Cześć, czy ktoś mi jest w stanie odpowiedzieć na pytanie jak żyć? Mam 22 lata i nie wiem co mam zrobić z swoim życiem. Pracuję za marne 1900zł dodam że nie nawiedzę tej pracy i tych wszystkich ludzi, mieszkam z rodzicami, na koncie mam 50 000 oszczędności na mieszkanie i zjechaną totalnie psychikę. Mam wrażenie że wszystkim się lepiej powodzi i żyje niż mi, większość swoich problemów tak właściwie sprowadzam do złej pracy, małe zarobki, brak jakiejkolwiek możliwości awansu. Gdzieś 3 lata temu poznałem całą tą społeczność, było to jeszcze zanim zacząłem pracować. Było fajnie, zacząłem robić dc, powoli jakoś to szło aż do lutego 2013. Poznałem pewną dziewczynę w której się zakochałem i wpadłem fiend zone. Cała ta sytuacja strasznie mnie dobiła i wyniszczyła psychicznie, nie byłem przygotowany na takie coś. Prawie się wtedy zabiłem. Jakoś trochę przeszło, i tak kontynuowałem moje marną egzystencje. Od tamtej pory mam jakąś ogromną blokadę, wcześniej byłem mało pewny siebie ale teraz to jest już nie ma we mnie za grosz pewności siebie wobec obcych kobiet. Wszystkiego się boję, idę do klubu i stoję w miejscu, nic nie czuję. Nie mam totalnej ochoty na podchodzenie, nawet nie próbuję, po prostu z góry wiem że jestem skazany na porażkę. Te uczucie mnie już tak przesiąkło że nie umiem, nie mam już sił na wyzbycie się tego. W pracy normalnie rozmawiam na różne tematy, chodzę na siłownie tam też przewijają się jakieś kobiety i nie mam raczej problemu z rozmową. Schody zaczynają się jak mam kogoś nowego poznać, po prostu nie potrafię.. Może też za bardzo wbiłem sobie do głowy że jestem za brzydki, i teraz podświadomość mnie aż tak blokuje? Na głowie mam coraz mniej włosów do tego odstające uszy, wszyscy mi mówią żebym ściął włosy na 0 ale nie mogę.. będę wyglądał jak plastuś. Jedyne rozwiązanie to operacja odstających uszów (bardzo dużo ludzi poddaje się temu zabiegowi) i poddałbym się z chęcią ale znowu mam opory co sobie pomyślą inni, rodzina, znajomi no i ludzie z pracy. Wiem że po takiej operacji mógłbym się zgolić na 0 i czułbym się jak Bóg, moja pewność siebie by diametralnie wzrosła o 101% (tak mi się przynajmniej wydaje). Myślałem też o jakimś kursie uwodzenia, może to by mnie odblokowało, może bym jakoś ruszył z miejsca. Pomimo tego że mam znajomych, dość intensywnie ćwiczę na siłowni, podróżuję to czuję się jak warzywo. Cierpię na niedobór kobiet w moim życiu. Ostatnio przeczytałem ,,Gre" Straussa, przez chwile poczułem pewnego kopa ale to tylko przez chwile bo jak wstałem rano czar prysł. Strasznie się boję tego że poznam na jakąś UG, tak jak wiele osób w mojej rodzinie. I sam nie wiem co jest gorsze żyć z takim, na siłę do którego się nic nie czuje czy może być skazanym na wieczną samotność.
Czy ktoś może przechodził przez coś takiego ? Czy ktoś może mi doradzić co mam z sobą zrobić?
Jakoś mi lżej po tym poście.
Wierz, lub nie, ale sporo kobiet nie przykłada gigantycznej uwagi do urody faceta. Ważniejsze jest to, czy nie chodzisz brudny, po prostu, czy potrafisz o siebie zadbać. Jeśli taka operacja miałaby Ci ulżyć, zwiększyć Twój komfort, to moim zdaniem powinieneś faktycznie poważnie przemyśleć tą opcje. Trudności z poznawaniem nowych ludzi będziesz miał zawsze, do momentu, aż siebie zaakceptujesz i polubisz w 100%, serio. Staraj się żyć tak, żebyś mógł spojrzeć w lustro i się uśmiechnąć, to daje kopa.
No i nie łam się, masz tylko 22 lata, a nie aż.
Masz 50k na koncie w wieku 22 lat i jeszcze narzekasz?
Dam ci radę - kup sobie samochód, zajebiaszczy, Plymouth 'Cuda, Chevy Impala, coś w tym guście. Będziesz miał poważniejszy problem - benzynę i dbanie o wózek. Polubisz go, aż w końcu wypełni całe twoje życie i zmartwienia przestaną się liczyć.
No najlepiej wydać całą sumę na samochód, wtedy faktycznie wypełni jego życie, a zmartwienia będą nowe, żeby nie zajeb*li, żeby nie porysowali, żeby opłacić, amortyzacja, wymiana oleju, filtrów ... .
Fajny wóz jest fajny. A autko jest niezbędne. Ale wydawać całe oszczędności na samochód, nawet z "duszą" to trzeba się naprawdę zastanowić i faktycznie potrzebować do szczęścia w życiu tylko samochodu.
Gościu. Kurwa no, co Ty wgl robisz?
Na wszystko patrzysz się negatywnie.
Uświadom sobie iż :
+ pracujesz
+ trenujesz na siłowni
+ co za tym idzie, masz pasje. (Zacznij się nią cieszyć).
+ masz już 50 tys. Na mieszkanie.
Wypisałem tyle + z jednego Twojego posta.
Zrób to samo. Wypisuj sobie takie plusiki związane z Tobą. Ciesz się z tego. Z Życia.
Dodatkowo, Wyznacz sobie cele. Realizuj je.
Wstając rano Dziękuj za wszystko co masz.
Wieczorem ciesz się z rzeczy, które zrobiłeś podczas dnia.
Trzymam za Ciebie kciuki.
Ja mam 40 000 złotych na minusie
i sie ciesze życiem mam swoje zajęcia. Niemam czasu na myślenie o głupotach .Prace można zawsze zmienić
Lukas weź nie pierd*l. Ale masz problemy. Praca jest, oszczędności jakieś są, młody jesteś.
A ... nie chwal się nigdy, że masz pieniądze. Szczególnie, że nie odłożyłeś tej sumy z Twojej pracy. Stawiam mama z tatą, bądź ktoś z rodziny Cię zabezpieczył, także głupio tak się chwalić (kasa i zarobki powodują zawsze "ból dupy" u mnóstwa osób, a i niezbyt roztropnie i bezpiecznie jest się tym chwalić gdziekolwiek, szczególnie na publicznych forach.
Szczerz stary znam wiele osób które mają gorzej. Więc głowa do góry!
Na podbudowanie napiszę Ci, że sam pracowałem za 1500 zł z przerwami zimowymi i tak przez 3 ostatnie lata. Całe szczęście potrafiłem dorobić sobie dzięki swojej pasji choć bywało i dalej bywa ciężko, bo jakby to wszystko połączyć to wychodzi, że czasem pracuję po 29-30 razy na miesiąc. Obecnie od tygodnia jestem bezrobotny i wątpię, że to się szybko zmieni, a opłaty robić trzeba. Do tego oszczędności nie mam prawie nic. Mimo wszystko jestem dobrej myśli i staram się widzieć we wszystkim zalety. Wolny czas który teraz mam chcę poświęcić na rozwijanie się i na swoją pasję, która mam nadzieję już wkrótce stanie się moim sposobem na godne życie. Jeśli się nie uda, trudno. Przynajmniej powiem sobie, że spróbowałem. Równie dobrze mógłbym teraz rozpaczać jakie to wszystko jest chujowe, ale ten etap zostawiłem za sobą, gdyż tylko pozytywne myślenie buduje i daje energię do zmian i działania. Polecam to również Tobie, bo w końcu popadniesz w depresję, a możesz mi wierzyć, że to nic dobrego.
Powodzenia!
Lukas
To ja od siebie.
Zacznę od wyglądu.
Zrób sobie operację (a w zasadzie to dosyć mało inwazyjny zabieg w znieczuleniu miejscowym) - jeśli nie czujesz się komfortowo, dlaczego nie?
Polecam Ci kliniki w Czechach (znacznie taniej, a równie profesjonalnie).
Brak włosów - jest to problem (dla niektórych panów, np.mój partner też ma lekką jazdę na tym tle), ale nawet książę Wiliam łysieje androgenowo i nie przeszkadza mu to w życiu.
Opinią innych się nie przejmuj - to Ty masz się dobrze czuć z własnym ciałem i wara innym od tego, co z nim robisz.
Od razu poprawi Ci się samoocena.
Weź dwa tygodnie urlopu, wrócisz do pracy ogolony na zero, to nikt nie zauważy, że z uszami coś się podziało
A jak już poczujesz się lepiej, od razu będzie łatwiej Ci zmierzyć się z kolejnymi wyzwaniami.
Aha, chwalenie się taką sumą jest rzeczywiście mało rozsądne (ze względów bezpieczeństwa).
Heh żeby to było tak kolorowo jak wy piszecie. Jak miałem 17 lat zacząłem odkładać na własny biznes, do pewnego czasu byłem bardzo przedsiębiorczy. Handlowałem różnymi rzeczami na allegro, przez fora, prowadziłem serwery do gier, od zawsze w wakacje pracowałem. Umiem oszczędzać, co nie oznacza że jestem jakimś dusigroszem. Owszem 1k z wypłaty idzie na konto a reszta na jedzenie, siłownie i alkochol. Staram się żyć skromnie. Kiedyś odkładałem na biznes, teraz odkładam na mieszkanie bo nie zamierzam się udupić na 20 lat, znam masę przypadków gdzie ludzie mają kredyty hipoteczne gdzie raty sięgają ponad 1000 miesięcznie. Moja rodzina nie jest jakaś bogata, wręcz przeciwnie, przez całe życie odkąd pamiętam radzę sobie sam, jeśli chciałem lepsze ciuchy to musiałem sobie sam na nie zarobić. I nie pojebało mnie do tego stopnia żeby kilka dobrych lat pracy rozjebać na jakieś auto, mieszkanie to u mnie pryiorytet. Samochód mam, stary, każdy mi mówi żebym zmienił
, ale mam ich w dupie. Uważam że samochód to potrzeba drugorzędna. Będę mieszkał w aucie ? Może faktycznie niepotrzebnie napisałem o oszczędnościach.
Co do operacji to mam kilka wybranych klinik z Czech i w zeszłym tygodniu miałem nawet jechać na konsultacje. Mam pewne opory, co sobie w rodzinie pomyślą. U mnie w domu panuje ciemnogród. Z ojcem nie rozmawiam mam ku temu swoje osobiste powody, no i dlatego też chcę się jak najszybciej wyprowadzić.
No i ładnie
Czyli ogarniasz rzeczywistość.
Przykre, że rodzice Cię nie wspierają - ale to dosyć powszechne. Nie przejmuj się - co najwyżej poględzą jakiś czas, ale w końcu się im znudzi.
A ja tego nie łykam.
Hmmm ... a mi coś nie coś nie pasuje. Mówisz "parę lat pracy", a wcześniej, że trafiłeś na stronę "trzy lata temu zanim zacząłeś pracować", mówisz o oszczędzonej kasie, trochę się chwalisz i zaznaczasz, że sam do tego doszedłeś, bo w Twojej rodzinie panuje ciemnogród, a Ty taki zaradny, ćwiczący, pracujący, zapobiegliwy, twardziel idący sam przez życie ze skłonnościami do depresyjnych pytań. Trochę mi się to nie klei, czy za bardzo nie koloryzujesz, a tylko po to, żebyśmy Cię klepali po plecach i dowartościowywali. Gdzieś tu nam wklejasz bajeczkę o sobie samym, wiele słyszałem takich bajek od kolesi, a potem były z tymi osobami i tak problemy ... . To tylko moja opinia i nie przyczynek do dyskusji, tylko na mój nos, coś śmierdzi, po prostu ściemniasz nas troszkę, żebyśmy co ? Ciebie żałowali ? Po za tym ten kontrast, Ty na tle rodziny i to stwierdzenie o rodzinie "ciemnogród" - nieźle, dobrze, żeś Ty taki światły. Koloryzujesz kolego i podciągasz rzeczywistość pod siebie, albo masz mega kompleksy, albo to jakiś żart, bądź jesteś toksyczny i chcesz żeby Ciebie żałować.
A tak po za tym.
Sorry, ale świat jest pełen takich gości niby się chwalą, niby w depresji, ale oni najmądrzejsi, a inni wokół to debile, sami do wszystkiego doszli, ale jak co to proszą o pomoc, znam takich rozchwianych emocjonalnie, zadufanych w sobie na samym końcu zawsze wychodzi, że nie warto było im podawać ręki i pomagać, bo gnoje zdradzą i będą kąsać jak poczują siłę. W Twojej wypowiedzi wyczuwam fałsz. Nie jesteś do końca taki jak się nam przedstawiasz.
Ehh, nigdy by mi nie przyszło do głowy że ktoś będzie mnie posądzał o ściemnianie na forum. Nie potrzebuje dowartościowania tylko jakiejś wskazówki, nie wiem co mam zrobić z swoim życiem, a wiem że takich przypadków jak ja jest mnóstwo i może komuś się udało przez to jakoś przejść. 3 lata pracuje na umowę o pracę, czyli jak miałem 19 lat, zaraz po szkole zacząłem pracować. Ale oszczędzam już od 17 roku życia jeśli nie wcześniej bo pamiętam że w pierwszej klasie gimnazjum roznosiłem ulotki a przez wakacje, czerwiec, lipiec, zbierałem truskawki. Widzisz właśnie ja jestem zaradny, ćwiczę, pracuję, uczę się, zwiedzam, jestem aktywny a i tutaj jest problem bo jestem totalnym przeciwieństwem mojego ojca, przez co nie rozmawiam z nim i przez tą całą sytuacje która panuje w mojej rodzinie muszę się wyprowadzić, jest to kolejna rzecz która mnie niszczy. On mi wmawiał całe życie że sobie nie poradzę, że jeszcze do niego przyjdę, że jestem głupi, że nic nie potrafię, i na złość tego wszystkiego robię to czego on by się nie spodziewał. On sam całe życie do niczego nie doszedł, a jeszcze się na mnie wyżywa. Na co dzień pomimo tego że mieszkamy razem nie zamieniam z nim ani jednego słowa..
Oj jak przykro. Masz pracę, kasę, to na co jeszcze czekasz ? Szukaj po cichu lokum, nikomu nic nie mów i po prostu jak będziesz miał już na 100 % zaklepane wyprowadź się i zrób to raz na zawsze. Jak się utrzymasz to jesteś dużo dalej do przodu niż większość z Twoich rówieśników, więc "uszy do góry" - trochę dystansu chłopie, bo naprawdę pitolisz jak potłuczony.
Jeszcze około 2, 3 lata musiałbym oszczędzać żeby się wyprowadzić. 50k to mało, potrzebuję jeszcze minimum drugie tyle. Ja nie chcę 2,3 lata siedzieć na dupie i tylko oszczędzać, ja chcę zacząć żyć, poznawać kobiety, i je ruchać... albo chociaż dotykać.
Tak właściwie najlepiej było by gdyby moderator usunął temat, bo wątek zszedł na złe tory i nie sądzę żeby się wyprostował, w internecie nigdy przenigdy nie podawałem się za kogoś kim nie jestem, i nie zamierzam tego robić, bo jaki w tym cel ? może inni jakiś w tym mają ale nie ja.
"Ruchać" chcesz ? hahaha LOL. Zacznij od wyprowadzenie się, nie rozumiem, co złego jest w oszczędzaniu i poznawaniu kobiet, to ze sobą nie może współgrać ?
Jeżeli jest prawdą, że masz 22 lata, pracę na umowę o pracę, oszczędzone 50 tysięcy to chylę czoła. Wyprowadź się od toksycznego ojca. Poczujesz ulgę. Problemy z dziewczynami nie wynikają z tego, że za mało zarabiasz, czy z ilości kasy, tylko z tego, że widocznie żyjesz z człowiekiem który konsekwentnie podcina Ci skrzydła, o ile naprawdę jest tak jak mówisz. Musisz się wyprowadzić. Dasz radę. A potem spokojnie poznawaj dziewczyny, tylko nie wyjeżdżaj z takimi tekstami do nich jak Twój ojciec do Ciebie, co się zdarza.
Szczęście.
Zacznij patrzeć na świat trochę bardziej optymistycznie. Masz pracę, fakt nie lubisz jej to postaraj się ją zmienić. Żadna praca nie hańbi, ale zdecydowanie lepiej lubić to co się robi.
Co do wyglądu. Kobiety bardziej niż na wygląd zwracają uwagę na Twój sposób bycia i budowanie relacji. Jeśli naprawdę uważasz, że po operacji zdobędziesz pewność siebie to się jej poddaj. Nie patrz na ludzi, bo to Twoje życie i to Ty masz się czuć w swoim ciele dobrze.
Co do samego szczęścia. Musisz pierw poczuć się ze sobą dobrze, odnaleźć swoje własne szczęście by móc dzielić się nim i dawać je innym (kobietom). Samo zarywanie do lasek czy wdanie się w związek nic nie zmieni, bo dalej sam ze sobą nie będziesz się czuł dobrze (szczęśliwy).
Dobrym krokiem będzie też wyprowadzka, nie można żyć z człowiekiem, który nas niszczy, działa toksycznie obniżając nasze poczucie wartości. Wyprowadzka pozwoli Ci na układanie życia po swojemu, bez zbędnych uwag. A kto wie, może to oczyści między wami atmosferę i kiedyś pokażesz ojcu jak się mylił. Człowieku jesteś młody i jeszcze wiele w życiu uda Ci się osiągnąć.
Ja mam ten sam problem, albo raczej podobny... Jestem bardzoo nieśmiały i brakuje mi pewności siebie, jest to spowodowane tym, że troche chorowałem za dzieciaka + okulary + aparat ortopedyczny + bardzo chuda sylwetka = beka z mojej osoby na każdym kroku. Grupa (klasa) się ze mnie nabijała, miałem na serio ciężko, psycha siadała mi masakrycznie ale powiedziałem STOP... Po 5 latach przełamałem się i zacząłem zmieniać swoje życie. Skończyłem nosić aparat, co dało równiutkie zęby(teraz to ja powinienem sie śmieć z nich :]), okulary dalej nosze ale mi to nie przeszkadza, bo dobrze wyglądam. Wyleczyłem się z tej choroby i na tym nie koniec, obecnie walcze ze swoją sylwetką, ćwiczę, rozwijam się, ostatnio zaczołem czytać dużo nowinek, różnych ksiązek, żeby mieć tematy do rozmów. Robię wszystko aby nabrać pewności siebie i to działa, w grupie więcej sie udzielam, jak coś powiem to ktoś mnie słucha, a nie jak kiedyś po całości olany. Z dziewczynami tez mi coraz lepiej idzie
Jak masz możliwość, to zmień się na lepsze, jeśli ma Ci to pomóc! Zrób operacje uszów, a jak nie uszów to przeszczep włosów, a najlepije jedno i drugie, bo jak to ma ci dać swobodę działania, to zdecydowanie wg mnie powinieneś to zrobić.
DZIAŁAJ !
jak chcesz zrobić sobie zabieg korekcji uszu to zrób, koszt 3-5 tys. i jeden dzień w klinice, gdzie tu problem, najważniejsze to mieć cel i do niego zmierzać a nie pisać czy rozmyślać "co by było gdyby"
zamiast oszczędzać na mieszkanie może lepiej by było coś wynająć wyprowadzić się lub nawet poszukać pracy gdzieś gdzie jest możliwość rozwoju+wynajem
mieszkanie tylko cie uziemi w jednym (jak widać marnym) punkcie niepotrzebnie
they hate us cause they ain't us
zmien to na co masz wpływ reszty i tak nie dasz rady zmienić charlie shinem napewno sie nie staniesz
smakosz dziewic