siemanko, mam pytanie do ludzi będących w stałych związkach. Czy Wy Panowie też tak macie, że w pewnym momencie zaczyna was wszystko nudzić (w związku), wypalacie się itd? Aktualnie jestem z kobietą pi razy drzwi 4 lata, zaczynam co raz bardziej rozglądać się za innymi, mniej cieszyć się ze spotkań z lubą (mieszkamy razem). Można gdybać 'ze moze to nie ta' ale przez bardzo długi czas była u mnie numero uno ;/ jak sobie z tym radzić :> ?
MrSnoofie wyczerpał temat.
Widocznie tylko wydawało Ci się, że to ta jedyna.
Ja tam nie narzekam na nudę w związku, a liczbę lat już od niedawna mam dwucyfrową.
Nie wiem czy to nawet kwestia "pielęgnowania" jest istotniejsza od dobrania się ludzi. Jeśli ktoś jest interesującym człowiekiem, zawsze będziesz miał ochotę spędzać z nim czas, rozmawiać etc... bo zawsze ten ktoś będzie mógł Cię czymś zaskoczyć, zaciekawić.
Tak to jest gdy związek rozpocznie się niechronologicznie. Najpierw mieszkanie razem, seks a potem pytania co mi się tej/tym partnerze podobało. Apeluję jak ksiądz z mównicy: Spróbujcie więcej czasu poświęcić fazie zakochania, wydłuża związek kilkukrotnie.
Recept jest tak wiele jak ilość wszystkich związków w stolycy
Elba poruszyła temat dopasowania - owszem, jestem pewien, że takie istnieje, jednak musi być dobrze pielęgnowane. Przecież nawet najlepsze Porsche czasem się nudzi i szukamy tych gorszych modeli, zapominając o tym co jest dla nas najlepsze i najtrwalsze.
Finalnie, nyd, jeśli czujesz że ta kobieta mogłaby gotować Ci obiady, prać majtki Twoich dzieci i akceptować Twoje trudniejsze dni i sekrety to najlepiej zostać na starym. Jestem człowiekiem staroświeckim i myślę że śladem rozumowania naszych pradziadów zacząć "naprawiać" obecny związek niż męczyć się z nowym chińskim towarem z młodszego rocznika i większym biustem . Chociaż, małego skoku w bok nikt Ci nie wypomni
Może to da Ci do zrozumienia, że masz teraz naprawdę dobrze. Lepiej niż stereotypowy gruby, tłusty informatyk.
edit: Po przemyśleniu, nasunął mi się pewien schemat:
TWOJE SAMOPOCZUCIE I DZIAŁANIA <-> JEJ UCZUCIA
W większości związków oczekujemy od kobiet uczucia, błysku w oczach i dobrego wyglądu. Może spróbuj coś z tym zrobić? Pokaż jej, że jest ważna a odpłaci się pozytywnymi feromonami. Na podrywaj.org jest kilka ciekawych blogów na temat podsycania uczuć partnerki (np: Kilka pomysłów na niespodzianki dla kobiety by lego). Spróbuj
-------------------
"Zostaw ją lepszą."
dzięki serdeczne za odpowiedzi, faktycznie przestaliśmy dbać o relacje, ciepłe kluchy + pizza + filmy, oboje straciliśmy zajawki i to nas ciągnie w dół. Ja się przestałem starać, ona też, także zacznę pierwszy to naprawiać. Najbardziej boli mnie to, że będąc w długim związku mam ochotę na inne dziewczyny ;d, szukam nowych wrażeń i bodźców, ale nie jestem skłonny do zdrady bo wyznaję zasadę szczerej zdrowej relacji (masz ci los hehe) pojawiła się tu niespójność której jeszcze nie mogę ogarnąć.
Problem ten zobaczyłem dopiero wtedy jak zaczęła mnie podrywać ładna dziewczyna (z próbami pocałunku), zobaczyłem że sprawia mi to ogromną radość, i tu pojawiła się rozkmina że coś jest nie tak w moim związku
)
Beka. Co to za związek jest? Całowanie raz w miesiącu przed spowiedzią? Związek tyle lat trwa a sam przyznałeś, że o niego szczególnie nie dbaliście. Jakże to możliwe? Pewnie "byleś" z nią, bo nie było innych opcji. Bankowo zdradza, bo pipa jesteś.
przecież już w poprzednim temacie juz pisałeś, że były problemy z seksem, więc ten stan to tylko efekt poprzednich problemów, zresztą sam wtedy pisałeś
"ten typ tak ma"
to było we wrześniu 2014, na co czekasz ?
they hate us cause they ain't us
Ulrich masz rację, jednak zawsze się łudzę że się poprawi i przez moje widzi mi się mogę dużo stracić, może i jestem pipka, ale są aspekty w których czuję się z nią dobrze, i te w których chujowo, kwestia tego czy pierdo*ić to czy próbować poprawić, zawsze czekam na poprawę, raczej nie jestem typem który po 3.5 roku zrywa bez konkretnego powodu. Może faktycznie to nie jest dla mnie dziewczyna skoro ciągle jest mi coś nie tak i przechodzę w obojętność, ale chyba potrzebuje pierdolnięcia (czyt. dużego bodźca) żeby to zrobić. Co jakiś czas o tym myślę i później mi przechodzi (co mogło by świadczyć że już jest ok). Jeżeli to utrzyma się w mojej głowie przez dłuższy czas to będę zdeterminowany do radykalnych kroków.
Z drugiej strony mam wrażenie że w pewnym etapie związków, zawsze wszystko sprowadza się do tej szeroko pojętej nudy, papuci i hałs of cards, mam wrażenie że wszystkie związki które obserwuję w pewnym momencie wchodzą w ten etap ( może dlatego dalej w nim siedzę).
Dante może źle się zrozumieliśmy: od jakiegoś czasu przestaliśmy o ten związek dbać ;p