Cześć, mam takie dość banalne pytanie, ale ciekawi mnie wasza opinia na ten temat. Co sądzicie o stosowaniu czułych określeń względem dziewczyn w początkowych fazach znajomości, powiedzmy po 2-3 spotkaniach? Oczywiście z umiarem. Taki przykład: panna zrobi nam masaż, a my w ramach nagrody dajemy buzi i mówimy coś w stylu - ''Dzięki Kotku'', albo na pożegnanie po udanym spotkaniu. Waszym zdaniem takie coś jest w porządku, czy lepiej zachować takie słówka na dalsze etapy znajomości? 
Rób i mów to na co masz ochotę.
Znam takich, co sadzą "kotku" po minucie znajomości
Przychodzi taki jełop do sklepu i zasuwa do panny stojącej przy ladzie chłodniczej: "kotku, a świeże masz te udka?"
"a my w ramach nagrody dajemy buzi"
Dziewczyny dają buzi, a Wy całujecie. To w kwestii semantyki.
A co do kotka, mnie nie wadzi, ale są babki które nie lubią takich słodko-pierdzących teksów. Musisz wyczuć.
Tdi, chyba ostatnio za dużo naoglądałeś się filmów pokroju ''50 Twarzy Greya''. A tak na serio, to wiadomo, że w niektórych sytuacjach można i tak powiedzieć i zrobić.
takie określenia "kotku" czy "misiu" kojarzą mi się raczej z landrynami z BMW, bardzo infantylne
they hate us cause they ain't us
Jest taka zasada, którą zaobserwowałem - im wcześniej zacznie się "miśkowanie" tym mniej stabilny jest związek i równie szybko się może skończyć.
Myślę, że zależy od sytuacji. Nie lepiej powiedzieć "Jesteś prawie najlepsza?" Jeśli laska sie czepia o zdrobnienia, to mów ze "na bycie moim kotkiem/misiaczkiem/żąbcią trzeba sobie zasłużyć"