Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Chora, ale i może (nie)śmieszna sytuacja z życia

3 posts / 0 new
Ostatni
Bullbulator
Nieobecny
Wiek: 20
Miejscowość: Warszawa

Dołączył: 2013-09-20
Punkty pomocy: 4
Chora, ale i może (nie)śmieszna sytuacja z życia

Na wstępie chce pogratulować osobom które dotrwają do końca - mam ciężkie pióro.

Tak więc, z dziewczyną poznaną 3 miesiące temu (szkoła, równoległa klasa) zaczęło się powodzić, oznaki zainteresowania widoczne z jej strony, czuć było coś co jest między nami, osoby trzecie też coś tam widziały. Niestety po jakimś czasie trochę za bardzo się wkręciłem zaczęło się trochę psuć, postanowiłem wyhamować, jak się potem okazało - bardzo dobrze.

Któregoś razu pomogłem jej tam w pracy domowej, więc w zamian za pomoc, powiedziałem by się dała gdzieś zaprosić (nie chce być jak 172257 innych facetów i prosić o buziaka). Uradowała się w pierwszym momencie. NO WŁAŚNIE W PIERWSZYM MOMENCIE!

Potem już zaczęły się schody, ciągle wymigiwała się od ustalenia terminu spotkania, trwało to miesiąc (raz na jakiś czas proponowałem spotkanie, żeby nie było, że jestem jakimś natrętem i dzień w dzień jej proponowałem). Swoją drogą, jakim cudem ja miesiąc wytrzymałem?? Do dziś nie wiem, najwyraźniej kobieta mi się podobała.

Po miesiącu coś we mnie puściło. Pokazałem jej przez to, że mi zależy (nie wiem czy dobrze czy nie, ile ludzi tyle opinii). Mianowicie - porozmawiałem z nią "skoro przez miesiąc unikałaś tematu spotkań, nie miałaś czasu, to wniosek jest jeden, nie chcesz się spotkać, przecież to oczywiste, oraz że widzę to że się troszkę zmieniło między nami (jest chłodniej)" Jak to kobieta, próbowała zrobić z siebie ofiarę bym ja czuł się winny (NIC Z TEGO KUR**, to Ty jesteś winna nie ja, dlaczego dowiecie się później). Odbiłem to, tak że to ona poczuła się winna, potem faktycznie powiedziała, że to po jej stronie leży wina, nie wiedziałem co to jeszcze oznacza.

Minął z tydzień, a może dwa. Zmieniłem strategię P&P, jakieś tam efekty były, zaczęła się mną bardziej interesować niż w ostatnim czasie. Zresztą mam swoje życie, nie będę stawiać jej dalej na piedestale, postawiłem na swój rozwój, troszkę tematów z serii "klasyki" oraz od nowa "podstawy" przeczytałem by zobaczyć czy coś można jeszcze zmienić, lubię zresztą tutaj czytać. Wprowadziłem nauki w życie. Efekty tak jak mówiłem - jakieś tam były. Przez ten czas ani razu nie proponowałem spotkanie, nie będę się prosił przecież no nie??

A teraz przechodzę do sedna, dlaczego ta sytuacja jest chora, ale i może śmieszna?? Otóż mówię, napisałem któregoś dnia do jej koleżanki (była z moim kumplem), chciałem zapytać co się dzieje z kumplem, bo nie widuje go w szkole ani na fejsie, ani żadnych oznak życia. Rozmowa się potoczyła i z tak zwanej DUPY dowiedziałem się, że owy target jest ZAJĘTY. Ma chłopaka od 2 lat, z drobnymi przerwami (separacjami) jeździ do niego co weekend (swoją drogą tłumaczy to, dlaczego nie odpisywała na smsy w weekend, głupio tak pisać przy swoim facecie do kogoś innego no nie?).

Krew we mnie zawrzała, niestety kolejny upust emocji, ale no tu nie było odwrotu. Przez 3 dni nie odzywałem się, w szkole też ją zlewałem, praktycznie zero kontaktu. W końcu odezwała się - że niby o co kurwa mi chodzi? Że czuje się jak intruz w moim życiu i tak dalej. (no nie... kobieto, robić z siebie ofiarę to możesz gdzie indziej, ale nie ze mną). Oczywiście odbiłem, ciekawe jak ja mam się czuć skoro ona przez miesiąc unikała tematu spotkań? Zapytałem czemu nie powiedziała, że ma chłopaka. Mimo, że wcześniej pytałem czy ma kogoś i czy z kimś "romansuje"? Odpowiedź przecząca padła z jej strony. Odpowiedziała, że w tamtym momencie była z nim w "separacji" - niby może tłumaczyć to, dlaczego w pewnym momencie przestała się mną interesować.

Tutaj kilka słów na temat ów separacji - Co to jest separacja? Otóż, wiedzie Ci się z partnerką, po jakimś czasie zaczyna się pierdolić, dajecie sobie tak zwany "czas" (szczyt desperacji, jeżeli związek się już tak rozpada, że ze sobą się męczycie to kończysz to) wracacie do siebie po tym czasie, mimo że wiadomo że to po jakimś czasie się rozpadnie"

Tutaj wtrącę jej ciekawą wypowiedź ale też i w chuj dziwną... - Mianowicie wspomniała, że bała się spotkać dlatego, że zaczynała coś do mnie czuć, bała się że to przerodzi się w miłość, przez co mogę ją zranić i odrzucić. Ale do kurwy nędzy, czy to powód by to "uczucie" sztucznie tłumić??

Całą sytuację (ze szczegółami) opowiedziałem mojej przyjaciółce (no jak siostra, znamy się już od 11 lat) a mamy po 18 więc większość życia. Sama przyznała, że mimo to że sama jest trochę jebnięta pod względem chłopaków, to jej ni chuja nie rozumie, oraz przyznała mi rację co do moich założeń jak to może się potoczyć (już opowiadam) Swoją drogą nie ma to jak piwko na relaks i rozmowa.

A więc przedstawię wam moją historię i przewidywanie w krótkim opowiadaniu. Udział w niej biorę ja, moja dziewczyna którą nazwę tutaj A i moja koleżanka którą nazwę B. Wszystko z A mi się układa, lecz po jakimś czasie zaczyna się pierdolić, po jakimś czasie poznaje B, jest świetnie, czujemy chemie, coś iskrzy. Boję się uczucia do B, więc je maskuje, wracam do A bo wiem, że ona mnie nie odrzuci i teraz następuje coś "pięknego" - TOKSYCZNY ZWIĄZEK, jestem z A bo boje się odrzucenia B, udaje że niby nic do niej nie czuje, ale po jakimś czasie zaczyna mnie wewnętrznie rozpierdalać gdyż widzę codziennie B i nie mogę zdzierżyć tego, że ona świetnie się bawi z innymi kolegami, odzywa się zazdrość i uczucie. Odchodzę od A, gdyż nie mogę się dalej sam oszukiwać i próbuję coś do B.

Mam nadzieję, że zrozumiałe. Mój były target, przyznał że szkoda jej tego jak to wyszło, że może by było inaczej. Ogólnie rozmawiając z nią miałem jedno wielkie wrażenie, że jest w tym toksycznym związku i podobam się jej, wrażenie moje było trafne, dalej jej się podobam. np. dzisiaj jak głupia ślepiła gałami za mną w kinie (wyjście klas maturalnych do kina), kolega mnie informowal, że co chwile na mnie patrzy, ale co to już mnie obchodzi??

Zaproponowałem koleżeńskie relacje, że nie będę się wpierdalał w związek, po tym sparzeniu prawie przestało mi zależeć, jakiś tam sentyment pozostał. Postanowiłem, nie pisać, w szkole przywitać się i po prostu odejść. Wzbudzić w niej zazdrość, mam dużo koleżanek w szkole, ogólnie jestem lubianym człowiekiem. Jak to ktoś powiedział "z tej zazdrości to ją bedzie w pizde piekło" - no i może tak zróbmy? Po prostu będę ją traktować jak koleżankę i nic więcej, a że ona się mną niby interesuje trochę (no przecież się jej podobam, no ale... ma chłopaka, pojebane no nie?? Ale tak działa toksyczny związek) to może być i zazdrosna.

Ogólnie przewiduje, że po jakimś czasie pęknie. Sama dziś napisała, że niby ją olewam, odpycham od siebie i że ma wrażenie że coś się zmieniło. No zmieniło się skoro jest moją koleżanką, ale nie olewam jej. Odpisuje na SMSy?? No odpisuje, a to już nie moja wina, że nie mam czasu i z opóźnieniem do niej lecą, przywitam się?? tak, jeszcze zagadam chwile i idę dalej. Może być to miesiąc, dwa ale pęknie tak czy siak - Jeżeli to co mówiła, z uczuciem to prawda. Bo przewiduje, że albo zrobiła mnie w rasowego chuja, albo powiedziała prawde. Ale raczej to drugie.

Po co ja to piszę?? Czułem wewnętrzną potrzebę, napisania tego. Może ktoś się znajdzie w podobnej sytuacji, nie identycznej, ale ktoś poczuje, że coś się pierdoli. Pamiętajcie - nigdy się nie łamać, tylko stanowczo się wziąć do roboty i realizować swój cel, trzymać się wytycznych choćby miało boleć. Ja niby chcę z nią popisać nawet i SMSki, ale nie piszę, a jak już odpisuję to po jakimś czasie - boli, ale to ma jakiś cel. W garść się brać i zacząć się skupiać na sobie, nie stawiaj nikogo na piedestale, ona ma tez o Ciebie często zabiegać.

Dobra, może to trafić na bloga - więc czemu nie trafiło? Kilka prostych pytań mam:

1. Metoda P&P będzie dobra, czy nie okazywać, jakiegokolwiek zainteresowania?
2. Czy ten jej tekst o uczuciu mógł być ściemą i czymś w rodzaju "spierdalaj" tylko tak delikatniej?
3. Jakieś rady może??
4. Może inna technika? Bo może się zrazić niby??

Dodam od siebie, że nie skupiam na niej całej mojej uwagi, pojawił się drugi cel, ale jakiś ten sentyment ciągnie mnie bardziej dalej do niej...

Sztos
Nieobecny
Wiek: 22
Miejscowość: Kraków

Dołączył: 2013-10-28
Punkty pomocy: 6

Po miesiącu coś we mnie puściło. Pokazałem jej przez to, że mi zależy (nie wiem czy dobrze czy nie, ile ludzi tyle opinii). Mianowicie - porozmawiałem z nią "skoro przez miesiąc unikałaś tematu spotkań, nie miałaś czasu, to wniosek jest jeden, nie chcesz się spotkać, przecież to oczywiste, oraz że widzę to że się troszkę zmieniło między nami (jest chłodniej)" Jak to kobieta, próbowała zrobić z siebie ofiarę bym ja czuł się winny (NIC Z TEGO KUR**, to Ty jesteś winna nie ja, dlaczego dowiecie się później). Odbiłem to, tak że to ona poczuła się winna, potem faktycznie powiedziała, że to po jej stronie leży wina, nie wiedziałem co to jeszcze oznacza.

Tutaj akurat zawaliłeś temat, nie potrzebnie się wyświetliłeś z takimi smutami. W ogóle jakieś oskarżanie się się kto tam ma być winny i takie tam to jest nie potrzebne, za dużo spiny.

W garść się brać i zacząć się skupiać na sobie, nie stawiaj nikogo na piedestale, ona ma tez o Ciebie często zabiegać

Tutaj trafiłeś w sedno, podejdź do tego jeszcze na luzie plus skupianie się na sobie i będzie dobrze.

Dodam od siebie, że nie skupiam na niej całej mojej uwagi, pojawił się drugi cel, ale jakiś ten sentyment ciągnie mnie bardziej dalej do niej...

To się skup na drugim celu, a sentymenty przeminą szybciej niż Ci się wydaje Smile Jak leci w ch*ja to ją olej, nie jest Ciebie godna Smile