Witam wszystkich
Postaram się nakreślić sytuacje z moją dziewczyną. Jesteśmy razem od 10 miesięcy, Ja mam 22 lata ona 20. Ona studiuje dziennie w mieście oddalonym od mojego o 40 km, Ja pracuje i studiuje zaocznie czyli co 2 tyg mam zjazdy.
Ona przed moim poznaniem była typem imprezowiczki, co tydzień imprezy, koleżanki ogólnie rozrywkowy tryb życia. Gdy wreszcie poznała mnie zaniechała imprez, jak coś to chodziliśmy razem, no na paru była sama ale przecież to normalne.Problem zaczął się jak poszła na studia, poznała tam parę koleżanek, które cóż nie ukrywając prowadzą lekko hulaszczy tryb życia niby mają swoich chłoptasiów ale traktują ich bardzo swobodnie.
No i zaczęło się spotykamy się ze sobą tak 2 razy w tygodniu i jakoś sobie tam radzimy żeby nie było nudno. Lecz ostatni czasy coraz częściej moja dziewczyna pije z tymi koleżankami a to w przerwie na uczelni a to wieczorami wychodzi z nimi. Była impreza na której była z nimi i trochę przesadziła z alkoholem, teraz jestem trochę na to uczulony.
Gdy jej o tym mówię, że trochę mi to nie pasuje i nie będę tolerował tak intensywnego picia u dziewczyn ona oznajmiła mi, że jest młoda i na studiach to co ma robić. Mówi, że co z tego że pije, powiedziała mi też, że ją ograniczam choć nigdy jej nie zabroniłem wyjścia z tymi koleżankami.Tylko ostatnio mnie to jej ciągłe picie wkurza.
Z jednej strony nie mogę jej tego zabronić a z drugiej mnie to denerwuje więc proszę użytkowników o jakieś rady
z góry dzięki
chlanie między zajęciami, imprezy, a potem po studiach zdziwienie, że nikt mnie zatrudnić nie chce


prócz tego co napisał Snoofie, jest jeszcze opcja - zacznij pić razem z nimi
they hate us cause they ain't us
Może bym pił razem z nimi jakbym miał kiedy, w tygodniu praca a one na weekendy wracają do swoich domostw po "słoiki "
"Kocham to. Nazjeżdżają się pindy na studia, cały październik wypełzają na ulice jak pluskwy przez 6 dni w tygodniu. 5 stopni, mżawka, a te sterczą na Szewskiej w kolejkach do któregoś z tych gównianych klubów, stukając z zimna obcasikami i trzęsąc gołymi nogami. Wybór klubu zależy od tego, w którym jest aktualnie promocja na darmowe drinki do północy, większa ilość "zagramanicznych" turystów i bardziej napompowana atmosfera pseudo-luksusu, przypominająca o tym, że gdzieś istnieje lepszy świat, świat, w którym do klubu jedzie się żółtą taksówką, a nie tramwajem numer 18 i gdzie faktycznie można być na bieżąco z Kardashianami. Tuptają potem w miejscu przez godzinę, raz po raz pociągając przez słomkę wódę z sokiem żurawinowym, zrobią ze trzy głośne pielgrzymki do kibla, zgubią kolczyk, błyszczyk, bransoletkę, może nawet naciągną jakiegoś siwiejącego Vincenzo na kolejnego drinka. W listopadzie okazuje się, że na studiach jednak trzeba się od czasu do czasu uczyć, że od szpilek robią się odciski i że jakoś tak dziwnie piecze przy sikaniu. Dni robią się krótsze, noce samotne i w dodatku mama znowu nie zrobiła przelewu. Tak kończy się wielkomiejski sen i ocieranie o spoconych młokosów, przyciskających krocza do ich spiętych lycrą pośladków. Mam sentyment do tego specyficznego, miejskiego folkloru. Niech żyją pindy! Oby nigdy ich nie zabrakło."
Taki cytat z pewnej strony. Dobre podsumowanie "wielkomiejskiego" stylu życia. Ja bym odpuścił, jakieklowiek rozmowy nic nie dadzą lasce zrobiło sie siano we łbie i musi jej minac.
Z czego konkretnie to cytat?
W moim przypadku jest tak jak mówisz
Ja się rozwijam, pracuje, uczę się zaocznie i po pracy mam jeszcze czas na swoją pasję, a ona nie, spoczęła na laurach, że pozaliczała wszystko (chodzi o przedmioty)
i tyle. Zaczął się u niej drugi semestr i nie ma nauki, to po zajęciach chodzi ze swoimi i pije, bo jak to określiła "jak mnie nie ma koło niej to jej się nudzi i nie będzie siedzieć w mieszkaniu"
Pijana imprezowiczka jest fajna do momentu kiedy obrzyga Ci buty.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, łajdacki i triumfalny zarazem, na którego widok jej piersi napięły się jeszcze bardziej.