Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Czy taki związek ma sens? Ponad 2 lata niezrozumienia.

14 posts / 0 new
Ostatni
hohner111
Nieobecny
Wiek: 28
Miejscowość: Warszawa

Dołączył: 2014-03-11
Punkty pomocy: 0
Czy taki związek ma sens? Ponad 2 lata niezrozumienia.

Witam!

To mój pierwszy post na tym forum, mam nadzieję, że treść nie będzie podchodziła pod usunięcie, regulamin czytałem.

Pytanie jasne i proste - czy jest jakikolwiek sens walki i czy z taką kobietą można stworzyć szczęśliwy związek. Wychodzi na to, że nie znam się na kobietach absolutnie.

Poznaliśmy się w pracy, ona starsza o 5 lat z dzieckiem i po dwóch rozwodach. Nasze relacje piękniały długo, po pewnym czasie zakochałem się po uszy, wiadomo różowe okulary itd.

Ona była na nie bo życie dało jej w kość, musi wychować dziecko itd. żaden facet nie był jej w głowie. Ale po jakimś czasie zdecydowała się na związek.
Moja rodzina była przeciwko bo wiadomo, rozwody, dziecko, ale po jakimś czasie zmienili zdanie widząc, że jestem szczęśliwy, chcieli ją poznać, aprobowali wszystkie pomysły.

Niestety ona wiedząc jak było na początku już nie chciała ich poznawać, czuła się zaszufladkowana.
Związek trwał, poznawaliśmy się i okazało się, że mój charakter jej nie odpowiada, że różnimy się i mamy dwa różne światy. Przynajmniej z jej punktu widzenia.
Nie chciała bym wchodził za bardzo w życie jej dziecka.
Na zmianę widziała naszą przyszłość razem i za chwilę to nie miało sensu dla niej. Widziała drugie dziecko ze mną (najpiękniejsza rzecz jaką usłyszałem od kobiety w życiu, chciałbym tego) i za chwilę, że nie.
Mówiła, że tyle czasu była sama, że nauczyła się żyć sama i nie potrafi być już z kimś.
Nie słuchałem, lub nie chciałem słyszeć.
Były złości, były kłótnie o pierdoły, były rozstania po których mijały 2-3 tygodnie i spotykaliśmy się z nowymi siłami i z wielkimi uśmiechami na ustach zaczynaliśmy od nowa.

Pod koniec roku 2013 nastąpił moment kulminacyjny, ja starałem się robić wszystko by było dobrze, a ona starała się mi dopiec jak najbardziej wypominają rzeczy co miały miejsce przez czas związku o których rozmawialiśmy, że nie będziemy do tego wracać. No i nastąpiło burzliwe rozstanie (przez smsa by było ciekawiej), przekleństwa, epitety, obwinianie mnie za wszystko. Stwierdzenie, że chciała by było dobrze, przełykała różnice ale nie są one jednak dla niej do przełknięcia na dłuższą metę.
Nie byłem aniołem ale nie czułem, że moje występki zasługiwały na takie potępienie jeśli moim występkiem było nie posprzątanie mieszkania jak zajmowałem się czymś u niej pod jej nieobecność (nie mieszkaliśmy razem) czy na czas nie ogarnięcie czegoś.

Minął miesiąc, drugi, ledwo zbierałem się z kolan, już wstałem nawet na równiejsze nogi gdy zaczęliśmy pisać ze sobą, rozmawiać i spotkaliśmy się. Bez słowa rzuciliśmy się na siebie, powiedzieliśmy sobie, że się różnimy ale jest uczucie i musimy przełknąć wzajemne wady. Było to prawie 3 miesiące temu. Wydawało mi się, że jest super, nie było sprzeczek, nie było kłótni, mniej się widywaliśmy bo pracowała po 12-13 godzin.

Ostatnimi czasy zaczęło mnie coś kłuć, że nie jest jednak dobrze, nie odpisuje na smsy, zapomina, olewa. Co prawda dzwoniła, rozmawialiśmy przez godzinę nie raz, ale nie widywaliśmy się prawie wcale.
Nadszedł piękny dzień - Dzień Kobiet - i stało się. Zadzwoniłem, porozmawiałem i okazało się, że dużo myślała czego chce w życiu, czego nie chce i jej zachowanie wynikało z tego, że chciała bym sam doszedł do wniosku, że to nie ma sensu. Później dużo smsów, znów obwinianie, moje próby tłumaczenia, że robiłem wszystko jak najlepiej z dobrego serca itd. Mogę uznać, że było to płaszczenie się.

Nieciekawe smsy ustały, na chwilę wrócił temat przyjaźni i tego, że serio by tego chciała bo tyle lat znajomości nie spuszcza się w kiblu i lepiej nam relacje wychodziły jak byliśmy na takiej stopie a nie w związku. Ma się odezwać jak będzie miała czas, pewnie by się spotkać, nie wiem, może porozmawiać przez telefon o wszystkim, tak przecież łatwiej, nie widząc drugiej osoby.

Czy z kobietą, która nie ważne co się robi i jak się robi, widzi, że wszystko jest złe, jej nie pasuje i nie potrafi określić jak by chciała by było, można coś stworzyć? Czy to już jest stracona sprawa bo przez lata samotności nauczyła się żyć sama i będzie tak aż wychowa dziecko i może zacznie myśleć też o sobie? Dodam, że ma bardzo duże problemy w pracy, nerwy ją zjadają, robi dobrą minę do złej gry w której bierze udział bo musi.

Jaki musi być facet (nie mówię, że ja bo nie chodzi mi o to, że mam się zmieniać diametralnie, z resztą sprawa raczej jest już przegrana) by poskromić taką siłę i taki charakter. Czy w ogóle na tak zadane pytanie jest odpowiedź?

Pozdrawiam i przepraszam za wywód, jeśli podchodzi pod zakazany punkt regulaminu to zrozumiem, jeśli pójdzie do śmietnika.

Ulrich II
Portret użytkownika Ulrich II
Nieobecny
Zasłużony
Wtajemniczony
Wiek: 34
Miejscowość: .

Dołączył: 2012-12-25
Punkty pomocy: 5416

hohner111 myślę, że sam sobie w tym temacie odpowiadasz, nie potrzebujesz naszego potwierdzenia bo sam widzisz, że nie jesteś szczęśliwy.
teraz sobie wyobraź śliczną dziewczynę 22-26 bez dzieci która skupia sie tylko na tobie i w okół ciebie buduje swój świat bez żadnych obciążeń, możesz taką mieć !
tylko idź do przodu i czytaj stronę, powodzenia Wink

they hate us cause they ain't us

hohner111
Nieobecny
Wiek: 28
Miejscowość: Warszawa

Dołączył: 2014-03-11
Punkty pomocy: 0

Jeszcze jedno pytanie - czy istnieje inna nazwa niż cipowatość na chęć wieczorem podjechania pod jej blok i czekanie aż zgaśnie światło by wiedzieć, że spokojnie poszła spać? Czy ktoś przechodził tutaj takie akcje?

ZeusS
Portret użytkownika ZeusS
Nieobecny
Ta osoba pomogła w składce na serwer
Wiek: 23
Miejscowość: -

Dołączył: 2014-03-11
Punkty pomocy: 284

"Nie ważne były kłótnie, nie ważne przykre słowa bo choćby jedna mała miła rzecz potrafiła mnie nastroić pozytywnie do życia na długi czas. Mój charakter bardzo się zmienił, z wybuchowego 2x latka powiedzmy 5 lat temu do dużo spokojniejszego i zrównoważonego, nie dającego się wyprowadzić z równowagi, prawie 30 latka."

Chyba wiem co czujesz.. I co Cię powstrzymuje przed zakończeniem. Być może miałem podobnie więc coś Ci napiszę. Ten cytat powyżej znaczy to, że odczuwasz do niej wdzięczność za to że przy niej się zmieniłeś. Albo idąc bardziej do przodu zaryzykuję stwierdzenie iż myślisz, że.. to ona Cię zmieniła.

Jeśli mam rację to niestety źle. Nie możesz uzależniać pozytywnych zmian w swojej osobowości od drugiej osoby. A to wywnioskowałem po Twojej wypowiedzi. To Ty się zmieniłeś, a ta kobieta tylko Ci w tym pomogła. Nie staraj się uzależniać swojej osobowości od otoczenia, w tym przypadku od tej kobiety.

Możliwe, że teraz boisz się zostać sam. Być może boisz się, że to wszystko wróci? Że nie będziesz miał już dla kogo "trzymać fason".

"Moja empatia. Moja chęć pomocy osobie z problemem, brak psychicznej możliwości wyrzucenia z siebie tej potrzeby i co gorsza - to, że ona ma problemy mnie przyciąga. Jakaś chora chęć pomocy."

Spoko też lubię pomagać. Nie wiem, pomóc mojej 80-letniej sąsiadce wnieść zakupy na 2 piętro, rzucić parę groszy na wino dla podmonopolowego rzebraka, bo wiem że dzięki niemu będzie mu łatwiej przetrwać kolejną noc pod chmurką lub w opuszczonym budynku lub kopnąć w dupę i zmusić do działania dobrym słowem "młodego", który kończy technikum i nie wie co ma dalej ze sobą w życiu zrobić...

Ale ktoś mi kiedyś powiedział, że aby pomagać, samemu trzeba stać twardo na nogach. I to jest prawda. Więc jeśli piszesz, że dzięki niej się zmieniłeś na przełomie 5 lat i boisz się ją stracić to tak naprawdę wewnętrznie chyba jesteś słaby. Nie jesteś twardzielem. A niestety prędzej czy później życie zweryfikuje czy tak naprawdę jesteś twardym mężczyzną. Gotowy do życia sam...

I jeszcze pokuszę się o stwierdzenie: Jeśli ona chce ten związek zakończyć, to chyba juz nie potrzebuje Twojej pomocy.

"Nawet jeśli wszyscy już w Ciebie zwątpili, pokaż że się mylili, nie czekaj ani chwili dłużej"

hohner111
Nieobecny
Wiek: 28
Miejscowość: Warszawa

Dołączył: 2014-03-11
Punkty pomocy: 0

Dzięki za ten wpis (po mojej edycji wcześniejszego posta, bo stwierdziłem, że to użalanie się) - chyba trafiłeś w sedno, czuję wdzięczność za to, że przy niej się zmieniłem. To chyba to. Czas z tym powalczyć i wygrać.

expat
Portret użytkownika expat
Nieobecny
Wiek: 39
Miejscowość: Bywam w Lublinie ;-)

Dołączył: 2012-11-05
Punkty pomocy: 597

Jak babka ma BPD albo chorobę afektywną dwubiegunową to takie akcje są zwykłymi próbami ile jesteś w stanie znieść i rodzajem testu czy kochasz ją bezwarunkowo. Problemem w takich relacjach jest amplituda emocji począwszy od euforii a skończywszy na totalnym dnie. Z żadną kobietą nie będziesz miał takiego seksu ani żadna w przypływie uczucia nie zadba o Ciebie jak borderka, jednak na dłuższą metę jest to nie do wytrzymania i w 90% przypadków kończy się wizytą u psychiatry.

////Pani twierdzi, że jest w ciąży, po wizycie u lekarza przychodzi do mnie sms: "Byłam u lekarza, okazało się, że to nie ciąża tylko polip na macicy. Po tym co usłyszałam nie chcę Ciebie znać." Wink ////

Wiarus
Portret użytkownika Wiarus
Nieobecny
Wiek: 31
Miejscowość: Wielkopolska

Dołączył: 2012-11-16
Punkty pomocy: 1193

"Żaden facet nie był jej w głowie. Mówiła, że tyle czasu była sama, że nauczyła się żyć sama i nie potrafi być już z kimś."

Żaden facet nie był jej w głowie, powiadasz ? Był, był i to częściej aniżeli ona to tobie wmówiła, ale z żadnym jej nie wyszło i dlatego wygodniej jej mówić o samotności. Ona nie wybrała samotności, ale zwyczajnie nie potrafi dać mężczyźnie niczego poza seksem i dlatego tłumaczy to "wolą samotności". To nie jest wola samotności (bo nikt nie chce być samotny) - to jest nieumiejętność tworzenia związku z drugą osobą. Ona chciałaby bardzo związać się z mężczyzną, ale nie potrafi.

Ona nie powie ci tego wprost, że chciałby od czasu do czasu być wyruchana bez zobowiązań bo nasze uwarunkowania kulturowe jej na to nie pozwalają. Ale ona taka właśnie jest. Właśnie dlatego raz z tobą zrywa, a raz wraca - jej to odpowiada. Dałeś sobie wmówić, że to kobieta z którą można sobie życie ułożyć. Ona to tobie wmówiła bo sama chciałby wierzyć, że faktycznie potrafi sobie życie ułożyć. Otóż nie potrafi. Rzuć te bagno w pizdu i znajdź sobie ZDROWĄ i NORMALNĄ kobietę.

gen
Nieobecny
Zasłużony
Wtajemniczony
Wiek: stary
Miejscowość: Śląsk

Dołączył: 2013-02-25
Punkty pomocy: 3490

rany Boga, miała w planach zwykły sex bez zobowiązań,, chłopak zaczął się niebezpiecznie wkręcać, to kobieta kitę podwinęła... i wcale bym się nie zdziwił, gdyby już następca był... a będzie miała ochotę sobie życie "ułożyć" to frajera szybko znajdzie - pełno się tego plącze...

hohner111
Nieobecny
Wiek: 28
Miejscowość: Warszawa

Dołączył: 2014-03-11
Punkty pomocy: 0

expat - samo sedno, co do psychiatry to jestem na lekach. Nie myślałem o niej jak o kobiecie z BPD, ale może to nie ja powinienem brać leki. Też racja, że lepszego i bardziej uczuciowego seksu w życiu nie miałem, ale może to właśnie też przez moje uczucie.

Co do układania sobie życia, chęci i niechęci do facetów też macie dużo racji. Jedyne co to wiem na 101%, że nie ma teraz innego faceta, co nie znaczy, że się nie znajdzie oczywiście, nie będę się łudził.

Dzięki za wpisy, patrzę teraz trochę inaczej na problem. Najważniejsze - nie odzywać się, nie chcieć się spotkać, żyć. CO będzie to będzie.

belov
Nieobecny
Wiek: 25
Miejscowość: Gdańsk

Dołączył: 2013-10-28
Punkty pomocy: 4

Jest 95% szans, że nie jest osobą zdolną do stworzenia jakiekolwiek stałej relacji z kimkolwiek. Może nigdy nie była, może życie sprawiło, że nie jest już zdolna. Nie jest to Twoja wina. Nawet jak znajdzie faceta to związek może się zakończyć bardzo szybko.
Weź trochę przejrzyj na oczy? Życie chcesz sobie spieprzyć? Widzę, że nakręca Cię emocjonalnie, że ona ma problemy a TY możesz być jej wybawcą. Chcesz zostać jej rycerzem (pomoć samotnej mamusi, która ma problemy). Żyjesz jej problemami a powinny Cię gówno obchodzić. Kobiety wcale nie chcą takich facetów (sam kiedyś taki byłem). Przerabiałem podobną znajomość też samotna matka z dzieckiem. Temat rzeka. Po pierwsze one do wszystkich mają pretensje, że spierdoliły sobie życie tylko nie do siebie (wiecznie im nic nie pasuje a to w pracy a to w Tobie, nie potrafią się cieszyć życiem, w powietrzu czuć zapach wiecznych problemów). Moja ogólne przemyślenia masz tu http://www.podrywaj.org/forum/sp...)

Co Ciebie obchodzi czy ma innego faceta? Niech ma. (100 kilo złota by mi dawali i nauczony życiem bym w coś takiego nie wszedł). Wolałbym być sam do końca życia. Nie to że jestem obecnie na anty samotnym matkom ale żeby o czymkolwiek rozmawiać musi mieć: stabilną pracę pozwalającą utrzymać ją i dziecko, być zadowolona z obecnego życia, mieć unormowane relacje z ojcem (własnym i ojcem dziecka), mieć normalnych znajomych, dojrzała emocjonalnie, dziecko było wynikiem jednorazowego błędu w młodym wieku.
Status samotnej matki nie usprawiedliwia bycia "wariatką", może być co najwyżej konsekwencją tego stanu rzeczy.

Ulrich II
Portret użytkownika Ulrich II
Nieobecny
Zasłużony
Wtajemniczony
Wiek: 34
Miejscowość: .

Dołączył: 2012-12-25
Punkty pomocy: 5416

Z drugiej strony tak sobie pomyślałem czy w ogóle kobita z dwójką dzieciaków (jak i można powiedzieć większość kobiet) szuka kwekola co łazi, chlipie, zawodzi, bierze leki od psychiatry ...
raczej szuka silnego faceta który potrafi sobie radzić w życiu i ogarnąć większość sytuacji jak i (co podstawowe) również siebie
postawcie odwrotną sytuację, macie dwójkę dzieci to też szukacie zaradnej odpowiedzialnej kobiety co dom ogarnie i nie ma depresji co drugi dzień ...

nie pisze żeby dopierdalać tylko życiowo i realnie

autor ma większe problemy niż czy z nią być czy nie i od nich bym zaczął odbudowę

they hate us cause they ain't us

Valarhael
Portret użytkownika Valarhael
Nieobecny
Wiek: Słuszny
Miejscowość: Poznań

Dołączył: 2014-03-17
Punkty pomocy: 26

Daj sobie spokój z kobietą po rozwodach. Cudzołożyć chcesz? Jest wiele młodych wolnych dziewczyn które chciałyby kogoś poznać i nie być same.

A sługa Pana nie powinien się wdawać w kłótnie, ale być łagodnym względem wszystkich, skorym do nauczania, zrównoważonym. Powinien z łagodnością pouczać wrogo usposobionych, bo może Bóg da im kiedyś nawrócenie do poznania prawdy i może oprzytomnieją i wyr