Witajcie,
aby nie zanudzać, postaram się to opisać dosyć krótko.
Z góry zaznaczam, że wiem, co powinienem zrobić: zabrać się za siebie, spotykać ze znajomymi, wyjść na miasto, poznawać nowe kobiety. I to robię i jest wtedy lepiej
Tylko mam w sobie tak cholerne poczucie winy, że nie potrafię tak zostawić związku z ex :/Może będzie to też nauczka dla innych, żeby odstawić myśli o byłych definitywnie na bok, bo mogą sp... kolejny związek :/
No ale dobra, w skrócie:
Ja 27, ona 25, razem od początku 2014. Było szybko (w sumie też imho dzięki tej stronie), pocałunki przez pół nocy już na pierwszej randce, rozmowy telefoniczne po godzinę-dwie, niebawem sex etc. Z tego co wiem, to ona początkowo chyba nie była zakochana, po prostu nie chciała być sama i podchodziła do tego na zasadzie "zobaczymy, co będzie, fajny facet". Ja... tak samo - fajna dziewczyna, może coś z tego wyjdzie.
Pierwsze pół roku było świetne, potem emocje powoli zaczęły opadać. Ja niestety pamiętałem cały czas swoją byłą i oceniałem nową przez pryzmat tamtej. Nie dawałem odczuć, że kocham, denerwowały mnie coraz to nowe rzeczy (bo była zrobiłaby to tak i tak - nie mówiłem tego oczywiście), mieliśmy coraz mniej wspólnych tematów do rozmów, zaczęliśmy się ze sobą nudzić i coraz częściej kłócić, olewałem ją w towarzystwie, nudziła się na spotkaniach ze znajomymi, czuła się niedoceniana etc. Przez pewien czas było nawet tak, że kłóciliśmy się wieczorem prawie codziennie, szliśmy spać bez słowa i wstawaliśmy rano, jak gdyby nigdy nic. Sexu również było coraz mniej, zwyczajnie nie miałem ochoty. W sumie to doszedłem do wniosku: zobaczymy co będzie, jak się rozpadnie, to się rozpadnie, najwyraźniej do siebie nie pasujemy.
Ok. 4 miesiące temu dziewczyna płacząc powiedziała, że czuje się nieszczęśliwa, że nie chce nikogo innego, przyzwyczaiła się już do tego wszystkiego, to ze mną chce być, ale musimy coś zmienić. Pocieszyłem ją, że wszystko będzie ok... i tyle. I znowu emocjonalnie olałem :/
Jakiś czas później przeprowadziliśmy się do wspólnego mieszkania, nakręconego już wcześniej. Nuda, olewanie się nawzajem, zero namiętności, zero sexu. Generalnie nieprzyjemnie wracało się do domu. Przy czym ona się starała, kupiła nowe ciuchy, chciała sexu, chciała gdzieś wyjść etc. Zupełnie jej nie doceniałem, nie odwzajemniałem uczuć, olewałem jej starania etc. :/ Z biegiem czasu ona mnie również.
W międzyczasie pojawił się nowy facet, o którym wtedy nie wiedziałem. Najpierw smsy, potem rozmowy tel. Półtora miesiąca temu powiedziała mi, że mnie nie kocha. I nagle coś mnie uderzyło - to nie ona jest zła, to była tak zawładnęła moją głową, że nie mogłem jej docenić. Przez miesiąc płaszczyłem się jak jamnik mieszkając jeszcze razem. Ona z tamtym (teraz to wiem) smsowała, dzwoniła, ale nie spali ze sobą. Z drugiej strony jak to wszystko z nas uszło, to fajnie się gadało, luz, fajna atmosfera, wspólne tematy wróciły, nowe zainteresowania (wspólne) etc. Ale nie mogłem wytrzymać braku namiętności, po miesiącu w końcu wyprowadziłem się z mieszkania. Przy wyprowadzce chciała się całować, powiedziałem, że nie chcę, że potrzebujemy czasu... Dziewczyna nie wiedziała, co zrobić, najwyraźniej z jednej strony on, z drugiej ja.
I później już sp... na całego. Pierwsze dwa tygodnie grałem twardego, zacząłem chodzić na siłownię, kupiłem trochę nowych ciuchów, zaczęła się sama odzywać. Poszliśmy do kina, wróciliśmy. Zamiast tak zakończyć, ja chcę pogadać. A ona płacze, że nie wie, co zrobić, ja żeby w końcu doroślała i się na coś zdecydowała, wyszedłem, ale następnego dnia telefon i przepraszam... Potem znowu 2-3 spotkania, niby się zmieniam, i kolejne spotkanie - płaszczenie się, skomlenie prośba o powrót etc. Ona, że nie kocha, ja, że nie musi, że to wróci, jeśli spróbujemy... Masakra. Ma teraz trudną sytuację, więc starałem się pomóc, ale trochę nachalnie wpychając się w jej życie i cały czas w stylu, że gdybyśmy byli razem, to miałaby w kimś oparcie, próby dotyku etc. :/ W końcu powiedziała mi, żebym szanował samego siebie. I że chyba nie ma sensu dalej się spotykać, skoro każde spotkanie kończy się w ten sposób...
W ten weekend pojechała z tym nowym na koncert, potem wspólna impreza, ponoć było super. Ja wyjechałem ze znajomymi. Przy czym cały czas zachowuje się tak, żebym się o nim nie dowiedział. Tyle, że ja z rozmowy na rozmowę czuję, jak ona się oddala i jak coraz bardziej przekonuje się do tamtego i mnie olewa. Tydzień po rozstaniu jeszcze sama dzwoniła, żartowała, wypytywała. Trzy tygodnie temu miała totalny mętlik w głowie, sama chciała wyciągnąć mnie do kina. Po ostatnich spotkaniach nie chce się już za bardzo spotykać, teraz to ja dzwoniłem pod różnymi pretekstami. Wysyła mu po kilkanaście smsów dziennie, ... On daje jej emocje, ale mam wrażenie, że ona czuje, że ze mną miałaby o wiele większe bezpieczeństwo w życiu (dobra praca, ciekawe życie, podróże, wspólne marzenia etc.) i oparcie, aby samemu się realizować (jeśli uwierzyła, że można się zmienić).
Z drugiej strony ja czuję, że gdyby nie pamięć o wcześniejszej, to ten związek mógł się udać i że ją totalnie emocjonalnie przez ostatni rok olałem. I chciałbym to spróbować zbudować na nowo, nie wracać do tego, co było, tylko zbudować na nowych doświadczeniach nasz związek od nowa.
Czy po tym wszystkim jest to w ogóle możliwe? Czy ona w ogóle ma za czym zatęsknić? Czy po tym płaszczeniu i zrobieniu z siebie frajera na koniec, ona zobaczy jeszcze we mnie faceta?
Czy da się zatęsknić za tym, co było, jeśli tam wtedy nie było emocji, nie było wspólnych tematów, nie było rozmów etc. tylko życie takie trochę obok siebie? To wszystko pojawiło się... po rozstaniu :/
i kurwa kolejny temat "litania" calkiem nowego uzytkownika o "powrocie bylej", cos mi tu smierdzi trollami.
Daje rady tylko wtedy, gdy sam coś przetestuję i poznam.
Jeśli to troll to bardzo słaby.
Trzeci punkt regulaminu:
3. Kasowane będą wszelkie posty zawierające prośby pomocy przy powrocie do byłej. Strona jest o podrywaniu kobiet a nie o ich odzyskiwaniu. Użytkownicy nie stosujący się do tego punktu będą po jednym ostrzeżeniu banowani.
Zapoznaj się z zasadami portalu.
zobacz na daty dołączenia.
Przeczytaj temat użytkownika Smolarek i wyciągnij wnioski.
Nie ma sensu utrzymywać kontaktu bo ona wie ze może Cię mieć w każdej chwili. Ona musi poczuc ze Cię straciła wtedy będzie się bała inwestować w nową relacje bo może zostać na lodzie.
Od siebie dodam że Smolarek przez pół roku utrzymywał kontakt, był seks z była, były spotkania. Do momentu w którym była przekonała się do nowego hlopaka. Zajęło jej to pół roku. Po tym czasie wyprowadziła się z nowym z miasta i kopnela Smolarka w dupe bo juz nie potrzebowała kontaktu z byłym bo przez ten czas nowy powoli zaspokajal jej poyezeby. Koleś miał emocjonalny rozpierdol..
Sam się wyciągnij wyciągnij wnioski.
Sory za błędy, nie mam niektórych liter w telefonie.
Pies ogrodnika.
Zacząłeś się starać, gdy nowy konkurent pojawił się na horyzoncie.
Myślisz, że laska jest na tyle głupia, żeby tego nie zauważyć?