Witam,
Pokrótce opiszę swoją sytuację, którą mam z koleżanką, która nie dawno przyszła do pracy i po prostu chcę się dowiedzieć, czy czegoś nie zjebałem.
Otóż, maksymalnie 3-4 tygodnie temu pojawiła się nowa koleżanka w mojej pracy. Nazwijmy ją N. Na początku, z uwagi na jej częste nieobecności w pracy w pierwszych dniach, jakoś nie zwracałem na nią uwagi, ale ona zaczęła wysyłać mi sygnały, że jest mną zainteresowana i tak naprawdę dopiero dostrzegłem, że się pojawiła. Typu uśmiechy do mnie, niby przez przypadek zaprosiła mnie na facebooka, co najważniejsze jako jedynego z firmy (z innymi nawet więcej rozmawiała), widziałem też, że po prostu zwraca na mnie uwagę. Bardzo ważnym jest, żeby zrozumieć jaką mam sytuację w pracy, praktycznie nie mam możliwości rozmowy z ludźmi z otoczenia, bo pracuję z klientami. Jeśli, mam to tylko na jakąś chwilę, bo ciągle coś się dzieje. I teraz co dalej w całej historii. Napisałem raz do niej na facebooka (w pracy rozmowa bardzo sporadyczna, praktycznie jej także w niej nie było, bo podobna często na jesień choruje), że zaprosiła i bla bla bla. Najważniejsze w tej rozmowie była kwestia spotkania, bo ona coś tam napisała, a ja wypaliłem: "rozumiem, że zapraszasz mnie na imprezę?", na co ona odpowiedziała: "jasne wpadaj, będę z bratem i dwoma koleżankami", oczywiście moja konsternacja i odpowiadam: "wiesz w sumie nie mam daleko, ale jutro mam zaplanowany dzień i muszę wstać rano, więc odpada". Potem jeszcze chwila rozmowy i piszę, że muszę uciekać. Jak sytuacja dalej się potoczyła? Nie było jej dwa dni bodajże znowu w pracy, przychodzi po nieobecności, ja rozmawiam z innymi koleżankami, co widzi (kontakt przez pracę ograniczony, ale zawsze coś) i niby widzę, że jest zainteresowana rozmową ze mną, coś tam rozmawiamy (znowu przez pracę kontakt bardzo ograniczony), ale to nie jest tak jak powinno. Pomyślałem muszę zadziałać inaczej. Zaczęła mi lajkować zdjęcia na facebooku (wiadomo, to jeszcze nic nie znaczy, ale przynajmniej miałem pretekst do rozmowy) i jakoś ostatnio w niedzielę napisałem do niej, chwilę pogadaliśmy i powiedziałem, że musimy się spotkać. Ona, że fajnie by było. Znowu pierwszy kończę rozmowę. Przychodzę do pracy w poniedziałek znowu jej nie ma, we wtorek przyszła, szybko zawinąłem ją na przerwę na papierosa (poszliśmy z drugą moją koleżanką) i wykorzystuję rozmowę tej drugiej z inną osobą, po czym biorę numer od N. Powiedziałem, że się umówimy, na co ona powiedziała, że dzisiaj o 22 możemy się spotkać. Pomyślałem szybko chce działać, ale odmówiłem, że nie mam czasu i dziś nie, ale zadzwonię. Koniec gadki. Wczoraj rozmawiamy chwilę w pracy, dziś już zdecydowanie więcej, bo zaproponowałem jej wyjście na przerwę i tam jakieś gadki szmatki o pierdołach. Jakieś historię jej tam opowiadałem, ona oczywiście cały czas patrzy na mnie, banan na twarzy i w ogóle. Pomyślałem, że dziś do niej zadzwonię, minęły 2 dni nie pełne od wzięcia numeru, więc pomyślałem, że to dobry czas. Dzwonię, wyluzowany pytam o pierdoły, mówię o oglądasz telewizję, ona coś tam odpowiada. Standardowa rozmowa, trwająca może ze 2 minuty, po czym proponuje dwa terminy spotkania. Odpowiada dokładnie tak: "o widzę, że masz doskonałe techniki na umawianie spotkań", zbijam to i mówię: "tu nie chodzi o techniki, ale o samo życie, bo każdy coś robi". Od razu powiedziała, że pierwszy termin odpada, a że drugi, że zobaczy. Na co ja mniej więcej tak mówię: "ja rozumiem, że coś ci może nie odpowiadać, ale potem nie wiem, czy ja będę miał czas" i ona odpowiada: "rozumiem, ale ja naprawdę nie wiem, czy będę mogła w tym drugim terminie, dam ci znać". Rozmowa toczy się dalej, ja stwierdzam: "dobra, to teraz twoja kolej dogadywania terminu, więc masz odezwać się do mnie w sobotę", ona odpowiada, że tak zrobi i da mi znać w sobotę. Potem jeszcze dosłownie chwila rozmowy, pytam się, czy będzie jutro w pracy, ona myślała, że ją nagabuje, żeby mi jutro odpowiedziała, czy spotka się w poniedziałek, co ja od razu kwituję, że dla mnie sprawa już jest jasna, więc nie pytam się o to. Koniec rozmowy na razie i po temacie.
Teraz pytania:
1) Ja jej dwa razy odmówiłem, może ona w tym momencie też gra tak z tym odmawianiem? Choć w sumie nie odmówiła niby na 100%, ale to tak jakby właśnie to zrobiła.
2) Podejść jutro do niej do pracy wziąć na przerwę, ale oczywiście nic nie mówić o spotkaniu, prawda?
3) Co w ogóle sądzicie o tej całej sytuacji?
kurwa mać. mniej myślenia o durnych technikach więcej umawiania. jesteś głodny, kelner przynosi żarcie, a ty mu mówisz, że sztućce są nieprawidłowo ułożone i że powinien się ukłonić.. jedzenie zaraz wystygnie..
weź ją na fajkę, tam miej przygotowaną fajną ofertę wyjścia i jedziesz z koksem, bo za 3 miechy będziesz pisał takie smuty jak ja w moim pierwszym forumowym wpisie, a za 6 mcy, to co ja w ostatnim blogasku.
nie idź tą drogą
strzałka
Typka przejawia zainteresowanie Twoja osobą a Ty odpierdalasz jakieś maniany.przejrzala Cię, niepotrzebnie kombinujesz z tym przekładaniem spotkań. Nie kombinuj bo zjebiesz. Po prostu umów się bez żadnych cyrkow. Do it
klasyczny "żuraw i czapla"... i przepychanki, czyja rama silniejsza... a albo się porzygasz, albo zesrasz...
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Dobra chłopaki w sumie racja, nie będę się z nią przepychał na siłę. To ja przecież dwa razy jej odmówiłem. Dziś z nią porozmawiałem, ale nie chciałem wychodzić z tego, co jej określiłem, że to ona ma zadzwonić i nic nie wspominałem o spotkaniu. Rozmowa się kleiła, więc jest w miarę pozytywnie. Zadzwoni jutro to dobrze, jak tego nie zrobi to odpuszczę techniki, co do umawiania spotkań i po prostu się z nią umówię w poniedziałek w pracy.
Kończąc temat.
Błąd był rzeczywiście w tym, że jechałem samymi schematami. Po prostu zapytałem się jej dzisiaj, co do spotkania i umówiłem się na przyszły tydzień.
Może za bardzo próbowałem sobie utrudniać życie w tej kwestii.
Dzięki za rady i za otworzenie "głowy".