Mam pewien problem ..
A mianowice
.
Za kazdym razem gdy poznaje dziewczyne potrafie w bardzo szybkim czasie zaciekawic ja moja osoba . Ale pozniej np. jak to stalo sie z dziewczyna ktora aktualnie podrywam jestem zazdrosny o głupie rzeczy co doprowadza do kłótni . Trace kontrole nad spokojem ktory mam, mozliwe ze to przez to ze teraz znalazlem dziewczyne ktora jest pierwsza ktorej nie chce po prostu przelizac pare razy i zostawic jak 20 innych. O nia sie martwie, jestem zazdrosny itp . Denerwuje mnie to samego a nic nie potrafie na to poradzic :/ .
Chce sie z nia spotkac, duzo o niej mysle, i nic na to nie potrafie poradzic .
Milo by bylo oprocz hejtow uslyszec cos z sensem :> .
Trace kontrole nad spokojem ktory mam
Zupełnie jak ja! Jeżdżę Maserati, którego nie mam!
Odpowiedz mi na jedno pytanie. Dlaczego nie wyluzujesz?
Heh jakby to bylo takie latwe :/ . Ciagle mysle o niej, jestem zazdrosny itp denerwuje mnie to,staram sie wyluzowac ale jakos nie przychodzi to tak latwo
piotrus
Tu nie ma co się śmiać, nie ma co hejtować. Ostra zazdrość to toksyna i rozpieprza relacje, zanim jeszcze się rozwiną
Ja w problemie siedziałem kupę czasu. Od kiedy w ogóle zacząłem mieć koleżanki aż do niedawna, gdzieś z początkiem 2014 zabiłem problem.
Jak rozjebać problem? Ano pierwszym krokiem jest obudzenie w sobie suki. Totalnej, bezpośredniej suki. Jak działa suka? Suka to taki system myślenia. Chodzi z grubsza o to, abyś był sam ze sobą szczery. Mało osób to potrafi, bo wszędzie, nawet tu na stronie, jest głaskanko po główce "bądź sobą", "jesteś najlepszy", "klucz jest w tobie". Nie, kurwa, nie jest
Naucz sam się przed sobą przyznać do błędów. Ja, kiedy jest problem, siadam na dywanie i odpalam sukę. A suka mnie beszta, krytykuje jak najgorsze gówno, moje wewnętrzne ja mówi mi jak jest. Nie "bo ona poszła na imprezę", nie, że "jej wina". Nie wciskaj sam sobie kitów. Krytykuję sam siebie, a mój umysł popada w radosny monolog nad tym, jakim jestem gównianym planktonem z moim śmiesznym problemikiem, bo dziewuszka poszła na imprezę
I się śmieję sam z siebie, wstaję i jest mi lepiej. Masochizm totalny i zajmie ci trochę czasu, zanim pokonasz mechanizmy samoobronne, aby się nie krzywdzić. Ale jak już to opanujesz i nauczysz się z tego śmiać to:
a). idzie wybić sobie nawyki z głowy w kilka tygodni
b). stajesz się odporny na hejt, potrafisz odbić krytykę jakiegoś idioty na imprezie
Po co budzisz sukę? Aby wyciągnąć od samego siebie feedback i odpowiedź na JEDNO najważniejsze pytanie:
CZEMU JESTEM ZAZDROSNY?
Odpowiedzi nie podam Ci na tacy, bo może diametralnie różnić się w zależności od osoby. Jeden czuje, że złapał laskę cudem i nie czuje się najlepszym wyborem kobiety. Dlatego nie ufa, boi się, że kobieta pozna lepszego. Inny na przykład potrafi wpienić się na swoją kobietę, bo ona się bawi, a on siedzi w domku
Tak bywa, jeśli złoży się całe źródło swojego szczęścia życiowego w kobiecie.
Dalej. Dalej naprawiasz. Tłumaczysz sam sobie w długich, logicznych i emocjonalnych sesjach, wykładasz sobie, czemu nie powinno tak być. Bo ty wiesz, że nie powinno tak być i masz na to dobre argumenty.
Oczywiście to nie zarżnie w tobie całej zazdrości. Jeśli laska pójdzie na imprezę, a ty będziesz siedział w domku i się nudził, to zaraz zacznie miotać tobą jak kocem w pralce. Dbaj więc o to, aby mieć zajęcia. Hobby.
Jaki ja zrobiłem progres? Kiedyś moja kobieta na imprezie musiała być przedłużeniem mojej ręki, bo zaraz się wpieniałem, że coś odpierdoli
Aktualnie jestem na poziomie, gdzie puściłem swoją kobietę do klubu z koleżankami. (nie szedłem, bo ona była w innym mieście u rodziny
) Nawet jej poradziłem, aby wyrwała jakieś ciacho, byle nie muzułmanina, bo zdrady z muzułmaninem nie zniosę. Klepnąłem ją wirtualnie w pupę, a ona wróciła radosna i w podskokach. Ha! A jak pierwszy raz przeczytałem o tym na forum, to wydało mi się śmieszne i nierealne
Po prostu wiem, że jestem dla niej najlepszym wyborem. Nawet, jeśli znajdzie się bajerant, to łączy mnie z nią więź emocjonalna, którą razem budujemy i której nikt nie zbuduje w jeden wieczór. Simply.
Powodzenia, ziomek, zazdrość to straszny syf, ale możesz to pokonać. Jesteś na dobrej drodze, bo zdajesz sobie sprawę z problemu, widzisz jego skutki i chcesz to w sobie zarżnąć. To pierwszy z wieeeeeeelu kroków. Ale ten pierwszy właśnie jest tym kluczowym.
Na cos takiego czekalem, dzieki :>
piotrus