Generalnie przez kumpla poznałem taką HB8/9...towarzyska, miła, bezpośrednia (w sensie nie boi się dotyku i raczej zna swoją wartość). Ok, dwa problemy stoją na przeszkodzie, żeby ją wyrwać - jeden z najlepszych kumpli rzucił dla niej poprzednią dziewczynę, miesiąc temu, choć od tametego czasu nawet owej HB8/9 nie dotykał, więc i tak nic nie ugra raczej, ale próbuje...Drugi jest taki, że owa HB bardzo niedługo wyjeżdża na rok za granicę, nie istotne gdzie i w jakim celu.
Co byście poelcali zrobić, zagrać va bank i ją wyrwać, ryzykując stratę najlepszego kumpla, czy zostawić ją w cholere?
BTW. Wyszedłem dzisiaj z wingiem-dziewczyną do pubu i próbowaliśmy otwieracz z serialu "Jak poznałem waszą matkę"...Po prostu podchodzi do dziewczyny i mówi "Cześć, znasz Łukasza?", od razu odchodzi a ja zaczynam rozmowę
Co ciekawe, to działa 
Osobiście kumplowi dałbym np. tydzień lub dwa na to, żeby ruszył coś do przodu w tej relacji. Jeśli nic nie zmieni, Twoja kolej spróbować swoich sił
Albo zrobisz z nim taki układ (pogadacie) albo sam ten układ zawrzesz bez jego wiedzy.
Jeśli człowiek nie potrafi czegoś dostrzec od razu, potem może już tylko zamknąć oczy.
Ja bym z moim najlepszym kumplem po prostu o tym pogadał, bo tak to może wyjść totalna kicha i będą się działy cuda. Nie wystawiłbym kumpla i dla SHB, nie warto poświęcać przyjaźni dla zamoczenia.
Jeszcze nigdy nie miałem sytuacji, aby którykolwiek z moich kumpli coś ugrał, gdy nam obu podobała się laska. Im bardziej był napalony tym, bardziej to partaczył...
Ja głupek niestety pasowałem, zamiast próbować coś ugrać.
Bądź asertywny i powiedz mu wprost, że jak nic nie ugra to wkraczasz do akcji, albo działaj dyskretnie.
Może najpierw pogadaj z nią. Być Może ona niechce nic z tobą.
'Co byście poelcali zrobić, zagrać va bank i ją wyrwać, ryzykując stratę najlepszego kumpla, czy zostawić ją w cholere?'
Miło jednak, że się nad tym zastanawiasz czy lepiej mieć laskę, która za chwila znika na rok (albo w ogóle nie wróci, różnie bywa) czy gościa, którego znasz mnóstwo czasu i pewnie nie jedną flachę wypiliście. Najpierw pogadaj z owym kumplem, potem atakuj.
Dobrze, że go nie nazwałeś przyjacielem
Żyj chwilą, ale myśl perspektywistycznie
Ja bym pasował. Rozmowa z kumplem może potoczyć się całkiem pozytywnie (powie, że masz zielone światło) a w głębi duszy będzie się wkurwiał na każdym kroku jak was zobaczy i to zniszczy przyjaźń.
Z drugiej strony, może być to ta jedyna
Nie ma niestety gotowego rozwiązania.
Tak odbiegając trochę, przypomniał mi tekst mojego kumpla niedawno:
K: - Widziałem, że chce się ruchać
Ja: - To dlaczego nie zaruchałeś ?
K: - Bo Tomek (jego i mój dobry kumpel) chodził z nią w gimnazjum (jest już po szkole średniej) i mam takie zasady, żeby nie dymać byłych lasek kumpli. <śmiech>