale takie sytuacje powtarzały się cyklicznie co tydzień lub dwa.
Obiecywała wiele rzeczy, których od niej nie wymagałem i zwykle nie dotrzymywała słowa. I weź się tu nie zdenerwuj jak wracasz drugi dzień z rzędu po pracy, w domu syf, a ona od dwóch dni wolne i wracając ze sklepu spotkała koleżanki które zaprosiły na piwo. Choć 3 dni wcześniej sama zaproponowała że posprząta.
Rozstaliśmy się. To już kolejna kłótnia, każda następna była ostrzejsza, nie ukrywam głównie to ja podkręcałem ich temperaturę gdy coś we mnie raz na jakiś czas pękło.. Każda kłótnia ona out z domu i do znajomych, a ja? Co najwyżej na rower bo nie znam tu nikogo z kim mógłbym szczerze pogadać i tak się to we mnie wszystko zbierało. Ona się wyprowadziła, ale decyzja o zakończeniu była wspólna. Potem były powroty po ciuchy, szczere jak nigdy rozmowy, płacz z jej jak i mojej strony ale zakończenie nawet takiego związku gdzie mieszkaliśmy razem rok nie jest łatwe.
Nauczyła mnie tez paru rzeczy - jako że ona nie miała normalnej rodziny, doceniłem swoją, zrozumiałem że nie mogę na siłe próbować zmieniać ludzi bo to błędne koło. Zamiast znaleźć swój ideał próbowałem dopracować ją, dlaczego? Bo była tu i teraz, a ja byłem samotny. I przede lepiej poznałem samego siebie i wiem nad czym muszę popracować. To chyba największy plus całego tego cyrku.
Powrotu nie planuję, choć z perspektywy czasu widzę gdzie popełniłem błędy i wiem, że chciałbym poprowadzić to inaczej.
Przede mną zmiana stanowiska pracy, przeprowadzka do mniejszego mieszkania i zacząłem poznawać w końcu ciekawych ludzi, tak by w razie problemów znów nie zostać z nimi sam na sam.
Akcja działa się niecały tydzień temu, dlatego są jeszcze gorsze momenty ale już rzadziej, chce się jednak całkowicie od tego odciąć i właśnie tu liczę na wasze podpowiedzi i pomoc co jeszcze mógłbym zrobić
w ogóle sypialiście razem? jakaś abstrakcja, ten Twój związek, dochodzenie... jesteś tak samo winny jak ona, oboje siebie warci.. w chwili gdy zaczęła kłamać, trzeba było postawić sprawę jasno , a nie bawić się w detektywa i zmieniać swoje podejście..
pewny jestem,że od dawna Cię zdradza/zdradzała .. także dobrze,że powrotu nie planujesz
wyciągnij wnioski i zero kontaktu z tą panną 
Moim zdaniem to co przeżyłeś było dobre. Dobre bo wiele wniosków z tego wyciągniesz i po prostu będziesz lepszym człowiekiem.
Poprowadzić to inaczej? Inaczej - w sensie prawidłowo to prowadzić, to by było zerwać z nią po pierwszych jazdach.
Człowieka nie zmienisz, on musi sam chcieć. A te wszystkie udawane przemiany to są nic nie warte. Człowiek jest w stanie wiele zrobić dla drugiego pod wpływem emocji. A, że emocje są zmienne ... Bez logiki ni rusz.
Nie zgodzę się z pierwszą wypowiedzią jakoby miała mnie zdradzać. Wchodziłeś nam do łóżka czy co? Masz tu zlepek informacji a już zabawiasz się w sędziego. Twoją opinie pozwolę sobie pominąć.
MrSnoofie - byłem z nią 2x w moim mieście na parę dni i na dwóch wyjściach ze mną poznała blisko 20 moich znajomych, ja w jej towarzystwo nie miałem zamiaru się wpraszać, skoro sama nic nie proponowała. Tym bardziej, że po każdej kłótni leciała w tamto towarzystwo
Nie ma porażek, są tylko lekcje