Witam,
Szukałem na forum i w blogach i jakoś nie zauważyłem, może przeoczyłem. Chodzi mi o sens i jak wyglądają powroty statystycznie.
Załóżmy że było się z laską 3-5 lat, padło kupę nieprzyjemnych słów i rozstanie. Laska zaczęła się z kimś już spotykać, sypiać, etc. A ty zacząłeś za nią biegać, prosić, płakać, aż w końcu uległa i wracacie do siebie.
Jak facet będzie widziany w oczach tej kobiety...?? Czy z czasem nie straci do niego szacunku? A może na odwrót, bo walczył i płakał?
Czy ma to sens, czy takie powroty po takich długich (i tych krótszych, ale chodzi mi o faktyczne związki) związkach się udają?
Jakie są wasze doświadczania osobiste, znajomych... Jak to wygląda.
Proszę o normalne wpisy, wasze postrzeżenia i doświadczenia.
Statystycznie 100% osób które zakładają takie tematy chce wrócić do byłej i szuka argumentu by wytłumaczyć sobie swoje pieskowanie za nią. Bo przecież 80% skuteczności to byłby powód by pół roku łazić za nią z kwiatami i przepraszać że nie jeździsz porsche, prawda?
Nie prawda.
Nic nie jest wymówką by pieskować.
Olej te laskę, nie zasłaniaj się statystykami.
sialalalala! mmmmmiłość!
sialalalala! roomantyzm!
sialalalala! ruuuchanie!
sialalalala! penetracja odbytu! -u-u-u!
penetracja odbytu! -u-u-u!
No wiedziałem, że tak będzie
Ja nie pieskuję i nie przepraszam jeśli nie jest to moja wina.
Poważnie się pytam, jak to wygląda i czy to ma sens? Nie traci się z czasem w oczach takiej kobiety wartość?
Nie ma szans, że będzie mieć szacunek. Będzie mieć szacunek do tego, z którym sypia. Ty w jej oczach jesteś teraz mięczakiem, a jak będziesz błagał i prosił to może się zlitować i się zejdziecie, ale to nie jest rozwiązanie bo nie wytrzyma z taką cipą jak Ty długo.
Miałem kolegę, który błagał prosił, przepraszał. Tłumaczyłem mu żeby odpuścił. W końcu zrozumiał. Za jakiś czas znalazł lepszą laskę z którą jest do dzisiaj.
Ja jestem w takiej sytuacji, że dziewczyna mnie jeden raz zdradziła, nie miała romansu, nie flirtowała, pokłóciliśmy się, była pijana, okoliczności sprzyjające do zdrady i cóż..
Sam popełniłem wiele błędów "wychowawczych", nie dawałem emocji, nie rozwijałem się, stałem w miejscu.
Co tydzień mnie prosi, żebym jej dał jeszcze jedną szansę, kochaliśmy się bardzo ale póki ja nie odżyję nie pozwolę jej do siebie wrócić. Jak będzie wytrwała to może to zaowocuje, bo wiem że popełniła błąd i bardzo tego żałuje. Jest uczciwa, nie okłamała, przyznała się, ma u mnie szanse. Ale póki co ją spławiam i próbuję wrócić do siebie, bo w związku się zatraciłem.
Nie proś, nie błagaj, skreśl ją bo ma innego! Tamten ją rucha i są zadowoleni. Ty ją kochasz ale to nic nie zmieni, bo jej już na Tobie nie zależy, uświadom to sobie.
Nie bardzo rozumiem pytanie.
Przecież to właśnie moment, w którym powinieneś natychmiast przestać za nią biegać, prosić i płakać. Jak można próbować odzyskać kogoś, kto ma już kogoś nowego???
????????????????????
Ja tego nie rozumiem. Myśleć i tęsknić to sobie możesz, proszę bardzo - to z dnia na dzień nie minie, na to potrzeba czasu, fajnego nowego życia, nowych znajomych itd. Ale robić coś - cokolwiek - realnie? Kiedy ona umawia się z innym? Kiedy mówi do niego dokładnie takim samym językiem, jakim kiedyś mówiła do Ciebie? Kiedy go całuje i się z nim kocha? Kiedy się przytulają???
No... Rozkładam bezradnie ręce. Ja Ci się dziwię, naprawdę.
Pamiętaj, synu, me słowa: nie ma nic bardziej upokarzającego niż rywalizowanie o czyjeś względy. Ma innego = do widzenia, finito, the end. Koniec starań.
Ale jaki szacunek ona ma do Ciebie teraz, jaki szacunek mogłaby stracić? Gdzie, w którym momencie widzisz w jej zachowaniu szacunek? Ma go, kiedy kocha się ze swoim nowym facetem? Ma go, kiedy umawia się z nim na randki? Kiedy chodzą sobie do kina? Kiedy chodzi z nim na spacery dokładnie tam, gdzie chodziła z Tobą?
O jakim szacunku Ty piszesz? Chłopcze?!
Ona o Tobie w ogóle nie myśli. W poważaniu Cię ma, to owszem.
Tak, udają się. Jak w piosence Republiki: "Raz na milion lat". Ale nie wtedy, kiedy ludzie mają już kogoś nowego.
W tym zdaniu spektator wyczerpał temat.
Statystki to o kant dupy można rozbić
"Laska zaczęła się z kimś już spotykać, sypiać, etc. A ty zacząłeś za nią biegać, prosić, płakać, aż w końcu uległa i wracacie do siebie"
To jest kategorycznie całkowity brak szacunku dla siebie, jezeli Ty sam go nie masz to druga osoba tym bardziej ma Cie w chuju za przeproszeniem
Co najwyżej to ona może za Tobą zacząć biegać i prosić o przebaczenie
"Czy ma to sens, czy takie powroty po takich długich (i tych krótszych, ale chodzi mi o faktyczne związki) związkach się udają?"
Każdy przypadek,historia jest inna, w wiekszosci sensu to nie ma bo i po chuj przerabiać 2x to samo wiedząc jak sie tradycyjnie skończy,a później znowu jakieś depresje, załamania etc. ludzie sie nie zmieniają chyba że na gorsze, szkoda własnego zdrowia, nerwów..
Jak to mówią nie trać czasu dla kogoś kto nie ma go dla Ciebie
Jest tyle pięknych i zajebistych kobiet że naprawdę nie warto obracać się za siebie
Ciężko jest lekko żyć...
0 % a jak bedziesz robił to o co zapytałeś to w jej oczach też będziesz zerowy. i chyba serio źle szukałeś bo statycznie najmniej 10% tematów jest o powrotach do byłych.
W powrotach większego sensu nie ma. Swego czasu przerabiałem to i uwierz mi powody drugiego rozstania były bardzo podobne jak tego pierwszego czyli nic się nie zmieniło. Tylko przez jakiś czas dziewczyna miała maskę na twarzy i wyglądało to z pozoru pięknie. Straciłem nie potrzebnie swój cenny czas.
Odpowiedz sobie na proste pytanie dałbyś być radę z nią z powrotem ze świadomością, że w trakcie jak Ty za nią biegałeś i płakałeś w między czasie sypiała z innym?
Kieruj się w życiu szacunkiem do siebie bo inaczej nikt nie będzie miał szacunku do Ciebie.
Dobra Panowie,
Źle się wyraziłem, bo odebraliście to jak to bym ja biegał. Ale nie szkodzi bo wyraziliście to jednoznaczne.
Dla jasności ja jestem po tej drugiej stronie, ja korzystam. A moje pytanie powinno brzmieć tak:
Jak to wygląda z powrotami, czy się udają. Spotykam się właśnie z laską, która była w dłuższym związku, tak z 4 lata. Od początku, biega za nią jej EX, telefony, chęć spotkania, sms-y, prezenty, jazdy, robi jej mętlik w głowie, bo widać jest przez to rozpruta emocjonalnie i daje mi to czasami odczuć.
Czy taki koleś jest problemem? Czy w tej chwili, już dawno stracił w jej oczach?
Osobiście się jakoś nie boję, bo widzę co za pajaca z siebie robi, ale to był dość długi związek, więc może mieć to wpływ???
Jest problemem. Póki jej w sobie dostatecznie mocno nie rozkochasz ona o nim nie zapomni. Być z nim nie będzie chciała ale będzie mieć blokady, żeby z Tobą coś stworzyć. Moja rada jeżeli już bardzo chcesz z nią coś, nie angażuj się za bardzo i bądź bardzo ostrożny, ciągle przyglądaj się jej zachowaniu. Sam musisz zdecydować czy warto poświecić dużo więcej energii niż normalnie..
Według mnie postaw sprawę jasno lewa, albo prawa. Znam z przykładów życiowych, że taki piesek może wreszcie wyskomlić swoją kosteczkę. A Ty będziesz tylko jej chwilową przygodą. Wiesz może i stracił, ale sentyment z takiego długiego związku długo pozostaje i kobieta może grać w jakiś krzywe gierki np. spotykać się dalej z nim za Twoimi plecami.
"Jak to wygląda z powrotami, czy się udają."
I tak i nie. Tutaj jedyną dobrą odpowiedzią jest 'zależy'. Pozostaje jeszcze kwestia co to jest "udany powrót"? Że ludzie się zejdą? A jak po 10-15-20 latach pierdolnie znowu, ale już tak fest i na dobre, to był udany powrót czy nie?
Co do Twojej sytuacji, to jak laska nie jest wyzuta z uczuć, to normalne, że ją uwiera ta sytuacja, pewnie nieraz ma rozkminy czy dobrze zrobiła, jeżeli większość ich związku była na plus. Cztery lata nie tak łatwo za okno wyrzucić.
Jednak jej ex robi wszystko, żeby sobie zjebać ten upragniony "powrót", bo - jak zauważyłeś - robi z siebie pajaca. Takie zachowanie tylko ODPYCHA panny i działa na nie aseksualnie.
Pimpin' ain't easy, but somebody gotta do it.
A 9 miesiecy to jest zwiazek ?
Skąd wiesz, że gość biega, kwiaty, prezenty etc.? Ona Ci to powiedziała? Które z nich zerwało? Jak ona reaguje na taki bieg wydarzeń?
Pytam bo sam kiedyś wpadłem w rolę plastra w takiej sytuacji jak Twoja. Poznałem pannę, coś przebąkiwała o poprzednim długim związku, ale niespecjalnie się tym interesowałem. Z jej strony było spore zaangażowanie, dużo inicjatywy. I nagle wszystko prysnęło jak mydlana bańka - odezwał się były. Relacja obróciła się o 180 stopni, jakby nagle skończył się pokaz iluzjonisty. Ostatecznie wrócili do siebie, ale zanim to nastąpiło, laska wykorzystała naszą znajomość do podsycania zazdrości w tamtym (już w trakcie tego cyrku wspólnie spędziliśmy sylwestra, razem pojechaliśmy na narty). Mnie mówiła, że powroty nie są w jej stylu, gadki o niewchodzeniu do rzeki, to już przeszłość etc. A w rzeczywistości bzykała się już z nim w najlepsze (zresztą dostałem perfekcyjny pokaz tworzenia iluzji, 99% tego co mówiła na ten temat było kompletną bujdą - i to akurat cenne doświadczenie).
A co do szacunku po powrocie - ja bym nigdy nie wrócił. Po pierwsze nic nie będzie takie jak dawniej, prędzej czy później pojawią się pretensje z przeszłości. Po drugie - kiedyś popełniłem ten błąd i skończyło się fatalnie (całkowite wyzbycie szacunku do samego siebie plus manipulowanie mną na poziomie 'master').
* "Intuicja to wołanie rozumu"
* "Nie zgadzaj się na kompromisy, z którymi źle ci się żyje"
* "Człowiek niepotrafiący zadbać o własne granice jest jak ogród bez ogrodzenia, z którego każdy może korzystać, kiedy tylko mu się podoba."
Oj ja bym się pilnował, 4 lata... to kawał czasu i nie zdziwiłbym się gdyby ona go dalej kochała.
Jak koledzy wyżej pisali, niestety dziewczyny działają często prostym schematem - kryzys w związku - zrywają - ona znachodzi plaster - ex. się o tym dowiaduje - robi się zazdrosny - zaczyna prosić o drugą szanse - znów są razem
"Jeśli chcesz człowieka uszczęśliwić, nie dodawaj nic do tego, co posiada, ale ujmuj mu kilka z jego życzeń."
Puenta,
Ciekawi mnie czy wspomniała mu że pukałem ją po rogach, czy było kochanie przeprasza:)
Podziękowałem, a panna wróciła do EX
Osobiście nie wyobrażam sobie takich powrotów po dłuższych związkach, no ale ktoś musi być ofiarą...
Polsilver heh no sam widzisz, wybrała bezpieczną opcję, myślę że nie ma tu miłości tylko przyzwyczajenie, po co ryzykować i budować nowy związek jak tu ma bezpiecznego pieska ...
they hate us cause they ain't us
Też tak myślę, przyzwyczajenie, tylko mnie jedno zastanawia, czy to ma przyszłość, na dłużej?
Raz się posypało i czy nie będzie rak kolejny? Widzę to szaro i szkoda mi chłopaka, ale jak już wspomniałeś ktoś musi ciągnąć wodze...