Witam, żeby obraz zaistniałej sytuacji był przejrzysty muszę zacząć od początku.
Przygoda z portalem rozpocząłem jakieś 3 lata temu, zacząłem ok, trenowałem na koleżankach. Znajomość z jedną z nich rozwinęła się na tyle dobrze, że zostaliśmy parą. Nie, nie byłem PUA, nie umiałem wiele, ale dzięki radom z tej strony i braku mojego doświadczenia poszło to w taką a nie inna stronę. Trwało to jakieś 2,5 roku, nie muszę pisać o tym jak to bylo dawniej fajnie i kolorowo, bo wie to każdy. Zarówno w tamtym jak i w tym roku wyjechaliśmy razem do niemiec do pracy sezonowej. I tu zaczynam część właściwą.
W naszym związku odkąd zaczęliśmy studia (pażdziernik ubiegłego roku) zaczęło się psuć. Zamieszkaliśmy wspólnie, pojawiły się pewne rzeczy które nam przeszkadzały, za dużo czasu spędzaliśmy razem, zasady znikały, pasje zastąpił komputer, a tempo naszemu wspólnemu wymarzonemu życiu nadawała rutyna. Zdaję sobie z tego sprawę, że tak właśnie kończą "pseudo" uwodziciele. Lipiec w pracy i naszej relacji minął znośnie. Dodam, że mieszkamy razem w domu, w pokoju, natomiast reszta polaków (koło 20 osób) zamieszkuje inny budynek (hotel) znajdujący się kilometr dalej. Tydzień temu poznała chłopaka, zlewałem to, zaczęli ze soba rozmawiać, poszła pić z nim wino do tego hotelu i znajomość sie rozkręciła. Oczywiście, ona żadnej winy w tym nie widziała. Pogadaliśmy, niby ok, a na drugi dzień znowu do niego leci. Nie robiłem żadnej awantury, było troche emocji, zreszta kiedy nie ma, podziękowałem jej za związek i wspolnie spędzony czas i tyle.
Sprawa teraz wygląda tak, siedze tu do końca sierpnia, bez jakiś znajomych, ona chodzi do tego typa codziennie, robią sobie razem jedzenie itp. Wziąłem się troche za siebie, lekcje, podstawy, zacząlem ćwiczyć, biegać. Tyle na ile pozwala czas i warunki. Mój niemiecki nie pozwala na podryw w mieście. Do hotelu też nie bardzo mam po co iśc bo obgadany jestem na wszystkie sposoby. A moja pewność siebie jest teraz na takim poziomie, że nie jestem w stanie się obronic. Zreszta co tam zrobie, pojde i będę patrzył jak moja była ślini się do tamtego? Nie wiem jak mam się zachować. Rozmawiać z była jak gdyby nigdy nic, czy się nie odzywać. Nie mam ciśnienia, na powrót, widzę swoje błędy, widzę jakim nieatrakcyjnym facetem się stałem i nie dziwie się jej, że poszła jak tylko pojawiła się możliwość. Osobiście nie wyobrażam sobie, żebym mógł z nia normalnie rozmawiać, staram sie trzymać, ale sytuacja mnie przytłacza, a strata byłej boli, co większość wie. Ona pyta mnie dlaczego się do niej nie odzywam i o co mi chodzi, ale ja nie potrafię od tak zacząć patrzeć na nią jak na koleżanke. Pewnie chce ze mnie zrobić przyjaciółkę z kutasem więc wolę wcale z nia nie rozmawiać. Pytanie czy to jest dobra decyzja? Emocję sa złym, doradcą a nie mogę powiedzieć, żebym patrzył na sprawę bez nich. Liczę na porady, przetrzymać miesiąc, wrócić do domu i brać się ostro za siebie, a w tym czasie zero kontaktu?
Witaj,
Ja na Twoim miejscu tez bym się nie odzywal.Po prostu. Ona se poszla do innego leszcza i co, masz jej codziennie rano czesc mowic jak gdyby nigdy nic? Zyj dalej, rozwijaj się.
Powiedz jej, zeby się wyprowadzila do niego, bo robisz miejsce dla kolezanki.
Słuchaj.. Masz miesiąc aby poczytać trochę. Zrób to podlucz sie uwodzenia. WrocisZ do polski i Ci sie przyda. Po powrocie zacznij poznawać na ulicy dziewczyny. Podchodź rozmawiaj i spotykaj się z nimi.. Poowodzenia. Co teraz możesz robić? Laske sobie odpuść wiem ciężko będzie ale wierze ze Ci sie uda. Dobrze ze znalazłeś sobie zajecie czyli bieganie. Biegaj dużo tzn tyle na ile czas pozwoli. Wracając do domu bądź zadowolony. Nie okazuj ze tęsknisz za nią. Uśmiech na twarzy prysznic kolacja spać hahah
co do rozmów z nią. Odpowiadaj krótkimi zdaniami.. Staraj sie dużo z nią nie rozmawiać. Rob ciekawe rzeczy.. Możesz wybrać sie na basen czy siłownię jeśli czas pozwoli.. Możesz też pozwiedzać 
"Pierwsza minuta może być ostatnią dlatego ceń jak ostatnią."
Patowa sytuacja... Dla Ciebie ta dziewczyna już nie istnieje!
Wytrzymaj do końca sierpnia, dasz rade. Będziesz miał bogate doświadczenie na przyszłość. Weź się za siebie. Rób wszystko tak, żebyś odczuwał z tego radość i satysfakcje. Niekoniecznie chodzi o relacje z innymi dziewczynami. Uporządkuj swoje życie i rozwijaj się tam gdzie tylko będziesz miał okazję. 
"Tam najtrudniej iść naprzód, skąd już wszyscy wracają".
0 szacunku w stosunku do tojej osoby... zachowala sie jak zimna suka ale i tez sam wspominasz iz relacje zawaliles. dzewczyna skreslona totalnie miej wywalone na nia i sie nie interesuj. masz swoje zycie dla niej miejsca nie ma nawet na "czesc"
Glowa do góry bedzie dobrze
Opuściłeś gardę i dostałeś kosę w nerki
Pomyśl w ten sposób - 90% jej koleżanek robi to samo. Te 90% jest niewarte uwagi żadnego z nas. Ty masz to już za sobą, nie wpieprzyłeś się w dziecko, śluby, nie złapałeś syfa. Spędziłeś trochę czasu z pewną kobietą i czas iść dalej. Koncentruj się na rozwoju siebie i na produkcji endorfin. Biegi, może jest gdzieś siłownia w pobliżu - kup karnet nawet jak drogo.I jeszcze jedno...stałeś się nieatrakcyjnym facetem? Bo przestałeś dostarczać emocji i jebać w nią huśtawką emocjonalną? No proszę Cię bardzo - jeszcze raz podkreśle - są kobiety to zaliczenia, do chodzenia, do gotowania i takie...z którymi można się związać 
Trzym się !
////Pani twierdzi, że jest w ciąży, po wizycie u lekarza przychodzi do mnie sms: "Byłam u lekarza, okazało się, że to nie ciąża tylko polip na macicy. Po tym co usłyszałam nie chcę Ciebie znać."
////
Bieganie bieganiem ale jak byś lepiej w robocie zapierdalał to oprócz endorfin miałbyś parę euro więcej.
Cześć
Ponieważ jestem od was wszystkich trochę starszy i bardziej doświadczony więc napiszę Ci co będzdzie dalej.
Po pierwsze nic na siłę, bądź obojętny ale kulturalny, rozmawiaj normalnie, nie strzelaj fochów bo jak zaczniesz to robić to laska zauważy, że Ci na niej zależy.
Po drugie zero zainteresowania jej sprawami, choćby Ciebie w środku ściskało nie daj po sobie poznać, że Ciebie obchodzą jej sprawy. Na jej dyskusje że była tam i tam, robiła to i to odpowiadaj: to świetnie i cisza. Dla lasek najgorsze jest to, że nie widzi zainteresowania ze strony faceta a tym bardziej byłego.
Po trzecie znajdź sobie towarzystwo, zdystansujesz sie do sytuacji a ona zobaczy, że radzisz sobie bez niej i to całkiem dobrze (to je wkurwia).
Nie chcę prorokować ale Twoja była zostanie przełomotana i zostawiona. Potem zwróci się do kogo? do Ciebie. A Ty wtedy kulturalnie powiesz jej, że sorry maleńka, twój czas się skończył
Nieraz byłem w podobnej sytuacji ale kultura osobista w stosunku do byłej i zero zainteresowania robiły swoje. Pamiętaj one zawsze wracają, ale czy my wtedy chcemy żeby do nas wróciły? Chyba nie. Powodzenia.
mexiN mysle że jakiś większych błędów nie popełniłeś, może po za wspólnym zamieszkaniem, moim zdaniem za wcześnie, macie po 19 lat, młody wiek, wiadomo że wspólne zamieszkanie spowoduje po części rutynę i tu nie ma chuja że tak będzie, w miarę dojrzali partnerzy są tego świadomi, wspólne zamieszkanie też obnażyło wasze charaktery i pokazało że raczej do siebie nie pasujecie, nie ten czas i miejsce, jej zachowanie pokazuje że nie dojrzała do czegokolwiek ... spróbowaliście nie wyszło, wiadomo jak się czujesz, co zrobić, każdy sie tak czuł nie raz ...
Ja uważam że na bank po zabawie z tamtym sie odezwie do ciebie, ja bym ją olał i skupił sie na studiach i zyciu studenckim w którym kobiet i wina ci nie zabraknie, sam zobaczysz chopie że szybko o niej zapomnisz
they hate us cause they ain't us
Pewnie chce ze mnie zrobić przyjaciółkę z kutasem więc wolę wcale z nia nie rozmawiać.
Dokładnie tak to widzę. Kulturalnie ją olewaj i niedługo samo ci przejdzie. Troche poboli, ale z perspektywy zobaczysz jakie świnstwo Ci zrobila.
Dzięki wszystkim za rady, w większości wasze zdanie na ten temat jest podobne do mojego. Bardzo mnie to cieszy. Wracając do niej: tak jak piszecie, cały czas próbuje do mnie zagadywać, opowiada o jakiś bzdurach, i przynajmniej raz dziennie mówi, że mnie nie rozumie dlaczego się nie odzywam. Ja nie zagaduję wcale, odpowiadam na pytania nawet nie zdaniami, raczej są to konkretne odpowiedzi złożone z pojedyńczych wyrazów, tyle. Tak wygląda moja kultura, lepiej nie będzie, nie krzyczę, nie wyzywam. Mój szacunek do samego siebie nie pozwala mi na bycie milszym
Nie mam ciśnienia na proszenie, podlizywanie, przepraszanie, więc o to że nie wytrzymam się nie boje. Dam radę, bardziej zależy mi na tym aby ten okres największego upokorzenia (bo czuję się tylko upokorzony) przetrwać wyciskając z niego najwięcej. Biegam, mam dostęp do sali gimnastycznej, mimo braku sprzętu zacząłem ćwiczyć (najbliższa siłownia to przynajmniej 10km a stałego dostępu do auta nie mam). Na tym tle mam jednak spore możliwości. Jestem chudzina, dlatego każdy kilogram poprawi zarówno kondycję fizyczną jak i psychiczną. Wcześniej, gdy byliśmy razem, również zaczynałem jednak brakowało mi motywacji.
To, że związek zawaliłem to prawda, tak jak piszecie, opuściłem gardę, stałem się mniej atrakcyjny w jej oczach. Ba, ja świetnie zdawałem sobie z tego sprawę, że większość czasu przelatuje mi koło nosa, ale kompletnie nic z tym nie robiłem. Nasza egzystencja została sprowadzona do wspólnego snu, wspólnych zakupów i wspólnego siedzenia każdy przy swoim komputerze, w między czasie, każde z nas chodziło na uczelnie
Moje przekonania, nie ucierpiały, aż tak bardzo, większym problemem jest wspólna integracja z grupa. Przez ostatnie 2 lata, nie wielu znajomych zyskałem, a wielu straciłem, przestałem sie umawiać na wspólne spotkania ze znajomymi (nie mówiąc nawet o imprezach). Na tym polu mam duże problemy, niby z każdym cos pogadam, nie jestem człowiekiem z którego ludzie sie śmieją, jednak odnoszę wrażenie, że nie potrafie tak do końca wejść do jakiegos grona znajomych. Jestem traktowany, bardziej jako chwilowy gośc, a nie członek paczki. Tak jakbym trafiał na osoby które kompletnie do mnie nie pasuja. Takie odnosze wrażenie i to chyba aspekt za który muszę wziąć się jak najszybciej, jeszcze przed konkretnym podrywem.
Pobyt, tutaj ma też pewne pozytywy. Nagle zdałem sobie sprawę, że można wstać o 4.30 rano, iść do pracy, wrócić o godzinie 16, iść pobiegać, na spokojnie sobie ugotować, poczytać coś o samorozwoju i jeszcze zostaje sporo czasu na inne rzeczy. 6-7 godzin snu wcale nie powoduję, że wygladam jak zombi, podczas gdy jeszcze 3 miesiące temu spałem po 10 godzin i więcej.
Z dnia na dzień, jest lepiej, wiem, ze to co robie to słuszna droga, wiem, że jeszcze wiele mnie czeka, ale powoli zaczynam odczuwać satysfakcje, bo potrafiłem z dna na dzień wstać i zacząć robić nowe rzeczy, za które wcześniej miałem tylko zamiar się zabrać.
Wyszło długo, ale mimo wszystko konkretnie, Pozdrawiam wszystkich takich jak ja, chcących być z dnia na dzień lepszym soba