Powiecie, że naczytałem się strony i mi odbiło, że chcę nagle tyle zmienić. Chodzi o mój związek z kobietą(2 letni), w którym nie mam dobrej pozycji, okazałem kiedyś słabości i zostałem kundlem. Potem się ogarnąłem i naprostowałem trochę tę relację, ale nie wiem co zrobić z tym, że zostałem jej taksówkarzem. Najpierw odwoziłem ją do domu co jakiś czas, potem ona za każdym razem zaczęła pytać czy ją odwiozę, że jest późno, że się boi, że chciałaby dłużej zostać, ale potem nie ma transportu itp. Łamałem się bo byłem od niej uzależniony. Od jakiegoś czasu pracuję nad sobą i staram się rozwijać dzięki czemu związek jest ok. Nie wiem tylko jak uciec od tych każdorazowych przejażdżek. Podjąłem jakąś rozmowę w stylu, że mogłaby coś dla mnie też robić, ale ona się oburzyła o co mi chodzi. Wywiązała się głupia sprzeczka, szybko załagodzona. Zarzuciła nawet tekstem, że pewnie jej już nie kocham na co ją wyśmiałem, że głupoty gada (Jak byście na taki tekst zareagowali?). Nadal ją kocham i wiem, że może to głupio wszystko wygląda, ale po prostu nie mam ochoty ciągle jej wozić ale też nie chcę jej robić przykrości. Co radzicie?
Nie ogarniam, z tego co piszesz to ona tylko się do Ciebie odzywa jak chce taxe? A intymność jakakolwiek jest? A jeżeli to związek to niech śpi u Ciebie:)
'Nie patrz na nikogo, znajomych, a nawet rodzinę. To Twoje życie. Żyj tak aby Tobie było dobrze'
Ona chce podwózkę do swojego domu ode mnie z domu - bo spotykamy się u mnie ze względu na jej nieprzychylnych rodziców. Doszło co prawda do tego, że dzwoniła z miasta, że mam ją do domu podwieźć ale na to się nie zgodziłem (musiałbym jechać 30km). Intymność jest, seks od początku znajomości praktycznie.
Dodam jeszcze, że chcę to koniecznie przestać ją odwozić do domu za każdym razem po tym jak usłyszałem jak się nabijała z kumpla, że on przyjedzie po nią i jej koleżanki na pewno w środku nocy żeby je odwieźć z imprezy do domu (mówiła o nim jakby był skończonym frajerem) - chwaliła się tym, że umiałaby go wykorzystać. Dało mi jeszcze do myślenia to jak też niedawno poprosiłem ją by mi zrobiła coś do jedzenia - oburzyła się, że robię z niej kucharkę (a ja jestem kurwa taksówkarzem...)
No kolego, to kurwa nie ogarniam Ciebie w tym momencie wiem, że paliwo jest drogie ale amortyzacja samochodu tez trochę kosztuje ale "na dziwki też trzeba dojechać". Moim zdaniem z igły widły jak nie chcesz się z nią spotykac to się nie spotykaj. Oczywiście są taksówki niech z nich korzysta, a tekst ze juz jej nie Kochasz olej. Dobrze by było gdybys jej powiedzial o co chodzi i że jeżeli jest u Ciebie to ja zawieź do domu, a w innych sytuacjach daj jej numer na normalna taksówkę.
Edit: dopiero doczytałem o kumplu, no skoro ja tak bawi to albo niech śpi u Ciebie, wykorzystuje kumpla, opłaca taxe, zrobi prawo jazdy i kupi i utrzyma auto. Ile ona ma lat??
Co do kanapki to "w dzisiejszych czasach dziewczyna zrobi Ci prędzej loda niż sernik"
Możesz jeszcze jej powiedzieć, że skoro Ty ja wozisz to nic jej się nie stanie. Porozmawiaj z nią i powiedz co Cie wkurwia
'Nie patrz na nikogo, znajomych, a nawet rodzinę. To Twoje życie. Żyj tak aby Tobie było dobrze'
Szukasz dziury w całym. Dobrze, że nie chcesz robić za frajera od podwózek, ale wóz albo przewóz.
Ogarnij logistykę jak Ci nie pasuje taki schemat. U niej nie mozna, w u Ciebie mozna ale daleko i nie ma jak wrócić. Późno, nie ma transportu, ona nie może nocować... To co ma zapierdalać 30 km na rowerze? Prosta sprawa, chcesz z nią byc sam na sam to ogarniasz sytuacje tak jak Ci pasuje, Ty jestes facetem i tak sobie zorganizowałeś temat to nie narzekaj teraz.. Naczytałeś sie strony i chcesz z dnia na dzień zmienić się o 180 stopni. Uważaj, bo na początku łatwo przeciąć w drugą stronę i epicko spierdolić. To, że na stronie pisze, nie znaczy że wszystko masz wdrożyć w 100 procentach. Kalibruj i dostosowuj sie do sytuacji, bo każdy przypadek jest wyjątkowy.
Jak nie masz ochoty powiedz że nie możesz jesteś zajęty pożyczyłeś,samochód oddałeś do naprawy pożyczyłeś i już,wymyśl wymówkę.
,,Nie rób priorytetu z kogoś kto ma Cie tylko za opcje"
Na chuj jakieś wymówki? Niech trochę odpowiedzialnosci weźmie na siebie, jak chce sie z nią spotykac to niech ja odwiezie albo niech zamawiają takse. Nie mówię, ze na każde pierdniecie. Ja tam się nie dziwię, że dziewczyny sie boją po nocy chodzic same. W Szczecinie niedawno koleś zagonil dziewczyne do klatki i zaczął sobie kurwa konia walić. Brat mojej dziewczyny zakupił dla niej i drugiej siostry gaz pieprzowy... Prawdziwy facet zadba o swych bliskich.
'Nie patrz na nikogo, znajomych, a nawet rodzinę. To Twoje życie. Żyj tak aby Tobie było dobrze'
@Pepe podjarałeś się chyba...
"Nadal ją kocham i wiem, że może to głupio wszystko wygląda, ale po prostu nie mam ochoty ciągle jej wozić ale też nie chcę jej robić przykrości. Co radzicie?"
Powiedzieć, że nie masz ochoty lub nie możesz jej podwieźć. To normalne. Nie jesteś na jej każde zawołanie, a jeśli wiesz, że sytuacja nie wymaga Twojej interwencji to niech zaradzi sobie sama.
Znam takiego gościa, który był na każde zawołanie laski.. Zaufaj mi nie skończył najlepiej..
"Nawet jeśli wszyscy już w Ciebie zwątpili, pokaż że się mylili, nie czekaj ani chwili dłużej"
Sam jeżdżę na taksie, więc znam ten ból. Ale też początkowo dziewczyny to wykorzystywały. Ja wtedy jasno się odnosiłem, że w trakcie roboty - Jestem w pracy i nie mogę ich wozić, bo dyspozytornia wszystko widzi itp.
Poza pracą to ogólnie nie widziałem problemu w podwózce czasem, ale o dziwo trafiałem zawsze na takie, które wiedziały jak korzystać z busa i nie prosiły mnie o odwózkę.
Dzięki za odpowiedzi. Przystanek jest 5 min drogi ode mnie i w godzinę do siebie by dojechała. Tylko, że ją oczywiście przyzwyczaiłem i wiem, że teraz to chujowo wygląda. Myślałem o tym żeby się rzadziej spotykać i tym sposobem jak ją odwiozę 2 razy na tydzień to mnie to nie będzie wkurwiać. Co myślicie? Tantos12, jak kiedyś mówiłem nie to się obrażała podając argument, że jest ciemno i że będzie musiała iść od przystanku do domu przez jakiś park. Więc w sumie stwierdziłem, że mogę to dla niej zrobić i ją odwieźć. Zaobserwowałem, że ona tego nie docenia, za mało daje, a ja za dużo.
To ją na ten przystanek odprowadź, proste.
Powiedz jej o co Ci chodzi, że nie masz tyle czasu i pieniędzy na paliwo, żeby bawić się w jej szofera kilka razy w tygodniu.
Seize, podałeś dobry i prosty sposób, ale jak już wcześniej zacząłem coś mówić, że ja ją tak odwożę i że ona mogłaby mi zrobić tę przysłowiową kanapkę to ona powiedziała, że gdybym jej nie odwoził to byśmy się widzieli raz na tydzień bo podróż do mnie w obie strony zajmuje jej ponad 2h. A dla mnie raz na tydzień to za mało. Mam świadomość, że jej tak samo powinno zależeć na częstszych spotkaniach i że tylko tak pierdoliła, że by przyjeżdżała raz na tydzień, ale wtedy nie wiedziałem jak postawić tę sprawę.
Bo tutaj się kłania kolejny problem, o którym wspomniał HeadCrusher, byłem miękki odwoziłem ją i przyzwyczaiłem ją do tego, a teraz przejrzałem na oczy i się ogarnąłem, że jestem w tej sprawie zbyt uległy..
nessteor piszesz, że mam pracować nad poprawą tego stanu nierówności. Myślicie, że odwozić ją tylko czasami a innym razem mówić, że mi się nie chce? To by było zgodne z prawdą tyle, że słyszycie jak to słabo brzmi.
Czyli to głównie Tobie zależy na spotkaniach, a jej to obojętne - przyjedzie raz w tygodniu albo w ogóle (bo akurat będzie miała ciekawsze rzeczy do roboty, coś jej wypadnie, itd.).
Ewentualnie raz ty do niej, raz ona do Ciebie, na zmianę.