Mam nadzieje ze to odpowiedni dział..
Zaczne od tego że poznałem na uczelni takie dwie koleżanki, zakolegowałem sie z nimi i tak przez jakis miesiac. Myslalem ze im sie spodobalem bo w koncu normalnie zawsze rozmawialismy, czy to w szkole czy na fejsie lub gg. Jednak ostatnio uswiadomilem sobie że spieprzyłem sprawe, bylismy na imprezie i zadna z nich sie mna nie interesowala.. czyli to wszystko bylo zwyklym udawaniem. Byli tam inni faceci i one bardziej interesowaly sie tymi innymi facetami, a nie mną. Wiec zaczynam sobie myslec tak: albo jestem brzydki i gorszy od tych innych(no w sumie tak jest..) stad nie biora mnie za kandydata do zwiazku albo po prostu z grzecznosci chcialy poznac tez innych facetow no ale to jest jedno ale bo prawie sie z nimi calowały itd a ze mna wgl nic nie robiły. Tak pojedzcie mnie teraz, jestem ciotą. Powinienem wcześniej dać im do zrozumienia o co chodzi zamiast sie zwykle kolegować. No kurr... przeciez nie powiem lasce ze mi sie podoba lub ze chce z nia chodzic po paru dniach.. Stwierdzilem ze najpierw sie zakoleguje, wyszlo dobrze ale jak widac nie do konca, bo jestem dla nich tylko kolegą,, nic więcej. Żeby nie było mam 20 lata, czyli jestem od nich starszy o ten rok. Nie wiem juz kim mam być.. Każdego dnia sie obwiniam jakie to błędy popełniłem.. Nie chce mi sie żyć bo przejmuje sie tym za bardzo... Ogolnie wlasnie jestem osobą cichą, nie należe do tych co drą jape, nie jestem zbyt wysportowany ze wzgledu na problemy z kregosłupem... Dużo jest takich wad ogolnie no i wlasnie to mnie denerwuje bo jak taki jak ja może zainstnieć w społeczeństwie.. Jak wychodzi na to że nie jestem nikomu potrzebny.. Wkurza mnie to.. bo nie moge sie cieszyć życiem jak sobie przypominam o tym wszystkim, o tym że nie wyszło mi z tymi koleżankami. Nie rozumiem juz niczego. Przegladalem mnóstwo materiałów jakim to trzeba być, pewnym siebie, usmiechnietym, pozytywnym itd.. no ale co z tego jak nawet jak taki jestem to nic z tego.. Jak ja nawet tematow normalnych nie umiem tworzyc, historyjki co.. mam wymyslac? Jak mam zainteresowac kobiete tym kim jestem... Nawet nie wiecie ile razy probowalem popelnic samobojstwo przez te problemy. Wiem nikt nie lubi uzalania sie nad soba ale no kur*a jak tu tego nie robic jak tak na prawde nie mam zadnej osoby ktora by sie mna interesowala.. Co mam zmienic w swoim zyciu... Jaki mam byc, jak byc "akceptowany" przez innych.. Jak zblizyc do siebie dziewczyne.. Od paru lat nie mialem zadnej dziewczyny, nawet nie wiecie jak to potrafi byc przygnebiające... Mam dosc tego zycia... ciagle musze udawac jaki to jestem szczesliwy itd no bo przeciez nie bede smutny chodzil ale prawda jest taka ze w glebi duszy mam tego wszystkiego dosc i moglbym sie zamknac w sobie i nic nie mowic.. Serio wiecie jakie to jest przygnebiające jak do okola was sami faceci z dziewczynami calujacy sie nawazajem itd itd. Wnerwia mnie to. POpełniłem już tyle błędów że nie wiem czy jest jakas nadzieja dla mnie.. Ja nie wiem czy jestem jakis aspoleczny czy co. Chodze na imprezy ale tak na prawde jestem typem samotnika.. nie przepadam za rozmawianiem z ludzmi, mimo ze czasem normalnie potrafie to robic.. Jednak jedyne co chce to poznac dziewczyne, spedzac z nia czas.. Nie bede wiecej pisal bo nie bedziecie tego czytac bo długie ale jakby co pytać. Dowalcie mi jakis tekst bo mam juz tego dosc. Codziennie wale w sciane reka i narzekam na to wszystko, obwiniam siebie no bo kto by sie nie obwinial. Mam te 20 lat wkrotce 21 i co.. zawsze bede juz takim ciota i lewakiem? co nic nie osiagnal w zyciu? Jak mi sie nawet nie chce uczyc na te studia przez to wszystko... Nie mam ochoty zeby zyc..
Ech, nie ma to jak noce pelne przemyslen, co ? : )
), zaczalem cieszyc sie zyciem. Poprostu zaczalem byc soba, nie przejmujac sie zdaniem innych. Dostalem te jaja dzieki ktorym zaczalem robic to co chcialem. Bywalo roznie, dalej mialem zalamki bo dalej nic nie wychodzilo. W koncu dalem sobie spokoj i wyruszylem na poszukiwanie kogos innego. Ku mojemu zdziwieniu, juz nie bylo tak zle. Choc sam jeszcze nie rozumialem dlaczego, zwracalem na siebie uwage kobiet. Nigdy nie bylem jakims atrakcyjnym fizycznie facetem. Podobalo mi sie to, ale wciaz okropnie pragnalem tej dziewczyny ktora przeciez miala mi dac te upragnione szczescie. W koncu, po jakims czasie znalazlem. Glowa w chmurach, wielkie szczescie. Bylem szczesliwy mimo ze dziewczyna z ktora bylem wcale mi sie nie podobala. Byla w najlepszym wypadku znosna pod kazdym wzgledem. Dlaczego i tak bylem szczesliwy? Dlatego ze przez cale swoje zycie wmawialem sobie na sile ze zeby byc szczesliwym musze byc z kims w zwiazku. Potrzebowalem kogos kto powie mi ze mnie kocha, kogos komu na mnie zalezy. To wszystko dlatego ze zawsze mialem sie za kompletne zero. Czulem sie inny, gorszy od innych i desperacko potrzebowalem kogos kto bedzie mi dzien w dzien mowil ze jest inaczej. Szybko jednak w tym zwiazku zorientowalem sie ze juz tego nie potrzebuje. Ze cel ktorego tak bardzo pragnalem, tak naprawde byl falszem ktory sam sobie wbilem do glowy i nigdy go nie kwestionowalem. Ta cala "podroz", zmiana siebie ktora trwala wiele miesiecy, przy ktorej wylalem duzo lez. Walka z samym soba, ze swoja niesmialoscia i kompleksami po to by kogos sobie znalesc, zmienila mnie w osobe ktora jest szczesliwa z samym soba. Nie potrzebowalem juz nikogo innego do tego by cieszyc sie z bycia tym kim jestem. Dojrzalem, wiedzialem juz kim jestem. Niedlugo po tym odkryciu zerwalem. Zerwalem z dziewczyna, a przez tak wiele lat tak bardzo chcialem jakas miec. Po tym nie miewalem juz zbytnio takich mysli, chodzilem na impreze, poznawalem jakies dziewczyny, czasem wyrwalem jakis nr, czasem cos przelizalem, jak ktos mi sie podobal to nie mialem strasznego problemu by wyciagnac panne na randke i cos wiecej. Prawde mowiac, teraz patrzac sie na siebie z przeszlosci, nie mam pojecia jak moglem miec taki swiatopoglad i zdanie o sobie jakie mialem.
Bylem podobny do Ciebie jeszcze nie dawno. Moze dalej troszke tego gdzies tam we mnie zostalo. Myslalem ze jedyne czego mi brakuje to dziewczyna, ze dopoki jakiejs nie znajde nigdy nie bede tak naprawde szczesliwy. Zdezalem sie z murem tak jak Ty - zadna nie byla mna zainteresowana, dla wszystkich bylem tak naprawde przyjaciolka z penisem ktorej moga sie pozwierzac z wszystkiego co im lezy na sercu. Ba, przez pewien czas nawet myslalem ze tak powinno byc - przeciez skoro zwierza mi sie to znaczy ze jestem dla nich kims waznym! To jest droga do zwiazku! Ale zycie pokazalo ze to droga w calkowicie odwrotna strone.
W koncu jedna dziewczyna zniszczyla mi zycie, mysli samobojcze, wrecz proby itp itd. Traf chcial ze zawedrowalem tutaj - oczywiscie szukajac odpowiedzi, jak wyjsc z friendzona, jak sprawic zeby czula do mnie to co ja do niej. Oczywiscie - nic z tego nie wyszlo (choc z dziewczyna utrzymuja dobry przyjacielski kontakt, jakby ironicznie to nie brzmialo, to dzieki niej teraz udalo mi sie byc tym kim jestem), ale zaczelo to moja przemiane. Wszystko dla niej, schudlem duzo (30 kg), wyleczylem swoja niesmialosc do dziewczyn (w wieku 18 lat nie calowalem sie nawet
Odpowiedz dosc ogolna, tak samo jak temat ktory opisales.
Jak dla mnie podrywanie dziewczyn zaczyna sie od Ciebie a nie od tekstow, taktyk, zagrywek ktore uzyjesz. Koniec koncow, jezeli Ty nie bedziesz szczesliwy z tego kim jestes, nie bedziesz znal swojej wartosci - zadna dziewczyna nie bedzie chciala z Toba byc, bo jezeli Ty nie bedziesz mial szacunku do samego siebie, nie bedzie go mial do Ciebie ktokolwiek inny. Dlatego od tego musisz zaczac, od pracy nad soba. Ty nie masz udawac ze jestes sczesliwy, Ty masz taki byc. Zamiast walic sciana w reke, idz pobiegac, pojdz na silownie, wyjdz na impreze, spotkaj sie ze znajomymi, znajdz jakies hobby. Odnajdz siebie, okresl kim tak naprawde chcesz byc i zacznij czynic kroki w tym kierunku - z kazdym dniem bedziesz blizszy tej wizji, trzeba tylko chciec i probowac. W moim przypadku wieczne uzalanie sie nad soba nie przynioslo zadnych skutkow, w Twoim bedzie tak samo.
Wiem ze to trudne, ale nie jest to nierealne. Z czasem zrozumiesz. Nie mysl ze tylko Ty masz takie problemy. Jestem pewny ze wiele osob na tym forum przechodzilo cos podobnego. Ja sam taki bylem, ale wszystko da sie pokonac ; )
Tu trzeba dłuższej rozmowy, nie da się wszystkiego napisać w 1 poście... Mogę spróbować Ci pomóc ale lepiej zgłoś się do kogoś z advanced, o wiele mądrzejsi tu są ludzie ode mnie.
Powodzenia
There are two kinds of people in this world – those what like me, and those that can go to hell.
Twój post to jedna wielka litania żalów. Odpowiem tylko na jedno z Twoich zdań bo ma się ono jako tako do uwodzenia kobieta a cała reszta to beczenie.
"No kurr... przeciez nie powiem lasce ze mi sie podoba lub ze chce z nia chodzic po paru dniach.."
nie po paru dniach tylko już przy pierwszym spotkaniu! Ty masz pokazać zainteresowanie (w tym seksualne) w niezdesperowany sposób. To jest cała tajemnica nietrafiania do szufladki kolega/przyjaciel. Jakbyś tak zrobił to nie miałbyś takich sytuacji jak na tej imprezie. Oczywiście nigdy nie masz mówić żadnej lasce że chcesz "z nią chodzić" tylko okazywać zainteresowanie jak facet kobiecie.
Jak możesz wiedzieć z kim masz być jak sam nie możesz być ze sobą?
Pokochaj siebie a potem szukaj targetu
Człowiek zrozumie drugiego człowieka, tylko wtedy gdy znajdzie się w podobnej do jego sytuacji.
Niech Go ktoś przytuli...
To nie jest czasami tak, że kobieta przy mężczyźnie to skutek uboczny? Przecież one same przyjdą do mężczyzny. Jeszcze nie widziałem by pierdoły miały kobiety.
Pierdoły beczą i robią pod siebie, chociaż byś znalazł w sobie wkurw, by coś zrobić by pokazać. dojebać innym , jeśli i tak masz siebie w dupie, to dlaczego sie nie zabawić.
1 wyłącz ten komputer / telefon i inne gówno.
idź przebiegnij sobie 5 kilosów, rzygnij płucami . nie chce sie co?
w dupach sie poprzewracało , wszystko by chcieli , samo ma przyjść.
masz problem z kręgosłupem, więc nie weźmiesz hantelki do ręki?
to ubierz rękawice , worek nie odda.
becz, biegnij, ćwicz, ucz sie dalej. ciesz się , becz , napierd*laj w ten worek, dolicz sobie rozwalony nadgarstek jako kolejną wade, może ktoś Cie za to przytuli.
Mężczyźni nie płaczą, także tego... pogadali my pośmiali my sie, ale wyłącz ten komputer...
albo nie. Nie usuwaj nawet tego tematu, szukaj dalej pocieszenia. przecież to takie miłe jak ktoś przytupnie i poklepie po główce. poczekaj aż ktoś Ci napluje na głowe i poklepie
go hard or go home - motto na każdej siłowni / macie / hali / sali / na każdym dystansie. przegrać ze sobą jest najłatwiej
Wiec raczej przydałby Ci się psycholog niż ktoś ze strony,lub jakaś wiedza ze strony.Zajrzyj w podstawy,w Demonic Confidance,rozwój osobisty poczytaj i PRAKTYKUJ!
,,Nie rób priorytetu z kogoś kto ma Cie tylko za opcje"
No a co z tymi "koleżankami"? myślałem żęby im to wszystko powiedzieć co czuje, ze sie obwiniam przez nie i jakie miałem oczekiwania w stosunku do nich, że mi sie podobaja i liczylem na coś więcej ale i tak już jest za późno, za bardzo schrzaniłem, i nic z tego nie wyjdzie. Bedziemy nadal rozmawiac jak to zwykle bylo. Ale chociaz chce zeby wiedziały o co mi chodziło.
Mam dość tego udawania, jestem facetem wrażliwym, nie bede sie z tym krył. Zawsze jednak próowałem robić na odwrót czyli żartować, droczyć się ale jak widać zrobiłem z siebie tylko błazna przez to co robiłem. A no i one mi nic nigdy nie mówiły, więc na pewno nie byłem nawet dla nich przyjacielem tylko nawet na krawędzi kolegą. Są troche nieśmiałe ale wątpie w to że to tylko przez to nie chciały okazać mi troche zainteresowania poprzez różne pytania o moim życiu itd. To ja je o wszystko wypytywałem nie wiem po co to robiłem teraz, no niby zeby je poznac bardziej ale co z tego jak i tak nic z tego nie wyszło. Nie jestem jak widać dobrym facetem, moze sie uda z inną dziewczyną, tylko wlasnie mysle nad tym zeby kolejnych bledow nie popełnić. Zreszta czy to jest w ogole mozliwe zeby dziewczyna poczula cos do mnie z ktora chodze i prawdopodobnie bede sie widzial codziennie np w autobusie czy na uczelni? Wydaje mi sie ze wiekszosc dziewczyn liczy tylko na kolezeństwo zeby ewentualnie miec jakas pomoc jezeli chodzi o notatki itd. Poznałem teraz taka nowa ale jak na razie piszemy tylko na fb, pare razy na uczelni. Ale nie powiedzialem jej jeszcze nic ze jest fajna i mi sie podoba bo nie chce zeby sie wystraszyla. Zreszta tak jak pisalem ja nie wiem czy jednak jestem odpowiednim kandydatem do zwiazku.
To co napisał LuQa to ja chyba mam identycznie, myslalem ze piszesz o mnie po prostu. Też chce dziewczyny żeby czuć się szcześliwie ale czy to na serio prawda... Czego ja wiec chce od życia? Chyba akceptacji to zebym nie był w końcu sam, żeby przez kolejne 3 lata nie byłbym samotny.. Chodze na imprezy ale zawsze robilem to pod katem zeby przypodobać się jakies dziewczynie. Nie wiem juz czego chce. Nie potrafie sie nawet komunikowac dobrze... Jestem chyba faktycznie stracony na to zeby przebywać w życiu sam a na uczelni udawać inną osobe. Przegladalem wiele materiałów z NLP, jak zjednac sobie ludzi itd, NLS ale to tylko namieszało mi w głowie.
Nie licze na pocieszenie, potrzebuje jakis rad, jakim sposobem mam pokochac siebie, jak byc szczesliwy bez kobiety? Jak usunac oczekiwania w stosunku do kobiet, ze jak już jakąś poznam to musze sie jej podobac i ona musi zostać moją dziewczyną - bo jak zauważyłem że jak tak sie nie stanie, to obwiniam siebie ze popelnilem jakies bledy. Jakim mam być oprocz tego ze szczesliwym i pewnym siebie, co teraz powiedziec tym kolezankom, jak uniknac podobnej sytuacji.. Chodzilem znimi wszedzie a teraz nie wiem czy tego chce, wciaz czuje tą więź ale one chyba mają wyjebane na zwiazki. Podziwiam to w nich. Że potrafią żyć bez kogoś. Ja tego nie moge bo jestem sam, nie znam nikogo tutaj ktory moglby ze mna gdzies wyjsc czy pogadac.
Jak usunąć te negatywne myśli...?
W żadnym wypadku nie powtarzaj tym pannom tego co tutaj napisałeś. Z drugiej strony też nie próbuj chłodzić jakoś waszych relacji, bo się zorientują że masz jakieś fochy. Po prostu podtrzymuj normalną, koleżeńską stopę. Ogólnie to dobrze jest mieć takie podejście, że po prostu sobie z nimi gadasz, wychodzisz tylko dla własnej przyjemności, obcowania z drugim człowiekiem, bez nastawiania się na nie wiadomo co.
To że one postrzegają Cię tylko jako kolegę i to takiego, z którym jakoś szczególnie się z troską nie obchodzą, to właśnie wynika najprawdopodobniej w głównej mierze z tego co Ci siedzi w głowie. Niestety te myśli na bank nie są jakoś oderwane od twojego zachowania, mowy ciała itd. i to robi swoje. Baby po prostu nie mają w zwyczaju szanować, liczyć się ze słabymi samcami, którzy sami nad sobą się użalają i bezwzględnie potrzebują kobiety do wypełnienia ich pustki i uszczęśliwienia.
Popełniasz dodatkowo ten sam błąd co ja kiedyś i mylisz pojęcia. To co Ty opisujesz jako wrażliwość, to zwyczajnie bycie miękką fają. Wrażliwość to ma miejsce na przykład, jak widzisz ludzką krzywdę dotyka Cię to i reagujesz, a nie jak nie masz baby i użalasz się nad swoim losem.
Co do tego jak się zmieniać, to tutaj też są błędy u podstaw - zakładasz co robić, żeby się przypodobać, znaleźć akceptację u innych. Podstawa to podobanie się sobie. Jak coś robisz, to musisz sobie zadawać pytania czy Ty tego chcesz i Ci się to podoba, a nie jak zareagują inni.
Powiem Ci tak, że takie myślenie jak twoje ( o zgrozo...) miało i miejsce u mnie. I choć od dobrego czasu nastąpiło w nim zasadnicze zmiany, to w relacjach z kobietami, jakoś tak wychodzi, że spektakularnych sukcesów nie osiągam póki co, to wiesz co o tym myślę? Kiedy nachodzi mi nawrót na takie beznadziejne tory myślowe, to zwyczajnie stwierdzam, że przeżyję to życie choćby sam. A to dlatego, że powoli się pozbierałem i jest mi ze sobą coraz lepiej i wiem, że przeżyję jeszcze wiele zajebistych momentów, a tego i owego dokonam. Choćby nawet i SAMOTNIE ! Tu się kłania ten pozytywny egoizm - bierz od życia dobre rzeczy dla siebie, jak się znajdzie ktoś kto Ci będzie chciał towarzyszyć, spoko. Jeśli nie, to bez łachy.
Niestety nikt nie jest w stanie Ci pomóc tak przez neta, napisać coś co zmieni Twój sposób myślenia, bo tak się nie da. Ja bym proponował wybrać się do prywatnego psychologa (do państwowego nawet nie idź) i porozmawiać z nim, powiedzieć wszystko to co tutaj, wtedy będziesz mógł rozwiązać jakoś swój problem. Tylko poszukaj jakiegoś dobrego, poczytaj opinie. Choć możesz próbować zmienić swoje życie sam, ale będzie to trudniejsze i stracisz więcej czasu, lepiej jest mieć osobę, która Cie poprowadzi i będzie wiedziała jak.
Ehh myslalem ze moze jednak ktos wie jak mi pomoc, psycholog drogi jest no i wstydze sie troche..
Tu sie nie ma czego wstydzic, albo pójdziesz i ruszysz do przodu, albo będziesz przez kolejne lata patrzył jak życie przecieka przez palce. Taka jest praca psychologa, dostaje za to kase i dla niego takie problemy są normalne. Jak będziesz miał szczerze dość takiego życia to sam znajdziesz w sobie siłe żeby coś zmienić i wkońcu pójdziesz do tego psychologa nie patrząc na wstyd.
Tak tylko teraz kolejne oczekiwanie, mialem takie oczekiwanie ze mi pomozecie a znowu zostalo stracone...
Kolego masz poważny problem ale nie musi Ci towarzyszyć do końca życia. Musisz wziąć się w garść. Zerowe poczucie własnej wartości. Zacznij robić coś co będzie sprawiać Ci przyjemność, wkładaj w coś wysiłek. Zapisz się na siłownie. Nie po to żeby być "pakerem" czy mister olimpu. Poprawisz sylwetkę, wzrośnie Ci poziom testosteronu, zmienisz się mentalnie i fizycznie. Nie za miesiąc, dwa. Może za rok. Czytaj forum i podstawy. Praktyka.
Wykazujesz podejście porozmawiajcie ze mną, dajcie receptę, znajdźcie kogoś, będę miał dziewczynę i będę szczęśliwy. Wszystko w naszym życiu wymaga PRACY, mozolnej i ciężkiej. Masz pracę, pewnie nie masz? Myślisz, że ktoś przyjdzie do Ciebie i powie słuchaj tu jest posadka dla Ciebie, za super kasę? Będziesz musiał się napocić, namęczyć, odsiać konkurencję i może zostaniesz po miesiącu wyrzucony. Takie życie.
Musisz żyć w zgodzie ze sobą. Dziewczyna nie da Ci szczęścia jeżeli sam siebie nie zmienisz. Tak Ci się tylko wydaje.
Obecnie każda dziewczyna zniszczyłaby Cię psychicznie. Twoje pozorne szczęście zamieniłoby się w piekiełko być może jeszcze gorsze niż teraz ( ona się chyba obraziła? co źle zrobiłem? czemu dzisiaj do mnie nie napisała? itd.). Na obecną chwilę żadnej byś nie utrzymał przy sobie na dłużej.
Mam 25 lat z nikim nie byłem, miałem fatalne podejście do kobiet, niskie poczucie własnej wartości (przyczyny tego stanu zlikwidowałem). Popełniałem wszystkie błędy jakie tylko mogły być, ta strona oraz życiowe doświadczenie otworzyły mi oczy. Widzę jaki rok temu byłem baran.
Mnóstwo moich kumpli obecnie jest samych. Niektóre związki, w których tkwią (zero seksu, wypalenie) - podziękowałbym.
Ja zmieniam siebie, swój wygląd, podejście. Czuję się pewniej, bardziej zdystansowany w stosunku do kobiet. Mam swoje zdanie, poglądy, ambicje i cele.
To nie są chłopie chodzące ideały, też są nieśmiałe, mają wady i zalety, problemy.
Pomyśl facet po 40 (radosny, pewny siebie, mający satysfakcję z drogi życiowej, którą obrał) może mieć młodą partnerkę. Kobieta po 40 ma troszkę trudniej. Weź się w garść i do roboty za rok możesz być w innym miejscu.
Nie daj sobie wmawiać, że jest za późno. Nie jest.
Niestety od jęczenia Twoje problemy się nie zmienią. Dużo wysiłku, być może łez, chwil zwątpienia. Wszystko to hartuje i uodparnia. Nikt nie będzie chciał być z osobą rozchwianą emocjonalnie, jęczybułą i człowiekiem, który nie walczy ze swoimi problemami. Będziesz szczęśliwy sam. Zacznij bawić się w podryw. Musisz mieć w sobie wewnętrzną siłę, ostoję. Obecnie każda zlewka ze strony laski zbyt dużo by Ciebie kosztowała psychicznie.
Koleżanki winne? W żadnym wypadku zachowały się tak jak powinny się zachować. Sam to przerabiałem. Pretensję mam tylko do siebie (zachowywałem się jak koleżaneczka, piesek, analizator jej problemów to otrzymałem nagrodę - stosowną). Znajomość koleżeńską (luźną) trzymam do tej pory (jednak temat "partnerki" jest zamknięty; wiesz miał być diament a przy bliższym poznaniu okazało się, że to węgiel jest). Zauważyłem to po tym jak panna traktuje innych ludzi. Jaką jest egoistką. Wiem co wyprawiała ze swoimi byłymi itd. Czy czuję się źle, że spaprałem? Nie, bo i tak doszedłbym do wniosku, że nie chcę z nią być. Nauczyłem się mnóstwo. Widzę swoje błędy i postaram się ich nie popełnić.
No ok rozumiem juz.. mam sie przestac uzalac nad soba, byc szczesliwym, zajac sie czyms (to wtedy nie bede o tym myslal) bawic sie w podrywanie nawet jak nie wyjdzie. Chociaz teraz tak sobie mysle ze nie wiem czy chce tak na prawde dziewczyny, jedyne co chce to akceptacji bo i tak w zwiazku nie mam szans ze wzgledu na to jaki jestem itd..
No ale w sumie moge to zrobic bo chyba fakt nie ma sensu sie uzalac nad soba, dziwnie tylko ze juz to przerabialem wiele razy a te uczucie samotnosci itd i tak wraca.
nic... i o to chodzi wlasnie, jestem tak zniszczony psychicznie i fizycznie ze nie jestem wstanie robić nic. Siedze w domu przegladam filmiki i gram w gry czasem i pisze z ludzmi na fejsie zeby chociaz poczuc sie mniej samotny. Chodze czasem po miescie sam zeby odetchnac ale nie mam tej sily zeby zagadac bo co powiem dziewczynie? Jedynie czasem spytam jakies glupie pytanie ktora godzina czy ten autobus juz nie pojechal itd no ale po co mi to.. jak to nic nie wnosi.. Nie mam nic w glowie zebym mogl z kims o czyms rozmawiac.
Jeśli nie potrafisz zagadać, porozmawiać w sposób emocjunująąccyy bla bla .
i zabrać ten numer, to jakim innym sposobem chcesz nie robić w gacie jeśli nie będziesz pytał o ten autobus? jeśli nie będziesz mówił od tak cześć? albo opowiadając jak sie zdenerwowałeś dzisiaj rano próbując wiązać buty przez 5 minut, taka ciapa jesteś. Co ją to? Ty przełamujesz swoją nieśmiałość i inne badziewia, a jeśli laska ma z tym problem, to jej problem, a nie Twój.
więc wyłącz ten komputer!
nie lubisz sportu? ale wiesz, że najpierw trzeba poświęcić ze 2 /4 tygodnie żeby cośzaczęło Ci cieszyć?
znajdź sobie forum biegaczy, podpatrz jakiś-plan treningowy.
od tego jaja rosną wiesz? wiesz po co Ci jaja?
Mam dla Ciebie jeszcze jedną rade,może trochę szaloną...oglądałeś kiedyś film "Jestem na tak"?Spróbuj go obejrzeć i żyć według tych samych zasad jakie przyjął główny bohater w filmie...
,,Nie rób priorytetu z kogoś kto ma Cie tylko za opcje"
Stary, bądź mężczyzną i nie użalaj się nad sobą, to przede wszystkim.
"...nie jestem zbyt wysportowany ze wzgledu na problemy z kregosłupem... Dużo jest takich wad ogolnie no i wlasnie to mnie denerwuje bo jak taki jak ja może zainstnieć w społeczeństwie.. "
Kojarzysz człowieka o imieniu Nick Vujicic ? Jeżeli nie to polecam wygooglować, myślę że on ma gorzej od Ciebie, mimo to cieszy się życiem i nie narzeka. Stary, żyjesz, masz ręce, nogi, pomijając kręgosłup jesteś zdrowy. Jedni nie mają tak fajnie a nie narzekają. Na pewno możesz wykonywać jakieś ćwiczenia które nie obciążają w znacznym stopniu kręgosłupa, a którymi mógłbyś poprawić swój wygląd i samopoczucie. Jednak trzeba chcieć i zacząć robić

Nie piszę tego żeby Ci dojebać czy coś, wręcz przeciwnie. Musisz wziąć się w garść i zacząć ŻYĆ. przez duże Ż. Zrozum że kobiety to nie wszystko, dlatego staraj się nie uzależniać od nich swojego szczęścia. Znajdź sobie jakąś pasję, może gra na jakimś instrumencie, może sport. Rozwijaj się, czerp radość z tego co robisz. Będziesz w czymś dobry to automatycznie podniesie się Twoja pewność siebie, co przełoży się na kontakty damsko-męskie. Przez pasje bardzo często poznaje się nowych ludzi, zawiera się przyjaźnie. Szukaj, co sprawia Ci radość i rób to, a zobaczysz że będzie pozytywnie
Pozdrawiam, Mateusz.
Masz problemy i potrzebujesz pomocy. To nic wielkiego, każdy mógły znaleźć się w podobnej sytuacji. Depresja, brak akceptacji. Zrób sobie przysługę i naucz się sobie samemu wybaczać. Robisz wszystko to co najlepiej potrafisz w tym momencie. Nic lepszego nie jesteś w stanie zrobić. Przestań się obwiniać za to, że czegoś jeszcze nie umiesz. Nie bądź dla siebie surowy, zaakceptuj że nie potrafisz podrywac dziewczyn, że masz problemy itd. Sam siebie katujesz za coś na co nie masz wpływu, a to w niczym Ci nie pomoże. Napewno nie przyspieszy nauki. Idź do specjalisty bo to jest dla ciebie niezbędne, depresja to tylko choroba jak każda inna, nie wstydź się tego, tylko zapisz się na wizytę do lekarza. Nie skupiaj się na uwodzeniu, teraz musisz zająć się sobą i nauczyć sie jak odnaleźć się w codziennym życiu, poradzić sobie z rzeczywistością i cieszyć sie tym jaki jesteś. Polubić swoją osobę. Uwodzenie to tylko dodatek, najpierw się trochę pozbieraj, znajdź sobie jakieś hobby, idż np na toastmasters, mają spotkania w każdym większym mieście i są bardzo mili. poszukaj przyjaciół nawet na tym forum. umów się z kimś na miasto. Wszystko jest ok, stary są ludzie, którzy maja większe problemy i są szczęśliwi więc i Ty możesz być.
Easy is good
Czytalem to co napisalem i troche sie smieje, juz mi przeszlo. Wyjasnilem sobie sprawe z dziewczynami, fakt nie wyszlo, wziely mnie za przyjaciele przynajmniej teraz no ale zawsze cos, liczy sie pierwsze wrazenie wiec stwierdzilem ze na uczelni tym bardziej dziewczyny nie znajde bo tam kazda traktuje kazdego jako kolege. Zaczalem sie cieszyc zyciem, smiac sie, robic glupie rzeczy do podwyzszenia up-time. No i chyba o to chodzi w zyciu. Zaczalem tez cwiczyc, nie moglem zniesc mysli o uzalaniu sie i stwierdzilem ze konice z tym, wstalem chyba o 3 rano i zaczalem robic brzuszki i pąpki, nie mam hantelek wiec bede probowal na razie kombinowac cos w domu. Zaczalem lepiej sie odzywiac wiecej jesc zeby przytyć. Zaczalem wiecej zartowac z kolezankami, w koncu i tak nie bede ich chlopakiem wiec je drocze itd.. Nie wiem czy w tym droga (ewentualnie mnie poprawcie). Przynajmniej sie smiejemy czasem. DO tematu zwiazku z dziewczyna kiedys moze dorosne, doszedlem do wniosku ze fakt nie ma co myslec o tym zeby znalezc dziewczyne skoro najpierw musze zmienic siebie. Droczy mnie wciaz zazdrosc, gdy ktos podrywa moje kolezanki, no nie podrywa bo tylko z nimi rozmawia ale wciaz nad tym pracuje.
Oczywiscie dziekuje wszystkim, wszystkie komentarze odebralem tak samo, nie ma znaczenia ktore byly mile lub zle. Cos w tym jest co piszecie a ja po prostu mam problem ze zmiennością, czasami mam dobry humor czasami zły, ale teraz stwierdzilem ze nie ma co miec zly humor bo inni odbieraja go tak samo, wiec jak bede wesoly i szczesliwy to inni tak samo beda w tym samym stanie. czyż nie? Ide teraz na impreze z grupy od uczelni. Jakies porady? Mam nadzieje ze znowu mnie nie zlapie to co zwykle mnie łapie po alkoholu? że nie poznalem zadnej dziewczyny itd? (sam nawet nie wiem czemu ciagle o tym tylko mysle zeby jakas dziewzcyna mnie poznala itd)