Witajcie,
Spotykam się z dziewczyną od jakichś 2 miesięcy (8 randek). Nie jesteśmy w związku. Dobrze się razem bawimy na spotkaniach. Całujemy się od 4 randki i nie było z jej strony żadnego oporu do tej pory. Ani razu mnie nie wystawiła i zgadzała się na proponowane terminy. Ostatnio po raz pierwszy i jako pierwsza poruszyła temat naszej relacji. Powiedziała, że jest fajnie jak się spotykamy, ale znikam na tydzień po spotkaniu i dopiero dzwonię by umówić spotkanie (chodzi o to, że za rzadko). I ona nie wie do czego to zmierza. Ja jej odpowiedziałem, że nie będę natarczywy i dzwonił co 5 min i lepiej jest się poznawać na żywo i że można się spotkać czasem 2 razy w tygodniu a nie jeden.To było w zeszły czwartek. W piątek sama pierwsza napisała czy jestem w akademiku (chciała mnie odwiedzić), ale akurat byłem u znajomych i też jej tak odpisałem. W niedzielę dzwoniłem do niej, ale miała wyłaczony telefon. Jak w poniedziałek zapytałem, o której dziś kończy pracę, okazało się że straciła kontakty w telefonie i że nie idzie dziś do pracy. Zadzwoniłem więc po jakiejś godlzinie od jej smsa i nie odebrała. Dziś środa, jak na razie nie oddzwoniła. Widzicie gdzieś jakieś błędy w tym co opisałem? Olać i czekać na jej ruch?
P.S. Ona jeszcze na ostatnim spotkaniu mówiła, że mało się poznaliśmy, bo nie wie gdzie jestem, co robię itd. kiedy się nie odzywam tydzień. Co innego nie odzywać się tydzień i dawać przestrzeń drugiej osobie (taki ukłon z mojej strony), a co innego zlewać dzwoniący telefon. Ona ma 21 lat.
Celem jest po prostu zdrowy związek
Coś mi się wydaje, że jesteś zbyt zdroworozsądkowy i już tym wkurwiłeś laskę. Ona chce się poczuć od czasu do czasu wyjątkowa, rozkochana, uwielbiana. Jasne, że z niczym nie wolno przegiąć:)
8 randek na 2 miesiące - dość mało, relacja idzie wolno, mało intensywnie (tylko całowanie). W dodatku mało kontaktu pomiędzy spotkaniami. Raczej wygląda na to, że traktujesz ją jak kumpelę od całowania - komicznie to brzmi, ale tak jest, ani nie dążysz do związku (za mało kontaktu, bliskości, emocji) ani do FF (2 miechy a seksu jak rozumiem nie było).
Coś mi się widzi że Cię sprawdza. Skoro jej się do tej pory podobało i nie robiła krzywych akcji, to nie jest jej z tym wszystkim źle, a na dodatek te teksty że nie wie co robisz, że za rzadko. Może źle myślę ale może chce żebyś teraz za nią polatał? Zadzwoń za jakiś czas, ale nie rób nerwowych ruchów, bo sie spierd*oli, zobaczy że da Ci troche niepewności i zaczniesz za nią latać.
Sprawa jest prosta - za mało twej inicjatywy. Nie chodzi o częstotliwość, ale o konkretność.
Zadzwoniła kiedy nie mogłeś, ale nie dałeś jej konkretnego terminu kiedy można. Dobijasz się do niej z różnym skutkiem, zamiast napisać coś konkretnego np:
"Chcę się spotkać. Zadzwoń jak będziesz mogła to omówimy co i jak."
Zamiast tego ciągłe odbitki w jedną i drugą stronę z zerowym pojęciem co tak naprawdę się dzieje po drugiej stronie.
Zraz jestem skłonny przyznać dziewczynie rację - za mało się znacie. Nawet nie wiecie kiedy się do siebie dobić!
Weź to za mordę i napraw to. Jak mimo takiej postawy dalej będą problemy to można uznać "że coś się dzieje".
"Tato, czy kobieta kiedyś zrobiła ci coś tak strasznego, tak odrażającego, że zrujnowało ci to całe życie?"
"Tak synu, ty tę kobietę nazywasz matką"
Al Bundy - król;)
Nie daj się wpędzić w wyrzuty sumienia!
Ja z moją obecną kobietą, na początku znajomości, również widywaliśmy się tylko w weekendy a od pon-pt minimalny kontakt telefoniczny. Nie widzę w tym nic złego.
Kobiety lubią facetów którzy mają swoje życie, pociąga ich to, ta tajemniczość.
Oczywiście, nie bój się napisać do niej sms-a w środku tygodnia co tam u Ciebie, lub zaproponować jakiś spontan.
Ale uważaj, nie daj jej sobie wejść na głowę. Ona próbuje Cię w pewien sposób subtelnie zaszantażować- "Nie wiem do czego to zmierza" itp itd.
Zamiast zmieniać częstotliwość dzwonienia, pisania, lepiej zafunduj jej zajebistą randkę pełną emocji, która jej utknie w głowie na długo.
I niech kobieta się zastanawia, niech się męczy ze swoimi myślami, lepsze to niż gdybyś podał jej siebie na tacy!
Ale laski nie lubią takiego dystansu na dłuższą metę, więc na dobre mu to nie wyjdzie. Można mieć swoje życie, ale jak autor widzi w lasce partnerkę to ich wspólne życie nie może się ograniczać do 1 dnia w tygodniu, nie sądzisz?
1 tydzień to nie 1 rok. Skoro ona tak bardzo chce widywać/kontaktować się z nim częściej to niech sama wyjdzie z inicjatywą. Dlaczego to autor ma wkładać w tą relację więcej?? Sam napisał, że to on proponuje spotkania i je prowadzi. To jest początek relacji, a on jej gra na emocjach i tak ma być! Ona dzięki temu pokazuje mu, że jej na nim zależy.
Dzięki za odpowiedzi i rady. Myślałem, że skoro dzwonię, umawiam spotkanie, prowadzę je i dobrze się bawimy i spędzamy razem czas to jest oczywista oznaka tego, że jestem zainteresowany. Kiedy mam się znów odezwać?
kiedy? - Kiedy najdzie cię ochota by się spotkać!
"Tato, czy kobieta kiedyś zrobiła ci coś tak strasznego, tak odrażającego, że zrujnowało ci to całe życie?"
"Tak synu, ty tę kobietę nazywasz matką"
Al Bundy - król;)
Ochota mnie nadeszła w niedzielę, a co poradzić, że nie oddzwoniła? Zrobię to jeszcze raz.
Teraz. Zef ci napisał, teraz wykonaj. Po prostu częściej się spotykajcie. Zaproś ją do siebie i dąż do sexu. A jeśli czasem napiszesz sms to chyba nic się nie stanie.
Tak poza tym- przez 8 spotkań nie powiedziałeś czym się zajmujesz?
Heh
Nie, nie. Chodziło o to, że ona nie wie co w danej chwili się ze mną dzieje, gdy do niej nie dzwonię.
A ona sama się nie może zapytać? Powiedz jej, że niech dzwoni jak chce pogadać i tyle. Przecież nie musisz ciągle ty wydzwaniać i spowiadać się. Jeżeli ją tak to interesuje to niech sama sobie zadzwoni. Poza tym jak dla mnie 8 spotkań na 2 miesiące jeszcze z dziewczyną z którą sam powiedziałeś chciałbyś zbudować związek to trochę mało. Jakbym ja chciał być z dziewczyną to na pewno chętniej bym się z nią spotykał.
Z drugiej strony to czemu chcesz iść w związek? To takie "racjonalne". Po prostu spędzajcie razem czas, bawcie się bez jakiś tam ustaleń i w końcu powiesz kiedyś przedstawiając ją znajomym "to moja dziewczyna" i tyle
Sic Luceat Lux
Podszedłem do tematu. Napisałem konkretnego sms. Oddzwoniła. Pogadaliśmy na luzie itd. Nie umówiliśmy się na żaden termin jak na razie, bo jutro mówiła, że umawiała się ze znajomymi, ale nie jest pewna czy to wypali ze znajomymi, a ja chciałem konkretnie wiedzieć tak lub nie. Powiedziała, że w przyszłym tygodniu da mi znać. Zobaczymy więc co dalej.
Jedzie do domu na weekend. Tyle, że taki nagły spadek zainteresowania się po prostu nie mógł zdarzyć, bo jako facet widzę po prostu te oznaki zainteresowania na randkach, tym bardziej, że na ostatniej pocałowała mnie bardziej namiętnie niż wcześniej i zapytała o to dokąd to zmierza. Fakt dam jej teraz pole do popisu, jeżeli zadzwoni to super, jeżeli nie to raczej jest to koniec, bo później nie będziemy się widzieć z dwa tygodnie, bo święta itd.