Niedawno na mieście spotkałem byłą dziewczynę, z którą byłem jakoś 2 lata temu (od tamtej pory dostałem 7 olewek i wyczerpał się zasób kobiet do poznania [nie chodzę po dyskotekach itp. podrywać mogę w szkole]). Nawiązaliśmy kontakt wzrokowy, ja siedziałem na ławce, ona była w samochodzie. Nagle serce zaczęło walić mi jak szalone, zaczęło mi się kręcić w głowie, myślałem, że wybuchnę. Nigdy nie byłem tak zestresowany, chociaż świadomie zadałem sobie w myślach pytanie "czego się kurwa boje, przecież nic mi nie grozi, przecież ja nawet się jej nie boje", to jednak moja podświadomość postanowiła przeżyć szok. Otwarcie jak ktoś spyta się mnie czy czuję przed nią strach, to szczerze odpowiem, że nie. Jednak w praniu to moja podświadomość się jej panicznie boi, tak jak zagadywania do innych dziewczyn (ostatnim razem tak się trzęsłem, że laska spytała się czy mi zimno
) Myślałem czy by iść do psychologa, ale uważam, że problem jest zbyt głupi i sam powinienem sobie z nim poradzić jako facet. Jak sobie poradzić, przynajmniej z podświadomym strachem przed byłą? Jak pokonać podświadomość?
ale dlaczego definiujesz to jako "strach"? Ona ma licence to kill, czy co?
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
No właśnie rozstaliśmy się dość burzowo, ale nigdy mnie nie uderzyła ani nie zrobiła jakiejś akcji na mieście, zawsze wszystko było załatwiane między nami. Nigdy by mi nic nie zrobiła, jest zbyt nieśmiała. Jednak, przeżyłem prawie zawał gdy ją zobaczyłem
Masz ataki na tle nerwicowym, w tym wypadku tak reagujesz na osoby, których nie chciałbyś widzieć w danym momencie swojego życia.
Nie rozumiem, lubię na nią patrzeć, czasem zerkam za nią po ulicy, jest bardzo ładna i chciałbym się nawet z nią znowu zejść (pod warunkiem, że dostaliśmy jakiejś amnezji i możemy wszystko od początku bo się nawet nie znamy). Tak samo jak podczas podrywania, skoro podchodzę do jakiejś dziewczyny to znaczy, że chcę ją widzieć i z nią rozmawiać. Przynajmniej świadomie.
W pości wyżej jest napisana prawda więc to nie jest blachy problem idz do psychologa to żaden wstyd uświadom to sobie
Mimo wszystko do osiemnastki postaram się sam rozwiązać ten problem. Nie chcę, żeby ktokolwiek z otoczenia o nim wiedział. W dodatku lepiej będzie jak sam go rozwiążę. Tylko, że potrzebuje waszej pomocy, bo poza uświadamianiem sobie, że to tylko jakiś głupi wymysł mojego mózgu, nie wiem co mogę jeszcze zrobić
Jak boisz się patrzeć w oczy to traktuj to jak jakiś wyścig albo cos, powiedz sobie że masz mieć pierwsze miejsce , a jak wzrok spuscisz to przegrasz
Próbowałem tak robić, ale muszę odpuścić bo robi mi się słabo. Byłem z problemem zawrotów głowy u lekarza. Wszystkie wyniki mam dobre, jestem zdrowy od dołu do góry, ponoć troszeczkę zbyt nerwowy. Musiałbym zacząć przebywać obok niej, coraz bardziej się zbliżać, ale nie chcę tego robić, bo nie mam po co, oraz nie mam jak.
dziewczyny to zwykli ludzie jak każdy, nawet te najładniejsze, z czasem to zrozumiesz, na pewno pomaga obycie i kontakt (nie koniecznie tylko w podrywie)
ja np. kiedyś bałem sie wystąpień w publicznym gronie, ale z czasem przywykłem, że gapi się na mnie kilkadziesiąt osób i teraz to norma, ale na początku stres był to normalne ... nawet teraz czasami jest, ale taki mobilizujący, nie paraliżujący
they hate us cause they ain't us
Otóż chodzi o to, że kiedyś nie byłem taki, tzn. na początku byłem totalną pipką jeśli chodzi o kontakty społeczne i podrywanie/powodzenie. Potem przeczytałem parę książek, obejrzałem parę filmików i znalazłem sobie dziewczynę, oraz stałem się trochę popularny w szkole. Potem nadeszły kłótnie z dziewczyną, rozstanie, fala olewek podczas podrywania nowych lasek i podśmiechujki otoczenia z moich porażek i tak oto jestem tutaj teraz. Zdałem sobie przed paroma chwilami sprawę, że miałem mały opór przed podejściem do laski (ok.19-20 lat, z urody 6,8/10) która sprzedawała w kiosku.
heh kiedyś miałem podobny problem też wolałem nie spotkać nigdzie byłej ale chyba bardziej bałem się tego że wspomnienia wrócą, ale kiedyś się nawet umówiłem z była tak o pogadać bo napisała mi życzenia na święta i przed spotkaniem nogi były miękkie ale wiesz podczas spotkania mi przeszło i człowiek się rozluźnił a i nic do mnie nie wróciło nie myślałem potem o niej nawet fajnie że sobie pogadaliśmy bo po tym wszystkim nawet nie przypominałem sobie o niej tak jak po rozstaniu człowiek się zastanawia co tam u niej. Doszedłem do takiego wniosku że ta osoba z którą byłeś X lat, miesięcy kochałeś, lubiłeś, przeżyłeś świetne chwile po prostu się zmienia nie ma już tej osoby, osobowość się zmienia staje przed Tobą kompletnie inny człowiek. Niedawno pisałem bo dziewczyna mnie zostawiła po 4 latach na początku myślałem że to się zmieni itp. ale po pewnym czasie zdałem sobie sprawę że ta osoba którą kochałem i wiązałem przyszłość po prostu "umarła" w sensie uczuciowym i jest teraz kompletnie kimś innym i chyba dlatego nie powinno się wracać do byłej tak trochę odskoczyłem od tematu. Jednym zdaniem swoim lękom trzeba wyjść na przeciw i wtedy już nie są takie straszne.
Jeśli się czegoś w życiu boisz to powinieneś robić tego jak najwięcej. To jedyna recepta na pokonanie lęku przed czymś lub przed kimś. Pewnie za pierwszym razem jak ją zobaczyłeś to miałeś tak, że serce Ci waliło jak młot. Za drugim razem już by tak mocno nie waliło, a za trzecim to możliwe, że wcale byś tego nie odczuł.
To jest tak jak z kawałem. Ktoś opowiada Ci kawał, który słyszysz pierwszy raz to wtedy bawi Cię on najbardziej , ale już za drugim i trzecim razem mniej,a za czwartym wcale
Wiele trudnych rzeczy staje się dużo prostsze kiedy podejdziesz do nich na luzie i spokoju. Zadbaj o luz i spokój !
Kawał owszem śmieszny
, ale mnie za drugim i trzecim razem nie rozśmieszyłby tak samo jak za pierwszym już nie wspominając o setnym jego usłyszeniu 
Dlatego moje wyżej wymienione porównanie jest dla mnie jak najbardziej na miejscu. Tobie się może ono nie podobać lub po prostu masz inaczej
w każdym bądź razie szanuję Twoje zdanie na ten temat w 100% i nie tylko dlatego, że jesteś jednym z moich "ulubionych" użytkowników na tym forum.
Nie chce mi się rozwijać tego "ulubionym" na pewno się domyślasz o co mi chodzi
Pokrótce napisze, że chodzi mi o Twoje blogi, z których wiele się nauczyłem i ogólnie o Twój wkład w tą stronkę 
Na koniec również rzucę kawałem i zmykam
Żona do męża:
- Zobacz, ja muszę prać, prasować, sprzątać, nigdzie nie mogę wyjść, czuję się jak Kopciuszek.
Mąż na to:
- A nie mówiłem, że ze mną będzie ci jak w bajce?
Pozdrawiam MrSnoofie !
Chłopie, nie wiem czy ktoś już o tym wspomniał, ale jeśli się tak stresujesz przed podejściem to stosuj afirmacje, niesamowicie podbudowują, motywują do działania i wprowadzają spokój w Twojej głowie, poczytaj w podstawach. Mi pomagały.
Pzdr,
Nie powinno się odwracać plecami i uciekać przed grożącym niebezpieczeństwem. Jeśli to zrobisz, to podwoisz jego siłę. Jeśli natomiast wyjdziesz do niego szybko i bez wzdrygnięcia, zmniejszysz jego natężenie o połowę. Nigdy przed niczym nie uciekaj. Nigdy
Klina klinem. Zacznij uprawiać jakiś sport ekstremalny to po pewnym czasie będziesz wolny od strachu. Ba zaczniesz z pobłażaniem spoglądać na nakoksionych misiów, dumnie prężących muskuły przy wejściu do dyskoteki.