Witam, szukałem podobnych wpisów ale nie znalazłem więc napiszę swój. Będę musiał się trochę rozpisać aby sytuacja była jasna, bo jest mega dziwna dla mnie. Niestety jestem jeszcze początkujący. Otóż byłem z nią w pracy ( jedno dniowe zlecenie), cały czas zauważałem, że mi się przygląda a jak na nią spojrzałem to po chwili się peszyła. Wymiana uśmiechów, ewidentnie szukała kontaktu wzrokowego, dla mnie takie coś jest równo znaczne z "otwórz mnie". Ale nie dało rady pobajerować na miejscu. Dobrze się złożyło, że wieczorem na parkingu czekała na drugą osobę w aucie, sama. Pochodzę uśmiecham się, szyba opada a ja się zapytałem gdzie reszta, bo chwilę mnie nie było, odpowiada mi oczywistą oczywistość ale nie o to chodzi, jako że nie było czasu na absolutnie nic więcej, poszedłem na spontana i po prostu zapytałem, czy da mi swój numer telefonu. Zmieszała się, uśmiechnęła, zapytała się czy mówię serio, potem coś w stylu "no kurcze nie bardzo mogę" ale się zgadza właściwie od razu, telefon w ruch wysyłam jej strzałke wszystko git. Pożegnałem się i odszedłem, mówiąc, że będę się kontaktował. To wszystko odbyło się w niedzielę wieczorem, zadzwoniłem do niej we czwartek, odebrała od razu, zacząłem na rozbawiciela z wymyśloną sytuacyjną ksywką dla niej i trochę pożartowaliśmy ale krótko bo zawsze rozmawiam przez telefon rzeczowo i szybko kończę, wolę w cztery oczy. Więc od razu powiedziałem jej, ze mamy na piątek rezerwację w kawarni, może niektórzy pomyślą, ze zwariowałem, nie zamieniłem nią słowa a tu rezerwacja ale ta kawiarnia jest oblegana. Do rzeczy, nie zaczęła ściemniać, że coś tam, tylko, czy może mi napisać za jakiś czas smsa czy da radę na tą godzinę. Po jakichś dwóch godzina dostaję sms, że nie da rady. No to dzwonię i mówię dokładnie tak: co może być ciekawsze od spotkania z takim przystojniakiem. Trochę po bandzie ale nie gadałem z nią za dużo, więc wnoszę, że się jej podobam. Podała sensowny argument praca + korepetycje, kto wie, może wyssane z palca. No to ja, może trochę zbyt pochopnie zaproponowałem, że spotkamy się na sobotnich juwenaliach, wiedząc, że i ja i ona nie będziemy sami. Dwie ekipy, trochę nie odpowiedni grunt na pierwsze spotkanie. Ku mojemu zdziwieniu podłapała temat i zaproponowała wspólne pójście na afterparty. Po dotarciu na miejsce napisałem jej, gdzie jest, odpisała mi po dłuższym czasie, że jest pod sceną na koncercie. No przez takie tłumy nie miałem zamiaru się ciskać więc odpisałem, że jedziemy ze znajomymi w pewne miejsce i czekam na nią po koncercie przy bramie. Zero odzewu, po mniej wiecej takim samym czasie odpisuje, że jest zupełnie gdzie indziej. Biorę pod uwagę wszystko, alkohol, było głośno więc olałem to i bawiłem się ze znajomymi. W niedzielę wieczorem zadzwoniłem, odebrała po dwóch sygnałach. Ponawijałem chwilę, że się nie zgadaliśmy wczoraj i w sumie na dobre wyszło bo nie było warunków na pierwsze spotkanie. Śmiechy hihy i tu mogłem popełnić błąd. Zapytałem czy ma czas w poniedziałek bo ja mogę tylko w poniedziałek (to akurat prawda). Znowu konkrety, mówi, że pracuje do tej i do tej a potem idzie jeszcze do dodatkowej pracy. No to ja na to (kolejny błąd), żeby dała mi znać jak będzie kończyć to będziemy planować, zgodziła się a z tonacji głosu raczej nie była poirytowana, że dzwonię. No jak się pewnie domyślacie dziś cały dzień cisza a mnie rozrywa bo nie wiedziałem czy dzwonić czy nie... desperatem nie jestem, nie ta to inna, jednak radami bym nie pogardził.
Dodam, ze będę się z nią widział w sobotę, niestety służbowo...
Pozdro
Po dotarciu na miejsce napisałem jej, gdzie jest, odpisała mi po dłuższym czasie, że jest pod sceną na koncercie. No przez takie tłumy nie miałem zamiaru się ciskać więc odpisałem, że jedziemy ze znajomymi w pewne miejsce i czekam na nią po koncercie przy bramie.
tu akurat ją rozumiem, ma jechać w "pewne miejsce" z obcym facetem i jego kumplem, średnio to wygląda ...
może chciała właśnie ze swoją paczką, aby poczuć sie bezpieczniej
they hate us cause they ain't us
@Anarki
Tak też myślałem zrobić ale jak napisałem w sobotę na 100% się z nią widzę i całkiem możliwe, ze i z połowę niedzieli. Miałem ją wymrozić ale lipa tak ani słowa przez pół dnia...jakieś sugestie ?
@UlrichII
Tak masz rację, tu akurat przewidziałem w 100% taką sytuację. Tylko reszta ...
Dzwoniłem tylko 3 razy i za każdym razem odebrała, mogła chociaż nie odebrać to by chyba było lepiej nawet. Problem w tym, że w jaką grę bym nie grał to nie znoszę przegrywać
Nie odzywaj się do soboty, daj jej zadecydować. W sobotę krótka rozmowa, bez żadnych propozycji, staraj się wyglądać jak najlepiej i pokaż że jesteś pewny siebie. Jak się już nie odezwie to nie była ci pisana.
Od początku:
-Nie pytaj dziewczyny o numer, to zazwyczaj wygląda tak jakbyś o niego prosił. Ja robię coś w stylu "Hmm.. To spotkajmy się w piątek, kawa o 18." I podaję telefon. Jeśli nie da rady to mówię inny pasujący mi termin.
-Jeśli już do niej dzwonisz, poświęć jej trochę czasu. Ona się rozgada, posłuchaj co ma do powiedzenia i się umówcie. Jeśli robisz to na szybko, nie dajesz jej czasu żeby się zaangażowała w rozmowę. Też wielokrotnie robiłem ten błąd.
-Nie umawiaj się z nią na jakieś duże imprezy, szansa że się rozdzielicie lub nie spotkacie, jest zbyt duża. Jeśli nie będziesz z nią nic nie ugrasz.
-Z tego co czytam to wasza relacja dopiero raczkuje. Ona Cię nie zna, może wyjść z tego coś fajnego.
Powodzenia!
Vic.
Stary, trochę empatii!
To że dziewczyna łapała wyraźny kontakt wzrokowy i chciała żebyś ją otworzył, nie oznacza jeszcze, że sama Ci się na chuja właduje. I tutaj się rozbijają te teorie, że wystarczy mieć wyjściową mordę i śnieżnobiały uśmiech żeby swoje ugrać.
Podbijasz do niej w taki sposób jakby JUŻ było po sprawie. W ogóle się nie starasz żeby laska miała jakąkolwiek pozytywną wibrację. Podbijasz i bierzesz numer jakby Ci się należał, ustawiasz się z nią jakbyś był Davidem Duchovnym, a ona miała napisane na plecach "chcę Ci obciągnąć, teraz".
Masz rozgrywać tak, żeby dziewczyna nie miała wobec siebie wyrzutów sumienia, że jest łatwa. Każesz jej grać w tę grę, tak jakby to była oczywista oczywistość, że lada moment ona da Ci dupy. Mylisz pewność siebie i męską energię z młodzieńcza podjarką, że dupinka Cię wyhaczyła spojrzeniem i chyba jej się spodobałeś. Jak interesują Cię fajne, inteligentne i szanujące się dziewczyny, to musisz się bardziej wykazać kolego.
Póki co, koncertowo to pierdolisz. Zero raportu, atrakcyjność zbudowana fajnym EC już prawie stopniała i lada chwila zaczniesz się frajerzyć, bo już nakryłeś do stołu, a gołąbeczka wcale nie ma ochoty dać się tak łatwo skonsumować. Już zaczyna odlatywać, a Ty zaczynasz wykonywać nerwowe ruchy, bo nie wiesz dlaczego relacja zamiast iść do przodu to cofa się z każdym Twoim posunięciem. Lada chwila kurtyna spadnie na scenę i okażę się, że król jest nagi,
Pozdrawiam.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein
W sumie od niedzielnego telefonu nie zrobiłem zupełnie nic a na raport nie było po prostu czasu i okazji, byłem zmuszony albo od razu brać numer albo powiedzieć "ok dzięki" i odejść. Wszystko miałem idealnie rozegrać na spotkaniu i tam się wykazać, tylko że się nie odbyło
Skoro wiedziałeś, że będziesz się w sobotę z nią widział w pracy, to po cholerę gnałeś tak po ten numer? Nie lepiej było po prostu porozmawiać przy następnym kontakcie, trochę zagrać jakąś tajemnicą, albo coś. Jeśli się jej spodobałeś, to wtedy byś miał dużo łatwiej. Wyszedłeś na mega nachalnego typa, niemal desperata. Jak nie udało Ci się raz ustawić, bo miała wymówkę, to dajesz sobie spokój na dłuższy czas, a drugi raz ją i tak byś widział.
--------------------------------------------------------
Jeśli powiesz "nie udało się" staniesz się 10 razy silniejszy, niż gdybyś miał powiedzieć "co by było gdybym spróbował..."
Jeden telefon w czwartek i jeden w niedziele, na totalnym lajcie
o kurde to może telepatycznie następnym razem, żebym nie wyszedł na needy :<
PS: generalnie, o tym, że będę się z nią jeszcze widział dowiedziałem się po fakcie wymiany numerów