Panowie, postaram się pokrótce opisać moją sytuację.
1) Byłem z dziewczyną przez kilka lat, po czym zerwaliśmy i od jakiegoś czasu jestem samotny. Podczas, kiedy byłem z moją ex, poznałem na wspólnej imprezie z ex oraz naszymi wspólnymi znajomymi, świetną dziewczynę z drugiego końca naszego ślicznego kraju, która przyjechała tu akurat na urlop i los chciał, że wpadła na ten sam melanż ze swoimi znajomymi, którzy są również moimi znajomymi.
2) Po rozstaniu z ex, jako że w/w dziewczyna od chwili poznania bardzo mi się podobała, nawiązałem z nią kontakt, jednakże z racji tego, że mieszkamy od siebie bardzo daleko, nasz kontakt ograniczał się głównie do smsów.
3) Nalegałem na spotkanie. Udało się. Spotkaliśmy się u mnie, dużo poczucia humoru, śmiechu, fajnych chwil! Dzięki temu, że mam fajny charakter, bo zwyczajnie lubię ludzi, rozmawiało nam się doskonale, a i czas mijał dość szybko.
4) Następnie obejrzeliśmy fajny film, wypiliśmy trochę wina i zacząłem ją całować. Zacząłem wychodzić z założenia, że życie jest zbyt krótkie, żeby bawić się w konwenanse. Później był zajebisty seks! Ale to tak zajebisty, jak tylko możecie sobie wyobrazić. Miałem kilka dziewczyn, ale żadna nie była tak świetna.
5) Na drugi dzień obudziliśmy się nadzy w łóżku, uśmiechy, wspólne śniadanie i ogólnie fajnie. Do południa spędziliśmy czas na kanapie tuląc się, całując, ogólnie fajnie. Wyszliśmy na miasto, złapała mnie za rękę i wtuliła się, fajne uczucie.
6) Niestety, musiała wracać do siebie. Powiedziałem, że będziemy w kontakcie. Wstępnie umówiliśmy się, że spotkamy się niedługo w weekend.
7) Jestem dumny z tego, że jej nie cisnąłem. Rozegrałem i nadal rozgrywam to ze spokojem oraz dystansem, kiełznając emocje. To serio działa, Panowie!
No i w tym punkcie pojawia się pytanie - co robić? Czekać, żeby ona teraz przejęła pałeczkę i zaczęła do mnie się dobijać, spotykać się z nią na seks, spędzać fajne chwile i zdać się na rozwój sytuacji?
Traktuję ten post czysto doradczo, bo jestem ciekaw, co byście zrobili w takiej sytuacji?
Pozdrawiam was serdecznie!
Większośc odpowiedzi jakie tu dostaniesz to coś na zasadzie '' największy dystans na jaki powinno się trzymać panne to dystans Twojego fiuta''. I dużo w tym prawdy.
To co ja bym zrobił, to spotkał się jeszcze kilka razy. Za jakiś czas, któreś z was pęknie. Przyjdą gorsze dni, jakiś okres albo inny kryzys. Jak to przetrwacie to można spróbować popchnąć to dalej. Jak nie, to znajdzie sie następna.
Znaczenie życia jest takie, że ma być przeżywane, nie sprzedawane, konceptualizowane lub wciskane w jakiś schematyczny system.
Tylu specjalistów i nikt nie wypowie się w tej konkretnej kwestii? Co z wami, Panowie?
Że tak pozwolę sobie zacytować pewnego usera:
Najpierw wyruchaj a później się zobaczy xD
Związki na odległość imo nie mają racji bytu, także zbytnio bym się nie przywiązywał. Przestań pisać, zadzwoń ze 2 razy w tygodniu, pogadaj o głupotach, spotykaj się z nią dalej. Jeśli po czasie okaże się "normalna" wtedy możesz myśleć o czymś poważnym.
Na obecną chwilę traktowałbym to bardziej jako zabawę/przygodę/zdobywanie doświadczenia
Ja bym w takiej sytuacji się starał to brać na chłodno, podobnie jak inni. Niestety, ale przy takiej odległości trudno utrzymać zainteresowanie na stabilnym poziomie. Jak się zaangażujecie będzie wam brakowało spotkań, mogą zacząć się pretensje itp.