Cześć. Będzie to naprawdę długi tekst, ale zrobię wszystko by taki nie był.
Mam 20 lat, dziewczynę od roku, udane życie, fajną pracę, ukształtowane środowisko, 30 ksiażek rocznie. Dosłownie wszystko.
Czuję się, jakbym nie żył. Był starym dziadkiem, który już niczego nie może zmienić. Człowiekiem przed którym zamknął się świat. Głównie przez nią.
Niesamowicie seksowną dziewczyną, która tak przyzwyczaiła mnie do swojego ciała, że praktycznie mnie nie podnieca. To tak jak w tym dowcipie - pończochy, chude ciałko z niesamowitymi piersami. Tylko ani trochę inna.
Od paru miesięcy zastanawiam się nad sensem tego związku. W ogóle ciekawie to nazwać związkiem, bo zawsze chcieliśmy mieć "nadzwiązek" - żadnych pierdu pierdu związanych z pieskowaniem, typowymi damsko-męskimi obowiazkami itp. Czysta, ciekawa przygoda, z wyłącznością na swoje ciała. Chciałem spróbować na trzy miesiące. Jestem w tym układzie już 16.
Czuję że największe szczęście jest moim największym cierpieniem.
Jest fenomenalna. Zbyt dobra na związek. Dba o swoje życie, rozwój i ciałko. No po prostu ideał. Wszyscy mi wmawiają że jestem niesamowitym szczęściarzem. Chyba to jest najgorsze - pewnie w przeciwnym razie dawno bym ją zostawił. A jak można zostawić największe szczęście faceta?
Nigdy nie chciałem związku. Gardziłem nimi. Nie potrzebowałem miłości. Zawsze chciałem być samotnym nomadem, przemierzającym świat. Dzisiejszym Hank'iem Moody'm z wieloma kobietami, które kochałyby mnie bardziej, niż ta obecna.
I tak w sumie jest. Dalej wychodze samotnie do klubów, spotykam się z innymi. Nie rucham, co jest też dręczące - posiadając 10 fajnych dziewczyn, gotowych kupić wino i przyjechać prosto do ciebie, a decydować się na jedną, która mnie już praktycznie nie podnieca. Znaczy - stanąć stanie, ale przy mniej atrakcyjnej dziewczynie, którą ostatnio całowałem, czułem zupełnie inne odczucia.
Mam narzędzia, które mówią mi wszystko że ten zwiazek jest zły. Wiem o tym. Wiem o tym że związek w takim wieku jest przekleństwem i nie zamienia się w nic dobrego. Tyle że nic z tym nie robię - za bardzo ją kocham? Nie wiem, ale nie chce jej tracić ze swojego życia. Jakoś tak po prostu sobie tego nie wyobrażam, może głównie dlatego że to pierwsza kobieta na poważnie?
A między nami, ogólnie? Jest źle, ciągle się kłócimy, ciągle się poprawiamy, czuć to wypalenie. Wiem że zrobiłem dużo złego a ona nadal mnie kocha. Czuję że to nie jest dla mnie a dalej chce być przy niej. To chore i proste, jednocześnie. Chce innego życia, ale z drugiej strony wiem że trawa po innej stronie jest zawsze bardziej zielona. W dodatku nie wyobrażam sobie, że mówię jej, że to koniec. Chciałbym cieszyć się z życia i brać z niego co najlepsze i wszystko mi to daje - oprócz niej.
Niby wszystko jest świetnie. Ale nie mogę złapać kobiety koło niej tak jakbym chciał - bo mam dziewczynę. Nie mogę pochwalić przy niej innej kobiety, patrząc na nią seksualnie - bo przecież mam już swoją kobietę. To jest cholernie męczące.
Masz 20 lat, świetną dziewczynę, jeszcze lepszych znajomych, naprawdę fajne i świadome życie. Czujesz się jak staruszek, którego nic nie cieszy w życiu. Co robisz?
W konsekwencji spróbujesz z inna i wszystko pierdolnie....potem mam nadzieje zacznie się prawdziwe życie i problemy.
Wiem o tym, że po niej przez dłuższy czas nie będe chciał mieć nikogo na stałe.
Znam ten temat 5 lat temu miałem vice miss uniwersytetu, ale nie ta głupiutka dziewczynke ktora chce "pokoju dla świata" itp.. Naprawde piekna bogata wewnetrznie Kobieta.. Po roku zaczałem zdrady..pozniej wyrzuty sumienia alko i znow na lewo.. nie polecam! Teraz pojechałbym gdzies na dwa dni gdzies wyluzowac i przemyslec sprawe. Jesli cos z nia jest nie tak a nie jest to nie do przeskoczenia to trzeba jak facet pogadac i sie ulozy jak nie to moze lepiej zakonczyc bo inaczej lewucha, pozniej sie wyda i bedziesz jak Ashley COLE ten pilkarz wybrany najwiekszym frajerem potym jak zdradzil ta piosenkarke uznana za ideal..
Powodzenia!
Dałeś sobie wmówić, że jesteś "szczęściarzem", że w ogóle możesz z nią być. Zostaw to za sobą, bo jej ładny tyłek nie czyni tego związku mniej toksycznym.
Musisz się nauczyć podejmować decyzje. Poza tym ta rozprawka wygląda jakby była wyciągnięta żywcem z kobiecego bloga, tyle, że w słowach rodzaj męski.
Jeśli jesteś świadomy tego, że po wypowiedzeniu pewnych słów nie ma już powrotu do pewnych relacji z drugą osobą, ale nie widzisz innego wyjścia, to rób co powinieneś.
IMHO coś mi tu nie gra i nie dasz rady się od tego tak łatwo odciąć. Faza "żałuję, że ją rzuciłem, co zrobić żeby wrócić", może Ci się szybciutko włączyć, potrwać długie miesiące, albo lata i zostawić Twoje życie w prawdziwej rozsypce.
Pozbieraj myśli, daj sobie czas, daj sobie szansę, jak odczuwasz taką potrzebę to porozmawiaj z osobami, które mogą jakoś naświetlić Ci cechy nastroju który Cię opanował. Zrób wszystko, żeby podjąć właściwą decyzję, bo później nie będziesz mógł juz skorzystać z opcji "saved game".
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein
Może cię boli, że ona za tobą nie szaleje? Że się rozwija i jest niezależna? Chciałbyś facetem za którym inne szaleją, a ty jesteś bogiem, bo wszystkie pieprzysz. Myślę, że powinieneś spróbować spełnić to swoje marzenie. A dziewczyna? Miliony są fajnych, niezależnych i pięknych.
Wiesz co rafal, coś w tym jest, bo gdy wchodziłem w ten związek byłem bogiem dla samego siebie. Mnóstwo sukcesów i życiowych i z kobietami. To mnie napędzało. Byłem dla niej jebanym autorytetem. Liderem.
Teraz nie mam kobiet i mniej sukcesów. Straciłem motywację. Nie jestem dla niej kimś, jak kiedyś i to najbardziej boli moje ego.
Generalnie wynik niedojrzałości... za wczesnie, za dobrze, ze intensywnie. Odczuwasz naturalną potrzebę zmian, a nie dostrzegasz wszystkich, takze długodystansowych aspektów tego bilansu. To naturalne. Jestes młody. Obawiam się, ze tej Twojej potrzeby nic nie jest w stanie zaspokoic. Po prostu musisz tego doświadczyć i nauczyć na błędach.
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"