Cześć wszystkim, mój pierwszy post tutaj, proszę wiec o trochę wyrozumiałości.
Czytam Was od jakiegoś czasu, praktykuję, nie jest źle. Robię też masę rzeczy poza tym, odstawiłem komputer i inne bzdury. Wychowałem się w specyficznym otoczeniu, więc moje pojęcie na temat podrywu było również specyficzne, ale przede wszystkim nieskuteczne. Kilku rzeczy się dowiedziałem, dzięki Wam za to.
Parę tygodni temu zakończyłem swój pierwszy związek. Mam 24 lata, trochę późno, no, ale niestety tak jak pisałem przed chwilą...
Właściwie to ona to zakończyła. Dobrze się dogadywaliśmy, KC na pierwszym spotkaniu, nie było żadnych gier z jej strony, zgadzała się na wszystkie propozycje spotkań, inicjowała kontakt fizyczny, też byłem jej pierwszym. Nie byliśmy długo, trzy miesiące, ale było po prostu fajnie.
Rozstanie specyficzne, najpierw odwołanie przez nią spotkania (do tego dnia wszystko normalnie, żadnej oznaki kryzysu), potem jej wyjazd do domu na kilka dni(studiuje), powrót, odwołanie kolejnego spotkania, smsy, że ona nie może, nie potrafi, nigdy z nikim nie była, aż wreszcie spotkanie i rozstanie.
Jak widać powód mało konkretny, nie wiem do dziś o co chodziło naprawdę. Chociaż wcześniej wspominała, ze nie przepada za ludźmi, nie miała jakiejś dużej grupy znajomych, może coś w tym było. Wyjeżdża na wymianę studencką we wrześniu, może to był powód? Nie mam pojęcia.
Problem w tym, że myślę o niej. Jednak w nieco specyficzny sposób. Nie jest to myślenie na zasadzie 'tęsknię, chcę do niej wrócić, może da mi szansę' czy codziennej walki, żeby tylko nie wysłać do niej smsa. Myślę raczej na zasadzie 'szkoda, że to się skończyło, było mi dobrze, chciałbym do tego wrócić, ale w tamtym momencie, może zrobić coś więcej', wspominam jakieś fajne momenty, ale teraz nie miałbym ochoty się w to znowu pchać. Być może patrzę przez pryzmat jej wyjazdu, nie wiem. Kontaktu nie utrzymujemy, jednak wyszło to naturalnie, nie na zasadzie "nie odzywaj się do mnie".
Nie jest tak, że męczy mnie to całymi dniami, ale dzisiaj była to moja pierwsza myśl po przebudzeniu i szczerze mówiąc zaniepokoiło mnie to.
Jakiś pomysł jak się z tym uporać? Nie leżę całymi dniami i nie patrzę w sufit, no, ale czasami wjedzie mi do głowy jakaś wspólna chwila, wspomnienie, sami rozumiecie.
Mam też lekki opór przed kolejnymi laskami, rozczarowała mnie ta sytuacja i pewnie lekko wymiękam i boję się powtórki.
Wiem, że dla wielu wyda się to mało poważne, ale tak jak pisałem na początku, staram się przejść do normalności, do tego była moją pierwszą.
Pozdrawiam i dziękuję.
Pierwsze rozstanie zawsze jest bolesne , potem jest już z górki
. Po 3 miesiącach przeszło jej zakochanie i zafascynowanie . Grunt to zachowaj spokój . Przyjdzie jeszcze moment krytyczny kiedy to ona będzie miała kogoś - ale to wtedy polecisz obojętnością .
Zła nie była - tylko w ch**a leciała
Dobra patelka - to podstawa związku
Ziomek ja myślę o każdej mojej byłej o dobry i złych chwilach. I o zeszłorocznych wakacjach. Od tego są wspomnienia i nie walcz z nimi
Myśląc wyciągnąć sporo wniosków. Ważne ,żebyś żył teraźniejszością a nie przeszłością to się liczy. Trzymaj siee !!
Nic się takiego nie dzieje, jakieś tam wspomnienie poranne może się pojawić:)
ziomek,szukasz tu złotej rady jak ją odzyskać,jak z tym sobie poradzić ewentualnie,z tym rozpadem związku...noż kurwa,mlody łeb z Ciebie i całe życie przed Tobą,niech żałuje co straciła i już.Mój pierwszy związek miał być tą ostatnią wielką miłością... i co 5 nst związków i miłości nadal nie ma...a 30 na karku
pozdro
__________________________________________________
Jak się nie wie, co się gra, to się gra jeden-dwa.
Nie, nie próbuję jej odzyskać, nie mamy kontaktu. Wyjechała z miasta, wkrótce wyjedzie z kraju, pomogło mi to mimo wszystko w nierobieniu żadnych głupich akcji.
Po prostu ostatnio wydaję mi się, że za dużo tego w mojej głowie.
Świadomość zbliżającego się wyjazdu i perspektywy z nim związane m.in możliwość poznawania i zabawy z innymi facetami zmusiła ją do konkretnego przemyślenia Waszego związku i jej zaangażowania. Widocznie wyszło jej, że to nie to i wolała wczesniej to zakończyć i mieć czyste sumienie niż urządzać ckliwe pożegnania, albo co gorsza walić Cię po rogach. Erasmus orgasmus jak to mówią. W sumie brawa dla panienki, że pożegnała Cię teraz i nie trzymała w odstawce na gorsze dni, albo na wypadek gdyby nikogo interesującego tam nie poznała. Dobrze jest, wyszło jak miało wyjść. Bądź wdzięczny za fajne chwilę, wyciągnij wnioski ze swoich błędów na przyszłość i głowa do góry. Czas ruszyć do przodu.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein
To prawda, z perspektywy czasu też tak na to spoglądałem. W praktyce i tak musielibyśmy się rozstać z powodu tego wyjazdu, pewnie wyszłoby to jakoś teraz, więc miałbym niezły bajzel w głowie. Generalnie, nawet jeśli miała ochotę ciągnąć tą znajomość, czego nie wiem, to wybrała po prostu mniejsze zło.
Mój pech, że akurat tak trafiłem, rzecz, na którą w sumie nie miałem wpływu.